Reklama

Reklama

Richard Kuklinski: Nazywali go "The Iceman"

Richard Kuklinski gdy skończył 20 lat, miał już prawdopodobnie na koncie tyle samo ofiar, co lat. Zanim zaczął pracować dla włoskiej mafii, zamordował około stu osób. Psychologowie i psychiatrzy zgodnie twierdzili, że nie było drugiego takiego psychopaty, dla którego morderstwo było czymś tak zwykłym jak odkrojenie kromki chleba. Richard Kuklinski jest jednym z trzynastu najsłynniejszych w półświatku polskich kryminalistów, o których pisze Jarosław Molenda w książce "Bestie z polskim rodowodem. Mordercy, gwałciciele, terroryści". Przeczytaj jej fragment.

Co jak co, ale morderców mamy na światowym poziomie.

Nieco przewrotnie można pokusić się o stwierdzenie, że także na tym polu Polska udowadnia swoją wyższość nad innymi narodami. Richard Kuklinski - nie mylić z polskim asem wywiadu w CIA o takim samym imieniu i nazwisku - to przykładny mąż, dumny ojciec trójki dzieci, a także kiler do wynajęcia z zasadami.

W literaturze istnieją dwie wersje narodzin jego przydomku. Według jednej "The Iceman" wziął się od skłonności do... mrożenia zwłok. "Nazywaliśmy go Ice Manem - Człowiekiem z lodu - wyjaśniał Paul Smith, śledczy Biura do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Stanu New Jersey - bo niektóre ze swoich ofiar przetrzymywał przez jakiś czas w zamrażarce i dopiero potem porzucał w miejscu publicznym, przez co nie można było określić czasu zgonu".

Reklama

Inna wersja mówi, że przylgnął do niego taki przydomek, ponieważ nie czuł wyrzutów sumienia. Był zimny jak lód, dlatego jeden z jego kompanów ochrzcił go mianem "człowieka z lodu". I ten pogląd niejako potwierdzał sam zainteresowany: "Zabijając ich - wyznał Kuklinski Philipowi Carlo - nic nie czułem. Zupełnie nic. Dostawali to, na co zasługiwali. Jedynie wobec mojej rodziny żywiłem jakieś uczucia. Inni byli mi całkowicie obojętni. Niekiedy się zastanawiam, dlaczego jestem taki pusty w środku, dlaczego niczego nie odczuwam... Chciałbym, żeby ktoś mi to wyjaśnił. Naprawdę mnie to ciekawi".

W powszechnej opinii mordercy są pozbawieni uczuć. Czy rzeczywiście? "Richard Kuklinski - mówi dr hab. Daniel Boduszek, psycholog kryminalny - też był kochającym ojcem, dobrym sąsiadem, chodził do kościoła i dawał dotacje na kościół. To jest ta podwójna identyfikacja. Większość psychopatycznych morderców (ale nie chorych psychicznie) to na ogół ludzie z sąsiedztwa, których szanujemy. Jeden z nich przyjmował zlecenia zabójstwa wyłącznie poza terenem swojego zamieszkania. Schorowanej sąsiadce regularnie robił zakupy, wynosił śmieci. Nieprawda, że psychopaci nie mają emocji, że nic nie czują. Różnica między normalnym człowiekiem a tym, który ma wysokie tendencje psychopatyczne, polega na tym, że psychopaci mają niską skalę odczuwania, ale wysoką rozumienia uczuć".

Kuklinski jest doskonałym przykładem psychopaty z deficytem lęku, który wybrał dla siebie odpowiednie zajęcie: zabijanie na zlecenie... Kiedyś w jednym z wywiadów powiedział: "Byłem w stanie każdemu zrobić krzywdę, o każdej porze dnia i nocy. Nie czułem wyrzutów sumienia. Mogłem to robić bez przerwy, na okrągło". Ba, w rozmowie dla HBO w 2002 roku oświadczył z pewnego rodzaju dumą: "Jestem najgorszym koszmarem. jaki może się przyśnić".

Ten syn biednych emigrantów do tej pory uchodzi za jednego z najbardziej brutalnych i najsławniejszych morderców w dziejach Ameryki. Przez dziesięciolecia bezkarnie zabijał, pozostając nieuchwytnym dla organów ścigania. Był najlepiej opłacanym cynglem mafii.

Ale wśród jego ofiar są nie tylko ludzie zamordowani na zlecenie. Lubił też zabijać dla przyjemności, dla treningu i z ciekawości. Likwidował też swoich partnerów w prywatnych interesach. Ma na sumieniu życie ponad dwustu - jak mawiał o swoich ofiarach - "świnek morskich" i "szczurów". Niektórzy podejrzewali gangstera o koloryzowanie przytaczanych historii.

Nie podzielał tej opinii biograf zabójcy: "Książka powstała na podstawie dwustu czterdziestu godzin rozmów, które przeprowadziłem sam na sam z Richardem Kuklinskim w więzieniu stanowym w Trenton, New Jersey. Ilekroć to było możliwe, weryfikowałem relacje Richarda poprzez swoje kontakty w świecie mafii oraz w policji, poprzez lekturę raportów z miejsca przestępstw, a także analizę dokumentacji dowodowej, w tym zdjęć. Podczas naszych długich dyskusji Richard nigdy się nie chełpił naturą czy skalą własnych wyczynów: dziesiątkami morderstw, których dokonywał bezkarnie przez ponad czterdzieści trzy lata. Wręcz przeciwnie - udzielał informacji niechętnie, na skutek usilnej indagacji. W mojej opinii nigdy nie konfabulował, przedstawiał fakty uczciwie, a w swoich opowieściach był wręcz szokująco szczery".

Psychologowie i psychiatrzy zgodnie twierdzili, że nie było drugiego takiego psychopaty, dla którego morderstwo było czymś tak zwykłym jak odkrojenie kromki chleba. "To istne wcielenie szatana - twierdził Dominick Polifrone, tajny agent ATF - nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wcielenie szatana!"

Kuklinski wpadł przez swoją niecierpliwość, porywczość i w późniejszym czasie także zachłanność. Przez ćwierć wieku był skutecznym najemnikiem, który wykonywał zadania bezbłędnie, jednak kiedy zamarzył o własnym kręgu przestępczym, okazało się, że nie nadawał się do kierowania operacjami, o czym świadczą chociażby lekkomyślne morderstwa współpracowników i kontrahentów.

Według psychiatry, Parka Dietza, który rozmawiał ze skazanym w więzieniu, Richard Kuklinski odziedziczył skłonność do aspołecznych zachowań po swoich rodzicach, a panująca w rodzinnym domu przemoc jeszcze je wzmocniła. Można zatem stwierdzić, że jego genealogia, którą prześledził Marcin Luziński, zadecydowała o tym, kim się stał. Kwerenda wykazała, że przodkowie Stanleya Kuklinskiego pochodzą z północnego Mazowsza, przede wszystkim z powiatu ciechanowskiego, lecz także z powiatów: mławskiego, ostrołęckiego, przasnyskiego i płońskiego.

W ojcu Icemana płynęła przede wszystkim krew włościańska, ale nie tylko. Jego babka pochodziła z rodziny szlacheckiej. Rodowód Kuklinskiego jest w większości polski, ale część przodków była niemieckiego pochodzenia - prawdopodobnie Niemcem był jego prapradziadek. Nie wygląda też na to, by Richard Kuklinski miał coś wspólnego z Ryszardem Kuklińskim - "Kuklińscy pułkownika" pochodzili z południowego Mazowsza, z okolic Radomia, "Kuklińscy zabójcy" z parafii Krzynowłoga Wielka w powiecie przasnyskim. (...)

Ich rodzina przeniosła się na stałe do USA między 1913 a 1920 rokiem (a więc później niż wynikałoby to z informacji ze spisów amerykańskich). W momencie ślubu Jan Kukliński pracował jako służący w Karwaczu, przy urodzeniach kolejnych dzieci był opisywany jako robotnik. Według spisu powszechnego USA w 1940 roku był piekarzem.

Rodzinę Stanleya i Anny Kuklinskich można znaleźć w amerykańskim spisie powszechnym z 1940 roku. Według tego dokumentu Stanley, mający trzydzieści trzy lata, mieszkał ze swoją dwudziestodziewięcioletnią żoną Anną i dwójką dzieci - Florianem, siedmiolatkiem, i Richardem, pięciolatkiem - w Jersey City przy 210 Fourth Avenue. Zdaniem Marcina Luzińskiego zbieżność imion rodziców i dzieci oraz dat urodzenia dzieci z informacjami z innych źródeł pozwala z całą pewnością stwierdzić, że ten wpis dotyczy rodziny "Icemana".

Ojciec Richarda, Stanley/Stanisław, był alkoholikiem ze skłonnościami do przemocy, szczególnie domowej. Matka Anna pochodziła z katolickiej rodziny imigrantów z Irlandii. Jak podają źródła, przez pewien czas swego życia mieszkała w katolickim schronisku dla bezdomnych, gdzie według zeznań swojej babki była regularnie gwałcona przez księdza, odkąd skończyła dziesięć lat.

Miała typowy syndrom ofiary. Wyszła za porywczego mężczyznę i nigdy nie potrafiła obronić przed nim ani siebie, ani swoich dzieci. Przyszłego męża poznała na potańcówce przy kościele. Pobrali się trzy miesiące później.

Richard Leonard Kuklinski urodził się 11 kwietnia 1935 roku w Jersey City w stanie New Jersey, które stanowiło wówczas wielki ośrodek przemysłowy pełniący też funkcję przedmieść Manhattanu - od nowojorskich drapaczy chmur oddzielała Jersey City tylko rzeka Hudson. Ojciec pracował na kolei jako hamulcowy, matka Anna McNally była pakowaczką w zakładzie mięsnym. Stanley i Anna mieszkali w portowej dzielnicy Hoboken.

Richard wychowywał się w patologicznym domu, gdzie był nieustannie bity i poniżany przez oboje rodziców. Matka była gorliwą chrześcijanką i próbowała siłą wpoić synowi swoją wiarę, nie stroniąc przy tym od agresji. Była też prawdopodobnie niezrównoważona psychicznie, co ciężko było w tamtych czasach zdiagnozować. W jednym z wywiadów Kuklinski powiedział, że za dziecka był świadkiem, jak matka próbowała zabić ojca kuchennym nożem.

Z badań psychologa kryminalnego Daniela Boduszka wynika, że ponad osiemdziesiąt procent seryjnych zabójców w dzieciństwie regularnie doświadczało przemocy w rodzinie. A jeszcze więcej nie doświadczyło w dzieciństwie psychologicznej więzi z rodzicami. "Wychowywałem się w zasranej rodzinie. Matka i ojciec byli popieprzeni. Nie lubili mnie. [...] W domu jedyną odmianą bicia przez ojca było bicie kijem od miotły przez matkę" - wyznawał Kuklinski, którego rodzice, gorliwi katolicy, surowo wychowywali w myśl zasady: "Różdżką Duch Święty dziateczki bić radzi".

Fragment książki "Bestie z polskim rodowodem. Mordercy, gwałciciele, terroryści", Wydawnictwo Replika, premiera 8.02.2022.

Zobacz także:

Martin Couney i wystawy wcześniaków. Kontrowersyjna historia powstania inkubatorów

Olga Hepnarová: Ostatnia kobieta skazana w Czechosłowacji na karę śmierci

Spotkanie w górach. Kuchnia Stalina


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy