Reklama

Reklama

Sowa zawróciła mu w głowie. Niecodzienna pasja hodowcy ze Śląska

Kiedy Bartosz wpatrywał się w biegające po łące sarny i dziki, przed maską jego samochodu z gracją wylądowała sowa. Wtedy jeszcze nie przypuszczał, że przypadkowe i zdawałoby się niewinne spotkanie z drapieżnym ptakiem, wywróci jego życie do góry nogami. Dziś wraz ze swoją partnerką Magdaleną, prowadzą w Sławkowie na Śląsku hodowlę sówek, gdzie pomagają również rannym zwierzętom.

Łukasz Piątek, Interia: Skąd u ciebie fascynacja sowami?

Bartosz Pogoda, hodowca sów, Sowiarnia Sławków: - Pewnego dnia sowa wylądowała przed moim samochodem i tak się zaczęło moje zauroczenie tymi ptakami. Szukanie, gdzie kupić, jak kupić, co zrobić, żeby mieć sowę. Jeździłem po różnych szkoleniach. Bardzo pomogło mi dwóch znajomych - Tomek i Pan Witek - sąsiad. 

Zacząłem od jednej sowy, a  na obecną chwilę sów jest osiem. Jedna jest u nas na przetrzymaniu - uchodźca ukraiński. Za niedługo prawdopodobnie wróci do swojej rodzinki. W międzyczasie zostaliśmy również ośrodkiem, który może ratować dzikie sowy, ale i wszystkie ptaki drapieżne.

Reklama

Często znajdujesz sowy, które potrzebują pomocy?

- Nie jest to tak powszechne, jakby się mogło wydawać. Znacznie częściej dostaję telefony z różnych miejsc w Polsce z informacją, że ktoś taką ranną sowę znalazł i nie wie, co ma z nią zrobić. Przede wszystkim w pierwszej kolejności muszę przeprowadzić wywiad z taką osobą, bo nie zawsze sowa siedząca na ziemi jest ranna. Jeśli sowa ma już mocny dziób i pazury, często schodzi po drzewie na dół, bo jest ciekawska.

Zatem jak rozpoznać, że sowie coś dolega?

- Jakby to nie zabrzmiało, to taka sówka będzie osowiała. Nie będzie reagować, nawet jeśli blisko do niej podejdziemy. Podczas wspomnianych rozmów telefonicznych często proszę o przesłanie zdjęcia sowy, żeby mieć stuprocentową pewność, że ptak potrzebuje opieki. W zależności od odległości, w jakiej znajduje się od nas sowa, decydujemy, czy zabieramy ją do nas. Jeśli ta odległość jest bardzo duża, prosimy osoby, które tę sowę znalazły, by zadzwoniły na straż miejską, która następnie zabiera ranne zwierzę do specjalnego ośrodka rehabilitacyjnego.

Dlaczego sowy są dla ciebie aż tak niezwykłe?

- W sowach wszystko jest niezwykłe. Wygląd, obrót głowy, duże oczy, ubarwienie, które działa jako kamuflaż. To dlatego tak rzadko widujemy sowy, bo świetnie się kamuflują. Wielokrotnie możemy koło niej przechodzić, nie zauważając jej. Ponadto sowy potrafią bezszelestnie latać. Największa sowa występująca w Polsce - puchacz zwyczajny - waży do 5 kilogramów, ale potrafi łapać zdobycze o masie 17 kilogramów. Uścisk łap może dochodzić nawet do półtorej tony, więc taka sowa jest w stanie bez problemu zmiażdżyć ludzką kość.

Obracanie głową wynika z faktu, ze każda sowa ma 14 kręgów szyjnych, a dla porównania człowiek ma siedem. Tętnica szyjna, która dochodzi u niej do mózgu, jest tak umiejscowiona, że umożliwia swobodny obrót głowy do 270 stopni. Sowa ma przy tym nieruchome gałki oczne i brak możliwości ruszania nimi nadrabia właśnie obrotem głowy.

ZOBACZ, JAK WYGLĄDA HODOWLA SÓW W SŁAWKOWIE:

Sowy są chętne do współpracy z człowiekiem?

- Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Sówkę z naturalnie niskim strachem przed człowiekiem, jak choćby puszczyk uralski, znacznie szybciej i łatwiej jest ułożyć niż puchacza zwyczajnego, który ten strach ma o wiele większy. Musiałem wykonać sporo pracy i uzbroić się w cierpliwość, żeby zapracować na zaufanie naszego Bubu.

Zdarzyła ci się sytuacja, kiedy sowa chciała wyrządzić ci krzywdę?

- Jeśli chodzi o moje sowy, to nigdy takiego zagrożenia nie było. Natomiast wspomniany wcześniej puszczyk uralski lubi atakować bez przyczyny, więc lepiej schodzić mu z drogi. Z mniejszymi sowami to prawdopodobnie jest trochę tak jak z pieskami - mały pies zazwyczaj jest dużo bardziej zawzięty i skory do zaczepek aniżeli duży. One najprawdopodobniej również nadrabiają swój niewielki rozmiar sporą agresją w celach obronnych, po to, by odstraszyć potencjalne zagrożenie.    

Jak długo żyją sowy?

- Zależy od gatunku. Puchacz na wolności przeżyje 20 lat, natomiast w hodowli może dożyć nawet 60. Mniejsze sowy, jeśli przeżyją pierwszy rok swojego życia na wolności, mogą żyć nawet 15 lat. W hodowli ryzyko utraty życia przez pierwsze dwanaście miesięcy jest minimalne, ponieważ zapewniamy sówce pożywienie.

Czyli największym ryzykiem dla małej sowy na wolności jest brak pożywienia, co w konsekwencji może prowadzić do jej śmierci przez te newralgiczne pierwsze dwanaście miesięcy?

- Zasadniczo tak - niedobór pożywienia, który jest wynikiem braku umiejętności samodzielnego, efektywnego polowania sprawia, że do końca pierwszej zimy nie przeżywa wiele młodych sów. Innym zagrożeniem dla nich są pozostałe zwierzęta - na przykład lisy i kuny, w tym inne ptaki drapieżne. 

Czym karmisz swoje sowy?

- Uwielbiają myszki i mięso drobiowe.

Te myszy podajesz jeszcze żywe?

- Absolutnie nie. Sowy w hodowli powinny spożywać mięso przemrożone. Chodzi o pozbycie się ewentualnych zarazków, które mogłyby zaszkodzić ptakom. Moglibyśmy stosować obróbkę termiczną mięsa, żeby zminimalizować ryzyko zatrucia się sowy, ale powinny one odżywiać się mięsem surowym, stąd właśnie mrożenie.

Co stanowi największe zagrożenia dla sów będących w naturalnym środowisku?

- Zdecydowanie jest to orzeł przedni, który bez problemu poradzi sobie nawet z dużą sową. Taki puchacz potrafi w locie upolować lisa, ale już przebywając na podłożu może zostać przez niego zaskoczony i zabity. Ponadto duże sowy zjadają mniejsze sówki. Czasami bywa i tak, że śmierć sowy następuje w momencie, kiedy nie jest przez nikogo atakowana. Sowa zjadająca jeża, a pochłania go razem z kolcami, może nimi przebić sobie płuca i serce.

Możemy zwabić sowę do swojego gospodarstwa domowego?

- Sposobem na ich sprowadzenie się w naszą okolicę jest zbudowanie lub kupno budki lęgowej i powieszenie jej w zacisznym miejscu nieopodal domu.

Możemy dokarmiać sowy podczas zimy. Wystarczy, że zrobimy konstrukcję w kształcie litery T, wysoką na mniej więcej dwa metry. Na ziemi obok konstrukcji wysypiemy ziarno, do którego powinny lgnąć myszy. Wówczas sowa siada na konstrukcji i poluje na myszki. Sowy mogą również nam pomóc w razie problemu z kretami w ogródku.

Jak wygląda dzień sów, które hodujesz?

- Rano zaczynam karmienie, a karmię je dwa razy dziennie. Następnie przychodzi czas na latanie. Musimy dbać, by ptak popracował mięśniami. Ptaki drapieżne z reguły są leniuszkami - starają się oszczędzać energię. Sowa lata wtedy, gdy jest głodna, a jak się już naje, odpoczywa, by nie tracić kalorii. Co trzy dni sprzątam woliery, żeby sowy miały czysto. I tak po kolei z każdą sową. Na każdą z nich dziennie poświęcam około godziny czasu.

Na czym polega to latanie? Tak po prostu je wypuszczasz?

- Sowy są terytorialne, więc nie oddalają się na większą odległość, latają po okolicy. Kiedy wyciągam jakiś smakołyk, od razu do mnie wraca, następnie znowu odlatuje. Kiedy już sobie polata i się znudzi, przylatuje z powrotem.

Która sowa pośród tych, które masz, jest twoją ulubioną?

- Każda jest moim pupilem. Choć często ludzie mówią mi, że najbliżej mi do Bubu, czyli naszej pierwszej sowy. Bubu traktuje mnie jako swoją dziewczynę. Gdy tylko mnie zobaczy, to od razu zaczyna hukać. Okazało się, że Bubu jest chłopakiem, bo nie mieliśmy badania DNA, a że u sów jest brak dymorfizmu płciowego, to nie da się rozpoznać po wyglądzie zewnętrznym, czy jest to chłopak czy dziewczyna. Po trzech latach, kiedy się rozwinął płciowo, zaczął hukać w okresie lęgowym, który trwa od grudnia do końca kwietnia. Zaczęliśmy sobie tak hukać. Wszedłem do woliery, wyciągnąłem rękę, no i Bubu mnie huknął. Tak się okazało, że jest chłopakiem.

Co powiesz ludziom, którzy zarzucą ci, że sowy powinny przebywać na wolności w naturalnym środowisku, a ty dla spełniania swojego hobby zamykasz je w wolierach?

- Zależy, co rozumiemy przez słowa "naturalne środowisko". Oczywiście - z reguły ptak powinien latać swobodnie, a człowiek nie powinien przyzwyczajać go do siebie i pomagać mu przetrwać. Natomiast nie uciekniemy od tego, że pewne gatunki przeznaczono do hodowli. Sówka wychowana przez człowieka nigdy już nie wróci do lasu, bo dla niej ten las nie będzie naturalnym środowiskiem. Nawet jeśli puścimy ją wolno, to zamieszka między gospodarstwami, bo tam czuje się bezpiecznie.

- Wbrew temu, co podpowiada nam serce i rozum - że sówce jest tak bardzo źle w wolierze, wcale tak nie jest. Ma zapewnione zdrowe pożywienie, nie zagraża jej niebezpieczeństwo, a ponadto - jak już wcześniej wspomniałem - ptaki drapieżne niechętnie latają, więc dla nich to duży komfort, że nie muszą się tak bardzo napracować, żeby przetrwać. Między innymi stąd wynika ta ogromna różnica, kiedy mowa o przeżyciu między sowami na wolności, a tymi z hodowli.

- Nasze sówki wolność mogą wybrać każdego dnia, bo codziennie wypuszczamy je na latanie.

A jeśli trafia do ciebie dzika, ranna sowa, to co się z nią później dzieje?

- Przebywam z nią tyle, ile muszę - karmienie, wymiana wody, sprzątanie woliery. Nie przyzwyczajam jej do siebie i do tych nowych dla niej warunków. Po wykurowaniu się wraca do swojego środowiska.

Zdarzyło się, że taka sowa wróciła do ciebie?

- Czasami wypuszczona sowa przez kilka dni lata nad naszą sowiarnią, ale później znika na dobre.

Planujesz powiększyć swoją hodowlę?

- Naszym marzeniem jest aby w Sowiarni Sławków zamieszkały wszystkie sowy występujące w Polsce. Na chwilę obecną mamy ich siedem, więc jeszcze sporo pracy przed nami. Zależy nam też, aby z każdą sową nawiązać dobrą relację, dlatego też nie śpieszymy się w naszym projekcie. Oprócz sówek zamierzamy również poszerzyć naszą hodowlę zwierząt parzystokopytnych o owce i daniele, tak, aby alpaki i kozy, które już z nami mieszkają, miały urozmaicone towarzystwo. 

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Sowa | sowy | sowiarnia | Sławków

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy