Reklama

Reklama

Oczekiwania społeczne wobec matek się nie kończą

Kobieta powinna do macierzyństwa przygotować się świadomie. Najlepiej długo przed zajściem w ciążę, poprzez odpowiednią dietę, relaks i czytanie poradnikowej literatury.

W stanie błogosławionym robi dokładnie to samo, ale też pracuje, żeby jej kariera nie straciła rozpędu. Rodzi naturalnie, karmi piersią jak najdłużej, niezmiennie dbając o właściwą dietę, a przy okazji o dom, swój wygląd, relację z ojcem dziecka, dziadkami i całym światem. Nie zaniedbuje też intelektu, wiadomo, praca niby nie zając, ale jednak uciec może, trzeba być na bieżąco, żeby nie wypaść z kołowrotka.

Reklama

Po określonym czasie, przewidzianym ustawowo, niechaj wraca do zajęć, za które dostaje wynagrodzenie. Za bardzo jednak o owej pracy niech nie myśli, bo wtedy mniej będzie dumać o macierzyństwie, a jeśli zaniedba to pole - nadrobić się nie da. Chyba, że w przyszłości terapeuta zajmie się jej dzieckiem, dla którego ona czasu nie znalazła. Słowem - niech się ma na baczności.

Jeśli coś nie wychodzi, powinna popracować nad organizacją. I niech nie narzeka, bo jej babcia miała gorzej. Tetrowe pieluchy trzeba było prać na okrągło, nie było udogodnień w postaci zmywarki i robotów kuchennych. Gotowało się obiady, ale współczesna matka też powinna gotować, żeby wiedzieć dokładnie, co dziecku podaje. I jeszcze raz podkreślić należy - zadbana być musi, żeby świat już na pierwszy rzut oka widział, jak świetne sobie radzi z macierzyństwem.

Jeśli chodzi o macierzyństwo, nigdy oczekiwania społeczne nie były tak duże jak we współczesnym świecie. Rozwój nauk psychologicznych i neurobiologii nałożył na kobiety dodatkowe obciążenie, które można by ująć w jednym zdaniu: "To dzięki wam dziecko będzie bądź nie będzie szczęśliwe". To rzecz jasna duże uproszczenie, ale kto by się przejmował niuansami. Mały człowiek nie żyje tylko z opiekunem. Na swojej drodze spotka grupę rówieśniczą i innych dorosłych, mających wpływ na jego życie i postrzeganie siebie. Do tego dochodzą jeszcze indywidualne cechy osobowości i predyspozycje genetyczne. Matka ma ogromny wpływ na swoje potomstwo, ale nie tylko ona. O tym społeczeństwo zdaje się zapominać.  

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Magdalena Wiatrowska, założycielka Instytutu Świadomego Rodzicielstwa i Edukacji, mówi wprost: 

- Oczekiwania społeczne i presja, którą matki same na siebie nakładają porównując się z wzorami matek z social mediów, jest ogromna. Co im to robi? Gonią niedościgniony, wyimaginowany wzór - większość matek w social mediach jest wypielęgnowanych, wypachnionych, świecących przykładem zaradności, odpowiedzialności, a przy tym spontaniczności, oczywiście w tym również są boginiami seksapilu i wzorowymi żonami - co powoduje, że wzorzec "niewystarczająco dobra" wciąż się pogłębia i zamienia naturalną radość z macierzyństwa w poczucie udręczenia. Swoją drogą, ile można czerpać satysfakcji ze zmieniania pieluch i gotowania obiadków? Czas również nie jest z gumy, innym (głównie tym z social mediów) tak wspaniale się udaje, a "ja taka nieogarnięta" - wiadomo coś ewidentnie "musi być ze mną nie tak"!

- Żyjemy w iluzji, oglądając się na innych, wciąż się porównując, zapominamy o sobie i swoich talentach. Ba! Większość z nas uważa, że nie ma żadnego talentu! Do tego ciężar macierzyństwa dokłada kolejną cegiełkę, bo nikt nie powoduje w nas tyle trudnych emocji, co nasze dzieci. A dzieci patrzą na tę naszą batalię, czują nasze rozedrganie, wysysają z mlekiem matki poczucie nieadekwatności - podsumowuje założycielka Instytutu Świadomego Rodzicielstwa.

Porównania nie wychodzą na dobre

Jak gdyby tego było mało, najnowsze badania udowadniają, że mit doskonałej matki utrudnia bycie... doskonałą matką. Dążenie do ideału komplikuje rodzicielstwo. Profesor Sarah Schoppe-Sullivan badała 200 par, które starały wychowywać swoje latorośle stawiając wysoką poprzeczkę przede wszystkim sobie.

Matki wykazywały mniejszą pewność siebie, gdy analizowały, co pomyślą o nich inni. Ponadto częste korzystanie z mediów społecznościowych pogłębiało u nich poczucie depresji i zwiększało rodzicielski stres. A jak wiadomo - zestresowany rodzic nie jest dobrym rodzicem, bo zamiast uważności na potrzeby dziecka, odreagowuje na nim swój stres, nie panując nad własnymi emocjami.   

Czego potrzebujemy? Magdalena Wiatrowska w sześciu punktach podpowiada, co możemy zrobić, żeby być dobrym rodzicem. Oto one:

1. Ograniczyć obecność w social mediach, pamiętając o tym, że świat, który tam widzimy, jest światem wykreowanym - nie prawdziwym, "dawcy treści" pokazują - to co chcą pokazać.

2. Jeżeli już musisz się do kogoś porównywać, to najlepiej do siebie z wczoraj.

3. Życie to ciągła zmiana, praca nad sobą to proces, nic nie stanie się na pstryknięcie palcami.

4. Odpuszczanie, praca z emocjami, uważność na swoje reakcje, obserwowanie swojego dialogu wewnętrznego i sposobu, w jaki patrzę na świat pod kątem: "Czy to mi służy? Czy to naprawdę moje? Czy naprawdę chcę tak żyć? Co mogę zrobić dziś, żeby było lepiej? Co dla mnie znaczy lepiej?" - pozwalam sobie na zadawanie cennych pytań i analizę, nie zapominając o odpuszczaniu.

5. Zmianę zaczynam od małych kroczków i liczę się z tym, że po drodze będzie mnóstwo porażek. Porażki z kolei mogę traktować jak cenne lekcje - to dopiero zmiana perspektywy. Mogę się zmienić i zmienić swoje myślenie. Po co? Po to, żeby było mi lżej. Po to, żebym mogła świadomiej żyć i cieszyć się życiem w tu i teraz, nie kiedyś tam. Po to, żeby moje dziecko nie musiało odgrywać tych wszystkich ról grzecznej dziewczynki, gentelmana - wciąż oglądając się na innych i starając się ciągle dopasować. 

6. Być dobrą matką to przede wszystkim pozwalać sobie na bycie człowiekiem. To droga do poznania siebie, sprawdzania co moje, a co nadal robię, bo ktoś, mąż, matka, teściowa, kultura, społeczeństwo tego ode mnie oczekuje. Być dobrą matką to zdejmować z siebie kajdany oczekiwań i pozwalać sobie na odkrywanie siebie i swojej autentyczności - a to wymaga dużej odwagi i umiejętnego stawiania granic - można się tego nauczyć.    

Słuchaj, co dziecko mówi

Wspomniana profesor Sarah Schoppe-Sullivan mówi, że dobre rodzicielstwo wiąże się z byciem uważnym na potrzeby swoich dzieci. Podobnie uważa psycholog dr Monika Wasilewska:

- Często rozmawiam z pacjentami, w jaki sposób rodzice pytali ich o potrzeby, zaciekawiali się tymi potrzebami, byli na nie uważni. Okazuje się wtedy, że żaden z nich nie przypomina sobie sytuacji z dzieciństwa, w której matka zapytałaby: "Czego potrzebujesz? Czego ci brakuje? Czego byś chciał/chciała?". W wielu rodzinach było jasno określone co dzieci mają robić. Są pewne wymogi, zasady, reguły. Rodzic definiuje co dziecku jest potrzebne, rodzic "wie" co jest dobre dla dziecka. Myślę, że to jest główna przyczyna tego, że w dorosłości niektórzy nie wiedzą nawet, że mogą mieć jakiekolwiek potrzeby, czy że mają prawo je mieć. Skupiają się na potrzebach innych, czyli poświęcają się.

Dr Wasielewska zwraca też uwagę, że praca i rodzina często pomagają zużywać zasoby, a naszym zadaniem jest zadbać o to, żeby nie wyczerpały się one całkiem.

- Zadajmy sobie pytanie: "Co nas zasila, co nas karmi?". Dla jednych będą to wyjazdy do spa, dla innych sportowe wyzwania, jeszcze inni odpoczną na łonie natury. Czy to jest egoizm, gdy mówimy rodzinie: "Nie mam siły i muszę odpocząć, jadę na weekend w góry"? Jeżeli tak, to jest to zdrowy egoizm, ponieważ wracamy potem silniejsi, weselsi i chętniej znów angażujemy się w działania na rzecz innych - przekonuje psycholog.

To, że szczęście dziecka jest skorelowane ze szczęściem matki, jednoznacznie pokazują badania przeprowadzone na Uniwersytecie Londyńskim, na grupie aż 13 tys. par, którym urodziły się dzieci w 2000 i 2001 roku. Naukowcy wzięli pod lupę zadowolenie mam, gdy ich pociechy miały zaledwie 9 miesięcy. Po 14 latach okazało się, że dzieci kobiet bardziej zadowolonych nie wykazywały problemów ze zdrowiem psychicznym i były bliżej ze swoimi rodzicami niż inne nastolatki. Ponadto szczęście mamy powodowało też, że pary tworzyły udany związek.

Warto przemyśleć wyniki tych badań. I zdjąć z mam olbrzymią presję nierealnych oczekiwań otoczenia.   

***

Magdalena Wiatrowska założycielka Instytutu Świadomego Rodzicielstwa i Edukacji, Coach Świadomego Rodzicielstwa certyfikowany w Conscious Coaching Institute założonym przez Dr Shefali Tsabary w Nowym Jorku. Prowadzi pierwszy w Polsce głęboki proces rozwojowy dla Rodziców chcących żyć pełniej, bardziej świadomie i autentycznie. Więcej informacji: https://www.familypower.edu.pl/instytut-swiadomego-rodzicielstwa/  

Dr Monika Wasilewska pracuje w Zakładzie Psychologii Rozwoju i Zdrowia na Uniwersytecie Jagiellońskim, prowadzi też terapię indywidualną i terapię par. Powyższe wypowiedzi są cytatami z niepublikowanej książki "Jak być szczęśliwym dorosłym bez szczęśliwego dzieciństwa", która ukaże się jesienią br. nakładem wydawnictwa WAM.

Czytaj również: 

Zmarł kultowy polski raper!   

Poruszające wyznanie Ewy Farny!   

Kylie Jenner w skąpym bikini! 

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje