Reklama

Reklama

Pokochaj siebie, ale najpierw wypiękniej

Skoro możemy być ładniejsi i oszukać naturę, która nie była dla nas łaskawa, czemu z tego nie skorzystać? Kolorujemy więc naszą rzeczywistość tylko dlatego, że możemy.

Kreacja i stylizacja są elementem współczesnego życia. Jeśli mamy możliwość podrasowania zdjęcia przed publikacją w mediach społecznościowych, chętnie z tego korzystamy. Dlaczego mamy być ładni skoro możemy być bardzo ładni? Po co nam szara prawda, jeśli możemy mieć koloryzowaną? Wolność i możliwość kreacji robi z nas prawdziwych artystów, których dziełem jest wystawienie własnego życia na widok publiczny.

Wcześniejsze "bądź sobą" zostało zamienione na "bądź takim, jakim chcesz być". Skoro mamy narzędzia, grzechem byłoby z nich nie skorzystać.

Reklama

Dzieci - lustro dorosłych

Nowe technologie ułatwiają życie. Dzieci robią to samo, co dorośli. Nic tylko się cieszyć, nasza krew. W tym dziecięcym podglądaniu jest prawdziwe detektywistyczny rys. Nasze pociechy są mistrzami w rozszyfrowywaniu rzeczy, które niekoniecznie chcielibyśmy, żeby oglądali. Jak już mają brać z nas przykład, to tylko i wyłącznie z cech, które są pozytywne. Prawda?

Ciekawe badania przeprowadzono na zlecenie marki Dove. Wykazały, że więcej niż połowa nastolatków twierdzi, że filtry w mediach społecznościowych to ich codzienność i aż 80 procent przed ukończeniem 13 roku życia korzystało z aplikacji, dzięki którym mogły podrasować swój wygląd.

Pewnie część dorosłych machnie na to ręką, wzdychając, że przecież każdy miał kompleksy w okresie dojrzewania, że to normalne i nie ma w tym nic złego. Skoro młodzi ludzie mają możliwość stać się tym, kim chcą, czemu nie mieliby skorzystać z okazji?

Problem polega na tym, że stają się ładniejsi na niby, w dodatku w rzeczywistości, która nie istnieje. Wszystko za cenę lajków i przesłanych serduszek.  I niestety, jak pokazują badania, nie pomaga to im w budowaniu poczucia własnej wartości. Wręcz przeciwnie - samoocena u nastolatków jest niczym szkło, krucha i delikatna. Porównania z ideałem piękna, który tak naprawdę nie istnieje, absolutnie owego szkła nie hartują.

Twarz należy zedytować, podobnie jak sylwetkę

Nie krytykujmy młodych ludzi, zanim sami nie przejrzymy się w lustrze. Ile razy twoje dziecko słyszało, jak narzekałaś na swój wygląd? Ile razy było przypadkowym świadkiem rozmowy telefonicznej, w której zwierzałaś się przyjaciółce, że na tę okoliczność jednak nie uda ci się wcisnąć w upragnioną sukienkę, bo boczki wystają, a brzuch po prostu nie chce się wklęsnąć. Jak wiele razy mówiłaś o tym, że w końcu musisz zrzucić zbędne kilogramy, albo przy wspólnym posiłku wzdychałaś, że deseru to już kategorycznie zjeść nie możesz, bo wiadomo, walka trwa, a do zwycięstwa - patrz: upragnionej sylwetki - jeszcze niejedną bitwę trzeba stoczyć.  

Jak mają być zadowolone ze swojego wyglądu dzieci, które widzą, jak wiele rodzice mają zastrzeżeń do swojego? To po prostu niemożliwe. Gdy do tego dochodzi wiek dorastania, a wraz z nim konfrontacja i porównywanie się z rówieśnikami, przepis na katastrofę gotowy.

Billie Eilish zawodzi

Niedawno ukazała się w sesja zdjęciowa Billie Eilish dla "Vogue'a". Zniknęła rozczochrana nastolatka z niebieskimi włosami. Jest piękna kobieta w seksownej bieliźnie, żywcem przypominająca króliczka z "Playboya" sprzed kilku dekad. Oczywiście, każdy ma prawo wyrażać swoją kobiecość jak chce, tak jak każdy ma prawo dorosnąć. Billie jest panią Billie, nie koleżanką z sąsiedztwa, która wyskoczyła w piżamie tylko po to, by zagrać koncert.

Doskonale to rozumiem i szanuję jej decyzję. Ale jednocześnie tęsknię za tą zbuntowaną nastolatką, której wrażliwość i piosenki poruszały miliony młodych ludzi na całym świecie i dla których nie liczyło się, jak wygląda. Albo wręcz przeciwnie - liczyło się to, że wygląda zwyczajnie, a nawet niechlujnie, bez filtra. Broniła się jej muzyka i osobowość, te dwie rzeczy teleportowały ją na szczyt.      

Zobacz więcej:


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje