Reklama

Reklama

Śmieciówka w czasach zarazy

Od kilku dni na świecie tematem numer jeden jest walka z koronawirusem. W celu ochrony przed rozprzestrzenianiem się epidemii zamknięto placówki oświatowe, uniwersytety, restauracje, bary, teatry, kina i inne obiekty kulturalne. Odwołano spektakle, koncerty, wystawy. Przestają działać gabinety kosmetyczne. Zakaz działalności otrzymały pensjonaty. Obostrzenia, wprowadzone dla wspólnego dobra, są zrozumiałe, jednak co z tymi, którzy właśnie przestają zarabiać na życie?

Główny Urząd Statystyczny szacuje, że osób pracujących wyłącznie na postawie umowy zlecenie lub o dzieło jest około 1,3 miliona. Wśród nich są muzycy, aktorzy, fotografowie, barmani, ochroniarze, kosmetyczki, masażyści, psychologowie. Dopóki mają warunki do pracy, mogą liczyć na zarobek. Jednak ostatnie dni dosadnie pokazują, jak bardzo wolne zawody są narażone na sytuacje kryzysowe.

Odcięci od środków do życia na czas nieokreślony

Zarobki artystów scenicznych zależą od liczby występów i prób. Teatry, w których występują regularnie, nie są chętne, by dawać etaty. Muzycy klasyczni, aktorzy, tancerze łączą się szukając wsparcia i rozwiązań, które mogłoby wpłynąć na warunki ich pracy w przyszłości.

Reklama

- Moja sytuacja zmienia się radykalnie. Po pierwsze, przez najbliższy miesiąc jestem pozbawiona możliwości zarobkowania, co za tym idzie, będę żyć tylko z oszczędności. Po drugie, nie mam możliwości zabezpieczenia sobie najbliższej przyszłości, ponieważ castingi do nadchodzących produkcji również zostały odwołane. W zasadzie perspektywa jest tragiczna - mówi Paulina, aktorka i wokalistka z Warszawy. - Umowy, które podpisuję, to umowy o dzieło, które nie przewidują żadnych rekompensat dla artysty za odwołane przestawienia z powodu epidemii. W skrócie: ile gram, tyle zarabiam, nawet jeśli spektakl zostanie odwołany z powodu siły  wyższej. Nawet uczelnia artystyczna, na której pracuję, zatrudnia mnie na godziny. Tam mam umowę zlecenie, więc upoważnia mnie do korzystania z opieki zdrowotnej, jednak tylko na okres trwania umowy.

W sobotę 14 marca 2020 r. decyzją premiera Mateusza Morawieckiego ograniczona została działalność restauracji, kawiarni i barów do serwowania jedzenia dla wynos. Dla większości z nas oznacza to jedynie tymczasową rezygnację z wyjść ze znajomymi. Jednak barmani, kelnerzy, bariści i osoby pracujące w kuchni, nie otrzymają zapłaty za dni, w które mieli pracować. - Mam umowę zlecenie. Liczba godzin oznacza dla mnie liczbę zarobionych pieniędzy. Z dnia na dzień okazuje się, że w tym miesiącu ledwo zarobiłem na czynsz, nie mówiąc o rachunkach i jedzeniu na czas siedzenia w domu - mówi Michał, barman jednego z krakowskich pubów. - Jeśli czegoś nie wymyślę albo po kwarantannie nie będę pracował dzień i noc, nie wiem co będzie dalej. Jestem załamany.

Własna działalność również nie gwarantuje spokoju finansowego. - Prowadzę gabinet kosmetyczny. Wszystkie wizyty musiałam odwołać, nie wiem, co mam zrobić z płaceniem podatków. Wynajmuję też lokal, za który nie będę miała z czego zapłacić. Nie mam oszczędności - mówi Justyna, wizażystka i właścicielka firmy z Białegostoku. - Nie mogę się dodzwonić do ZUS-u. Napisałam do nich maila i czekam na odpowiedź odnośnie zasiłku na dzieci. ZUS chce podobno wstrzymać jedynie odsetki podatkowe, ale nic nie mówią zawieszeniu podatków od działalności, którą muszę chwilowo zamknąć. Nie wiadomo, ile ta sytuacja potrwa.

Nie możemy liczyć na żadną pomoc

Podobne przemyślenia ma Magda, śpiewaczka operowa. - Jestem młodą śpiewaczką i wreszcie zaczęłam sobie radzić, po wielu latach zbierania pieniędzy i przygotowywania się na konkursy, których wygrana pozwalała przeżyć kolejny miesiąc. W tym zawodzie musisz za każdym razem udowadniać, że jesteś jednym z najlepszych, by w ogóle przeżyć. Wreszcie zaczęłam oddychać swobodniej i cieszyć się, że zaczynam się czuć bezpieczniej mając jakiekolwiek oszczędności - opowiada. - Nie trwało to jednak długo. Czuję się oszukana. Ta epidemia uwydatnia dramatyczną sytuację freelancerów. Większości z nas nawet nie stać na prowadzenie działalności. A i ona nie jest dla nas zabezpieczeniem.

Jak jej praca wygląda od kulis? - Dostajesz rolę, którą dzielisz z dwiema lub trzema osobami. Planowane są dwa, może trzy spektakle. W efekcie przypada ci jeden. Jeśli masz szczęście, dostaniesz za niego 3,5 tys. zł brutto. Najczęściej mniej, mniejsze role to dwa tys. zł brutto. Masz miesiąc prób do tego jednego spektaklu. I właśnie ci go odwołują. Dla kogoś to jest jeden dzień. Dla nas miesiąc pracy, utrata już i tak małego dochodu - wyjaśnia śpiewaczka. -  Artyści sytuacje takie, jak ta, autentycznie przypłacają własnym głodem i stresem związanym z niemożnością zapłacenia rachunków.

Zaplecze teatrów również ma przymusową kwarantannę. Techniczni, garderobiane, akustycy, z którymi placówki kulturalne nie podpisały umów o pracę, w tej chwili są odcięci od jakiegokolwiek dochodu. - Nie mówię, że mam za złe przełożonym, że nie przychodzimy do pracy. Nie mam tego za złe również rządzącym. Ale jestem pełen rozgoryczenia, że nie jesteśmy w żaden sposób zabezpieczeni, nie możemy liczyć na żadne zapomogi, a są nas tysiące - mówi Marcin, pracownik techniczny jednego z warszawskich teatrów, zastanawiając się nad tym, co będzie dalej. - Trzeba pomyśleć nad jakimś długotrwałym rozwiązaniem. Nie wszyscy byli przygotowani na życie wyłącznie z oszczędności przez najbliższy czas.

Nawet uliczny klaun, Szymon, w ostatnim czasie nie może wykonywać swojego zawodu i liczyć na jakikolwiek dochód. - Z dnia na dzień zostałem praktycznie bez możliwości generowania środków do życia. Imprezy są odwołane, ludzie mają tyle zmartwień na głowie, że występ artysty ulicznego na razie nie będzie potrzebny, co mnie oczywiście nie dziwi. Chleb, zdrowie i bezpieczeństwo to priorytety. Sztuka, w szczególności sztuka "niewysoka", musi poczekać - tłumaczy. - Umowy, jakie przyszło mi podpisywać, z reguły nie zawierały żadnej formy "spadochronu" dla wykonawcy. Prędzej obietnica kary, jeśli nie zjawię się w celu wykonania usługi. Moje nazwisko w sumie niewiele znaczy w świecie sztuki - ot klaun powsinoga ze starą walizką i smutnym uśmiechem pod nosem, szczególnie smutnym teraz. Jednak w związku z kwarantanną nawet nie mogę liczyć na żadną zapomogę czy zasiłek.

Jakie rozwiązanie widzi światowej sławy śpiewak operowy, Tomasz Konieczny - czytaj na następnej stronie >>>



Wolne zawody to problem nie tylko początkujących

Nie tylko osoby, które dopiero zaczynają swoją karierę, mają teraz spory problem. Tomasz Konieczny to światowej sławy bas baryton, którego występy na scenie Opery Wiedeńskiej zostały odwołane przynajmniej do 2 kwietnia.

 - Sytuacja wygląda tak samo na całym świecie. Dla artystów jest to dramat. Wszyscy pracujemy jako wolni strzelcy, więc pomimo że pobierane są nam składki ubezpieczeniowe i podatki, opery uchylają się od płacenia nam wynagrodzeń, tłumacząc się wyższą koniecznością. Prawie wszyscy śpiewacy w Operze Wiedeńskiej, obsadzeni w głównych rolach, są wykonawcami gościnnymi, czyli nie mają etatu. Z dnia na dzień, mimo wielomiesięcznych przygotowań do ról, zostaliśmy pozostawieni sami sobie - mówi z rozgoryczeniem.

- Artyści tworzą petycję do ministra kultury, szukają rozwiązań, jednak czy to, co proponuje Rząd jako rozwiązanie tych problemów wystarczy? Minister Gliński powiedział, że możemy się zwrócić do pomocy socjalnej dla artystów przy Ministerstwie Kultury. Osobiście odbieram to jako policzek. Nie jesteśmy osobami, które w tej sytuacji oczekują pomocy socjalnej, ponieważ ta pomoc jest dla osób, które nie pracują, a my jesteśmy artystami, którym odebrano możliwość pracy. Byliśmy i jesteśmy gotowi, by pracować. Proszę mnie źle nie zrozumieć: uważam, że zakaz zgromadzeń publicznych to właściwe postępowanie podczas epidemii. I tak jak władze pomagają bankom, przedsiębiorstwom, rolnikom - tak powinny pomóc nam.

Czy wynagrodzenie postojowe jest wyjściem z sytuacji - czytaj na następnej stronie >>>

Postojowe powinno pomóc

Na forach gastronomicznych popularne jest ostatnio pojęcie "wynagrodzenia postojowego", wypłacanego w momencie, gdy lokal musi zawiesić działalność. Jest to sytuacja, w której pracownik pozostaje w gotowości do świadczenia pracy, ale z przyczyn obiektywnych nie może jej wykonywać. Wówczas otrzymuje 100 proc. stawki godzinowej lub miesięcznej za nieprzepracowane godziny albo 60 proc., jeśli stawka ta nie została ustalona przy zatrudnieniu. Wątpliwości poddaje się jednak zapis, który mówi, że pracownik nie może wykonać swojej pracy z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. Pracodawcy w wielu przypadkach mają dylemat, czy wypłacać postojowe, gdyż w wyniku braku dochodów obiektów po prostu nie będzie z czego, czy wręcz zwolnić swoich pracowników.

- Pracodawca nie przewiduje żadnego wynagrodzenia postojowego. Nie zaproponował mi nawet zmniejszenia stawki, co jakkolwiek by mnie ratowało. Od razu redukcja etatów - mówi Krzysztof, kierownik zmiany w restauracji z Warszawy. Dostałem informację od menadżera, że zostanę zwolniony i nie wiedzą, co będzie dalej.

Czas nie gra na niczyją korzyść

Póki co wiele związków zawodowych, przedsiębiorców, czy pracowników nie zna odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłości. Nikt nie wie, co stanie się, kiedy okres przymusowej kwarantanny minie, kiedy znów zaczną działać restauracje, kina, teatry, a życie wróci do normalności. Jedno jest pewne - w sytuacji takiej, jak ta, większość pracowników nie może liczyć na żadne zabezpieczenie. Być może unaoczni to rządzącym ogromne luki w przygotowaniu się na podobne okoliczności.

- Oczekujemy od rządów, nie tylko od rządu polskiego, długotrwałego rozwiązania i zabezpieczania nas w takich sytuacjach. Pobiera się od nas podatki oraz składki ubezpieczeniowe, więc również należy nam się zabezpieczenie - postuluje Tomasz Konieczny. - Przyznano dwa miliardy złotych telewizji - uważam, że to jasny sygnał, rząd dysponuje pieniędzmi, które powinny zostać teraz przekazane na rekompensaty dla pracowników, którzy nie z własnej winy nie dostaną wynagrodzeń.


Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy