Reklama

Reklama

Kochanie, zakochałem się

To się zdarza. Mąż przyznaje, że kocha inną kobietę. Przysięga, że z nią nie spał, że łączy ich tylko chemia. Chciałby zerwać z tamtą, ale nie wie, jak się wyplątać. Co ma zrobić żona? Spakować walizki czy poczekać, aż mu przejdzie? A może zawalczyć o swój związek?

Mały rozum

Karolina - dentystka i Olek - inżynier. Mieszkają w Warszawie, nie mają dzieci. Są pięć lat po ślubie.

Pół godziny do przyjazdu pociągu. Auto nie odpala. Karolina wściekła. Cofa się do domu po kluczyki do hondy Olka. Na dworcu odbiera przesyłkę kurierską i wraca. Kiedy parkuje, otwiera się klapka schowka, Karolina dostrzega komórkę. - Olek prowadzi firmę, ma zawsze dwa, trzy telefony. Pomyślałam: widocznie kupił nowy... - opowiada. W domu kładzie telefon obok kluczyków. I idzie wziąć prysznic. - Gdy wyszłam z łazienki, mąż stał w przedpokoju z dziwną miną. "No przepraszam, wzięłam samochód bez pytania. Przy okazji przyniosłam ci komórkę". I wtedy on się "rozpiął". Dzisiaj wiem - odetchnął, że zbagatelizowałam sprawę telefonu. Ale do końca wieczoru był nerwowy. Zapytałam, czy coś się stało. Odpowiedział: kłopoty w pracy. I poszedł spać - mówi Karolina. Kilka dni później dzwoni do niej Julian, wspólnik Olka. Przy okazji ona pyta: "W firmie już ok ?". Tamten zdziwiony. - "No coś ty? Dostaliśmy nowe zlecenie od urzędu miasta". - Przy kolacji zagadnęłam męża: "W pracy lepiej? - Gorzej, mamy kłopot z wypłatami za grudzień, nie mówmy o tym...". Coś się nie zgadzało.

Reklama

Przeklniesz mnie

- Szczerze? Najpierw myślałam, że mąż ma raka i nie wie, jak mi to powiedzieć... - mówi Karolina. - Nie chciałam na niego naciskać, bo wiem, że dla facetów to drażliwy temat. Pewnej nocy w mieszkaniu zgasło światło. Awaria. Zajrzałam do gabinetu. Olek drzemał w fotelu. Rano zaspał, wybiegł w pośpiechu. Na podłodze w gabinecie leżał laptop - po włączeniu prądu odświeżyła się strona na ekranie. Poczta Olka... Pomyślałam: zajrzę tylko, czy w tajemnicy nie kontaktował się z lekarzem. Natychmiast zdziwiło mnie jedno: ilość listów spod adresu "Maria". Przeczytałam tylko ten otwarty, krótki: "Dziękuję za ostatnie spotkanie. Myślę o Tobie i to staje się silniejsze ode mnie". Byłam w szoku. Udaje, że nic się nie stało. Po powrocie Olek natychmiast zamyka laptop, wychodzi z pokoju zdenerwowany. - "Zjemy risotto? - pyta ona. - Jasne. Otworzę wino" - w głosie męża wyczuwa ulgę, którą szybko kojarzy z jego reakcją na telefon znaleziony w aucie.

- Po kilku dniach ta komórka "odezwała się" w kieszeni Olka. Spłoszony naciskał klawisze przez materiał marynarki. - "Co się dzieje?! - zapytałam poważnie. Powiedział: - Nie radzę sobie z tą sytuacją. Przeklniesz mnie. Chyba się zakochałem...". Coś ze mną nie tak, jestem złą żoną, zbrzydłam? - dręczy się Karolina. W pracy nie może się skupić. Odwołuje pacjentów. Czy on fantazjował o niej, kiedy kochał się ze mną? Czy ona go dotykała? - Zamknęłam się w pokoju na tydzień. Ryczałam. Olek rano czekał, czy zechcę z nim pogadać, a w końcu zrezygnowany wychodził do pracy. Myślisz, że zapuścił zarost i wkładał nieprasowane koszule? Mylisz się - mówi Karolina. Zauważa: Mąż świetnie wygląda, odmłodniał. To wpływ tamtej kobiety! - Po siedmiu dniach zatrzasnęłam się w łazience, położyłam na zimnych kaflach. Słaba, szukałam punktu oparcia. Potem się ubrałam, umalowałam, usiadłam naprzeciwko Olka. Zapytałam: "Czy z nią spałeś?". Odpowiedział bez wahania: "Nie". Poprosiłam: "Przysięgnij na życie matki". "Przysięgam". Nie miałam lepszego pomysłu, postanowiłam uwierzyć.

Oto Maria

- Właścicielka firmy organizującej szkolenia, tak zwany coach. Olek współpracuje z nią od pół roku. Spotkali się kilka razy poza biurem. Ale to zauroczenie, do niczego nie doszło, on chce to zwalczyć... - Karolina opowiada o pierwszych wyjaśnieniach męża. Powstrzymuje łzy, gdy słyszy, jakim tonem o niej mówi. Poznaje dane Marii. W internecie sprawdza: wysoka, ładna brunetka. Podwójne nazwisko, więc chyba mężatka. - Pomyślałam: ta suka uwiodła mojego męża. W drugiej rozmowie z Olkiem zadaje pytanie: dlaczego właśnie ONA? - Usłyszałam: "Sam nie wiem... Jest pozytywna, otwarta. To nie przeciw tobie, nie myśl tak. Chociaż ty nie masz dla mnie czasu. A ona umie słuchać, doradzić...".

Rozkręcał się, wymieniając kolejne zalety. Dotarło do mnie, jak bardzo jest pod jej wrażeniem - wspomina Karolina. Dzwoni do matki: co robić? - Powiedziała: "Jeśli on cię kocha, nie może ranić, a zdrada emocjonalna boli bardziej niż fizyczna, prawda?". Tak, miała rację. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie wolałabym usłyszeć "to był tylko seks", bo wtedy mogłabym zabronić im się spotykać. Z uczuciem walczyć się nie da, trzeba czekać i patrzeć, jak ukochany wsypuje do kubka piątą łyżeczkę kawy, bo głowę ma w chmurach. Czy mnie na to stać? Musiałam podjąć decyzję.

Walcz, kochanie

Karolina czeka na powrót męża do domu. - Przygotowałam sobie mądre zdanie: "Jeśli kochasz naprawdę, walcz o miłość". Liczyłam, że on nie będzie miał wątpliwości. Wyjęłam zdjęcia ze ślubu, ze świąt. Byłam zmotywowana - opowiada. - Olek wszedł do domu, widząc moją minę, usiadł naprzeciw, nie zdejmując kurtki. Widocznie miałam w oczach desperację... A teraz uważaj: wiesz, co odpowiedział, kiedy usłyszał TO zdanie? Spojrzał na mnie jak cielę i zapytał: "Ale o którą miłość mam walczyć?". Nie wiedziałam: śmiać się czy płakać? Wtedy zrozumiałam, że on jest jak dziecko i że teraz mój ruch. Wzięłam jego twarz w dłonie: "Ja jestem twoją żoną. Ona się nie liczy. Walcz o mnie". Kiwnął głową, przytulił się. Płakał.

Teraz trzeba było dobrze pokierować sprawami. Karolina przeczesuje internet. Za tydzień firma Marii organizuje warsztaty, jedną z prelegentek będzie ona. Karolina bez wahania się zapisuje. Wspomina spotkanie: - Przed wejściem na salę trzęsłam się. Najpierw tylko obserwowałam Marię: ma ładne włosy, nogi, głos, jest błyskotliwa. Po godzinie oswoiłam sytuację, zaczęłam zauważać: pomarszczone dłonie, źle dobrane kolczyki. Czułam się głupio jako podglądaczka. Jeszcze nie wiedziałam, czy zaczepię tę kobietę. Sytuacja rozwiązała się sama - wspomina.

Po warsztacie Maria pewnym krokiem idzie w stronę Karoliny. Przedstawia się. - Wiedziała, kim jestem. Też szukała mnie w internecie, poznała. Stałam naprzeciwko rywalki i czułam dumę, że zdobyłam się na to, by tu przyjść. I zadać pytanie: "Co panią łączy z moim mężem?". Słyszy: Maria i Olek są sobą zafascynowani, ale nie wyszli poza rozmowy, e-maile. - Wyraźnie się tłumaczyła. Ja milczałam. I wtedy ona powiedziała, że się usunie. Ma męża i syna, nie chce psuć życia nikomu. Odwróciłam się i odeszłam bez pożegnania. W planie miałam podsumowanie: "I tak Olek nie chce z panią być, powiedział mi o tym", ale się powstrzymałam - wyznaje Karolina.

Jestem "czysty"

Ale właściwie dlaczego tak szybko odpuściła? Może oboje blefują? - wkrótce zaczynają się wątpliwości. 

- Olek stał się milszy. Odbierałam SMS-y w ciągu dnia: "Pomyśl o mnie ciepło. Kocham cię". I kalkulowałam: a jeśli to tylko zasłona dymna? Honor nie pozwalał zapytać, czy rozstali się ostatecznie, ale może warto schować go do kieszeni? - Karolina wspomina swoje rozterki. Gdy mąż wychodzi biegać, przeszukuje jego kieszenie. - Musiałam się przekonać, że nie ma już w naszym życiu tej cholernej nokii, z której dzwonił do Marii. "Co robisz?", usłyszałam za plecami. Poczułam się jak kretynka, było mi wstyd. Olek powiedział: "Tej sprawy już nie ma, zaufaj mi. A telefon oddałem twojemu bratankowi". Godzinę później zawołał mnie do komputera, na Skypie miał połączenie z Kubą. "Ciotka, co za sprawa, wujek mówi, że chcesz o coś zapytać. - Twoi rodzice mają za tydzień rocznicę ślubu. Poradź, co im kupić" - wymyśliłam naprędce.

Uwierzyłam, że mój mąż nie zmyśla - opowiada Karolina. Wieczorem Olek przychodzi do niej z atlasem otwartym na mapie Białorusi. - "Wiesz co, postanowiłem wziąć dłuższy urlop. Chciałaś poszukać korzeni nad Bugiem, jedźmy. Znalazłem namiary na kościół w Oszmianie, tam może być wpis o ślubie twoich dziadków". - Czułam, że wysyła komunikat: nasze plany są najważniejsze, o tym, co się zdarzyło, trzeba zapomnieć i iść dalej. Doceniałam chęć wyjazdu, zwłaszcza że Olek jest pracoholikiem, fatalnie się czuje daleko od firmy - wyjaśnia Karolina. Wspomina jeszcze jedną scenę: - Mąż wszedł do sypialni z poważną miną. Powiedział: "Zgadzam się na badania, może to z mojego powodu wciąż nie mamy dzieci..." - spojrzał mi w oczy. Wcześniej nie chciał o tym nawet rozmawiać, trzaskał drzwiami. Teraz szedł na ugodę. Ładny gest. Ale nie mogłam być naiwna.

Huśtawka nastrojów

Któregoś dnia na biurku męża Karolina widzi książkę opasaną niebieską wstążką. Uczta Platona. - Od razu pomyślałam: nie zdążył schować. Prezent od niej, czyli jeszcze się nie odczepiła. Nie jestem głupia, w tekście jest motyw dwóch połówek jednej osoby, które kiedyś muszą na siebie trafić. Sprytny podtekst? Aluzja do miłości platonicznej? A może pożegnanie w pięknym stylu? Jeśli tak, do bólu pretensjonalne - wspomina. Wtedy zabiera książkę, wyrzuca do śmietnika. - Miałam huśtawki nastrojów. Czasem myślałam: jestem naiwna, zakochać się można w jednej chwili, odkochać - nie. Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki, która jest psychologiem. - Wyłożyła mi "teorię gibona": mężczyzna, który nie ma przygotowanego gruntu w związku z tą drugą, nie zostawi bezpiecznego gniazda u pierwszej. Jak asekurant, gibon, który, zanim oderwie łapę od jednej gałęzi, musi już trzymać się drugiej. Wierzyłam, że Maria nie rozwali swojego życia dla Olka - opowiada Karolina.

Wkrótce mąż ją zagaduje: "Nie widziałaś książki, leżała na biurku? Julian kupił żonie prezent, prosił, żeby go przechować ". - Ups! Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Uciekłam na balkon. Odzyskiwałam dobre samopoczucie - uśmiecha się Karolina. - A nawet pierwszy raz spojrzałam na tę sprawę inaczej: miłość jest przecież ślepa. Olek został trafiony piorunem. A gdybym tak ja spotkała faceta, który by mnie zaczarował? Jak bym sobie poradziła? Stop - hamowałam sama siebie. Nie muszę być szlachetna. Ani wyrozumiała. - "Widziałem się dziś z Marią" - mówi Olek pewnego wieczoru. Karolina zaciska powieki. Jak to? - "Zamknęliśmy ostatecznie współpracę, podpisałem kilka dokumentów. Nie złość się, mógłbym ci o tym nie mówić, ale chcę, żebyś wiedziała: już nie ma tamtej chemii" - patrzy jej w oczy. - Miałam ochotę powiedzieć: wypchaj się ze swoją szczerością, to wciąż boli.

Przemilczałam, żeby nie jątrzyć - wspomina Karolina. - Przez następne pół roku dochodziły do mnie coraz rzadsze wieści o Marii: współpracuje z ministerstwem, wydała książkę, w końcu - jest w ciąży. Olek przestał o niej mówić. Myśleć? Nie wiem - zawiesza głos Karolina. - Jeszcze dziś, po roku, zastaję go zapatrzonego w okno. Przeczesuje włosy, nad czymś się zastanawia. Ładnie wtedy wygląda. Może nawet kiedyś uznam, że ta historia była potrzebna naszemu związkowi? Znowu patrzę na męża jak na faceta, który potrafi oszaleć z miłości. To mu daje pewną przewagę nad rówieśnikami w kapciach na kanapie.

Powiedz i wyjdź

Monika - organizatorka ślubów i Wojtek - policjant. Mają córkę, mieszkają w Wielkopolsce. Ślub wzięli 14 lat temu.

"OK, jutro przed dziewiątą. Ale musimy mieć fotelik, skoro twój został w samochodzie u mechanika - spróbuję coś załatwić..." Monika cofa się na klatkę schodową, wchodzi do domu jeszcze raz, udaje, że nie słyszała rozmowy. Wojtek zdziwiony: "Już jesteś? - całuje ją w policzki. - Miałam wrócić z pracy wieczorem. Ale padły komputery, dostałam wolne" - odpowiada. - Poruszył mnie zmieniony głos męża. Taki... młodzieńczy. Po południu nie domyka drzwi do swojego pokoju, udaje, że jest zajęta. I nasłuchuje. - Wojtek z tarasu zadzwonił do kilku osób, szukał fotelika dla dziecka. Rano wyszedł wcześniej niż zwykle. Zapytałam: "Miałeś jechać na dziesiątą?", odpowiedział, że musi zajrzeć do banku i odebrać mundur z pralni.

Duża impreza u przyjaciół dwa dni później. Monika przygląda się z boku grupie rozmawiającej na kanapie. Szczególnie Kaśce, wesołej blondynce, na którą Wojtek zerka bez przerwy. - W pewnym momencie porozumiewawczo skinęła głową. On poderwał się, poszedł do kuchni, wrócił z drinkiem dla niej. Nawet nie skontrolował, czy to widzę! - wspomina. I moment, w którym gospodyni zwróciła się do tamtej: "Jak Michaś? Byłaś u lekarza?". A ona odpowiedziała: "Tak, dostał antybiotyk. - Odebrałaś już auto z warsztatu? - Nie, przyjaciel nas podwiózł". Zmroziło mnie. Spojrzałam na Wojtka. Wstał, poszedł zmienić płytę w odtwarzaczu.

- "Zapisałem się do drużyny kajakowej, w niedzielę są regaty, pojedziesz dopingować? - Wojtek chce pocałować Monikę w szyję. - Przestań. Nie mogę, muszę posiedzieć z Izą nad angielskim, wkrótce testy szóstoklasistów" - mówi ona, a Wojtek mruczy: jak zwykle... - "Jak zwykle co? - Nieważne". Dziś Monika opowiada: - Mniej seksu? Tak. Rutyna w związku? Może, ale wydawało mi się, że wszystko jest w normie. "Nie rozumiem twojej żony. Jesteś taki niezwykły. Dałabym rok życia za kilka wieczorów z tobą" - jeden z SMS-ów Kaśki do Wojtka. - Skłamałabym, że trafiłam na nie przypadkiem - opowiada Monika. - Od pewnego momentu komórka męża przestała leżeć na półce w salonie. Zaczął ją chować do kieszeni, zabierał do łazienki. Kiedyś zasnął w kąpieli. Po cichu wyjęłam telefon ze spodni, zamknęłam się w garderobie. "Jesteś technicznym mistrzem. Tęsknię do następnego spotkania". Prawie krzyknęłam z wrażenia. Co to miało znaczyć? - Kolega informatyk pomógł mi dostać się do bilingów Wojtka.

Co zabolało najmocniej? Matematyczne obliczenia. Jednego dnia cztery połączenia do niej, jedno do mnie. Nie mogłam pojąć, o czym on - konkretny, mało sentymentalny - mógł gadać przez 20 minut? Nasze rozmowy były krótkie: kup worki na śmieci, zapłać kredyt. Kiedy wyobrażałam sobie mojego męża romantycznego, bolało mnie serce. Nie rozumiałam: czym ona go tak oczarowała? - pyta Monika. Ona, czyli Katarzyna, żona kolegi z pracy Wojtka, który wyjechał na staż za granicę i został z inną. Kaśka z trzyletnim synem musiała radzić sobie sama. "Potrzebowała wsparcia", próbował tłumaczyć się Wojtek. - Podobno tylko kilka razy był w jej domu, coś przykręcił, posiedział, bo chciała się wygadać, zawiózł dziecko do lekarza - opowiada Monika. Kiedy odkrywa tajne sms-y, natychmiast żąda wyjaśnień.

"To miłość?", zapytałam go i pokazałam komórkę. Zarumienił się - mówi. - W końcu to z siebie wykrztusił: tak, zakochałem się. Schemat jak z harlequina: zaiskrzyło, wybuchło, ona ma w sobie jakiś magnes... Poszłam płakać do łóżka. Zabrałam wino i laptop. Otworzyłam jedno forum, drugie. "Nieważne, że na razie to tylko sms-y i Gadu-Gadu, prześpi się z nią i tak". Czytałam i czułam, że wali mi się życie. Zmuszałam się, żeby myśleć: to tylko nic nieznaczący romans, kryzys wieku średniego. Guzik. Pamiętałam, co powiedział mi brat: "Kiedy facet mówi, że się zakochał, to musi być prawdziwa miłość, bo my rzadko przyznajemy się do uczuć".

Niewesołe miasteczko

Gdy byłeś u niej pierwszy raz, w co Kaśka była ubrana?", pyta Monika jak policjant. Siedzą w kuchni, naprzeciw siebie. - "Po co ci to? Przysięgam, kocham cię, chcę być z tobą, już jej powiedziałem, że to koniec, spróbuj wybaczyć..." - Wojtek nawet nie prosi, błaga. - Nie mogłam odpuścić. Niepewność, co się działo, konieczność poznania szczegółów... Byłam masochistką - opowiada. Wtedy wymusza na Wojtku opis: "Miała na sobie dżinsy i czarną koszulkę, płaskie lakierowane buty z kokardką", przypomina sobie on. Monika wybucha: "Pamiętasz takie detale?! Powiedz teraz, co ja miałam na sobie wczoraj, no, szybko!", krzyczy. Wojtek nie pamięta. Ona zaczyna płakać. On próbuje ją przytulić, Monika się wyrywa. "Co ci dawała do jedzenia, kiedy u niej byłeś, gdzie siadałeś, jak blisko?", dopytuje przez łzy.

- Urządzałam kolejne przesłuchania. Jeśli odpowiedzi Wojtka w miarę mnie zadowalały, na dwa, trzy dni był spokój. Ale byle pretekst wywoływał awanturę. To była emocjonalna jazda na diabelskim młynie - mówi Monika. - Brałam wtedy prochy i zapadałam w sen. - "Mamo, mamooo - Iza szarpie śpiącą. - Jest sobota, nie powinnaś być w pracy?" Monika odwraca się plecami do córki. - W weekendy zazwyczaj jestem na ślubach. Wiedziałam, że klienci na mnie czekają, ale nie byłam w stanie wstać z łóżka - opowiada. Tego samego dnia odbiera telefon szefowej: jeszcze jeden taki numer i wyleci. - Musiałam się otrząsnąć, choćby dla Izy. Rada większości znajomych: zapisz się na terapię. Postanowiłam spróbować. Nie chciałam stracić pracy. Chociaż kiedy patrzyłam na przyszłych państwa młodych, w duchu myślałam o narzeczonej: jesteś naiwna. Prędzej czy później twój ideał zakocha się w innej. Byłam "toksyczna".

Krew i kłamstwa

Monika u psychologa. Szeroko otwiera oczy. - Usłyszałam, że mam dwa rozwiązania. Pierwsze to przebaczyć i zapomnieć, więcej nie wypytywać. Drugie: dalej rozdrapywać ranę, męczyć siebie i jego. W efekcie on, choć teraz chętny do współpracy, ucieknie z piekła, które mu stworzę. Byłam załamana, bo ja miałam inny plan: nie przestać pytać i dalej być z nim - mówi. "Mogę wrócić do domu? Czy jesteś znowu wściekła?", któregoś popołudnia Monika odbiera telefon od męża. - Czułam, że Wojtek zaczyna mieć mnie dość. Kiedyś z premedytacją usiadł przede mną w fotelu. Zaciągnął się papierosem. Dokładnie e-papierosem - plastikowa rurka ze światełkiem na końcu. Kupił ją, żeby mi pokazać: walczę z nałogiem, którego ty nienawidzisz. A ja go wyśmiałam: przestań, to obciach. Wyszedł wściekły - opowiada Monika. Nie lubi wspomnień z tamtego czasu. - Córka chodziła smutna, uświadomiłam sobie, że przestała mówić o balu na zakończenie szkoły, a przecież to był ostatnio temat numer jeden. - "Już nie chcesz jechać do Koniakowa po robioną szydełkiem sukienkę? - zapytałam któregoś dnia. - Chcę się wyprowadzić na Marsa" - odpowiedziała. A mnie zmroziło - fundowałam jej dodatkowy stres w trudnym momencie życia. Ale co? Miałam stwierdzić: mój mąż się wprawdzie zakochał, ale pal sześć, trzeba udawać, że wszystko jest ok i zrobić kanapki na bal córki? No nie.

Byłam zawzięta, stawałam się złośliwa. Któregoś dnia zobaczyłam przez drzwi Wojtka wpatrzonego w lustro w łazience. Miał zaciśnięte usta. Nagle spiął się, po czym z trzaskiem uderzył pięścią w szkło. Rozciął rękę. Zamiast mu pomóc, rzuciłam: "Żałosne, Brusie Lee". Miał łzy w oczach. Kilka dni później usłyszałam: "Może raz mi powiesz, że mnie kochasz, a nie tylko że nienawidzisz?". Zaraz, zaraz, to on nawalił, dlaczego ja mam być miła? Każde spóźnienie budziło moją podejrzliwość, każde pozytywne słowo o innej kobiecie wątpliwość: w niej też się zakocha? W końcu postanowiłam, że nie dam rady, więc na jakiś czas musimy się rozstać - opowiada. Wojtek wynajmuje kawalerkę w innej dzielnicy, pakuje torbę. - "Monika, to głupie, nie chcę się wyprowadzać", mówi, dopinając zamek. Ona wzrusza ramionami. - Było mi strasznie przykro, czułam porażkę. Ale i niechęć do własnego męża. W przedpokoju Wojtek zapytał: "Mam zostawić klucze?". Straszna chwila. I jeszcze wątpliwość: on się stara, a ja nie potrafię nawet przymierzyć się do wybaczenia. Może to ja jestem winna? Mąż rzucił pęk kluczy na komodę i wyszedł.

"Czy spotka się z nią jeszcze dziś?", to pytanie męczyło mnie do wieczora. I wtedy zadzwonił Wojtek. Powiedział: "Nie spotkałem się z Kaśką, pewnie się nad tym zastanawiasz. Nie rozmawialiśmy od miesiąca. Jest mi tu źle i chcę wracać" - opowiada Monika. - Pierwsza noc w domu bez męża była okropna. Nie spałam, przypomniałam sobie pewną naszą rozmowę. Kilka lat temu, gdy mój kolega wybaczył żonie, że zdradziła go z instruktorem fitnessu, Wojtek tłumaczył mi: bo dla wielu facetów seks to tylko seks, skok w bok, da się od biedy rozgrzeszyć. Zapytałam go wtedy: "A czego byś nie przebaczył?". Odpowiedział: "Jeśli ktoś inny tak by mnie zastąpił w twojej głowie, że gdybyś złapała gumę w aucie i potrzebowała pomocy, najpierw pomyślałabyś o nim". Doszło do mnie, że Wojtek musi rozumieć, jaką krzywdę zrobił. Przecież Kaśka zastąpiła mnie w jego głowie - wspomina Monika. Tej samej nocy dostaję sms z nieznanego numeru: "Brawo, słuszna decyzja. Ptaszek odzyskał wolność". Boże! To na pewno od niej. Skąd wiedziała, że Wojtek się wyprowadził? Przecież podobno od dawna nie rozmawiali! Czyli on kłamie. Gorzej być nie mogło.

Taka jestem

"Za kilka dni urodziny Izy. Pomyślałem, że może kupimy jej w prezencie szczepionkę przeciw rakowi szyjki...", Wojtek dzwoni do Moniki po miesiącu rozłąki. - Nie odbierałam wcześniej jego telefonów, nie wypytywałam znajomych. Postanowiłam skupić się na sobie, przyjrzeć jak obcej kobiecie: co dawała swojemu facetowi, co od niego dostawała? Wnioski nie były różowe. Czas robił swoje - utyłam, przestały mnie obchodzić niektóre sprawy Wojtka, gdzieś zniknął ogień. Nie robiłam wiele, żeby go podtrzymywać. Ale przecież i Wojtek zaczął chodzić po domu w wyciągniętych koszulkach. Chyba oboje tęskniliśmy za miłością w pierwszej fazie zakochania. Tylko że on poszukał jej poza domem, a ja nie.

Tak, uważam, że jestem lepsza - mówi Monika. - Nadal, po pół roku, nie mieszkamy razem. Rozmawiamy od czasu do czasu, gdy są jakieś sprawy. Po każdym telefonie płaczę, jednak coraz krócej. Nie tęsknię szaleńczo. Poważnie myślę o rozwodzie. Czasem "życzliwi" donoszą, że widzieli Wojtka z Kaśką. Niektórzy dodają, że nie wyglądał na wniebowziętego. Cóż, psychologowie mówią, że facet rzadko jest szczęśliwy w tej "drugiej" miłości. Bo zakochać się łatwo, ale wytrwać w stanie euforii - oj, trudno! A na urodziny kupiłam Izie dżinsy i buty Martensy. Zaszczepiłam ją dużo wcześniej, bez okazji - szkoda, że mąż tego nie wiedział.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój Styl 1/2013


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje