Reklama

Reklama

Marilyn i JFK

Na temat ich romansu krążą legendy, a przecież nigdy nie byli sami, zawsze i wszędzie towarzyszyły im podsłuchy, prywatni detektywi, fani, wielbiciele i zazdrośni małżonkowie (także byli). Piosenka, którą gwiazda kina zaśpiewała prezydentowi z okazji urodzin przeszła do historii, stając się dowodem ich potajemnego związku. Czy kiedykolwiek jeszcze dowiemy się, jak naprawdę wyglądała ich relacja?

Na temat ich romansu krążą legendy, a przecież nigdy nie byli sami, zawsze i wszędzie towarzyszyły im podsłuchy, prywatni detektywi, fani, wielbiciele i zazdrośni małżonkowie (także byli). Piosenka, którą gwiazda kina zaśpiewała prezydentowi z okazji urodzin przeszła do historii, stając się dowodem ich potajemnego związku. Czy kiedykolwiek jeszcze dowiemy się, jak naprawdę wyglądała ich relacja?


ONA

Półsierota przerzucana z jednej rodziny zastępczej do drugiej, całe życie dręczona myślą, że także ją dopadanie rodzinne przekleństwo - choroba psychiczna. Najbardziej na świecie chciała sławy. I szybko odkryła, jak może ją osiągnąć.

Młodziutka Norma Jane w oczach mężczyzn odkryła zainteresowanie i pożądanie. I postanowiła to wykorzystać. 16-letnia Norma wyszła więc za mąż, najszybciej jak się dało, za sąsiada rodziny, w której się wychowywała - Jamesa Dougherty`ego. Małżeństwo trwało cztery lata, ale to właśnie w tym czasie "Norma Jane odkrywa swoją wielką broń: seksualność. Widzi, jak rozpala w oczach mężczyzn pożądanie, bawi się nim". Spotyka wówczas wojskowego fotografa Davida Conovera, który szuka atrakcyjnych dziewczyn do wojskowego kalendarza. Norma zostaje modelką, w 1946 r. zostaje zauważona przez szefa studia filmowego Howarda Hughesa.

Reklama

To właśnie wówczas rodzi się Marilyn Monroe - rudowłosa Norma przeistacza się w blondynkę przyjmującą pozy małej dziewczynki, którą koniecznie trzeba się zaopiekować.

W 1954 r. wychodzi powtórnie za mąż za gwiazdę baseballu Joego DiMaggio. Robi karierę - zostaje party girl - "przechodząc z jednego łóżka do drugiego, budząc się w nieznanej pościeli, w domach właścicieli, którzy nawet nie znają imienia tej blondynki o mokrych oczach".  Marilyn nabrała nawyku łykania lekarstw na sen, na dobry humor, na wszystko.

Uważała, że wszystko, co ma, to ciało. Szybko porzuciła edukację, co przez całe życie było powodem jej kompleksów. Wiedziała, że przykuwa uwagę, że kiedy przechodzi przez ulicę natychmiast  robi się korek, ( jeden z dziennikarzy powiedział w takiej sytuacji: "Jeśli napadną na nas Rosjanie, nikt tego nie zauważy"), platynowa blondynka z półprzymkniętymi powiekami i tajemniczym grymasem ust, kołysząca biodrami w ten sposób postanowiła zapewnić sobie to, na czym jej zależało - sławę i uwielbienie mężczyzn.

O jej podbojach seksualnych krążą legendy, sama Marilyn nie uważała, żeby seks był grzechem, ale też nie zależało jej na nim, pozwalała się łaskawie kochać, w małżeństwie zaś "bezbrzeżnie się nudziła".

ON

On od wczesnej młodości przygotowywany był przez ojca do roli prezydenta. Mimo kłopotów zdrowotnych ( choroba Addisona) "fizycznych ułomności, słabego zdrowia, powtarzających się wenerycznych infekcji i złego stanu kręgosłupa" trafia do wojska - tak Joe Kennedy dba o przyszłość syna.

Johna Fitzgeralda Kennedy`ego wychowywano w przekonaniu, że "należy do grona zwycięzców, że pochodzi ze świata panów", z klanu Kennedych, pogardza więc innymi. Z roku na rok coraz bardziej stara się też wyzwolić spod wpływów ojca.

Już niedługo JFK stanie się przedmiotem szantażu z powodu swojego zamiłowania do sypiania z każdą napotkną kobietą. "Połowę swego czasu spędza, myśląc o kobietach, a drugą połowę śpiąc z nimi. Każdego wieczoru inna dziewczyna, a nawet dwie lub trzy".

ONI

Spotkali się oboje będąc u szczytu sławy. Po raz pierwszy w 1954 r. na przyjęciu zorganizowanym przez najsłynniejszego impresario w Hollywood - Charlesa K. Feldmana. Ona jest wówczas żoną Joego DiMaggio, on - świeżo upieczony senator odbywa "turnee" i choć towarzyszy mu żona, głównym zajęciem Johna F. Kennedy`ego jest podrywanie dziewczyn. Na takich imprezach wypatruje kolejne kandydatki do swojej sypialni, żona "jest potrzebna jedynie do zdjęcia".  Właśnie zauważył Marilyn. Aktorka ukradkiem wsunęła mu do kieszeni swój  numer telefonu.

Wkrótce po tym spotkaniu, JFK musi przebyć operację, której może nie przeżyć. Zanim trafi do szpitala, chce spotkać się z Marilyn. Spotkanie to organizuje szwagier przyszłego prezydenta Peter Lawford - jak zawsze, kiedy JFK przyjeżdża do Hollywood, on wyszukuje, prezentuje i zaprasza dziewczyny, które spodobały się Kennedy`emu.

Najpierw spotykają się w Malibu Cottage na drinka, a potem przenoszą się do Holiday House. Jest lato 1956 roku - JFK i MM połączył romans, choć ona właśnie spotkała mężczyznę swojego życia - pisarza Arthura Millera. "Skrzyżowały się drogi gwiazdy, która osiągnęła szczyt i wznoszącego się w górę senatora. Marilyn jest na drodze do samozniszczenia (...)Kennedy natomiast się przygotowuje (...) by zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki."

Małżeństwo z Millerem także ją znudziło. Łyka leki garściami, ale przed dziennikarzami wciąż wygląda olśniewająco. Coraz gorzej idzie jej granie w filmach. Kwitnie za to romans z przyszłym prezydentem.

Podczas jednej ze schadzek z Kennedym, Marilyn porusza sprawę małżeństwa z nim, ale JFK ucina te dywagacje: - "Będę kandydatem na urząd prezydenta. Nie mogę się rozwieść". Marilyn rozumie to jako odłożenie tematu na czas po wyborach. Wraca do tej rozmowy jeszcze kilka razy, marząc o tym, by u jego boku zostać First Lady.

20 stycznia 1961 roku John F. Kennedy zostaje zaprzysiężony jako 35 prezydent USA. 7 lutego 1961 roku Marilyn trafia do Payne Whitney Clinic, renomowanej kliniki psychiatrycznej - od czasu rozwodu z Millerem, pogrążała się w depresji, przestała wychodzić z domu, dbać o siebie, żywiąc się głównie tabletkami.

Spotkania z prezydentem są coraz rzadsze. Aktorka popada w coraz to nowe paranoje, coraz trudniej się z nią pracuje, spóźnia się na plan, awanturuje, nie jest w stanie zapamiętać tekstu. Zostaje znaleziona w domu w śpiączce po przedawkowaniu leków.

17 maja 1962 roku w Nowym Jorku ma się odbyć gala z okazji 45. urodzin The Prez, jak go pieszczotliwie nazywa. Marilyn zamawia na tę okazję suknię zaprojektowaną przez Jeana-Louisa i szytą przez osiemnaście krawcowych przez siedem dni. 21 warstw jedwabiu, żeby sukienka, pod którą Marilyn nie miała nic, nie prześwitywała. Była tak dopasowana, że krawcowe musiały ją zszywać na aktorce. Suknia kosztowała 12 tys. dolarów. Siedem minut, podczas których Marilyn śpiewa w niej "Happy Birthday" przechodzi do historii.

To ma być ich ostatnie spotkanie.

Żona JFK, Jackie stawia ultimatum, Marilyn ma zniknąć z ich życia. 24 maja MM odbiera telefon od Petera Lawforda, który zorganizował jej pierwsze spotkanie z przyszłym prezydentem. Słyszy w słuchawce:

 " - Marilyn, to koniec, nie wolno ci więcej próbować kontaktować się z prezydentem, nie możesz już się z nim spotykać ani do niego telefonować."

Kiedy gwiazda próbuje nalegać, słyszy: " - Marilyn, dla Johna byłaś tylko chwilową zachcianką."

Za kilka dni przypadają jej 36 urodziny. Spędza je bez niego. Czuje się samotna. 8 czerwca zostaje oficjalnie zwolniona z wytwórni, jest bezrobotna. Szampanem popija ogromne ilości leków, kolejny raz przedawkowuje. 5 sierpnia 1962 roku zostaje znaleziona martwa w swoim łóżku ze słuchawką telefonu w ręku.

Kennedy dowiaduje się o śmierci Marilyn na jachcie w Hyannisport. Nie mówi nic. Wkrótce i on zostaje zamordowany, 22 listopada 1963 roku JFK ginie w Dallas z rąk zamachowca.

Na temat ich życia, romansu i śmierci splatają się prawda i fikcja, plotki, domysły, choć niemal zawsze towarzyszyły im podsłuchy, wciąż nie wiemy na pewno, co jest prawdą, co fikcją w tej historii.

-------

Cytaty pochodzą z książki "Marilyn i JFK" Francoisa Forestiera.

Zobacz także:

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy