Reklama

Reklama

Coimbra - miasto opowiadające historię Portugalii

W połowie drogi z Lizbony do Porto leży niezwykłe miasto, które odegrało znaczącą rolę w dziejach Portugalii. Było przecież jej pierwszą stolicą. Założony tutaj 750 lat temu uniwersytet jest najstarszą czynną bez przerwy wyższą uczelnią Portugalii i jedną z najstarszych na świecie. Miasto ma dzięki studentom specyficzną atmosferę. Żyje 24 godziny na dobę, ale w nieco leniwym tempie i melancholijnym nastroju.

Kruczowłosa Bruna Santos sfrunęła dosłownie ze średniowiecznych schodów. Przez kilka godzin broniła swoją pracę doktorską z chemii organicznej. Nim świeżo upieczona badaczka reakcji chemicznych ruszy w miasto, by świętować sukces, obchodzi swój ulubiony uniwersytet i podziwia widoki z murów, w których spędziła ostatnich kilka lat.

A widoki te są niezwykłe! Gdy patrzy się ze wzgórza, na którym usytuowany jest uniwersytet, Coimbra przypomina średniowieczny starodruk, w którym nowsze teksty pisane są na starszych, przysłaniając je, lecz nigdy całkowicie.

Reklama

I tak właśnie pokazuje się to miasto – w którym spomiędzy finezyjnych renesansowych murów wychylają się katedry z wczesnego średniowiecza, a w tle pojawiają się kamienne rzymskie łuki.

Coimbra zawsze była ważna. Dla Rzymian, którzy zostawili tu wspaniały akwedukt. Dla Wizygotów, którzy tu postawili swoją warownię. Dla pierwszych muzułmanów, którzy już w VIII wieku rzucili się przez Gibraltar do zdobywania Półwyspu Pirenejskiego. Dla Maurów, którzy także z Coimbry przez trzy stulecia panowali nad połową Hiszpanii i Portugalii.

Gdy król Ferdynand I w XI wieku rozpoczął proces rekonkwisty – definitywnego wypierania ich ze swych ziem – dla Coimbry nastał złoty wiek. Miasto leżące na skrzyżowaniu dróg, w połowie odległości między Porto a Lizboną, szybko zyskało twierdzę i rozległe miejskie mury a pośrodku nich wystawną katedrę o ścianach tak strzelistych, że do dziś niektórzy piszą, że był to kościół obronny.

Okoliczne żyzne ziemie zapewniały stały dopływ płodów rolnych, aromatycznych win i... podatków. Był czas, że Coimbra była wręcz miastem w Portugalii najważniejszym. Przez 120 lat była jej stolicą, tracąc tytuł w 1255 na rzecz Lizbony.

Miasto postawiło wtedy na naukę. Uniwersytet działa tam nieprzerwanie od 1290 r. Gdy spaceruję po dziedzińcach tej uczelni, mam wrażenie, że to nie szkoła, tylko pałac.

Na sufitach wymalowano herby możnych wspierających uczelnię. Pod ścianami przygotowano dla nich trony. Największe wrażenie robi biblioteka. Mieści zbiory tak cenne i delikatne, że jest otwierana tylko na kilka godzin dziennie.

Skryta za dwumetrowymi murami, przypomina ociekający złotem rokokowy kościół, a nie świątynię moli książkowych! 

– To wspomnienie po czasach, gdy Portugalia była jedną z dwóch największych morskich potęg kolonialnych – przypomina przewodnik. Złoto, szlachetne kamienie, przyprawy i inne egzotyczne produkty przypływały do portugalskich portów, napędzając żywiołowy rozwój kraju. To wtedy powstawały liczne zamki i klasztory, które dziś – jako tzw. Pousadas de Portugal – oferują możliwość spędzenia nocy w królewskich apartamentach za rozsądne kwoty.

Gdy spaceruję po Coimbrze dłużej, gdy zaszywam się w jej stromych, wąskich uliczkach, zaczynam wyraźnie widzieć jej naukowy sznyt. Pomiędzy wydziałami krążą dziesiątki studentów. Na dziedzińcach dawnych klasztorów siedzi zaczytana młodzież. Nawet graffiti malowane sprayem na ścianach nie sławią gwiazd popkultury, ale wiedzę! Wielki napis po grecku głosi pochwałę „sofii”, czyli mądrości.

Nie zawsze jednak w Coimbrze było tak różowo. Wraz z upadkiem kolonii, uwalnianiem się spod władzy Lizbony dalekich krajów Azji oraz Brazylii, kraj, a z nim i jego dawna stolica, odcięte od łatwego zysku, popadły w marazm, melancholię i tęsknotę. O tych uczuciach najpiękniej opowiadają dziś muzycy grający i śpiewający fado. Gitarowa muzyka cudownie łączy się i przeplata z rzewnym śpiewem. 

Szczególnie pięknie brzmi w labiryncie starych uliczek niedaleko katedry. Tam, gdzie nawet rzeźba kobiety ma profil portugalskiej odmiany gitary. Tam, gdzie każdy sprzedawca pieczonych kasztanów jadalnych nuci swoje fado i gotów je zaśpiewać każdemu, kto kupi rożek jego dymiących smakiem południa owoców. Tam łatwo uwierzyć, że fado to najpiękniejsze dźwięki świata.

Marcin Jamkowski


Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy