Reklama

Reklama

Zuza Skrzyńska: To na Instagramie znalazłam zrozumienie i wsparcie

- Marzyłam o miejscu dla kobiet, w którym możemy się wspólnie rozwijać. Nie w duchu pracoholizmu, ścigania i porównywania się z innymi, ale raczej w duchu poukładania się z sama sobą - mówi Zuza Skrzyńska, autorka książki "Złość i trudne emocje w macierzyństwie. Jak sobie z nimi radzić?" oraz "Notatek z macierzyństwa", blogerka, założycielka Kobiecej Kooperatywy Rozwojowej.

Katarzyna Pruszkowska: Pamiętasz, skąd czerpałaś wiedzę o ciąży, połogu i macierzyństwie zanim sama zostałaś mamą?

 Zuza Skrzyńska: - Z internetu, z forów i fejsbukowych grup dla mam, ze szkoły rodzenia, od nielicznych znajomych, które mają dzieci. I powiem szczerze, że w kontekście tego, co dzieje się po porodzie i w początkach macierzyństwa czy karmienia piersią, niewiele się dowiedziałam. Pierwszy poród miałam trudny, karmienie piersią wcale nie było proste, choć jest naturalne, połóg dosłownie mnie przeorał. Nie było też tego wybuchu miłości zaraz po ujrzeniu noworodka, a emocje, które się we mnie kotłowały po porodzie, były mieszanką żalu, złości i lęku. Czułam się oszukana i zupełnie nie gotowa na takie oblicze macierzyństwa.  Zastanawiałam się, dlaczego nikt mi o tym nie powiedział i przyjęłam mylnie, że być może tylko ja tak mam.

Reklama

Czy coś jeszcze cię zaskoczyło?

- Zaskoczyła mnie zmiana podejścia innych do mnie, już w roli matki. Gdy byłam w ciąży ludzie pytali jak się czuję, wyrażali więcej zainteresowania i troski.  Kiedy urodziłam, miałam wrażenie, że liczy się tylko moje dziecko, a słowa padające w moją stronę były często upierdliwymi "złotymi radami".  Z jednej strony mówili, że "matka wie co najlepsze dla dziecka", a z drugiej "nie noś, bo przyzwyczaisz". Ja w tym wszystkim czułam się niepewnie, byłam zagubiona.

Czy kiedykolwiek przeglądanie wpisów w SM negatywnie wpływało na twój nastrój i emocje?

- O matko, chyba milion razy. Mimo że jestem specjalistką marketingu internetowego, bardzo szybo zapomniałam, że w social mediach ludzie chętniej dzielą się tym, co im wyszło, co jest przyjemne. Oglądając mamy, które mają czas, by przy niemowlaku pomalować paznokcie, ugotować obiad i wysprzątać mieszkanie na błysk, czułam się "przegrywem". Bo dla mnie sukcesem było dotrwanie do wieczora, zwykle z maluchem w chuście lub przy piersi. Umycie głowy to był dla mnie sukces. Myślałam, że nie nadaję się na matkę, skoro to takie proste dla innych, a "wszystko to kwestia organizacji".

Moje rozmówczynie dzieliły konta, które obserwują, na "idealne" i  na "wspierające" - twoje znalazło się w tej drugiej kategorii.  Pamiętasz jeszcze, co zmotywowało cię do założenia profilu i czy od początku twoim celem było wspieranie mam?

- Moim założeniem było otrzymanie wsparcia! Paradoksalnie to właśnie na IG trafiłam na inne mamy wymagających dzieci. Znalazłam zrozumienie, wsparcie. Opowiadając o własnych trudnościach, odczuwałam też ulgę, że mogę wyrzucić to z siebie ze świadomością, że nie tylko ja tak mam. Z czasem okazało się, że to, co mówię i pokazuję, wspiera również inne mamy.

Na swoim koncie wiele razy poruszasz trudne tematy: depresji,   zdrowia psychicznego oraz leczenia farmakologicznego, bycia DDA, nieradzenia sobie ze złością. Piszesz i mówisz otwarcie, czerpiąc z  własnego doświadczenia. Skąd w tobie taka, bądź co bądź, odwaga do   dzielenia się tym, co trudne?

- Powiem ci, że ja od zawsze byłam osobą otwartą, "bezobciachową", a niewiele tematów to dla mnie tabu. Niemniej jednak nie o wszystkim powiedziałam na IG od razu. Dopiero kiedy poukładałam sobie wszystko w głowie podczas psychoterapii, poczułam potrzebę dzielenia się tym z innymi. W ten sposób starałam się, i nadal staram się, nadać jakieś głębsze znaczenie temu, co mnie spotkało. Tak, żeby to moje cierpienie nie poszło na marne. Żeby komuś jeszcze pomogło.

Jedną z kilku rzeczy, które bardzo podobają mi się na twoim koncie,  jest stawianie granic - bardzo wyraźnie je zaznaczasz w zakładce   "zasady". Są bardzo uczciwe i - dla mnie - sprowadzają się do kilku prostych spraw: szanuj mój czas, szanuj moje emocje, dziel się wspierającymi treściami, nie hejtuj. Czy zawsze stawianie zdrowych  granic przychodziło Ci łatwo, czy musiałaś się tego nauczyć?

- Zdecydowanie musiałam się tego nauczyć. Jako człowiek, który przez większość życia miał niskie poczucie własnej wartości i nie chronił siebie i swoich granic, w obawie przed odrzuceniem, zwyczajnie byłam nieasertywna. Nie umiałam reagować, kiedy ktoś mnie ranił. Chciałam, żeby wszyscy mnie lubili, chociaż to niemożliwe, ja sama nie lubię każdego.

- Działania w internecie były dla mnie dobrym treningiem. Po tym, jak z dnia na dzień zamknęłam pierwsze konto na IG, przytłoczona m.in. hejtem i pasywno-agresywnymi komentarzami innych użytkowniczek Instagrama, postanowiłam, że jeśli kiedyś wrócę, to na własnych zasadach. W trosce o swoją głowę. Wróciłam niecały rok później.

Jedno z słów, które najczęściej padało w kontekście twoich treści to "autentyczna". Mam takie samo wrażenie - pokazujesz bałagan w domu, mówisz o złych humorach dzieci, przeklinasz, opowiadasz o porażkach. Czy zakładając konto wiedziałaś, że to właśnie autentyczność i szczerość okażą się tak ważne dla twoich obserwatorów?

- Nie wiedziałam! Zawsze taka byłam, miałam wręcz wrażenie, że powinnam bardziej się starać. Wiesz, robić piękniejsze zdjęcia, obróbkę tych zdjęć, planować treści itd. Ale nie miałam do tego głowy, brakowało mi tez czasu. Więc stwierdziłam, że wybiorę najmniej czasochłonną drogę i po prostu pokażę to, co mam i jaka jestem. A jeśli komuś nie będzie to pasowało, jeśli komuś to się nie spodoba, to nie musi do mnie zaglądać.

Nasz rozmowa krąży wokół wsparcia i autentyczności. Wiem, że  niebawem ruszy twój nowy projekt, który nazwałaś Kobiecą Kooperatywą  Rozwojową. Opowiedz proszę, skąd wzięłaś pomysł na stworzenie takiej  on-line przestrzeni, jakie ma cele i kiedy rusza?

- Początkiem października tego roku rusza nasza Kooperatywa. Marzyłam o takim miejscu dla kobiet, w którym możemy się wspólnie rozwijać. Nie w duchu pracoholizmu, ścigania i porównywania się z innymi, ale raczej w duchu poukładania się z sama sobą. Uczenia się nowych rzeczy, wśród których jest nie tylko rozwijanie swojego biznesu, ale również nauka odpuszczania, komunikowania granic, radzenia sobie ze stresem czy krytyką. Chcę, żeby dziewczyny w Kobiecej Kooperatywie Rozwojowej miały taką przestrzeń wymiany wiedzy i doświadczeń, w której mogą wreszcie zająć się sobą, zamiast stawiać się na końcu szeregu.

Zuza, rozmawiamy o tym, jak ty wspierasz inne mamy. Powiedz proszę  na koniec, co w macierzyństwie i biznesie wspiera Ciebie? Co pozwala ci radzić  sobie z emocjami czy gorszymi dniami?

- Mnie w pierwszej kolejności wspiera psychoterapia i leczenie psychiatryczne. W drugiej kolejności mój mąż, który wierzy we mnie i nieustannie trzyma za mnie kciuki. W trzeciej kolejności kobiety, które mnie uskrzydlają. Większość z nich to osoby, których nie widziałam w realu, ale dużo rozmawiamy ze sobą online. I takiego babskiego wsparcia życzę każdej z nas.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje