Reklama

Reklama

Najemcy i wynajmujący miewają sprzeczne interesy

Nie wiesz, co to życie na krawędzi? Zajmij się nieruchomościami. Bywa naprawdę interesująco, zwłaszcza gdy w twoim mieszkaniu mili ludzie produkują narkotyki.

Czego chcieliby właściciele lokali pod wynajem?

- Przede wszystkim, żeby ludzie zachwycali się ich przeciętymi mieszkaniami. Czego jeszcze? Najbardziej terminowych płatności i braku kontaktu. Idealny najemca to ten, z którym ma się do czynienia dwa razy, no może trzy. Pierwsze spotkanie następuje przy podpisywaniu umowy, drugie - gdy najemca dzwoni, by umówić się na zdanie mieszkania, trzecie, kiedy odbieramy klucze. Cudownie jest, gdy widzimy, jak odbieramy mieszkanie, że lokal jest w podobnym stanie jak wtedy, gdy go przekazywaliśmy - opowiada jedna z właścicielek biura nieruchomości.

I kontynuuje rozważania: Dobrze, jeśli najemca nie dzwoni z byle powodu. Są tacy, którzy nie potrafią wkręcić żarówki. Kiedyś lokator zadzwonił, że ma awarię prysznica. Przyjechałam. Trzeba było dokręcić wąż do słuchawki. Potem dzwonił, że cieknie mu z ubikacji. Okazało się, że z pralki.

Rozmówczyni chce pozostać anonimowa, bo szanuje swoich klientów i nie chce im się narażać. Sama też ma własne nieruchomości, więc nie tylko potrafi doskonale wczuć się w skórę osoby, która ma lokal na wynajem, lecz zna z autopsji pewne sytuacje, o których wolałaby zapomnieć.

Reklama

- Kiedyś odbierałam osobiście pieniądze od najemców. Przyjeżdżałam do nich co miesiąc. Bardzo mili ludzie, częstowali mnie herbatą. Pewnego popołudnia do drzwi mojego domu zapukała policja. Otworzyłam im z synem na ręku, kruszynką taką, miał zaledwie tydzień. Okazało się, że w wynajmowanym mieszkaniu lokatorzy produkowali amfetaminę. Zdziwieni funkcjonariusze pytali, czy nie czułam żadnych podejrzanych zapachów, skoro bywałam tam regularnie. Nie czułam - wzrusza ramionami kobieta.

- Kilka razy musiałam włamać się do mieszkania, które wynajmowałam. Lokatorzy przestawali płacić i wyprowadzali się. Zresztą nie takie rzeczy się zdarzały. Kiedyś przyszłam do jednego mieszkania po to, by lokatorka podpisała dokument. Weszłam w sam środek imprezy. Przywitana zostałam z wielkim entuzjazmem i klepnięciem w tyłek. Po wyjściu od razu udałam się na komisariat, by zapytać się, co zrobić, by usunąć niechcianych najemców. Doradzono mi, żeby sąsiedzi jak najczęściej dawali znać o libacjach i wzywali policję. Sytuacja ciągnęła się przez kilka lat. W końcu głośni lokatorzy dostali mieszkanie zastępcze z gminy, a ja mogłam odzyskać swoją własność - opowiada. Zwraca też uwagę, że wielu właścicieli rozczarowało się takim sposobem zarobkowania.

- Pamiętam, jak pewna pani wynajęła swój mały dom. Mieszkały w nim... cztery owczarki niemieckie, bo właścicieli nigdy nie było. Parkiet był cały do wymiany - zasikany, pogryziony, zdrapany. Wynajmujący nie potrafili opiekować się własnymi zwierzętami, a co dopiero cudzym domem.

Powiedzieć, że ludzie są różni to nic nie powiedzieć - co wynajmujący, to inna postawa i inne oczekiwania. 7,8 lat temu zdarzały się mieszkania, gdzie na cegłach były położone materace. Właściciele uważali, że studentom to wystarczy. Czego obecnie oczekują lokatorzy?

- Tanich mieszkań o wysokim standardzie. Nie chcą, żeby właściciel ingerował w ich wynajęte domostwo. A, niestety, zdarzają się także kuriozalne sytuacje. Raz jedna z lokatorek była chora. Została w domu, wyciszyła telefon, chciała odpocząć i się wyspać. Nagle usłyszała, że ktoś przekręca klucz w zamku. Zamarła. Intruz z przedpokoju udał się do łazienki, z której dochodziły odgłosy przegrzebywanych szuflad i szafek. Dziewczyna była przerażona, dopóki nie okazało się, że w jej osobistych rzeczach grzebie właściciel. Potem było jej zwyczajnie niemiło i postanowiła znaleźć sobie nowe lokum. Właściciele jak widać, też mają swoje wady.

Bywa, że ich mieszkanie nie jest w dobrym stanie, kiedy zostaje wynajęte, ale przypominają sobie o tym dopiero, jak jej odbierają. Idealizują swoją własność i nie chcą oddawać kaucji. Na co właścicielka biura narzeka obecnie?

- Zdarza się, że szukający mieszkania nie odwołują umówionego spotkania. Przyjeżdżam, czekam, dzwonię - nie odbierają telefonów. Najbardziej szkoda straconego czasu. I benzyny - podsumowuje.

Jeśli więc wiecie z góry, że nie dojedziecie na umówione spotkanie z pośrednikiem, zadzwońcie, proszę. Niech nie czeka.

Czytaj więcej:

Gorzka sól epsom. Właściwości i zastosowanie w kosmetyce

Ojciec Leon Knabit krytykuje polskich mężczyzn

Kobiety pełne cnót


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje