Reklama

Reklama

Ubranie to komunikat

Odpowiednio skomponowany strój do pracy pomoże ci nie tylko świetnie się w nim czuć, ale też osiągnąć wyznaczone cele - mówi Monika Jurczyk OSA. Jak powinna wyglądać w pracy profesjonalistka? W co absolutnie i pod żadnym pozorem nie ubieramy się do pracy? OSA wyjaśnia zawiłości dress code`u.

Anna Piątkowska, Styl.pl: Co to jest dress code?

Monika Jurczyk, OSA: - Dress code to zbiór zasad pisanych i niepisanych dotyczących tego, co wolno i czego nie wolno nosić do pracy. Często myślimy, że wiemy, co to jest dress code, ale kiedy zaczynamy się zagłębiać, okazuje się, że jest sporo wątpliwości. Jest też sporo zawiłości w zależności od branży lub kraju.

Są branże i firmy, w których nie obowiązuje żaden spisany zbiór zasad dotyczących stroju, a jednak do pracy nie możemy przyjść we wszystkim, co mamy w szafie.

Reklama

- To prawda, choć są tacy, którzy uważają, że mogą. Dress code kojarzy nam się z marynarką i korporacją, nie bierzemy pod uwagę tego, że ubranie, niezależnie od branży, w której pracujemy, jest komunikatem. Jeśli będziemy ubrane zbyt codziennie, to może być odebrane jako brak szacunku. Jeśli nie wyglądamy tak, jak powinna się prezentować osoba na stanowisku, na którym właśnie jesteśmy, to nikt nie będzie nas traktował poważnie. Znajomość zasad dress code`u jest potrzebna w każdej branży, bo zawsze, nawet w najbardziej kreatywnych zawodach, zdarzają się sytuacje, w których do tych zasad trzeba się dostosować, np. ważne negocjacje, spotkanie z nowym klientem.

Mówisz, że do awansu przygotowujemy się codziennie.

- Tak jest, ubraniem możemy powiedzieć, że jesteśmy gotowe na awans. Przytaczam historię mojej koleżanki, która była zawsze dobrze ubrana w branży, która nie jest dobrze ubrana. To jest pierwszy krok, żeby zwrócić na siebie uwagę przełożonych. Jeśli jesteś do tego dobrze przygotowana, zrobiłaś kursy, wiesz czego chcesz, wiesz jak ma wyglądać twoja ścieżka kariery, to po co sobie przeszkadzać strojem, skoro można sobie pomóc. Przytaczam też przykłady, kiedy ubranie może pomóc się wyróżnić.

Ale strojem można się wyróżnić niekoniecznie pozytywnie, może bezpieczniej przeciętnie, bez wyróżniania się?

- Można się wyróżnić negatywnie, ale tego nie chcemy. Ja w ogóle unikam negatywnych przykładów. Przeciętność jest bezpieczna, ale nudna. Nie chcesz być tą dziewczyną, o której się mówi, że przychodzi codziennie do biura beznadziejnie ubrana, chcesz być tą, o której mówią, że np. miała fajną marynarkę.

To także prosta droga do tego, żeby zostać uznaną za pustą dziewczynę, która nie interesuje się niczym poza tym, co na siebie włożyć. To nie jest pułapka?

- Trzeba znaleźć złoty środek. Od ośmiu lat uświadamiam ludziom, że ubrania to nie jest próżność ani fanaberia, ale konieczność, która pomaga w życiu. Jeśli ładnie wyglądasz, lepiej się czujesz, kiedy dostajesz komplementy, czujesz się jeszcze lepiej, to jest zamknięte koło. Pewnie są tacy, którzy uważają, że jeśli się zastanawiałaś rano w co się ubrać to jesteś pusta, bo mogłaś przeczytać rozdział Kanta w tym czasie...

Mówi się: jak cię widzą, tak cię piszą - ty dodajesz, że mamy kilka sekund na zaprezentowanie siebie i w tym czasie nie zdążymy przedstawić nawet procenta swojej wiedzy ani osobowości, możemy się tylko pokazać.

- Tak się dzieje, że oceniamy w czasie kilku pierwszych sekund i przez następne kilka godzin wyszukujemy argumenty potwierdzające to, co pasuje do naszej teorii, co jest potwierdzeniem tego, co sobie pomyśleliśmy w ciągu tych pierwszych 7 sekund. Na Facebooku lajkują się tylko obrazki, wszystkie nasze media społecznościowe, w które jesteśmy totalnie wkręceni są obrazkowe, nie czytamy tekstu, nikt nie ma czasu, by skupić się na tobie na tyle długo, żeby dogrzebać się do dna twojej duszy. A jak już będzie się chciał dogrzebać, to i tak musisz mu dać jakiś sygnał, że warto. Sygnał zewnętrzny.

- Nie chodzi o to, żeby się stroić i spędzać dwie godziny rano prze szafą, myśląc tylko o tym, w co się ubrać, ale żeby przez chwilę pomyśleć, co chciałoby się osiągnąć i jak chcemy być odbierane przez otoczenie. Jeśli umaluje się za bardzo i spódniczka będzie za krótka, to na pewno nie będę postrzegana jako osoba profesjonalna. Ale też w naszym zawodowym życiu jest wiele zadań, w wykonaniu których może nam pomóc strój - ty, idąc na wywiad, masz za zadanie "otworzyć" rozmówcę i lepiej by było, żebyś sprawiała wrażenie godnej zaufania i przyjaznej niż zamkniętej w sobie i zdystansowanej, bo wtedy nikt ci nic nie powie. Ubranie może pomóc w osiągnięciu celu.

Rozmowa kwalifikacyjna - pierwsze kilka sekund, które decydują o tym, czy warto się nami zainteresować. Jak się ubrać?

- Jeżeli chcemy kogoś do siebie przekonać, to dobrze byłoby, żebyśmy wyglądali podobnie do niego. Zanim pójdziemy na rozmowę kwalifikacyjną warto zobaczyć, jak ubierają się ludzie w firmie, do której aplikujemy. Ten pierwszy komunikat może wówczas oznaczać: jestem taka jak wy, przynależę do was, nawet wyglądam tak jak wy.

- Anna Wintour, naczelna amerykańskiego "Vogue`a" mówi, że "jeśli nie możesz być lepsza niż twoja konkurencja, po prostu ubieraj się lepiej". To działa. Ludziom, którzy pracują w jakiejś branży wydaje się oczywiste, że trzeba się tak a nie inaczej ubrać, ale na rozmowach kwalifikacyjnych wciąż trafiają się kabaretki, japonki, krótkie spodenki, rozwleczone T-shirty. Jeśli naprawdę nie wiemy, jak się ubrać, to zawsze można założyć białą koszulę i jakieś ciemne spodnie. No i oczywiście czyste buty. Na początek to wystarczy.

A paznokcie pomalowane, tak jak moje, na fioletowo na rozmowie kwalifikacyjnej pomogą się pozytywnie wyróżnić?

- Oczywiście, że możesz pójść z takimi paznokciami na rozmowę kwalifikacyjną do agencji reklamowej, interaktywnej albo mediów, do korporacji nie. Wszelkie firmy, w których obowiązuje dress code zakazują malowania paznokci na kolor inny niż cielisty, czasami dopuszczalny jest czerwony, uważany za klasyczny. Paznokcie zwracają uwagę, a niecodzienny kolor to coś, co rozmówca na pewno zauważy i jeśli chcesz, żeby pomyślał, że jesteś kreatywna, to możesz pomalować na fioletowo, jeśli on ma się skupić na tym, co mówisz, to absolutnie nie.

To jak się wyróżnić i dać zapamiętać spośród tych wszystkich osób, które na rozmowę przyjdą w białej koszuli i ciemnych spodniach?

- Zachęcam do tego, żeby najpierw nauczyć się tego, czym jest dress code, a dopiero potem zacząć go łamać. Jeśli rozmowa kwalifikacyjna jest naszym pierwszym zetknięciem z pracodawcą, to ten wyróżnik, który wybierzemy, stosowany konsekwentnie może stać się naszym znakiem rozpoznawczym, tak jak dżinsowa koszula stała się znakiem rozpoznawczym Jacka Kuronia a perły Margaret Thatcher. Małe rzeczy kojarzone tylko z nami. To mogą być oryginalne okulary, poszetka, zapach, oryginalna biżuteria - ale tylko jedna rzecz i nieduża, bo przesada zaburza koncentrację.

- Jeżeli zasady dotyczące stroju stosujesz konsekwentnie, to znaczy, że jesteś wiarygodna. To się sprawdza absolutnie w każdej branży, wiarygodność jest ważna bez względu na to, czy jesteś przedszkolanką czy menadżerem w korporacji, bo każdy z nas chce być odbierany w pracy jako profesjonalista.

Wyróżniłyśmy się, przyjęli nas, co dalej, jeśli w firmie nie ma dress code`u? Co jest na czarnej liście?

- Wszystko zależy od branży, ale modne ostatnio dresowe sukienki nie są w żadnej branży dobre, żadnego błysku, lateksowych spódniczek, kabaretek, japonek czy odkrytych pięt. Za dużo odkrytego ciała nie sprawdza się w pracy. W kobiecym dress codzie zabronione są wszelkie przezroczystości, zbyt obcisłe materiały, nie powinno być też widać bielizny. To są oczywiste rzeczy, ale czasem o nich zapominamy.

Latem nie nosimy sandałów?

- Nie, i nie mówię wyłącznie o korporacjach. W niektórych firmach dopuszcza się odkryty palec. Ścisły dress code wymaga rajstop nawet latem.

A letnie sukienki?

- Nie powinny odkrywać zbyt dużo ciała. Mogą być przewiewne, ale sięgać do połowy kolana. Nie mogą być też na cienkich ramiączkach. Należy również uważać na zwiewne sukieneczki, bo one sprawiają, że nie jesteśmy traktowane poważnie - tak ubrana dziewczyna może zrobić kawę, ale nie jest partnerem do rozmowy. Szukamy więc takich rozwiązań, które pasują do tego, co chcemy komunikować ubraniem.

Torebka to również element garderoby, który mówi o naszej pozycji.

- Tak, torebka i płaszcz to te pierwsze 7 sekund, ale także ostatnie wrażenie. Dobra torebka podbija wartość wszystkich rzeczy, które na sobie masz i nie chodzi tylko o logo, bo luksus to nie tylko metka.

No to porozmawiajmy o kolorach, jakie wchodzą w grę?

- Jakiś czas temu Tymochowicz powiedział, że jeśli polityk nosi czerwony krawat, to znaczy, że jest energiczny, niebieska koszula oznacza, że jest godny zaufania itd. Stonowane kolory pomagają w pracy, można strój ożywić, ale tylko jednym kolorem, a nie kakofonią barw, bo to rozprasza innych. Kobiety powinny uważać w pracy z różowym - konotacje z małą, infantylną dziewczynką są zbyt silne, choć jasnoróżowa koszula jest profesjonalna, to jeden z niewielu kolorów dopuszczanych przez ścisły dress code oprócz białego i błękitnego, także dla mężczyzn.

O przepraszam, w swojej książce omawiasz stylizację naczelnej jednego z pism kobiecych - zielona bluzka, pomarańczowa marynarka i różowe szpilki.

- Ale to do dżinsów, bo one są nudne, a w waszej branży wszyscy noszą dżinsy. Im "luźniejszy" zawód, tym więcej kolorów dopuszcza. Redaktor naczelna pisma dla kobiet powinna pokazać, że zna się na modzie, powinna łamać schematy a nie podążać za nimi, bo jej gazeta chce wyznaczać trendy. Jej wolno, ale we wszystkich "spokojniejszych" branżach proponowałabym jeden kolor.

Kobiety zwracają uwagę na buty, to one mogą zmienić charakter całej stylizacji.

- Mężczyźni też zwracają uwagę na buty, bo buty mówią dużo. Baletki są wygodne, ale za bardzo kojarzą się z małymi dziewczynkami, żeby profesjonalnie wyglądały w pracy. Jeśli jednak chcesz wyglądać na dobrą i miłą, włóż baletki. Natomiast wysokie obcasy dodadzą ci pewności siebie albo podkreślą władzę, którą masz albo do której aspirujesz - to mogą być także koturny albo stylizowane na męskie oksfordy - to już czytelny przekaz siły.

Komunikat: jestem silna to także męskie elementy stroju.

- Tak, to komunikat, że wkraczamy na męskie terytorium. Wykorzystanie elementów ich dress code`u w naszym systemie zasad oznacza siłę. To nie są już czasy, kiedy przebierałyśmy się za  mężczyzn, bo nie miałyśmy swojego dress code`u, dziś manipulujemy drobiazgami, np. poszetką, męskim zegarkiem.

- Dopóki ubierasz się do pracy kobieco - w miękkie materiały, baletki, apaszki i wszystko, co zmiękcza wizerunek jest ok, jak zaczynasz się ubierać w koszule, garnitury, wykorzystujesz męskie elementy to zaczynasz być graczem. Jeśli wykorzystujemy elementy męskiej garderoby, musimy być pewne przekazu, który chcemy zakomunikować, bo zaczynamy konkurować z mężczyznami, ten przekaz musi być też spójny, nie możemy się w nim czuć przebrane. To też zależy od typu osobowości, bo te silne osobowości, kiedy ktoś się za nimi ogląda na ulicy, pomyślą, że dlatego, że ładnie wyglądają, a te niepewne uznają, że na pewno się pobrudziły albo mają dziurę w rajstopach.

- Są typy osobowości, które nawet z rozmazaną szminką uważają, że wyglądają super a ludzie na nie patrzą, bo są piękne. Tę spójność widać na każdym poziomie - w tym, jak siedzimy, jak gestykulujemy, jak mówimy. Ja nazywam to kolorem pracobowości.

Co to takiego kolor pracobowości?

- Każdy ma swoje oprogramowanie, zachowanie, które są zgodne z nami - to się wywodzi z koncepcji Junga, który uważał, że rodzimy się z pewnymi naturalnymi predyspozycjami. To nasz naturalny styl bycia, także styl ubierania. Jeśli ubierasz się zgodnie ze swoim oprogramowaniem, wiesz, w których ubraniach czujesz się dobrze, a w których źle - kreowanie własnego wizerunku nie jest problemem. Jeśli ubierasz się zgodnie ze swoją strefa komfortu, możesz dzięki temu manipulować otoczeniem, osiągać cele, które do tej pory wydawały ci się poza zasięgiem.

- Wspólnie z coachem Ewą Błaszczak opracowałyśmy cztery typy pracobowości: Czerwony, Zielony, Żółty i Niebieski. Typ naszej  osobowości można rozpoznać po tym, jak się ubieramy, czy nosimy miękkie materiały, kolory, czy jesteśmy przywiązani do zasad czy nie jesteśmy, okazało się, że można rozpoznać Zieloną, Żółtą, Niebieską i Czerwoną tylko po tym, co maja na sobie.

- Czerwona Wojowniczka -  ma strategię, jeśli ma cel, to do niego dojdzie, niezależnie od tego, ile będzie miała po drodze potknięć. To nie jest osoba, która lubi współpracować, to liderka, która ciągnie innych. Czerwona albo jest ubrana totalnie wygodnie albo nosi mundurek - ona się nie zastanawia rano, co ma na siebie włożyć, ma ważniejsze cele do osiągnięcia, to, np. Steve Jobs, Mark Zuckerberg.

- Żółta Inspiratorka  - ta osobowość jest motywująca, lubi robić show, zwracać na siebie uwagę. Żółta Inspiratorka będzie więc nosiła duże kolczyki, które się ruszają, żeby zwrócić uwagę na siebie, lubi mocno pomalowane usta, kolorowe paznokcie, fryzurę, która się rzuca w oczy - coś, dzięki czemu jest zauważona, bo wtedy jest w swoim żywiole. Lubi być ubrana inaczej niż wszyscy.

- Zielona Realizatorka - skierowana na relacje, ona inaczej niż Czerwona osiąga cele, nie jest liderką, ale tak zorganizuje prace zespołu, że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Zorientowana na relacje. Zielona lubi miękkie tkaniny, płaskie buty, lubi ładnie wyglądać, ale nie lubi się wyróżniać. Jest przywiązana do ubrań, nie wyrzuca ich.

- Niebieska Analityczka kocha dress code, bo kocha zasady. Jest szczęśliwa, kiedy wie, jak ma się ubrać. W jej ubraniu liczą się szczegóły, przeszycia, guziki, no i klasyka. To są te wszystkie kobiety w idealnie wyprasowanych białych koszulach, ołówkowych spódnicach, których metki oczywiście nie widać, ale wiesz, że są z wyższej półki. Niebieskie są introwertyczne, w pracy analityczne, długo podejmują decyzję. To dla nich jest rozdział, w którym piszę, jak zorganizować sobie szafę. Niebieska kupuje ubrania na lata.

- Rzadko jesteśmy jednym typem, najczęściej to pomieszanie dwóch.

Chyba większy problem z tym, jak się ubierać, mają mężczyźni. Podaj pięć zasad, które pozwolą im wyglądać w pracy modnie i zgodnie z zasadami.

- O tym będzie moja następna książka. Po pierwsze: rozmiar - zbyt dopasowane rzeczy są złe, ale za duże też. Mężczyźni muszą zrozumieć, że nie chodzi o to, żeby było przede wszystkim wygodnie. Po drugie: dobre dżinsy i to nie znaczy, że to są te same, które nosili od kilku lat. W każdym sklepie jest przymierzalnia, tam sprawdzamy, jaki model najlepiej na nas leży. Po trzecie: buty. Nie wchodzą w grę żadne sportowe - przynajmniej jedna para miejskich, ładnych i dobrze zaprojektowanych. Po czwarte: biała koszula w odpowiednim rozmiarze. I dopełnienie wszystkiego: fryzjer.

Kolega, który pracuje w korporacji, ale nie ma ścisłego dress code`u zebrał sporo komplementów, kiedy przyszedł do pracy w garniturze.

- Garnitur oznacza władzę i seks i to się nigdy nie zmieni. Kiedy moi klienci nie chcą nosić garniturów, robimy eksperyment - każę im kupić jeden i pójść w nim do baru, po reakcji, z jaką tam się najczęściej spotykają tak ubrani faceci, już nie chcą tych garniturów zdejmować. Kiedy mężczyzna zobaczy, jaką siłę mają ubrania, to nie chce już z niej rezygnować.

- Polacy zaczynają widzieć, że warto dbać o to, jak się wygląda, zwłaszcza ci, którzy wyjeżdżają zagranicę, jednak wciąż dominuje model za duże dżinsy i taki sam polar. W restauracji, w której się spotkałyśmy jest kilkunastu facetów i tylko jeden wygląda dobrze. Faceci jeszcze nie czują tego, że ubrania dają sporo możliwości. Wiedzą już, że dobrze nosić garnitur, ale nie zwracają uwagi na to, że powinien być dobry gatunkowo, dobrze skrojony, że mankiet koszuli powinien wystawać na centymetr spod marynarki, nie dbają o to, że spodnie powinny tylko delikatnie opierać się na bucie a buty powinny być czyste, gdzie ma się kończyć krawat, jaka ma być poszetka...

Obawiam się, że wielu nie wie, co to jest poszetka! A modne od kilku sezonów kolorowe spodnie? Moi koledzy z pracy upodobali sobie czerwone, nie naruszają zasad?

- Tylko dziennikarze i pracownicy agencji kreatywnych mogą sobie na to pozwolić.

A rurki?

- Do pracy? Tylko w branżach kreatywnych! Poza tym, ilu znasz facetów, którzy dobrze wyglądają w rurkach?

Musiałabym dłużej pomyśleć...

-------------

Monika Jurczyk OSA - pierwsza w Polsce personal shopperka. Zarządza szafami klientów indywidualnych oraz wizerunkiem firm. Autorka książek "Bądź boska. Osobista stylistka radzi" oraz "Szefowa swojej szafy. Bądź boska i elegancka w pracy".


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje