Reklama

Reklama

Nina Terentiew: Prezes mi zaufał. Pozwolił robić poważne rzeczy, które kosztują dużo pieniędzy

- Byłam cała w nerwach. Niemal od razu, bez gry wstępnej, zapytał: czy chciałabym z nim pracować? Odpowiedziałam, że chętnie. - Proponuję pani bycie doradcą i wyszedł. Mijały tygodnie, przez które nikt z Polsatu się nie odzywał. Nagle telefon i znowu prezes: to spotykamy się 1 października w Polsacie... - wspomina osobowość telewizyjna Nina Terentiew swoje początki w Telewizji Polsat, gdzie pracuje od 16 lat. Z okazji 30-lecia stacji opowiedziała Piotrowi Witwickiemu o zmianach, które konsekwentnie wprowadzała i planach na kolejne lata, zdradziła też, kto pojawi się podczas tegorocznego sylwestra.

Piotr Witwicki, Interia: Pamięta pani swój pierwszy dzień w Polsacie?

Nina Terentiew: Tak. Przede wszystkim pamiętam pierwszy telefon od prezesa Solorza. Złożyłam wypowiedzenie w TVP i pojechałam na wakacje. Podnoszę słuchawkę i słyszę: Solorz, chciałbym się z panią zobaczyć.

I nici z wakacji.

Zatkało mnie. Odpowiedziałam, że za tydzień będę w Warszawie i z wielką przyjemnością porozmawiam. Obydwoje nie jesteśmy jednak anonimowymi osobami, a ja miałam zakaz konkurencji...

Czyli spotkanie musiało być tajne.                

Reklama

Zaproponowałam, by odbyło się u mnie w domu. Byłam cała w nerwach. Niemal od razu, bez gry wstępnej, zapytał: czy chciałabym z nim pracować? Odpowiedziałam, że chętnie. - Proponuję pani bycie doradcą i wyszedł. Mijały tygodnie, przez które nikt z Polsatu się nie odzywał. Nagle telefon i znowu prezes: to spotykamy się 1 października w Polsacie...

Kiedy to było?

16 lat temu.

To połowa historii Polsatu.

Minęło jak tydzień. Polsat stał się moją stacją. To, co mnie zachwyciło w sposobie zarządzania, to to, że jest to rodzinna firma. Dla prezesa liczą się ludzie i nigdy nie zostawia nikogo potrzebującego. Czasem dzwoni do mnie i mówi: wydaje mi się, że trzeba pomóc temu, odszedł od nas i nie wiem, jak udzielić mu wsparcia. Takie telefony mnie bardzo wzruszają. Siadamy i kombinujemy, co możemy zrobić. On doskonale zna osoby, które z nim zaczynały. Zawsze mogą poprosić go o pomoc. To fenomenalne, nigdzie indziej nie spotkałam się z czymś takim.

Choć Grupa Polsat Plus cały czas rośnie w siłę i jest coraz większa.

Siłą rzeczy w jakimś stopniu stajemy się korporacją. Takie są wymogi rynku. Echa tej rodziny są jednak cały czas na korytarzach, to jest cudowne.

Gdy pojawiła się w pani w Polsacie, telewizja mocno kojarzyła się z disco-polo.

Prezes mi zaufał. Pozwolił robić poważne rzeczy, które kosztują dużo pieniędzy. Dostałam kredyt zaufania. Przyszłam w październiku, a już 31 grudnia robiliśmy pierwszego sylwestra.

Jak się robi sylwestra w trzy miesiące?

Jak się ma znajomości w branży, to można robić.

Mimo wszystko dość odważnie.

Ktoś mówił: my dajemy zawsze filmy w Sylwestra. Prezes powiedział: niech robi imprezę. To zrobiłam. Wprowadziłam też kolędy. Dziś nikt nie wyobraża sobie bez nich świąt. Zresztą z ubiegłych lat mamy ich tyle, że zaczynamy kolędowanie już o 13. Byliśmy w kilkunastu sakralnych miejscach w Polsce. Mamy satysfakcję, że wszystkie nasze kolędy do Wigilii mają najwyższą oglądalność. To jest fenomen. Ludzie kochają tradycję, ciepło rodzinne. Tego nikt nie zmieni. Wigilia to wyjątkowy dzień niezależnie od siły wiary. Mamy wspaniały gwiazdy i równie wspaniałą orkiestrę.

Kto będzie w tym roku?

Joanna Kulig wraz z żywym pięknym Mazowszem. Klimat jak w "Zimnej wojnie". Będzie mój ukochany Ralph Kamiński, najpiękniejszy góral Karpiel- Bułecka, Cleo i wiele innych gwiazd. W niezwykłym sakralnym obiekcie, jakim jest Bazylika świętego Krzyża w Warszawie. W tym miejscu leży serce Chopina, a na organach grał Moniuszko.

Te 30 lat to kawał historii polskiej telewizji.

Młodzi ludzie, których przyciągnął do Polsatu MacGywer zostali z nami. Wtedy mieli 12-14 lat i ta młodzieńcza miłość jest bardzo trwała. Teraz mamy dla nich również rewelacyjną ofertę seriali premium. Za wspaniałymi scenariuszami np. Remigiusza Mroza idą świetni reżyserzy i aktorzy: Stramowski, Frycz czy Kościukiewicz. Kupiliśmy prawa do polskiej wersji "Sługi narodu", a Okil Khamidov sprawił, że ten serial wyszedł fantastycznie. Dzięki temu serialowi zrozumiałam też fenomen prezydenta Zełenskiego.

Dziś, patrząc na prezydenta Ukrainy, aż trudno uwierzyć, że zaczęło się od serialu.

Tam wygląda to tak, że nauczyciel dostał szału. Miał dosyć otaczającej go rzeczywistości i zaczął przemawiać w szkole. Uczeń nagrał jego wystąpienie i wrzucił do internetu. Ludziom skleił się aktor z przyszłym prezydentem.

Kto będzie polskim Zełenskim? To ważna informacja dla świata polityki.

Tytułowego sługę narodu zagra Marcin Hycnar. Miałam na początku spore wątpliwości, ale myliłam się. Świetny aktor, który idealnie pasuje do tej roli.

30 lat za nami, a co przed nami?

To nie będzie tak, że HBO czy Netflix zabiją telewizję. Ludzie dalej będą chcieć żywych informacji, sportu czy reportażu. To co mnie dziś fascynuje, to gigantyczna uwaga, jaką nasz szef przywiązuje do kwestii czystego powietrza, produkcji czystej energii czy zielonego wodoru jako paliwa przyszłości. Zarówno my w Grupie Polsat Plus, jak inna spółka Prezesa - ZE PAK, robią w tym temacie niesamowite rzeczy. Pokazujemy, że Polska może już niedługo wytwarzać energię bez węgla. Zresztą kwestie społeczne zawsze były u nas ważne - Polsat, to stacja komercyjna, ale chyba w żadnej telewizji nie ma tak rozwiniętej chęci pomocy słabszym. Mamy Fundację Polsat, która pomaga dzieciom, zaangażowaliśmy się w pomoc Ukrainie, Ukraińcom, w tym uchodźcom. Pomagaliśmy społeczeństwu w pandemii. Wspieramy potrzebujących. To wszystko jest równie ważne, co codzienny program w naszych niemal 40 kanałach telewizyjnych.

To Polsat wypełnia dziś misję publicznego nadawcy.

U nas jest czas i na rozrywkę, i na misję. To co jest szczególnie ważne, to fakt, że jesteśmy oceniani jako najbardziej obiektywna i wiarygodna stacja telewizyjna w Polsce. To w obecnych czasach znaczy bardzo dużo.

Polsat słynie z sylwestra, a do niego już coraz bliżej. Czy da się w nim czymś zaskoczyć? Czy chodzi właśnie o to, by nie zaskakiwać?

Nie ma sensu sprowadzać na tę noc jednej gwiazdy. To jest szaleństwo, a ludzie i tak bawią się przy tych, których kochają. Nie potrzebujemy jednej gwiazdy, przy której otworzymy sobie żyły. U nas będzie Dawid Kwiatkowski, który bardzo czule traktuje swoich fanów. Sama widziałam, jak przynosił fankom kawę. Jak nie kochać takiego gwiazdora? W dodatku przeszedł niesamowitą ewolucję, stał się dojrzałą gwiazdą pop. Jest dziś dojrzałą, wielką gwiazdą, która rzuca tłumy na kolana. Bardzo chcę zobaczyć na sylwestrze również Ralpha Kamińskiego.

A on nie jest zbyt alternatywny na sylwestra?

Miałam taki lęk przed Sopotem, gdy zaprosiłam go po raz pierwszy. Bałam się tego, że publiczność go nie kupi. Skończyło się owacjami na stojąco. Nie mam wątpliwości, że teraz będzie podobnie. Oczywiście będzie też Doda. Królowa, jaka jest, każdy widzi.

Ostatnia płyta radzi sobie całkiem nieźle.

Jest świetna. Doda jest z nami, a my z Dodą. Nie sądziłam, że na sylwestra chce zagrać też Lemon. Dziś nie jest już tak, że na sylwestra wszystko musi być pod nogę. Publiczność chce po prostu zobaczyć wykonawców, których kocha. Będziemy mieć również sprawdzone przeboje: Bajmu, Lady Pank czy Big Cyca. Zależy nam na tym, by być z publicznością w domach. Pomoże nam w tym internet i media społecznościowe.

***

Zobacz także:

Hitowe teleturnieje Polsatu. Sprawdź się w quizie

Wszyscy chcieli je mieć. Zawrotne zainteresowanie Paszportami Polsatu

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Nina Terentiew | Polsat | Telewizja Polsat | Zygmunt Solorz-Żak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy