Reklama

Reklama

Travel shaming: Kolejna plaga 2020 roku?

Rok 2020 nie jest dla nas łaskawy. Pandemia koronawirusa wciąż trwa i nie daje za wygraną. O tym, jak świat zmieni się po takiej tragedii, dowiemy się zapewne później, ale już widać, że niektóre niepokojące trendy wzmacniają się we współczesnych społeczeństwach. Jednym z nich jest travel shaming. W Polsce przekonali się o istnieniu tego zjawiska celebryci. Internauci nie mieli litości dla takich gwiazd jak Katarzyna Cichopek, Weronika Sowa, czy Katarzyna Skrzynecka.

W dobie pandemii dalekie, egzotyczne podróże zeszły na drugi plan. Odwołaliśmy długo wyczekiwane urlopy i zaszyliśmy się w domach. Jedyną formą podróżowania stały się wirtualne przewodniki po najciekawszych miejscach na świecie, zdjęcia z minionych wypraw lub relacje blogerów, którzy najczęściej spędzali czas izolacji w rajskich okolicznościach.

Chcąc nie chcąc zaczęliśmy coraz więcej czasu spędzać na przeglądaniu mediów społecznościowych. Rosnąca frustracja niemożnością wybrania się na wymarzone wakacje znalazła ujście na profilach influencerów, którzy koncentrują karierę wokół podróży. Nie zaprzestali oni bowiem swoich wojaży. W miarę możliwości przemieszczali i wciąż przemieszczają się z miejsca na miejsce, a ich obserwatorzy nie szczędzą im krytyki. Fala internetowego hejtu przybrała ogromne rozmiary i stała się trendem. Teraz podróżnicy wybierając się na wyprawy, mając z tyłu głowy, że pod każdym postem czeka ich masa negatywnych komentarzy.

Reklama

Travel shaming nie dotyczy wyłącznie popularnych w sieci osób. Z nienawistnymi opiniami muszą mierzyć się również zwykli ludzie, dla których częste przemieszczanie się było sposobem na życie i codziennością.

Skąd się wzięło zjawisko travel shamingu?

Nazwa tego zjawiska wykorzystywana jest głównie w kontekście trwającej pandemii, choć źródła jej pochodzenia należy szukać w 2018 roku. Wówczas grupa celebrytów ze Szwecji zapoczątkowało ruch "flygskam" (szwed. lot wstydu), który w założeniu miał zniechęcić ludzi do częstych podróży samolotami. W akcji wzięła udział między innymi złota medalistka olimpijska Bjorn Ferry oraz Malena Ernman, wokalistka i matka Grety Thunnberg.

Szwedzi ochotą głosili w mediach społecznościowych hasła namawiające pozostałych internautów do zaprzestania dalekich i częstych podróży samolotami. Facebookowe kampanie, takie jak ta o nazwie "Nie latam samolotami - ze względu na klimat" przyczyniły się do zmniejszenia ilości międzynarodowych lotów ze szwedzkich lotnisk aż o 4%.

Według profesora Avita Bhorwmika z Uniwersytetu w Sztokholmie tak zawrotne osiągnięcie flygskamu było możliwe dzięki wyjątkowo obrazowym narzędziom przekazu, jakie wybrali przemawiający do Szwedów celebryci. Wizja katastrofy ekologicznej, tonącej w plastiku planety i unicestwienia wszelkiego życia dała mieszkańcom wiele motywacji do zrezygnowania z lotów. Co ciekawe, silnym impulsem do działania okazało się zapewnienie, że każda osoba, która przyłączy się do wspomnianego ruchu, jest w stanie przyczynić się do zmiany tego dystopijnego obrazu przyszłości.

Podróżnicy w ogniu krytyki

Szwedzki flygskam stał się problemem globalnym za sprawą koronawirusa. Posiadający już społeczny i kulturowy bagaż termin, miał posłużyć wstrząśniętym lekkomyślnością internautom, jako narzędzie do piętnowania nieodpowiedzialnych zachowań podróżujących podczas pandemii ludzi. Tym razem zjawisko przybrało szerszą nazwę. Travel shaming to według amerykańskich naukowców i mediów nowy trend, który jest naturalną reakcją społeczną w czasach pandemii. Niektórzy nazywają go nawet kolejną plagą 2020 roku. Jednak według profesor psychologii i autorki książki "Shame and Guilt" (ang. wstyd i wina), June Tangeney, taki rodzaj potępienia nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

"Czy skutecznym jest wzbudzanie w kimś poczucia winy, bo nie dostosowuje się do oczekiwanego przez nas zachowania? To daje zupełnie odwrotny rezultat. Piętnowana osoba przybiera obronną pozę oraz może zareagować agresją" - tłumaczy.

Użytkownicy mediów społecznościowych wydają się jednak nie przejmować naukową analizą zjawiska, które tworzą. Przekonała się o tym między innymi Sara Archer, cyfrowa nomadka, która obecnie rezyduje w Bostonie. W rozmowie z dziennikarzami stacji CNN opowiedziała o swoich doświadczeniach z travel shamingiem.

"Mam chłopaka w Szwajcarii, więc próbowałam na wszelkie możliwe sposoby dostać się do Europy. Nie jest to jednak łatwa sprawa dla posiadacza amerykańskiego paszportu" - wyznała.

W końcu para spotkała się w Serbii, która otworzyła swoje granice dla Amerykanów na początku maja. Chwilę po przyjeździe Sary, Chorwacja również zaczęła przyjmować turystów. Kobieta postanowiła więc wypożyczyć samochód i przetransportować się nim do najbliższego lotniska, a później przedostać się samolotem do Zurychu. Archer podkreślała wielokrotnie w rozmowie z dziennikarzami, że starała się zachować wszelkie środki ostrożności podczas podróży. Swoimi doświadczeniami podzieliła się z instagramowymi obserwatorami i właśnie wtedy zaczął się jej koszmar.

Internauci zbombardowali Sarę prywatnymi wiadomościami, zarzucając jej lekkomyślność. Twierdzili, że jest samolubna, skoro w tak trudnym dla wszystkich momencie odważyła się wyjechać ze Stanów i przemieszczać po Europie.

Podobna sytuacja spotkała amerykańskiego blogera i twórcę podróżniczych podcastów, Matta Longa. Pod koniec sierpnia wybrał się na wycieczkę po stanach, w których nie obowiązywała kwarantanna po przyjeździe. Jednym z punktów wyprawy był Disney World na Florydzie. Matt spotkał się z ogromną krytyką mieszkańców, którzy nie byli zadowoleni z jego wizyty w stanie.

"Krytykowali mnie ludzie w sieci oraz mieszkańcy Florydy. Byli poirytowani moją obecnością w okolicy. W końcu jestem z innego stanu. Oni tu, jak tłumaczyli, walczą o życie, a ja sobie przyjeżdżam na urlop i pogarszam sytuację" - powiedział w rozmowie z "USA Today".

Travel shaming w Polsce

W Polsce również nie brakuje przykładów travel shamingu, choć krytyka najczęściej dotyka celebrytów. Swoimi wojażami po kraju na początku pandemii pochwaliła Katarzyna Cichopek. Aktorka znana z serialu "M jak Miłość" wybrała się ze swoim mężem do zamku w Mosznej. Relację z wycieczki zamieściła na Instagramie, a pod postem zaczęły się pojawiać krytyczne głosy. Jedna z fanek zarzuciła Katarzynie, że wybrała się na wymuszony urlop po Polsce z powodu pandemii koronawirusa i wcale nie zamierza doceniać piękna naszego kraju.

Z krytyką ze strony internautów spotkała się również Katarzyna Skrzynecka. Aktorka na początku pandemii żaliła się w mediach społecznościowych, że ze względu na pandemię i brak pracy nie odwiedzi swojej ukochanej Grecji.

"Obyśmy mogli latem pracować, żeby wyjść z debetów. Ukochaną Grecję raczej będziemy wspominać, oglądając zdjęcia i gawędząc z greckimi przyjaciółmi na wideo czatach. Takie czasy" - napisała w jednym z postów.

Nie minęło wiele czasu i fani Skrzyneckiej mogli podziwiać jej wakacyjne zdjęcia z wczasów last minute. Katarzyna zaznaczyła jednak, że stosuje się do wszelkich zasad bezpieczeństwa. Wszędzie zakładała maseczkę i pamiętała o dezynfekcji rąk. To jednak nie przekonało internautów, którzy swoje frustracje postanowili wylać w komentarzach pod postami aktorki.

Do podobnych spięć dochodziło również na linii celebryta-celebryta. Znana polska blogerka Deynn publicznie skrytykowała influencerkę Wersow za to, że mimo wzrostu zachorowań na Covid-19 wybrała się do Stanów Zjednoczonych.

"Tego nie popieram. Werka ja rozumiem wszystko, ale my osoby publiczne w takich sytuacjach powinniśmy świecić przykładem. Stany mieliście w planach długo, okej my też mieliśmy wyjazd, inne osoby publiczne także miały wyjazdy, nasi obserwatorzy też mieli zaplanowane wyjazdy życia, na które odkładali długo. Kurczę, ogląda was młodzież z całej Polski!" (pisownia oryginalna) - Deynn podsumowała sytuację w komentarzu pod zdjęciem Weroniki Sowy.

Wersow nie skomentowała reprymendy znanej blogerki i zablokowała możliwość komentowania zdjęć zrobionych w USA. Krytyczna sytuacja epidemiologiczna zmusiła całą "Ekipę" do odbycia kwarantanny w kalifornijskiej posiadłości, o czym często wspominali na instagramowych relacjach. Natomiast prowokatorka całego zamieszania, Deynn, wybrała się na wymarzone wczasy ze swoim mężem Danielem Majewskim. Fani nie zapomnieli jednak o jej wcześniejszym konflikcie z Weroniką Sową. Pod pięknymi wakacyjnymi fotografiami blogerki zaczęły pojawiać się komentarze, w których internauci zarzucali jej hipokryzję.

Spotkaliście się już z przykładem travel shamingu w mediach społecznościowych?

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje