Reklama

Reklama

Kwaternicy, czyli usługi noclegowe dla ludności

Czytanie wakacyjnych ofert najmu to szczególna umiejętność. To zdolność lektury na metapoziomie odnajdywania ukrytych znaczeń, łamania semantycznych kodów. Kompetencja, która śmiało mogłaby stać się (o ile jeszcze się nie stała) przedmiotem naukowych analiz.

Każdego roku, gdy tylko kurz po majówce opadnie, zimna Zośka minie, a słońce na dobre wychynie zza chmur, dzwoni do mnie bliska-mi-osoba i zadaje dwa bardzo ważne pytania.

Pytanie pierwsze brzmi: Czy już wiesz, gdzie jedziesz na wakacje?

Odpowiedź zwykle jest twierdząca. Bliska-mi-osoba zadaje więc pytanie drugie, które zdaje się być nawet ważniejsze od pierwszego.  

Pytanie drugie brzmi: Czy masz już kwaterę?!

Nie pokój, nie apartament, nie hotel, nie nocleg nawet, tylko "kwaterę".  Zawsze "kwaterę", jak w wojsku. Bo z tymi sprawami w sezonie nie ma żartów.

Reklama

Zdaniem bliskiej-mi-osoby kwatera jest jak stomatolog, jak mechanik samochodowy, jak hydraulik i fryzjer razem wzięci - znalazłaś dobrego czy dobrą? To się jej trzymaj i nie marudź. I ma bliska-mi-osoba świętą rację, bo z czym jak z czym, ale z tymi sprawami w sezonie nie ma żartów. 

Zobacz również: Ile w tym roku trzeba będzie wydać na wakacje? Tak drogo jeszcze nie było

Wakacje grozy w trzech odsłonach

Kto nie wierzy, niechaj słucha.

Kuba, lat 37: Byliśmy na studiach, kolega zaproponował wyjazd w większym gronie. Wpisał w wyszukiwarkę "nocleg nad morzem". Wyskoczyła oferta - po zdjęciach sądząc - całkiem atrakcyjna. Przyjeżdżamy na miejsce: nora. Owszem, pościel była czysta, ale poza tym wszystko stare, niedomyte, zardzewiałe.  Garnki w kuchni miały dwucentymetrową warstwę tłuszczu.

Paulina, 35 lat:  niewielka, nadmorska miejscowość w Polsce, szczyt sezonu. Mieliśmy wynajęty pokój z łazienką, z balkonem wychodzącym na morze. Na miejscu burkliwy właściciel mówi nam, że była zamiana i dostaniemy inny pokój. Z widokiem na sąsiedni dom bo "ktoś inny dostał nasz". Sam pokój ewidentnie był kiepsko posprzątany, o ile w ogóle, pełen piasku po wcześniejszych gościach. Kosz na śmieci nie był opróżniony. Jak zwróciłam na to uwagę, właściciel wzruszył ramionami i powiedział, że jest jak jest i możemy nie brać. Nie wzięliśmy. Był to błąd, bo wylądowaliśmy jeszcze dalej od morza w sąsiedniej wiosce. Ale cóż, zasady.

I na koniec dorzucę moją własną mikrohistorię: Apartament w Lizbonie. Fajny, szkoda że bez okna. To, co na zdjęciach w internecie zdawało się być oknem, okazało się zasłoną, powieszoną na ścianie.

Kto nie wierzy opowieściom zasłyszanym, może sięgnąć po perypetie zapisane. Każdego lata media donoszą o "hotelach grozy", "apartamentach grozy" i "wczasach grozy". Dla przykładu, w ubiegłym roku na łamach "Gazety Wyborczej" można było przeczytać historię pewnego pechowego małżeństwa, które zapragnęło zażyć relaksu na Pomorzu. "Kiedy stanęli w drzwiach wynajętego apartamentu w Gdańsku, okazało się, że zdjęcia z serwisu rezerwacyjnego nijak mają się do rzeczywistości. Zastali ruderę z grzybem na ścianie, a nie urządzony ze smakiem lokal za 500 zł za noc" - zaczynała się owa opowieść, w której dalszych częściach pojawiły się również wątki takie jak: ukryte opłaty, wymienione zamki, złośliwe smsy od właściciela, a w finale - odrzucona reklamacja.

Powtórzmy jeszcze raz: z tymi sprawami w sezonie nie ma żartów.

Żeby urlop nie zamienił się w wielką włóczęgę w poszukiwaniu schronienia, należy przed wyjazdem poświecić trochę czasu na przygotowania. Stuprocentowej ochrony przed oszustwem to nie daje, ale zawsze jakąś.

Zobacz również: Najlepszy termin na urlop. Pogoda będzie jak marzenie

Oszustwo typu pierwszego: Wakacje w hotelu widmo

Czyhające na letników zagrożenia można podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze to oszustwa ewidentne, czyli po prostu "wynajmowanie" miejsc noclegowych, które nie istnieją.

Proceder zwykle wygląda następująco: oszust umieszcza anons w jednym z serwisów ogłoszeniowych, w opisie zachwala walory kwatery, całość ilustruje (nierzadko ukradzionymi z internetu) zdjęciami losowego apartamentu. Kiedy znajdzie klienta prosi o wpłacenie zaliczki, a gdy przelew już do niego dotrze, zrywa kontakt.

Tzw. oszustwo "na kwaterę" okazuje się być dość popularną formą wyłudzenia. Tylko w tamtym roku informowano o tego rodzaju przypadkach m.in. w Karpaczu, Szklarskiej Porębie i Sopocie, zaś jedną z najgłośniejszych spraw w ogóle była ta z 2006 roku gdy oszust, oferujący noclegi w Zakopanem, wyłudził ok. 400 tys. złotych.

Jak nie dać się nabrać? Hamując entuzjazm. Cuda być może się zdarzają, jednak gdy w szczycie sezonu trafiamy na ofertę w rodzaju: "luksusowy, w pełni wyposażony apartament dla 10 osób, widok na morze, sauna i basen, koszt: 100 zł za noc", to rozsądniej byłoby szukać dalej.

Formą weryfikacji najemcy mogą być opinie na jego temat, zamieszczane w internecie,  jednak nie można ufać im bezgranicznie - nie tylko trolle Putina "umieją w fake newsy". Metodą, którą warto stosować jest za to obejrzenie budynku na Google Street View - przynajmniej będziemy wiedzieć, czy naprawdę istnieje.

Zobacz również: Jak spakować bagaż na wakacje?

Oszustwo typu drugiego: Blisko plaży, godzinkę pociągiem

Obok oszustw ewidentnych są i oszustwa zniuansowane. W takim przypadku kwatera owszem, istnieje, tyle że nie jest to takie istnienie, o jakie nam chodziło. Jest to bowiem istnienie za małe, za ciasne, niesłoneczne, niewyposażone, bez widoku, bez klimatyzacji, bez balkonu, jednym słowem: niewystarczające.

Czasem rozczarowanie jest konsekwencją naszych wygórowanych oczekiwań. Częściej jednak wynika ze słownej ekwilibrystyki ogłoszeniodawcy. Bo czytanie ze zrozumieniem wakacyjnych ofert najmu, to szczególna umiejętność. To zdolność lektury na metapoziomie, odnajdywania ukrytych znaczeń, łamania semantycznych kodów. Kompetencja, która śmiało mogłaby stać się (o ile jeszcze się nie stała) przedmiotem naukowych analiz. 

Oto pomagający wykształcić ową zdolność krótki słowniczek. Rzecz jasna nie wyczerpuje on lingwistycznych zasobów ogłoszeniodawców (które zresztą zdają stale się rozrastać), ale niech każde zawarte w nim słowo będzie, jak czerwona lampka, zapalająca się podczas lektury ogłoszenia.

  • Rodzinny - miejsce hałaśliwe, prawdopodobnie również zatłoczone.
  • Minimalistyczny - wyposażenie ograniczone do egzystencjalnego minimum
  • Ekonomiczny - wyposażenie ograniczono poza wspomniane wyżej minimum
  • Nowoczesny - meble w dziwnych kolorach, dywan w zebrę.
  • Z widokiem - widok na ścianę to też widok
  • Blisko morza - "blisko" to pojęcie względne. Z przedmieść Łeby do Batyku na pewno jest bliżej niż z przedmieść Krakowa
  • Atrakcyjny - to pojęcie jeszcze bardziej względne. Dla niektórych atrakcją jest np. survival.

To oczywiście wyliczanka stworzona z przymrużeniem oka - z pewnością wiele jest ogłoszeń, zawierających powyższe frazy, a odnoszących się do całkiem przyzwoitych miejsc.

Zobacz również: Dramatyczna historia syrenki z plaży. Diagnoza: rak skóry

Dobra kwatera, to własna kwatera

A co, jeśli pohamowany entuzjam i metalektura nie pomogły? Co, jeśli okazaliśmy się wakacyjnymi pechowcami? Niestety niewiele. Pozostaje zgłoszenie sprawy na policję, ewentualnie wniesienie reklamacji do podmiotu, za pośrednictwem którego wynajęliśmy nocleg. Jednak w przypadku obu rozwiązań należy nastawić się na to, że nasz urlop skończy się wcześniej niż mająca przynieść zadośćuczynienie procedura.

Cóż, przynajmniej po powrocie będzie można z czystym sumieniem powiedzieć sobie, że "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej".

 

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Podróże | wakacje | noclegi | oszustwa | hotele

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy