Reklama

Reklama

Związki "situationship", czyli mniej niż związek, a więcej niż sam seks

Pandemia uwypukliła, jak bardzo ważne są dla nas relacje międzyludzkie. W dzisiejszych czasach związki nie są tak łatwe do zdefiniowania, jak kiedyś. Popularnym typem relacji stał się zatem "situationship". Na czym polega?

W świecie, w którym doba jest za krótka, a możliwości rozwoju jest coraz więcej, związki nie dla każdego są najważniejszym celem w życiu. Nie każdy marzy o długodystansowej relacji i założeniu rodziny. Szczęśliwie, coraz głośniej mówi się o tym, że pytania z serii: "Kiedy wyjdziesz za mąż?" lub "Czy to już nie czas na dzieci?" nie są na miejscu, a świadomość tego, że każdy ma prawo do własnych wyborów, stale rośnie.

Nie związek, ale też nie przypadkowe spotkania

Nie każdy pragnie angażować się w relacje, nie każdy też jest zwolennikiem przygód na jedną noc. Znakiem naszych czasów stał się typ relacji "situationship". Na czym on polega?

Poznając nową osobę, kiedy w grę wchodzi chemia relacyjna, po jakimś czasie zastanawiamy się, jakie będą dalsze dzieje znajomości. Nie każdy jest jednak gotowy do zobowiązań i snucia wspólnych planów na przyszłość, nawet gdy pojawiają się uczucia.

Tutaj z pomocą przychodzi typ relacji zwany "situationship". Ciężko zdefiniować, na czym dokładnie polega, jest jednak przestrzenią pomiędzy poważnym związkiem a seksem bez zobowiązań.
W tego typu relacji w grę może wchodzić zaangażowanie emocjonalne i regularne spotkania. Pojawia się również aspekt seksualny, od którego często taka relacja się rozpoczyna. Kontynuując ją, pojawiają się wspólne zainteresowania i wzajemna sympatia, które są na tyle duże, by chcieć trwać w relacji dalej, jednak nie są wystarczające, by przeszła ona na wyższy poziom.

Dla tych, którzy boją się zobowiązań

Reklama

Z obiektywnego punktu widzenia taki rodzaj relacji nie jest niczym złym, pod warunkiem, że obydwie strony godzą się na taki układ. Zobowiązania mogą wzbudzać pewnego rodzaju lęki i stres przed tym, że coś "trzeba", a nie "można". W takim wypadku "situationship" jest świetnym rozwiązaniem.

Aplikacja randkowa Hinge podała, że aż 34 proc. jej użytkowników w ciągu ostatniego roku określiła, że jest w relacji typu "situationship". Według ekspertów zjawisko to zyskało na popularności wraz z pandemią- ludzie potrzebowali bliskości, ale niekoniecznie chcieli podejmować się poważnych, długodystansowych relacji określanych jako pełnoprawny związek.

Czy w "situationship" można mówić o złamanym sercu?


Na jednym z brytyjskich forów internetowych pewna użytkowniczka po zakończeniu relacji "situationship" postanowiła podzielić się swoimi emocjami.

Na tym przykładzie widać, że ten typ relacji jest dość ryzykowny i kruchy. W pewnym momencie kontynuowania relacji, która opiera się na jakiejś formie intymności, w grę mogą wejść uczucia. 

W takim wypadku należy grać z pewnością w otwarte karty. Nie należy szukać w sobie winy, że na pewnym etapie pojawiły się uczucia i chęć zaangażowania. Warto postawić na szczerość i na początku relacji ustalić jej normy, np. czy przedstawia się drugą osobę swoim przyjaciołom, ustalić częstotliwość spotkań oraz otwarcie mówić o emocjach, które towarzyszą relacji. 

Jeśli dwie osoby czują się ze sobą komfortowo, a nie chcą wchodzić w związek, nie ma w tym nic złego. Nic złego nie ma również w tym, że do bliskiej osoby można poczuć coś więcej. Przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu tego typu relacji warto zatem zastanowić się, czy jesteśmy na nią gotowi.

A czy Wam zdarzyło się być kiedyś w "situationship"?

***

Zobacz także:

Teściowe: Czy faktycznie potrafią uprzykrzyć życie?

Czujesz, że to coś poważnego? Czas poznać jej rodziców!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje