Reklama

Reklama

Kobiety w życiu Fryderyka Chopina. Którą kochał naprawdę?

Jako muzyczny geniusz stawiany jest na piedestale, a jego muzyka zachwyca kolejne pokolenia. Ale jak wiele wiemy o Fryderyku Chopinie jako o człowieku? Kogo kochał, a czyje oczekiwania zawiódł? Magdalena Knedler, autorka książki „Narzeczone Chopina” uchyla rąbka tajemnicy.

Izabela Grelowska, Interia.pl: Czy, pracując na tą książką, polubiła pani Chopina jako człowieka?

Magdalena Knedler: - "Narzeczone Chopina" to monologi czterech kobiet i z każdego wyłania się trochę inny portret artysty. Po przeczytaniu wszystkich listów i tekstów źródłowych, wciąż nie udało mi się uchwycić pełnego obrazu, spójnej wizji tego, jaki był Chopin. Zależało mi na tym, by pokazać go nie tylko jako wybitnego artystę i geniusza, ale jako człowieka z krwi i kości, który mógł mieć swoje wady, słabości, który nie zawsze dobrze postępował. Mamy tendencję, by go stawiać na piedestale i kreować na nieskazitelną istotę, która nie ma żadnych rys. A miał je i chciałam to pokazać poprzez opowieści osób, które miały z nim styczność.

Reklama

Ludzie, którzy mają skazy, wydają mi się bardziej ludzcy i prawdziwi, niż postaci przedstawiane jako kryształowe.

Książka jest pisana z punktu widzenia czterech kobiet, które grały ważną rolę w życiu Chopina. Czy uważa pani, że historia obeszła się z tymi kobietami niesprawiedliwie?

- Historia często się obchodzi niesprawiedliwie z kobietami. Pomija je, spycha na margines. W XIX wieku było wiele interesujących kobiet, które uprawiały swoją własną twórczość, ale jednak znacznie mniej niż mężczyzn. Każdy obszar zawodowy i artystyczny to był obszar męski. Dla kobiet była przeznaczona rola gospodyń domowych, matek, żon. Jeśli jakaś kobieta chciała realizować się w sztuce, musiała wywalczyć sobie do tego prawo, utorować drogę, żeby w ogóle zaistnieć. Nie było to łatwe. W przypadku tych czterech kobiet chciałam pokazać nie tyle romanse, bo poza George Sand mamy platoniczne związki, ale to, jak relacja z tak silną i wyjątkową osobowością wpłynęła na ich życie. Również później, kiedy on z niego zniknął, pozostawiając po sobie pustkę. Wszystkie one przeżyły Chopina o wiele lat. Jednak on cały czas istniał w ich myślach, w ich codziennej egzystencji. Nigdy się tak naprawdę nie uwolniły od tej relacji.

Niesprawiedliwość polega również na tym, że kiedy czytamy biografie Chopina, te kobiety zawsze są opisywane przez pryzmat  znajomości z nim, a nie poprzez swoje własne doświadczenia, swoje własne życie czy osiągnięcia. To oczywiście ważna relacja, dlatego chciałam od niej wyjść, ale fabuła wykracza poza życie Chopina i mocno skupia się na bohaterkach.

Kiedy czyta się wzmianki czy artykuły o tych kobietach, to przynajmniej dwie z nich są oskarżane o przyczynienie się, czy przyspieszenie jego śmierci. I to akurat te, które najwięcej dla niego zrobiły. Stirling zarzuca się, że woziła go powozami po zamkach szkockich, gdy był chory. Sand, że go opuściła, co miało przyspieszyć chorobę i śmierć. To oskarżenia dużego kalibru. Pozostałym też się oberwało. Wodzińskiej zarzuca się, że była zarozumiała i potraktowała go "klasowo", Gładkowskiej, że "nie czekała". Jemu nie wypomina się niczego.

- To bardzo częste zjawisko. Tak samo za romanse w małżeństwie obwiniana jest kobieta, która uwodzi mężczyznę, a nie mężczyzna, który zdradza żonę.

Na losy tych bohaterek patrzy się zazwyczaj z perspektywy Chopina, nie uwzględniając punktu widzenia drugiej strony. Jeśli wgłębimy się w historię Konstancji Gładkowskiej, a nie jest to proste, bo na jej temat jest najmniej materiałów, to okaże się, że wyszła za mąż nie tak znowu szybko, bo po ponad roku od wyjazdu Chopina i w sytuacji trudnej. Był to czas bardzo burzliwy. Wybuchło powstanie listopadowe, w które ona też była zaangażowana jako artystka Teatru Narodowego, o czym się nie pamięta. Śpiewała na scenie patriotyczne pieśni, za co groziły jej represje. Na afiszach z tego okresu czytamy, że "w antrakcie panna Gładkowska wykona pieśń Do orła białego". Publiczność wstawała i śpiewała z nią. Jak wszyscy artyści Teatru Narodowego pomagała w budowaniu okopów, w szpitalach opatrywała rannych razem ze swoją koleżanką Anną Wołków. Chopin pisał w listach do Jana Matuszyńskiego, że "ona (...) choć szarpiami może pomóc", gdy tymczasem on tkwi w Wiedniu.

To były ryzykowne działania i musiała się liczyć z tym, że kiedy powstanie upadnie, a w pewnym momencie wiedziano, że klęska jest nieunikniona, może ponieść konsekwencje. Później teatr był zamknięty w związku z represjami, więc nie miała gdzie pracować. Sytuacja w rodzinie pogarszała się. Krucho było z pieniędzmi, a na jej siostrze, w dziewiętnastowiecznych kategoriach, ciążył skandal. Wiele rzeczy pchało ją ku małżeństwu z człowiekiem, który był zamożny i mógł jej zapewnić bezpieczeństwo. Ta historia nie wybrzmiewa w opowieściach o Chopinie i jego relacjach z Gładkowską. Przeczytamy raczej, że była jego muzą, pierwszą miłością, natchnieniem, pod wpływem, którego napisał larghetto do koncertu.

Wodzińskiej zarzucano, że patrzyła na niego z góry, jako na człowieka z innej warstwy społecznej.

- To sporny temat, czy był potraktowany klasowo, czy chodziło rzeczywiście o jego zdrowie, bo był chorowitym człowiekiem. Rodzice mogli zastanawiać się, czy będzie potrafił zapewnić Marii życie na poziomie, jeżeli choruje i być może nie będzie w stanie pracować.

Gdyby był właścicielem dóbr ziemskich, zdrowie nie miałoby takiego znaczenia.

- Tak, a Chopin żył w wynajętym mieszkaniu. Relacja z Wodzińską jest w biografiach Chopina najbardziej rozdmuchana. Jednak oni niewiele razy się ze sobą w życiu widzieli twarzą w twarz. Był to bardziej związek korespondencyjny. Są informacje, że się jej oświadczył i wiązało się to z umową, że będzie dbał o swoje zdrowie. Na ile mogła się nawiązać głębsza relacja, miłość, trudno jest powiedzieć. W przyszłości Maria Wodzińska potrafiła postawić się rodzinie, rozwieść się i wyjść za mąż zgodnie z własną wolą. Na dziewiętnastowieczne standardy to był wyczyn, ale była już wtedy znacznie starsza i dojrzalsza.

Pani mówi, że to był romans korespondencyjny, ale zaznaczmy, że nie była to nawet bezpośrednia korespondencja między nimi, a listy do jej rodziny, w których doszukiwała się aluzji i ukrytych znaczeń. Zadziwiające jest, że w ogóle przy tak nikłym kontakcie doszło do oświadczyn. Można też zapytać, czy ze strony Chopina nie była to próba ustawienia się. Była to jednak najbogatsza rodzina na Kujawach.

- Takie pytanie się nasuwa, ale w korespondencji i dokumentach nie znajdziemy odpowiedzi. Dla niego mogła być to szansa zmiany statusu majątkowego, ale jeszcze bardziej społecznego. W tym czasie Chopin umiał zarobić pieniądze, jego stan fizyczny nie był taki zły, jego popularność rosła. Ale jego status społeczny z pewnością by się podniósł dzięki temu małżeństwu. To jest oczywiście hipoteza. Chopin nigdzie nie napisał, że chce się ożenić z Marynią, bo ona jest z bogatej polskiej rodziny. Polskość mogła mieć oczywiście znaczenie, taki był nastrój wśród kół emigracyjnych.

George Sand jest oceniana jeszcze ostrzej.

 - Tak, tu są grube zarzuty, choć np. Mickiewicz uważał, że to raczej Chopin wykończy George Sand. Że to raczej on może przyczynić się do jej upadku i w pewnym sensie ją zniszczy. My nie oceniamy rzeczywistości, tylko bazujemy na tekstach. To jest interpretacja budowana na listach i źródłach pisanych tamtej epoki. Według tradycji George Sand była dominująca postacią w tym związku, ale czy tak było na pewno?

Z późniejszych listów George Sand do znajomych wyłania się inny obraz. To on pogrążał się w szaleństwie, angażował się nadmiernie w sprawy jej dzieci. To też jest trudne do oceny.

 Jeśli chodzi o przyczynienie się do jego śmierci, to jest to zarzut mocny i niesprawiedliwy. Wiemy z dokumentów, relacji i listów, że Sand bardzo się nim opiekowała. Dbała o niego, gotowała mu rosołki, wyciągała go na spacery. Stworzyła mu dom.

George Sand nie była jednoznaczną postacią. Z jednej strony była skandalistką, chodząca w spodniach i palącą cygara, z drugiej strony miała wiele tradycyjnych, ówcześnie "kobiecych" zainteresowań: lubiła szyć, haftować, gotować, zajmować się ogrodem.

Interesowała się także polityką. Kiedy w Paryżu wybuchła rewolucja lutowa, zaangażowała się po stronie republiki, przeciwko monarchii. Zawsze byłam pełna podziwu, jak to wszystko godziła. Pisała mnóstwo książek, miała bogate życie towarzyskie, rodzinę i wielu mężczyzn. Do tego zajmowała się polityką, zakładała dzienniki i pisała do nich felietony. Jak znajdowała na to czas?

To interesująca bogata osobowość, nie do końca uchwytna. Kiedy studiujemy pisma na jej temat i jej własne teksty, wyłaniają się różne wizerunki. Próba pogodzenia ich ze sobą i stworzenia spójnej wizji jest trudna. W mojej książce narracja jest zbudowana tak, że ona opowiada różne wersje zdarzeń i to jej rozmówca musi zbudować z tego całość i wyciągnąć dla siebie wnioski. Do swojego kolegi mówi, że  jej "i wierzy, i nie wierzy".

A później była Jane Stirling.

- Podnosi się kwestię, czy to była jej wina, że on się mocno rozchorował w Szkocji. Faktycznie był chory, faktycznie ona zaproponowała mu wyjazd z Paryża, w którym właśnie wybuchła rewolucja lutowa i sytuacja polityczna była niepewna. On  był po rozstaniu z George Sand, podupadał na zdrowiu, potrzebował pieniędzy. Musiał coś zrobić. Ona wymyśliła wyjazd, ale jego też nikt nie zmuszał, żeby jechać.

To był dorosły mężczyzna. Mówienie, że woziła go po zamkach, brzmi, jakby woziła jakiegoś przedszkolaka.

- Chopin podjął decyzję, żeby wyjechać do Anglii i Szkocji, tam koncertować i zawierać nowe znajomości. Skorzystał z oferty, którą Stirling i jej siostra mu dały. Obwinianie jej jest na wyrost. Pozostaje pytanie, czy jego stan zdrowia nie pogorszyłby się również, gdyby był gdzie indziej.

Przy okazji historii Jane Stirling wychodzi chyba najbardziej nieprzyjemna twarz Chopina.

- To trudna relacja. Jeśli chodzi o przyjaciół płci męskiej, to podobnie wyglądała sprawa z Julianem Fontaną. Wykorzystywał go do różnych swoich planów: przeprowadzek, kupna mebli, przepisywania nut. To zrób, tamto zrób. I Julian Fontana wszystkie polecenia wykonywał. Jednak zarówno Stirling, jak i Fontana, chcieli to robić.

Jane Stirling po śmierci Chopina całe swoje życie poświeciła temu, żeby zajmować się jego spuścizną.  Z jej korespondencji z Ludwiką, siostrą Chopina, wynika, że cały czas podejmowała starania, żeby zgromadzić po nim jak najwięcej  pamiątek, wycinków z prasy, fortepianów. Również ten słynny fortepian z grawerunkiem od Jane "Dla Ludwiki" ("Pour Louise")  przysłany później do Polski. Podkreślała w listach, że wciąż jest jeszcze coś do zrobienia. Dla niej związek z Chopinem trwał nadal po jego śmierci i sytuacja nie zmieniła się za wiele. Nigdy tak naprawdę nie byli przecież razem jako para. Kiedy umarł, nadal żyła jego życiem, jego twórczością, jego osobowością. Czy był nieprzyjemny? To też trudno ocenić. Pisał o Jane i jej siostrze, że są nudne, że nie da się z nimi wytrzymać, że jak się przypięły, tak się nie chcą odpiąć. To mogła być relacja, która mu nie leżała w sensie umysłowym i emocjonalnym, mimo wszystko zdecydował się pojechać na ich zaproszenie do Szkocji.

Mógł się z nimi nudzić, ale one organizowały mu możliwości zarobku, a kiedy nie było to możliwe finansowały go ze swojej kieszeni, co akceptował. Niezbyt zawoalowana przyjaźń dla pieniędzy.

- Tak to właśnie wyglądało z zewnątrz. "Narzeczone Chopina" to tytuł metaforyczny, bo nie z każdą z tych kobiet łączyły go klasyczne oświadczyny. Jane Stirling jest najbardziej tragiczną z tych postaci. Przez salonowe ploteczki i znajomych była określana jako jego narzeczona. Sugerowano, że będzie się z nią żenił. On śmiał się z tego: "To może myśl komu dało, że się żenię; ale jednakże trzeba fizycznego jakiego attrait[fr. upodobanie], a za bardzo do mnie podobna ta, co nieżeniata. Jakże się z sobą samym całować...
Przyjaźń przyjaźnią, wyraźnie powiedziałem, ale prawa do niczego innego nie daje...". Mówił wprost, że nic z tego nie będzie i ona też sobie z tego zdawała sprawę. Była pseudo narzeczoną Chopina przez pewien czas, a później stała się "wdową po Chopinie". Tak ją nazywano. Jednak nie była nigdy żoną i na tym polega tragizm tej postaci.

Może to wdowieństwo było dla niej łatwiejsze, bo nie musiała już znosić odrzucenia?

- Było łatwiejsze. Była panną, miała też pewną niezależność przez to, że była finansowo nieźle ustawiona. Miała czas i możliwości, aby zajmować się jego spuścizną. Interesowała się Chopinem również na poziomie artystycznym. Był dla niej mężczyzną, ale też geniuszem muzycznym, sama uczyła się u niego grać, miała spory talent. Zajmowanie się jego dorobkiem mogło się później stać dla niej sensem życia.

 Często pisze się o Chopinie, że pragnął życia rodzinnego. Według pani tak było?

- Trudno powiedzieć. Związek z George Sand był burzliwy, ale jakoś się utrzymywał przez 9 lat. Na ile taki artysta, jak Chopin, mógłby się sprawdzić w życiu rodzinnym?

Istnieje też teoria, wcale nie nowa, że Chopin mógł być po prostu nieheteronormatywny i niekoniecznie lubił tylko kobiety, ale też mężczyzn. Tu opieramy się na interpretacji listów głównie do Tytusa Wojciechowskiego. Ale nie tylko, bo pisał też w tonie bardzo uczuciowym do innych mężczyzn, np. do Jana Matuszyńskiego. Na podstawie dostępnego materiału nie można tej hipotezy wykluczyć, ale nie można jej też stuprocentowo potwierdzić. Choćby z tego powodu, że nie ma odpowiedzi Tytusa Wojciechowskiego na te listy, nie wiemy więc, czy rzecz dotyczy samych uczuć i emocji Chopina, czy też uczucia te Tytus odwzajemniał i odpisywał w takim samym tonie, a ich relacja nie była jedynie przyjacielska. Ta kwestia mogłaby rzutować na jego podejście do założenia rodziny.

Jasnego potwierdzenia, że chciał życia rodzinnego, też jednak nie ma. Pisał, że chciałby siedzieć przy kominku, a z drugiej strony wiemy, że do drugiej w nocy bywał na imprezach, grał i pił wino. Nie do końca był spokojnym duchem, który aż tak bardzo pragnął rodziny, polskiej panny i życia w dworku. Najbardziej mogłyby na to wskazywać zaręczyny z Wodzińską, ale wszystkie inne relacje raczej temu przeczą. Nawet Konstancja Gładkowska, a nie wiadomo czy były tam z jego strony poważne plany matrymonialne, była artystką i nie do końca wpisuje się w ten schemat, jaki mamy w stereotypowych opisach postaci Chopina: pragnącego ożenku z polską panną z dobrej rodziny i spokojnego życia rodzinnego.

Czytaj również:

Dlaczego warto się rozciągać?



 

 

 

 

 


Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje