Reklama

Reklama

Stereotypy i nietolerancja. Czy stand-up nas uratuje?

"W Polsce żyje ponad 2 mln osób ze społeczności LGBT+, które są jawnie dyskryminowane, chociażby ze względu na brak równych praw”. Z jakimi stereotypami musimy dalej mierzyć się jako społeczeństwo? Czy stand-up może być narzędziem do łamania społecznego tabu i uświadamiania, jak ważna jest tolerancja? Odpowiedzi na te i inne palące społecznie pytania szukamy wraz ze stand-uperkami: Olą Petrus i Agnieszką Matan, które wzięły udział w kampanii „Comedy Central ratuje świat”.

Katarzyna Drelich, Styl.pl Określacie się jako stand-uperki czy komiczki?

Reklama

Ola Petrus: - Wydaje mi się, że stand-uperka ogranicza się tylko do stand-upu, a komiczka działa w różnych działach komedii. Obydwie działamy też poza stand-upem.

Agnieszka Matan: - Kiedy ktoś mnie pytał wcześniej: "Kim jesteś?", przedstawiałam się różnie, bo miałam też różne funkcje i zawody. Jednak teraz przedstawiam się jako komiczka, bo w zakres tego słowa wchodzą funkcje improwizatorki, stand-uperki, scenarzystki i wszystko jest pod jednym, komediowym parasolem.

O.P.: - Faktycznie, ja, odkąd zaczęłam zajmować się innymi rzeczami poza stand-upem, też używam określenia komiczka.

Nie bez powodu użyłam feminatywów, bo te w stand-upie zdarzają się rzadziej. Na polskiej scenie stand-upowej jest może dziesięć kobiet, które uczyniły z tego swój zawód, mężczyzn jest tam znacznie więcej. Jak myślicie, z czego to wynika?

O.P.: - Akurat trafiłaś na temat, o który kiedyś nieźle pokłóciłyśmy się z Agą, więc ciekawa jestem, co wyjdzie z tej dyskusji. Wydaje mi się, że jest nawet mniej, niż dziesięć kobiet, które doszły do momentu, w którym pasja stała się ich zawodem - biorą za to wynagrodzenie i ludzie przychodzą konkretnie na nie. Ale można spojrzeć na dowolną dziedzinę, w której jest przewaga mężczyzn, każda pojawiająca się kobieta jest porównywana do męskiego odpowiednika i jest jej trudniej. Dla mnie najbardziej przerażający jest fakt, że ponieważ jest ich tak mało, to wystarczy jedna, która się nie spodoba ogółowi i za chwilę jest argument: "Nie lubię kobiecego stand-up’u, bo Amy Schumer jest beznadziejna". To chyba najczęściej przywoływany przykład. Nawet jeżeli nie lubimy jej typu humoru, to trzeba przyznać, że wykonała dobrą robotę. W przypadku mężczyzn nie ma takiego myślenia: "Nie lubię męskiego stand-upu, bo oglądałem Billa Burra i nie lubię jego poczucia humoru".

A.M.: - Niestety. Myślę, że jest tak, jak w hip-hopie lub polityce. Bardzo lubię używać tych dwóch przykładów, odnosząc się do stand-upu. Szczególnie hip-hopu, bo bardzo przypomina mi stand-up. Masz grono fanów, które ma swój ulubiony typ, poglądy i nazwiska. Jedni są otwarci na inne style, inni zaś mają postawę po tytułem: "Jest jeden rodzaj stand-upu, jedna jego definicja, którą sami napisaliśmy i nie chcemy oglądać niczego innego". Niektórzy podchodzą do tego konserwatywnie, bez interesowania się innymi nurtami. Ale przez to, że jest tak mało stand-uperek, te, które działają, są bardziej na świeczniku. Jak raperki lub posłanki.

O.P.: - Często słyszę zdanie: "Jest dobra. Jak na dziewczynę". Też jestem fanką babskiego hip-hopu i dla mnie fakt, że były te reprezentantki, których mogłam posłuchać, a nawet identyfikować się z tymi tekstami, był bardzo nakręcający. W kobiecym stand-upie mężczyźni, być może, mają ten problem, że nie zidentyfikują się z kobiecymi sprawami. Nabijamy się z pewnych spraw z naszej perspektywy i być może im trudno jest w to wskoczyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak wyjdę na scenę i zacznę opowiadać o wibratorach, bo akurat ostatnio jest to mój temat, to panowie mogą mieć z tym lekki problem. A z drugiej strony widzę grupy kobiet, które reagują entuzjazmem na taką tematykę. Tematy dotyczące kobiecego życia, funkcjonowania, normalizacja tematyki seksu bez przaśności są dopiero wdrażane w mainstream.

Czy seks w dalszym ciągu musi być tematem tabu? Jak na słowo "wibrator" reaguje publiczność? Czytaj na następnej stronie >>>

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje