Reklama

Reklama

Agata Wiśniewska: Potrzebujemy różnorodności

Agata Wiśniewska wzięła udział w najnowszej edycji programu "Top Model" /Anna Cymerman /materiały prasowe

- W niemal każdym miejscu na świecie krągłe kobiety noszą krótkie spódniczki i nie przejmują się niepochlebnymi opiniami. Emanują swoją kobiecością. Na szczęście w naszym kraju jest ich również coraz więcej - mówi Agata Wiśniewska, pierwsza modelka plus size w programie "Top Model".

Sara Przepióra, Styl.pl: Jak wyglądały twoje początki w branży modowej?

Agata Wiśniewska: - Musiałam naprawdę się napracować, aby się przebić. Gdy wyrzucali mnie drzwiami, to wchodziłam oknem. Plus size w Polsce nie cieszy się popularnością, nie jestem też zbyt wysoka. Najpierw dostałam sporo odmów. Potem postanowiłam udowodnić, że naprawdę się nadaję i sobie poradzę.

- Moim pierwszym modelingowym zleceniem była sesja sukien ślubnych w Katowicach. Zdjęcia odbywały się przy katedrze i pamiętam, że przechodziło tam mnóstwo osób. Na początku bardzo się stresowałam, ale potrzebowałam dosłownie chwili, żeby się rozluźnić. Wiedziałam, że przede mną mnóstwo pracy: nauka świadomości ciała, mimiki - to wszystko nie przychodzi od razu. Podczas tej sesji poczułam też, że modeling to zajęcie dla mnie.

Reklama

Czym jest dla ciebie modeling?         

- Przede wszystkim pasją, czymś, co mnie napędza. Oprócz sesji płatnych, sama też je organizuję: szukam makijażystki, fotografa, miejsca, tematu, a potem koordynuję całe wydarzenie. Najczęściej współpracuję z Magdaleną Chmielewską i Anną Cymerman - to mój dream team.

- Organizacja sesji to coś, co lubię. Wraz z dziewczynami staramy się, aby każda z nich była inna, choć zazwyczaj odbywają się w studiu. Jeśli chodzi o zdjęcia w plenerze, moimi ulubionymi są te w orientalnym klimacie wykonane nad morzem przez Kamilę Kawałkowską i wcześniejsze z Kasią Bylicką - bardzo naturalne i sielskie. Myślę, że sesja z Martą Machej, o której zresztą od dawna marzyłam, będzie świetna. Niedługo się przekonam, bo na zdjęcia jeszcze czekam.

Masz jakieś modowe marzenie?

- Odkąd pamiętam, chciałam wziąć udział w sesji zdjęciowej dla Asosa. Podoba mi się to, że promują różnorodność i pokazują naturalne kobiece piękno. Marzy mi się też wielka kampania. Zobaczyć siebie na billboardzie to byłoby coś. Chciałabym też pójść w pokazie, w którym występują kobiety o różnych sylwetkach oraz kolorach skóry. Wyobrażam sobie, że ten pokaz byłby wesoły, taneczny, z prawdziwymi emocjami.

Dlaczego modeling plus size jest potrzebny światu mody i jego odbiorcom?   

- Dlatego, że potrzebujemy różnorodności. Chcemy wiedzieć, jak dane ubranie będzie na nas wyglądać, a przecież nie wszyscy nosimy rozmiar zero.   

Czy uważasz, że kanony piękna zmieniły się przez lata?

- Nie przepadam za słowem kanon. Gdy ludzie używają tego zwrotu, mają na myśli najczęściej rozmiar zero. Nie wpływa to dobrze na osoby w większym rozmiarze. Kto w ogóle ustala te normy? A jeśli ktoś je ustalił, to z całą pewnością znajdzie się osoba, która może je zmienić. 

 - Uważam, że za granicą dzieje się dużo więcej. Modelki plus size widnieją na okładkach Vogue, chodzą w pokazach Versace, prezentując pięknie ekskluzywne ubrania. Polska czyni pewne kroki, ale moim zdaniem zdecydowanie za małe.

Na następnej stronie dowiesz się, co motywowało Agatę do wzięcia udziału w programie "Top Model" >>>

 Wydajesz się być bardzo pewną siebie osobą. Zawsze tak było?   

- Niestety nie. Odkąd pamiętam, miałam problem z poczuciem własnej wartości. To zdanie innych było dla mnie wyznacznikiem tego, w jaki sposób na siebie patrzę. Teraz już nie jest. Bo kogo masz być pewna, jak nie siebie?

Pracujesz na co dzień w salonie sukien ślubnych Marty Trojanowskiej. Spotykasz pewnie mnóstwo kobiet, które nie wierzą w siebie lub nie do końca akceptują swój wygląd.

- Otaczamy się pięknymi obrazkami, idealnymi sylwetkami czy uśmiechami z Instagrama i gdy sami tak nie wyglądamy, mamy poczucie, że coś jest z nami nie tak. Dlatego uważam, że powinniśmy widywać osoby w każdym rozmiarze na okładkach gazet czy w telewizji. Warto pokazywać po prostu różnorodność. Pewnego razu przyszła do nas klientka, która nie lubiła swoich rozstępów. A przecież one na pośladkach wyglądały piekielnie seksownie! Niczym pioruny. Często to, czego my w sobie nie lubimy, innym podoba się najbardziej.

W jaki sposób pracowałaś nad budową własnej wartości i jak długo musiałaś uczyć się akceptowania samej siebie?

- Chciałam być osobą, którą będę w stanie polubić. Bardzo dużo w sobie przepracowałam, w większości to, co mi nie pasowało w moim charakterze. Ciało to ciało, dbajmy o nie, ale nie zapominajmy, że wszystko zaczyna się w głowie.

Czym są dla ciebie media społecznościowe? Jakbyś oceniła zaangażowaną na Twoim profilu społeczność?   

- Media społecznościowe to dla mnie forma rozrywki. Są również miejscem, gdzie mogę "spotkać się" z moimi obserwatorami. Sama również czerpię wiele inspiracji z innych kont. Uwielbiam obserwować profile dziewczyn, które są naturalne i niczego nie tuszują przed światem. Dzięki nim mając gorsze dni, mogę poczuć się lepiej, wiedząc, że jestem jedną z nich.   

- Jak bym oceniła zaangażowaną na moim profilu społeczność? Zacznę od tego, że w niedługim czasie moje konto odwiedziło sporo kobiet. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ to właśnie im dedykuję swoje przesłanie. Najczęściej rozmawiamy w wiadomościach prywatnych i czuję, że to co robię, w pewien sposób im pomaga. Po programie dostałam bardzo dużo wiadomości z podziękowaniami. Użytkowniczki były wdzięczne za to, że poszłam do "Top Model" i wypowiedziałam się w imieniu kobiet w większym rozmiarze. Wspominały, że dzięki temu co robię, zaczynają patrzeć na siebie inaczej.

Na świecie przebija się trend body positive. Kobiety zaczynają doceniać swoje atuty. Jak oceniasz kondycję tego trendu w Polsce?

- Polska pod wieloma względami jest zamknięta, czy mowa tu o tolerancji, czy akceptacji innych i siebie. W niemal każdym miejscu na świecie krągłe kobiety noszą krótkie spódniczki i nie przejmują się niepochlebnymi opiniami. Emanują swoją kobiecością. Na szczęście w naszym kraju jest ich również coraz więcej.

Czy zgadzasz się z tym, że my kobiety często trwamy w przekonaniu, że musimy zmienić pewne rzeczy w wyglądzie, aby być akceptowanymi w pracy czy relacjach z innymi ludźmi?

- Jasne, że tak. Wiele kobiet ma również problem z tym, żeby zadowolić przede wszystkim siebie. Wiecznie nam coś nie pasuje, chcemy się non stop udoskonalać. Myślę, że zbyt często kierujemy się wyglądem innych podczas kreowania naszego wizerunku. Wydaje nam się, że ktoś zdecydowanie lepiej wygląda, ma ciekawsze atuty, a to nieprawda. Od akceptowania samego siebie wszystko się zaczyna, wtedy to, że ktoś nie przyjmuje nas takimi jakimi jesteśmy, już nie powinno nas obchodzić.

Czy uważasz, że twój udział w programie zapoczątkuje rewolucję w sposobie promowania różnorodności?

- Myślę, że będzie to raczej powolny proces. Nie uważam, żeby nastąpił jakiś przełom, choć zmiany na pewno nas czekają.

- Zgłosiłam się do programu właśnie po to, by coś w Polsce zmienić. Nie zamierzam się jednak na Polsce zatrzymywać. Chciałabym, by ludzie otworzyli głowy i zaczęli myśleć samodzielnie. Jeśli niektórzy nie doszli jeszcze do pewnych rzeczy sami, to liczę, że dzięki mojemu występowi w programie spojrzą na te sprawy z innej perspektywy. Do tych, do których miałam dotrzeć, dotarłam. Z pewnością dziewczyny w większym rozmiarze zobaczyły, że nie są same i poczuły się ze sobą lepiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje