Reklama

Reklama

Księżna Diana: Napędzałam wszystkim stracha

"Gdy byłam w czwartym miesiącu ciąży z Williamem, rzuciłam się ze schodów. Próbowałam zwrócić na siebie uwagę męża, chciałam go zmusić, żeby mnie wysłuchał. Ale on po prostu powiedział, że wyolbrzymiam" - to słowa księżnej Diany, które zarejestrował dziennikarz i biograf Andrew Morton.

Po dwudziestu pięciu latach od pierwszego wydania książki "Diana. Jej historia", autor powraca do tajnych taśm, które nagrał z księżną, i ujawnia nowe, zaskakujące fakty o jej życiu. W tym nowym, rozszerzonym wydaniu biograf analizuje dziedzictwo Diany - kobiety, która odmieniła rodzinę królewską, nadając jej bardziej emocjonalną, ludzką twarz, a tym samym pomagając jej wejść w XXI wiek. Przeczytaj fragment książki.

Zemdlałam podczas Expo [w Kanadzie]. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Chodziliśmy cztery godziny, przez ten czas nie dostaliśmy nic do jedzenia, a ja pewnie nie jadłam od kilku dni.

Reklama

Gdy mówię o jedzeniu, mam na myśli takie, które mogłam utrzymać w żołądku. Pamiętam, że chodziłam i czułam się naprawdę okropnie. Bałam się powiedzieć komukolwiek, że źle się czuję, bo mogliby pomyśleć, że marudzę.

Położyłam dłoń na ramieniu męża i powiedziałam: "Kochanie, chyba zaraz zemdleję", i zsunęłam się po jego boku. I wtedy David Roycroft i Anne Beckwith-Smith [królewscy asystenci], którzy z nami byli, zabrali mnie do pokoju.

Po wszystkim mąż mnie zganił. Powiedział, że mogłam zemdleć gdzie indziej, po cichu, za zamkniętymi drzwiami. To było strasznie żenujące. Odpowiedziałam, że nie mam pojęcia o mdleniu. Wszyscy bardzo się martwili. Zemdlałam w sekcji amerykańskiej. Anne i David zaprowadzili mnie do domu, a Karol wrócił do zwiedzania wystawy. Zostawił mnie samą. Wróciłam do hotelu, do Vancouver i strasznie płakałam. Byłam przemęczona, wyczerpana, ledwo trzymałam się na nogach, bo nie miałam nic w żołądku.

Wszyscy mówili: "Ona nie może nigdzie dziś wyjść, musi się przespać". A Karol powiedział: "Musi wyjść wieczorem, inaczej będzie dramat, ludzie pomyślą, że jest naprawdę ciężko chora". W głębi duszy wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, byłam jednak zbyt niedojrzała, żeby to wyrazić. Przyszedł lekarz i mnie obejrzał. Powiedziałam mu, że jestem chora. Nie wiedział, jak zareagować. Sytuacja była poważna, przerosła go.

Przepisał mi jakieś tabletki i w ten sposób mnie uciszył. To wszystko było bardzo dziwne, czułam się po prostu nieszczęśliwa. Bulimia zaczęła się tydzień po naszych zaręczynach. Mój mąż położył dłoń na mojej talii i powiedział: "Jesteśmy tu trochę pulchni, co?". Te słowa coś we mnie wyzwoliły - a także ta sprawa z Camillą. Byłam zrozpaczona, zrozpaczona, zrozpaczona.

Pamiętam pierwszy raz, kiedy zmusiłam się do wymiotów. Byłam tym taka podekscytowana, myślałam, że w ten sposób rozładuję napięcie. Podczas pierwszej przymiarki sukni ślubnej miałam w pasie siedemdziesiąt cztery centymetry. W dniu ślubu niecałe sześćdziesiąt. Od lutego do lipca niemal rozpłynęłam się w powietrzu. Skurczyłam się do zera.

[O ludziach próbujących pomóc] Ale oni pochodzili ze strony Karola, na przykład ta dziwna dama dworu. Ze swojej strony nie otrzymałam żadnej pomocy. Odsunęłam się od przyjaciół, bo nie chciałam ich w to wciągać. Matka próbowała dać mi valium. Ktoś inny próbował mnie odwieść od przyjmowania go. Tak naprawdę nigdy go nie wzięłam. Ale to wszystko było bardzo dziwne.

Tyle sił ciągnęło mnie w różne strony, a ja nie miałam pojęcia, w którym kierunku się zwrócić. Nie mogłam wybrać, z kim będę się spotykać na terapii. Nie mogłam też wybrać lekarza. Jeden z nich doprowadzał mnie do szału. Wyglądało to tak, jakby to on potrzebował pomocy, nie ja.

Inny dzwonił do mnie o szóstej i musiałam mu opowiadać, o czym tego dnia rozmawiałam z mężem. Nie było tych rozmów zbyt wiele, dużo więcej było łez.

Ludzie z zewnątrz mówili, że daję mojemu mężowi popalić, że zachowuję się jak rozpieszczone dziecko, ja jednak wiedziałam, że potrzebuję odpoczynku, cierpliwości i czasu, żeby się przystosować do wszystkich ról, których odgrywania natychmiast zaczęto ode mnie wymagać.

Wtedy spotykałam się już z ogromną zazdrością, bo codziennie pojawiałam się na pierwszych stronach gazet. Czytałam dwie gazety, choć zawsze powinnam była czytać wszystkie. Z trudem znosiłam krytykę, bardzo starałam się pokazać, że nie zawiodę, najwyraźniej jednak nie za bardzo mi się udawało.

Kilka razy próbowałam podciąć sobie żyły, wyrzucałam rzeczy przez okna, wybijałam szyby. Gdy byłam w czwartym miesiącu ciąży z Williamem, rzuciłam się ze schodów. Próbowałam zwrócić na siebie uwagę męża, chciałam go zmusić, żeby mnie wysłuchał. Ale on po prostu powiedział, że wyolbrzymiam.

Napędzałam wszystkim stracha. Nie mogłam spać, po prostu nigdy nie spałam. Potrafiłam nie spać trzy noce z rzędu. Nie mogłam się przespać ze swoim problemem. Myślałam, że moja bulimia jest tajemnicą, ale wiedziało o niej sporo osób w domu, tylko nikt o tym nie wspominał. Uważano, że to całkiem zabawne, że tyle jem, ale nie tyję.

Śniadania zawsze mi się udawało nie zwrócić. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie brałam żadnych witamin ani nic takiego. Po prostu skądś dostałam pomoc - nie wiem skąd.

Codziennie pływałam, nigdy nie wychodziłam wieczorami, nie zarywałam nocy. Wstawałam bardzo wcześnie, przed innymi, żeby pobyć sama, i chodziłam wcześnie spać, więc to nie tak, że celowo się wykańczałam - mój organizm był wyczerpany, zawsze jednak miałam energię. Od początku tkwiły we mnie niewyczerpane jej pokłady. I to trwało i trwało.

Zaledwie półtora roku temu nagle się obudziłam i zdałam sobie sprawę, że jestem na prostej drodze do upadku. Płakałam przy każdej okazji, co w pewien sposób ekscytowało ludzi, ponieważ kiedy w tym otoczeniu płaczesz, jesteś uważany za słabego i wszyscy myślą, że sobie z tobą poradzą. Kiedy jednak odbijasz się od dna, zastanawiają się, co się u diabła stało.

Strona publiczna bardzo się różniła od strony prywatnej. Ludzie chcieli, aby księżniczka z bajki do nich podeszła i ich dotknęła. Wtedy wszystko miało się zamienić w złoto, a oni mieli zapomnieć o wszystkich swoich troskach.

Mało kto z nich zdawał sobie sprawę, że osoba, która przed nimi stoi, w duszy krzyżuje samą siebie, ponieważ uważa się za niedostatecznie dobrą. "Dlaczego ja, po co ten cały rozgłos?". Wtedy mój mąż zaczął być bardzo niespokojny i zazdrosny. Królewski system traktował mnie bardzo różnie, tak jakbym była dziwaczką, i czułam, że nią jestem, że nie jestem dostatecznie dobra. Ale teraz myślę, że dobrze jest być dziwaczką, dzięki Bogu, dzięki Bogu, dzięki Bogu!

Jako młoda dziewczyna miałam tyle marzeń, pragnęłam tego, miałam nadzieję na tamto, chciałam, żeby mój mąż się mną opiekował. Miał być dla mnie autorytetem, wspierać mnie, dodawać mi otuchy, mówić: brawo! albo: nie, to nie było dobre. I nie dostałam tego. Nie mogłam uwierzyć, że nic z tego nie dostałam, że nastąpiło odwrócenie ról.

On [książę Karol] ignoruje mnie zawsze i wszędzie. Ignorował wszędzie i od dawna. Jeśli ludzie postanowią to teraz zauważyć, to będzie już trochę za późno. On mnie po prostu odrzuca. [Najgorsze w moim życiu] było uświadomienie sobie, że Karol wrócił do Camilli.

[O poczuciu izolacji] Zdecydowanie rozdzielenie z przyjaciółmi. Byłabym zbyt zakłopotana, żeby ich zaprosić na lunch. Nie umiałabym sobie z tym poradzić. Cały czas tylko bym przepraszała.

Fragment książki Andrew Mortona "Diana. Jej historia". Wydawnictwo Marginesy, premiera 10.11.2021. 5 listopada do kin wchodzi film  "Spencer", w którym Kristen Stewart wciela się w rolę księżnej Diany.

Zobacz także:

Śmierć księżnej Diany: 24 lata temu zginęła w tragicznym wypadku

Legenda Diany: Od "The Crown" do "Spencer"


Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama