Reklama

Reklama

Szybciej, proszę!

Jak walczyć z opieszałością sądów, radzi mecenas Jolanta Budzowska (współwłaścicielka krakowskiej kancelarii Budzowska, Fiutowski i Partnerzy), która wywalczyła w sądzie dwa najwyższe w Polsce odszkodowania za błąd lekarski.

Twój Styl: Niektórych od pójścia do sądu odstrasza obawa, że na sali rozpraw tylko stracą czas, a i tak nie wygrają. Uzasadniona?

- Niestety, czasami tak. Istotą działania sądu jest "szybkie i sprawiedliwe" wydanie wyroku. W rzeczywistości niektóre sprawy trwają po osiem, dziesięć, nawet piętnaście lat. To ekstrema, ale trzeba je sobie uświadomić i brać pod uwagę. Trudne sprawy są dla ludzi o mocnym kręgosłupie i silnej psychice. W koszty trzeba wliczyć chwile zwątpienia. Trudno patrzeć na to, jak świadkowie kłamią, a dokumentacja jest fałszowana. A to się zdarza.

Reklama

Jak sobie pomóc, kiedy sprawa zaczyna się ciągnąć?

- Sąd pracuje swoim tempem. Jeżeli sędzia, gospodarz procesu, jest dobrze zorganizowany, będzie działał z pożytkiem dla nas, czyli szybko, operatywnie, pomysłowo. Jeśli nie - trzeba zadbać o własny interes i wykazać się aktywnością. Oferować sądowi materiały, które mogą się przydać: kserokopie dokumentów, rachunki, bilingi, orzeczenia lekarzy itp. Kluczem do wszystkiego jest gromadzenie dowodów na każdym etapie sprawy.

Takie wzięcie spraw we własne ręce to wyręczanie sądu - irytujące.

- Właśnie dlatego najlepiej radzą sobie osoby o mocnych nerwach. Trzeba mieć cierpliwość i metodę na poruszanie się w procedurach procesowych. Szukać informacji. A przede wszystkim - mieć prawnika. Postępowania są coraz bardziej sformalizowane, trzeba się świetnie orientować np. w terminach dotyczących składania wniosków, dowodów. Wystarczy jedna luka i możemy się potknąć z powodu własnej niewiedzy. Pamiętajmy: kto pyta, nie błądzi. Mamy prawo wiedzieć, jak nasza sprawa się toczy, co jest w dokumentach. Im więcej wiemy na jej temat, tym jesteśmy lepszym partnerem dla sądu i trudniejszym przeciwnikiem dla drugiej strony procesu.

A jeśli opieszałość sądu jest już nie do wytrzymania?

- Najpierw mamy wyjście w postaci wniosku o przyspieszenie prac sądu. Przekonujące wykazanie, dlaczego czas działa na naszą niekorzyść to mocny argument - chodzi np. o sprawy błędów lekarskich, gdzie każdy miesiąc oznacza pogorszenie stanu poszkodowanego, któremu mogłoby pomóc zasądzone odszkodowanie. Jeśli to nie zadziała, od 2004 roku istnieje instytucja skargi na "naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki". Dzięki niej możliwe jest nie tylko przyspieszenie procesu, ale także otrzymanie rekompensaty w wysokości do 20 tysięcy złotych - za opieszałość. Ważne: tę drogę trzeba wykorzystać, jeżeli ewentualnie zamierza się złożyć skargę do Trybunału w Strasburgu. No i tam trzeba również liczyć się z bardzo długim oczekiwaniem na jej rozpatrzenie.

Jakimś wyjściem jest chyba zgłoszenie naszej ciągnącej się sprawy np. do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka albo do Rzecznika Praw Obywatelskich?

- Tak, ale te instytucje to tylko rodzaj mobilizacji dla sądu, nie czynnik sprawczy. Sędzia raczej będzie się liczył z tym, że jest obserwowany, monitorowany. Gorzej, jeśli trafimy na takiego, którego taka interwencja, łagodnie mówiąc, zdenerwuje. Pamiętajmy, że wiele decyzji zależy od subiektywnej oceny sędziego. Trzeba brać pod uwagę wszystkie okoliczności, także zły humor sądu. Niestety. To nie jest romantyczna wojna.

O czym jeszcze trzeba wiedzieć przed pójściem do sądu?

- Że sprawa karna nie zawsze jest sposobem na najszybsze udowodnienie winy. Tu działa prokuratura, my nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Samo postępowanie przygotowawcze w sprawach karnych zajmuje czasem... dziesięć lat. Przychodzi przedawnienie i wracamy do punktu wyjścia. Im wcześniej zdecydujemy się na pozew w sprawie cywilnej, tym lepiej. Choćby dlatego, że np. odsetki od żądanego zadośćuczynienia liczone są od daty wytoczenia powództwa, czyli czas pracuje na niekorzyść strony winnej.

Uff, można się pogubić.

- Nie wolno. Trzeba się dowiadywać, uczyć, walczyć do końca i liczyć na wygraną. Mimo wszystko.

Rozmawiała Agnieszka Litorowicz-Siegert

Fragment artykułu Walczące z sądami

Twój STYL, nr 4/2010

Twój Styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy