Reklama

Reklama

Vedrana Rudan: Patriarchat zniszczyć mogą tylko mężczyźni

- Patriarchat mogą zniszczyć mężczyźni. Oni mają moc. Właściwym pytaniem jest pytanie o to, kiedy pojawią się mężczyźni, którzy będą chcieli samych siebie usunąć z tronu - mówi Vedrana Rudan, wzbudzająca kontrowersje chorwacka pisarka, której autobiografia "Taniec wokół słońca“ niedawno została wydana w Polsce. - Kiedy każda kobieta stanie do walki o swoje życie i wygra tę swoją małą wojnę, będzie bardziej gotowa pomagać innym. Ta walka ma wysoką cenę, o której się nie mówi.

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: - Czytając poprzednie pani książki można było się domyślać, że pani życie nie było łatwe. Ale dopiero autobiografia pokazuje obraz życia dziecka dwojga alkoholików, dręczenia w szkole, biedy, samotnego macierzyństwa, walki o miejsca do mieszkania i pracy. Wydaje mi się, że wymagało to wielkiego hartu ducha. Jaki jest pani przepis na przetrwanie trudnych chwil?

Vedrana Rudan: - Przepis? Nie ma uniwersalnego przepisu. Myślę, że wszyscy ludzie, którzy żyli tak jak ja albo gorzej, są w rzeczywistości postawieni przed faktem dokonanym. Kiedy twoi rodzice są alkoholikami, kiedy nie masz butów, kurtki, kiedy nie masz co jeść, pozostaje ci tylko jedno: wziąć swój los - bez względu na to, jak bardzo jesteś młody, ja miałam dwanaście lat - w swoje ręce. Moja wnuczka jest dziś w tym wieku, w jakim byłam ja, kiedy zarabiałam sprzedając lody i wożąc walizki turystów, którzy przyjeżdżali do mojej rodzinnej miejscowości. Opowiadam jej anegdoty z tamtego czasu, nie może tego pojąć. Ja też nie mogę. Miałam trudny start, ale i w późniejszym życiu moje bitwy nie były mniej wymagające. Gdybym jednak musiała wyciągnąć z tego tylko jeden "przepis“, byłoby to: nigdy w życiu nie daj szansy użalaniu się nad sobą. Nigdy!

Reklama

Opisując swoją historię opowiada pani sytuacje i przytacza opinie innych ludzi, stroniąc od pisania o swoich uczuciach - nie pamięta ich pani, czy na którymś etapie życia je "zamroziła"?

- Dziwne pytanie. Ludzie przeważnie odbierają mnie jako bardzo "otwartą“ osobę, która bez najmniejszych problemów mówi o sobie i swoich uczuciach. Ma pani rację. Nigdy nie mówię o swoich uczuciach, one są tylko moje, wiem, jak źli bywają ludzie, nie chcę im samodzielnie wręczać narzędzia, którym mogliby mnie później uderzyć. Co naprawdę czuję w każdej chwili mojego życia, wie mój mąż. Jest jedyną osobą, której wierzę bezwarunkowo i jedyną, która wybacza mi wszystkie błędy i "błędy“.

Mając tak traumatyczny start w życie, trudno jest zachować dystans i poczucie humoru w dorosłości - czy można powiedzieć, że właśnie one w jakiś sposób panią uratowały?

- Może. Nigdy nie patrzę na świat z poczuciem humoru, ale potrafię opowiadać historie. Kiedy w jakimś towarzystwie przedstawiam anegdoty z mojego ponurego życia, wszyscy wokół mnie umierają ze śmiechu. Śmieję się rzadko, prawie nigdy. Byłoby mi miło, gdybym potrafiła rozśmieszyć siebie tak, jak rozśmieszam innych. Patrzę na świat jak na dolinę łez, ludzi nie uważam za dobre istoty, myślę, że zniszczyli jedyne miejsce, w którym żyjemy, i że nasz zegar tyka. Może mogłabym w jakiejś historyjce koniec świata, który widzę wokół siebie, przedstawić w śmieszny sposób, ale to nie zmieni faktów. Nie czuję się "uratowaną“, czuję się ofiarą panów tego świata, za których uważam międzynarodowe korporacje, gotowe z powodu profitów zniszczyć Ziemię. Nikt się nie uratuje.

Jak ważne w naszym życiu jest przebaczenie? Wszystko da się (i powinno) wybaczyć?

- Nic nie wiem o tym, na ile może nam pomóc wybaczenie. Nigdy nie wybaczyłam moim rodzicom ani byłemu mężowi. Nie rozumiem, dlaczego ofierze miałoby pomóc wybaczenie oprawcy. Mogę jedynie zrozumieć zemstę. Jestem przekonana, że świat byłby dużo lepszym miejscem, gdyby ktoś powiedział ofiarom, że zemsta prędzej doprowadzi je do szczęścia niż wybaczenie. O wybaczeniu najwięcej, przynajmniej tu, gdzie żyjemy my i wy, mówi Kościół katolicki, który według mnie jest kwintesencją zła. Jego zbrodni nie powinniśmy zapomnieć ani wybaczyć, tymczasem ledwo się o nich wspomina.

Moi znajomi mówią: "genu nie wyłupisz", co znaczy, że pewne nawyki i zachowania objawią się u ciebie nawet jeśli nie będziesz tego chciała. Znajduje pani takie przykłady w swojej rodzinie?

- Nie. Moja najbliższa rodzina - moje dzieci, wnuczka i mąż - jest wspólnotą, w której nie ma miejsca na nienawiść, alkohol, molestowanie. Nie mam bliskich przyjaciół, nigdy ich nie miałam, jestem skupiona na najbliższych, ich kocham. Niemniej gdyby złamali zasady, na których mi zależy, które są dla mnie święte: nie wyrządzaj zła swoim bliźnim, nie wyżywaj się na słabszych, nie bądź pyszny, nie gardź innymi - wyrzekłabym się ich. Już pani powiedziałam, ja nie wybaczam. Kiedy moje dzieci były bardzo, bardzo małe, postawiłam granice i powiedziałam, że się ich wyrzeknę, jeśli nie będą się ich trzymać. Wiedziały, że nie żartuję.

Śledząc pani działalność, zwłaszcza dziennikarską i pisarską, nie da się odmówić pani niezłomności, szczerości, dążenia do prawdy, ale też brawury, która mogła panią wiele kosztować. Czuła pani kiedyś, że jej życie z tego powodu jest zagrożone?

- Życie moje i mojego męża było zagrożone tylko w czasie wojny. Partia polityczna, która rządziła w 1991 roku, oficjalnie - pisemnie i z pieczątką - zagroziła mi śmiercią. Burmistrz Rijeki, miasta w którym mieszkam, powiedział nam, że jesteśmy na liście osób, które pewna chorwacka jednostka wojskowa zamierza zlikwidować. Ukryliśmy dzieci u naszych rodziców, a sami przeprowadziliśmy się do przyjaciół, którzy mieszkali w cudzym mieszkaniu i nie byli tam zameldowani. Ukrywaliśmy się przez wiele tygodni, aż w końcu znudziło mi się spędzanie dni i nocy na niewygodnej kanapie, więc powiedziałam mężowi, że wolę zginąć zastrzelona niż znosić potworne bóle kręgosłupa. Jakoś nam się udało.

- Późniejsze władze dały mi spokój, partia, która chciała mnie zabić, do dziś rządzi Chorwacją, ale sprytniej. Zabija nieprzyjaciół odbierając pracę, ignorując, zakazując dostępu do mediów. Przyzwyczaiłam się. Mówię tak jak mówię, bo taka jestem, gdybym mogła się zmienić, zmieniłabym się. Życie jest tylko jedno, trwa krótko, lepiej przeżyć je jako pan niż jako niewolnik.

Cytuje pani słowa serbskiego pisarza Momo Kapora, który powiedział, że "za każdą wyemancypowaną kobietą stoi kilka niewyemancypowanych" - policzy je pani w swoim otoczeniu?

- Nie ma takich. Kobiety, które mi pomagały i współpracowały ze mną nie były niewolnicami. Nie byłam zagrożeniem dla ich emancypacji. Kapor? Kapor był najzwyklejszym mężczyzną, samczykiem, w pewien sposób mizoginem. Chciał powiedzieć, że kobiety "sukcesu“ nie dałyby sobie rady bez pomocy "służących“. Kobiety, która pomaga mi w domu, nie uważam za "służącą“, ale za kogoś, kto zarabia na chleb w zgodzie ze swoimi umiejętnościami, zdolnościami. Nie ma w tym niczego "poniżającego“ ani "niewyemacypowanego“, podobnie jak bycie "kobietą sukcesu“ nie oznacza bycia "wyemancypowaną“. Aby móc mówić o "sukcesie“, musimy go zdefiniować. Sukces to osiągnięcie, które sprawia, że jesteś szczęśliwy. Dla jednego to będzie książka na wystawie warszawskiej księgarni, dla kogoś innego ugotowanie dobrej zupy albo gładka skóra starej matki. Kobiety wyemancypowane to te, które żyją w zgodzie ze sobą, w których duszach panuje spokój. Nie ma to wiele wspólnego z pracą, jaką wykonujemy.

U wielu kobiet, które podziwiamy za zmienianie świata, występuje "syndrom oszusta", który podpowiada im w podświadomości, że może nie są tak mądre jak im się wydaje i tak dobre w tym, co robią. Że przyjdzie ktoś (zazwyczaj mężczyzna) i je zdemaskuje. Wydaje mi się, że pani też go ma...

- Bardzo się pani myli. Najwyraźniej nie widzi pani, jaka ze mnie dobra aktorka. Ludzie, którzy cierpią na ten syndrom, znam takich, są nieszczęśliwymi osobami, umierającymi ze strachu, co pomyślą o nich inni i co się stanie, kiedy zostaną zdemaskowane. Prawdopodobnie nie spotkała pani nigdy osoby, której mniej zależy na tym, co ludzie o niej pomyślą lub powiedzą. Jestem dla siebie jedynym sędzią, jestem wobec siebie bardzo surowa, jest dla mnie jasne, że nie jestem najmądrzejsza na świecie, może nawet nie jestem mądra, ale dlaczego takie "odkrycie“ miałoby mnie zaniepokoić, kiedy inni wokół mnie nie są mądrzejsi?

Za co Vedrana Rudan podziwia Polki - czytaj na następnej stronie >>>

Patriarchat ma się dobrze na całym świecie, mimo wielu prób naruszenia jego struktur. Mam wrażenie, że nie osłabnie dopóki kobiety nie zaczną być ze sobą solidarne tak po prostu, a nie na pokaz i tylko w stosunku do swoich znajomych - zgodzi się pani ze mną?

- Patriarchat mogą zniszczyć mężczyźni. Oni mają moc. Właściwym pytaniem jest pytanie o to, kiedy pojawią się mężczyźni, którzy będą chcieli samych siebie usunąć z tronu. Kobiety są wychowywane w taki sposób, że jedna dla drugiej stanowi konkurencję w polowaniu na mężczyzn. Kiedy do całej historii dorzucimy rodzenie i wychowanie dzieci, kobieta zostaje niewolnicą. Kiedy każda kobieta stanie do walki o swoje życie i wygra tę swoją małą wojnę, będzie bardziej gotowa pomagać innym. Ta walka ma wysoką cenę, o której się nie mówi.

- Śmiercią kobiecej wolności jest rodzenie. Kobiety bez dzieci patrzą dalej, nie da się ich zaszantażować. Nauka, jeśli w międzyczasie nie nastąpi koniec świata, zrobi postęp. Już dziś kobiety nie muszą rodzić, żeby mieć dzieci. Wiele z nich, szczególnie w Japonii, gdzie jest silny patriarchat, ledwo rodzi. Zrozumiały, że to dla nich jedyna droga do jako takiej wolności. Na razie solidarność między kobietami, choć powstaje, ma kruche nogi. Ruch #metoo pokazał, że coś się dzieje, ale nie wierzę w zmianę bez usunięcia przyczyny. Nie chcę powiedzieć, że pewnego dnia rodzić będą mężczyźni, choć i to będzie możliwe, chcę powiedzieć, że sprawy przybiorą inny obrót, gdy mężczyni zrozumieją, że dzieci nie są tylko kobiecą troską. Zrozumieją to, kiedy kobiety odkryją, że rodzenie dzieci nie definiuje ich jako istot ludzkich.

"Żadna dyktatura nie jest w stanie zabić człowieka w człowieku tak skutecznie, jak może to zrobić demokracja XXI wieku" - jak pani zdaniem zmieniła się Chorwacja od czasów ostatniej wojny i czy sytuacja chorwackich kobiet uległa zmianie?

- Kobiety, nie tylko w Chorwacji, nigdy w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat nie były tak pozbawione praw. Mam wystarczająco dużo lat, żeby to powiedzieć. Kobiety dzisiaj to sztuczne włosy, sztuczne piersi, sztuczne pośladki, sztuczne wargi, sztuczne rzęsy... Wszystkie wyglądają tak samo i wszystkie traktują same siebie jak lalki, które muszą zaspokoić potrzeby mężczyzny, który pragnie plastikowej lalki. Nie wiem, co było pierwsze: jajko czy kura. Czy to mężczyźni zaczęli z narzucaniem takiego trendu czy też kobiety "zrozumiały“, czego pragną mężczyźni? Jakkolwiek było, młode kobiety we współczesnym świecie myślą, że we współczesnym, męskim świecie będą aprobowane tylko jako wiecznie młode silikonowe idiotki. W czasach mojej młodości byłyśmy pozbawiane praw na tysiąc sposobów, ale nigdy tak jak dzisiejsze kobiety. Tak samo w nowym Jorku, Warszawie, Zagrzebiu czy Opatii. To straszne.

Chwali pani Polki za demonstracje przeciwko rządowi, który chce ograniczyć ich prawa, a gani Chorwatki za to, że tego nie robią. W Polsce zmobilizowało się dopiero najnowsze dorosłe pokolenie - może u was też trzeba na nie poczekać?

- Być może. Naszym kobietom nie przychodzi do głowy, żeby wyjść na ulice i protestować przeciw Kościołowi katolickiemu albo walczyć o swoje prawa. Jesteśmy traktowane jak śmieci, ale najwyraźniej nam to nie przeszkadza. Ostatni raz byłam na proteście w Warszawie, z bananem w ręce, kiedy władza zdjęła ze ścian galerii dzieło jednej z waszych artystek, ponieważ w zdjęciu banana ta władza zobaczyła męski organ płciowy. Mam fotografię z tego protestu, na którym było mnóstwo młodych mężczyzn i kobiet, a nawet dzieci. Swojej wnuczce musiałam godzinami tłumaczyć, co to jest protest, dlaczego trzymam w ręce banana i jak to jest, że w Chorwacji maszerują tylko dobrze zorganizowane grupy szalonych katolików, którzy chcą zlikwidować prawo do aborcji. Mam nadzieję, że po porażce znów ruszycie do walki. I mam nadzieję, że dla Chorwatek Polki staną się w końcu trwałą inspiracją. Podziwiam wasze kobiety. Mają mój głęboki szacunek.

Pani zna i lubi Polskę, Polacy uwielbiają Chorwatów i Chorwację - co pani zdaniem powinni wiedzieć o tym kraju, oprócz tego, co widzą będąc tam na wakacjach?

- Chorwacja jest przepięknym krajem. Ma dobrą kuchnię, bardzo piękne wybrzeże, czyste morze i wspaniały klimat. Dla Polek i Polaków lepiej, że nic nie wiedzą o reszcie. Również my, którzy się tu urodziliśmy i którzy kochamy Chorwację, bo jest naszą jedyną ojczyzną, możemy być szczęśliwi tylko kiedy zapomnimy o wszystkim poza tym, co wymieniłam.

W "Tańcu wokół słońca" opowiedziała pani o kilku swoich, już spełnionych marzeniach. Jakie jest następne?

-  Zrealizowałam wszystkie swoje marzenia poza jednym - chciałabym umrzeć we śnie. Tylko 0,5 proc. ludzi umiera w ten sposób, a dziś, biorąc pod uwagę covid, może nawet mniej. Widzi pani, jak "skromny“ staje się człowiek, kiedy śmierć puka do jego drzwi.

Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska

Tłumaczenie: Marta Dobrowolska-Kierył

Vedrana Rudan [ur. w Opatii w 1949 roku] - chorwacka pisarka, dziennikarka, felietonistka. Pracowała w radiu i telewizji. Jedna z najwyrazistszych postaci współczesnych Bałkanów, doceniana za bezkompromisowość, odwagę i szczerość. Pisaniem książek zajęła się w wieku 52 lat, ponieważ - podobnie jak Bukowski - uważa, że nie można pisać o życiu, jeśli się go nie przeżyło. Od tego czasu wydała dziesięć powieści, które zostały przetłumaczone na kilkanaście języków. W Polsce nakładem wydawnictwa Drzewo Babel ukazały się: "Ucho, gardło, nóż", "Miłość od ostatniego wejrzenia", "Murzyni we Florencji" i "Oby cię matka urodziła". Na podstawie powieści "Ucho, gardło, nóż" Krystyna Janda stworzyła monodram, który grała w swoim teatrze przez kilkanaście lat. "Murzynów we Florencji" wystawiono na deskach krakowskiego Teatru Nowego Proxima, a "Miłość od ostatniego wejrzenia" w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

***

Zobacz również:

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy