Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Nagła bolesna strata

​Około 100 tys. Polaków co roku żegna swoich bliskich, którzy odeszli nagle. To bardzo trudna sytuacja, po której ciężko się pozbierać. Jak uporać się z bólem?

Nagła żałoba to znacznie trudniejsza sytuacja niż tzw. "spodziewana śmierć" w przypadku chorych w stanie terminalnym. "Różnica jest ogromna, bo jeśli ktoś choruje od dawna i rokowania są złe, powoli dopuszczamy do siebie myśl o nieuchronnym końcu. W nagłej sytuacji, szczególnie gdy na śmierć nadchodzi w dramatycznych okolicznościach - np. podczas wypadku czy w wyniku ataku serca - jest to trudne do przyjęcia. Nie możemy pojąć, że bliskiej osoby już nie ma, nie jesteśmy gotowi na to, by pogodzić się z tragiczną informacją  i długo nie dociera ona do świadomości. Bywa, że w ogóle ją wypieramy. Potem nadchodzi poczucie ogromnej niesprawiedliwości. »Dlaczego to właśnie mnie się to przydarzyło«, pytamy, gdy zmarły był nam szczególnie bliski. Mamy poczucie krzywdy, bo mieliśmy tyle wspólnych planów i wszystko runęło. Razem ze śmiercią bliskiego odchodzi część nas samych. Pozostają wspomnienia, ale z kim je dzielić? Pojawia się bezbrzeżna rozpacz, z której nie jesteśmy  w stanie się wydostać. Niby przyjmujemy stratę, a nie chcemy się z nią pogodzić", wyjaśnia psycholog i psychoterapeutka Zuzanna Celmer. 

Reklama

Najpierw trauma, potem życie

Wśród gwiazd także nie brak osób, które straciły kogoś bliskiego nagle. Jedną z nich jest Kasia Smutniak (40). Mąż gwiazdy, Pietro Taricone (†35) zmarł po feralnym skoku ze spadochronem w 2010 roku. Aktorka miała skakać zaraz po nim... Wypadek rozegrał się na jej oczach. Po śmierci ukochanego polsko-włoska gwiazda schroniła się na swoim ranczu, przez dłuższy czas pozostając pod opieką rodziców. Musiała też zająć się 6-letnią córeczką Sophie, która nagle straciła tatę Aktorka obwiniała się o tę śmierć, ale udało jej się podnieść z żałoby. Ułożyła sobie życie na nowo - z ukochanym Domenico Procaccim doczekała się synka Leone. Robi międzynarodową karierę i jest szczęśliwa. 

"Wydaje mi się, że są rzeczy gorsze niż utrata partnera. Po utracie dziecka nie mogłabym żyć. (...) Tylko niektóre rzeczy kończą się ze śmiercią. Dlatego dzisiaj jestem w stanie żyć w symbiozie, mając w sercu dwie osoby", mówiła w wywiadzie dwa lata po śmierci męża.

Inna gwiazda, Grażyna Błęcka-Kolska (57), musiała uporać się z jeszcze większą traumą po śmierci córki. Pięć lat temu lubiana aktorka straciła panowanie nad kierownicą i uderzyła w latarnię. W wypadku ciężko ranna została jej córka Zuzanna (†23). Niestety, dziewczyna zmarła podczas operacji w szpitalu.  

"Doświadczyłam tyle bólu, że dzisiaj nic nie jest już w stanie mnie dotknąć", mówi aktorka. Dziś znów pracuje na planach filmowych, założyła też fundację wspierającą młode talenty i wykłada w krakowskiej uczelni AMA. 

"Przetrwałem chyba dzięki ucieczce w pracę", opowiadał Liam Neeson (67), który 10 lat temu nagle stracił żonę. Aktor musiał podjąć dramatyczną decyzję o odłączeniu ukochanej od aparatury podtrzymującej życie... Natasha Richardson (†45) przewróciła się i uderzyła w głowę podczas rodzinnego wypadu na narty. Zbagatelizowała ten uraz i skonsultowała się  z lekarzem dopiero wtedy, gdy bóle się nasiliły. Doszło do obrzęku mózgu i jego śmierci. 

"Rozpacz to dziwna sprawa. Nie możesz się do niej przygotować. Wydaje ci się, że jeśli popłaczesz, to będziesz miał to za sobą. Tak przynajmniej planujesz, ale to nie wychodzi. To dopada cię nagle w środku nocy - przynajmniej tak jest w moim przypadku. Albo spaceruję sobie. Czuję się zadowolony. I nagle - bum. Jakby coś wybuchło ci w piersi", mówił jeszcze niedawno. 

Przypadek Neesona jest dokładnie tym, z czym zmaga się większość żałobników - z niespodziewanymi powrotami smutku. "Mają nas prawo dopaść, bo jesteśmy ludźmi. Kwestia tylko w tym, żeby się w tej rozpaczy ponownie nie pogrążać, nie podtrzymywać jej. A czasem ludzie tak robią, bo nie chcą z tego wyjść. To jest fatalne dla żałobnika. Bo niszczy i psychicznie, i fizycznie. Pojawiają się objawy somatyczne, wyczerpuje się energia życiowa. Ten ból to cierń, który nas dręczy czasem mniej, czasem bardziej. Ale uczy nas, jak radzić sobie z rozpaczą. Pomagają przyjaciele, pomoże terapeuta. Sięganie po narkotyki czy alkohol  w takiej sytuacji skuteczne nie jest, bo trwale nie pomoże, a może doprowadzić do uzależnienia", podkreśla nasz ekspert. 

Oblicza żałoby

Nie ma dwóch takich samych procesów żałoby, bo każdy z nas przeżywa ją indywidualnie. W 1969 roku amerykańska psycholog Elizabeth Kübler-Ross stworzyła teorię etapów przeżywania śmiertelnej choroby, które łatwo zaadaptować do etapów żałoby. Bardzo często posługują się nim współcześni psychologowie. 

Pierwszy to zaprzeczenie, w którym nie sposób uwierzyć w odejście bliskiej osoby. Drugim jest gniew, w którym obwiniamy siebie, innych, los albo Boga. Po gniewie pojawia się chęć negocjacji, które mogą przyjąć formę gdybania: "a może gdybym coś zrobił/zrobiła inaczej". W umyśle pojawiają się też różne alternatywne scenariusze - "gdybym zrobił coś inaczej, to by się ten wypadek nie wydarzył". Etap czwarty to depresja: rozpacz, bezsilność, poczucie beznadziei i gorycz. Pojawiają się czarne myśli, apatia, niezdolność do wysiłku, a przyszłość jawi się  w czarnych barwach. Na końcu jest akceptacja, czyli pogodzenie się ze stratą i powrót do normalnego życia. 

To książkowy model, ale w życiu nie zawsze się sprawdza. Wiele osób nie dociera do ostatniego etapu, trwa w depresji. Czasem nigdy się z niej nie wychodzi. Mamy problem  z zaakceptowaniem starty i chcemy jak najszybciej ją zrekompensować. Cierpi się najczęściej w samotności, by nie obarczać smutkiem innych. Znajomi dają pozwolenie na płacz w ciągu mniej więcej dwóch miesięcy po śmierci. Potem łzy stają się nieakceptowalne. Rodzina i bliscy zaczynają udzielać rad, a ci, którzy do "zaleceń" się nie dostosują, są postrzegani jako nieznośni i uparci. 

Jakie to frazy? "Czas leczy rany", "Jeżeli zaczniesz płakać, możesz nigdy nie przestać", "Powinieneś cały czas czymś się zajmować, żeby pomóc sobie zapomnieć", "Ludzie wierzący w Boga nie muszą cierpieć żałoby po śmierci ukochanych", "Do tego czasu powinieneś już powrócić do normalności", "Bądź silny ze względu na dzieci" - przytaczają przykłady Maria Rogiewicz i Krzysztof Buczkowski w pracy "Dorosły pacjent w żałobie po śmierci bliskiej osoby". 

Ważne jest pożegnanie

Czy płeć ma jakieś znaczenie w przeżywaniu żałoby? Tu też rządzą stereotypy: mężczyzna powinien "trzymać się" i uczuć nie pokazywać, kobiecie w przeżywaniu żałoby pozwala się na płacz i gniew. Bardzo często dopiero po pogrzebie spada na nas uczucie pustki, samotności i żalu. To wtedy konfrontujemy się z rzeczywistością i myślą na temat życia bez utraconej osoby. Niektórzy zamykają się w sobie i izolują inni szukają kontaktu z bliskimi. Emocje, które nam towarzyszą, mogą być różne od bólu po poczucie winy. Czasami pojawia się złość... 

"Ludzie często nie wiedzą, jak się w tej sytuacji zachować. Boją się zranić niepotrzebnym słowem albo niestosowną propozycją. Na pewno ważna jest obecność drugiej osoby. To, że powiemy żałobnikowi »słuchaj, w razie czego dzwoń o każdej porze«, niczego nie załatwia. Czasem człowiek w żałobie nie jest w stanie się ruszyć, a co dopiero złapać za telefon i prosić o pomoc. Wpada w taką depresję i stupor, że nie ma ochoty na nic. Nie trzeba nawet mówić, wystarczy tylko pogłaskać, kiedy zajdzie taka potrzeba i być do dyspozycji osoby w żałobie. Obecność współodczuwająca, nawet milcząca, ale krzepiąca jest podstawą", podkreśla Zuzanna Celmer. 

Zdarzają się osoby, które cierpią, bo nie zdążyły się pożegnać z ukochaną osobą albo, mimo wielkiego uczucia, ostatni raz, kiedy się widzieli, jest naznaczony gniewem. W takich sytuacjach pomocne może być pożegnanie się z bliskim w sposób symboliczny - odwiedzenie wspólnych miejsc lub napisanie wiersza lub listu. 

Procesu żałoby nie da się przyśpieszyć. Rzeczą normalną jest wspominanie i odczuwanie smutku. Radzenie sobie z żałobą i odbudowywanie życia bez ukochanej osoby może być największym stresem i wyzwaniem w życiu. Powrót do normalności jest możliwy. Ciężkie objawy emocjonalne i fizyczne z czasem ustępują. Nie oznacza to, że nie czujemy się już osieroceni. Oznacza to tylko tyle, że wyszliśmy już z szoku.

Katarzyna Jaraczewska

SHOW 

Zobacz także:

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy