Reklama

Reklama

Psy miłosierdzia - ginęły ratując ludzkie życie. Nie tylko one zapisały się w historii

Ile razy słyszeliśmy starą jak świat prawdę „pies jest najlepszym przyjacielem człowieka”? Z pewnością wielokrotnie, a słowa te padają nie bez pokrycia. Pies towarzyszy człowiekowi w życiu od wieków i niejednokrotnie ratował ludzkie życie. Jak chociażby działo się to na wojennych frontach, gdzie psy zyskały miano „psów miłosierdzia”.

Udomowienie psa było momentem niezwykle ważnym dla ludzkości. Prócz korzyści wynikających z tego, takich jak ochrona, pomoc w polowaniu, czy w pasterstwie, człowiek zyskał... przyjaciela. 

 Rola psa z pomocy do pilnowania bydła i pomocnika przy polowaniu przez lata bardzo ewoluowała. Pies stawał się pełnoprawnym członkiem rodziny, ale także stopniowo odkrywano, że psy posiadają niezwykłe umiejętności. 

Ich wyjątkowy nos został wykorzystany do tropienia, odnajdywania osób zaginionych, szukania osób pod gruzowiskami i lawinami. Psy obecnie wykorzystywane są do alarmowania swoich właścicieli o zbliżającym się ataku choroby (spadek cukru we krwi czy napad padaczkowy), a także z korzysta się z ich umiejętności w terapii osób z różnymi zaburzeniami. 

Chociaż psy chętnie towarzyszą człowiekowi, to ich służba ludziom już nie jest dobrowolna. Człowiek nauczył się wykorzystywać umiejętności psów i tak też stało się chociażby na wojennych frontach, gdzie psy niosły pomoc żołnierzom i razem z nimi umierały w okopach. Nie z własnej woli. 

Reklama

Psy, które niosły nie tylko leki. Ich mądrość do dziś budzi podziw

Gdy wybuchła I wojna światowa, ludzkość znała już niektóre możliwości czworonogów. Wykorzystywanie zwierząt w trakcie wojen było znane od dawna. Wówczas także i Niemcy postanowili wypróbować psie możliwości na wojennym froncie. 

Przyczepiali oni do psów pakunki z opatrunkami, by te nosiły je do rannych żołnierzy. Z czasem, gdy próby takiej pomocy wojskom powiodły się, wprowadzono szkolenie czworonogów na szerszą skalę. 

Początkowo nazywano je "psami medycznymi", bo ich głównym zadaniem było dostarczenie leków i opatrunków do osoby rannej. Psy w swoich sakwach nosiły wodę, alkohol i apteczkę. Były szkolone by po pierwsze poruszać się cicho, by mogły przemieszczać się nocą, w trakcie przerwy w walkach. 

Zobacz również: Pies nie chce jeść i pić? Co robić?

Jednak najbardziej zaskakującą umiejętnością tych psów była wyuczona umiejętność ignorowania żołnierzy wroga i niezatrzymywanie się przy martwych osobach. 

Kiedy dotarły do żołnierza, to on sam opatrywał swoje rany, jednak gdy jego stan był zbyt ciężki, pies miał za zadanie oderwać kawałek odzieży, zabrać część munduru, jak pasek i uciec w bezpieczne miejsce, poza pole bitwy i przekazać kawałek materiału medykom. 

Był to znak, że niezbędna jest interwencja lekarska na polu walki. Silniejsze psy były w stanie przeciągnąć rannego żołnierza do bazy medyków, by tam udzielono mu pomocy. Początkowo nazywane psami medycznymi szybko zyskały inną nazwę - psów miłosierdzia. 

Miłosierdzie, którego niejednokrotnie zabrakło człowiekowi?

Chociaż to człowiek narażał ich bezpieczeństwo i życie, które wielokrotnie traciły na froncie razem z żołnierzami, one wciąż były wierne ludziom. 

Psy miłosierdzia niosły nie tylko leki, wodę i opatrunki, ale także nadzieję i namiastkę spokoju. Żołnierze, którzy byli tak ciężko ranni, że nie byli w stanie wrócić z okopów do wojskowej bazy, umierali na polu bitwy. 

To właśnie wtedy towarzyszyły im psy miłosierdzia. W swojej mądrości i wierności psy nie odchodziły od konających walczących. Zostawały z nimi do końca, po prostu dodając otuchy. 

Niekiedy dotyk psiej sierści był ostatnim, co towarzyszyło żołnierzowi przed śmiercią. W ciągu czterech lat walk wyszkolono i wysłano na front 30 000 psów w niemieckiej armii, 20 000 we francuskiej i 3000 we włoskiej. 

Psy miłosierdzia następnie pojawiły się także u Rosjan, Brytyjczyków, Amerykanów i Belgów. Szacuje się, że na wojnie, służąc człowiekowi, zginęło wówczas 7000 psów. 

Zobacz również: Dlaczego białko jest ważne w diecie psa i kota?

Służba psów w dzisiejszych czasach. Psy miłosierdzia obecnie

Szkolenie psów poparte wciąż rozwijającą się o nich wiedzą, jest wykorzystywane w wielu sektorach naszego życia. Mimo prężnie galopującej techniki i nowoczesnego sprzętu wciąż nie do zastąpienia jest psi nos, który pomaga w odnajdywaniu osób zasypanych pod lawinami lub takich, które tkwią pod gruzowiskami. 

Szkolenie psów ratowniczych to ciężka i żmudna praca, której podejmują się osoby przede wszystkim kochające psy i pragnące z nimi współpracować. W grupach ratowniczych psy te traktowane są jako pełnoprawni członkowie załogi. 

Z zaangażowaniem i pasją starają się odnaleźć ludzi potrzebujących pomocy. Często pierwszym, co widzi osoba zasypana pod śniegiem, jest psi nos, a następnie merdający ogon. Psy wybierane do pracy w lawinach i gruzowiskach muszą być łagodne i zmotywowane do pracy. 

Wraz ze swoim opiekunem tworzą silny związek i to opiekun w trakcie akcji ma zadbać o jego bezpieczeństwo. Ratownicy górscy doszli do perfekcji w dobieraniu idealnych psów do wykonywania tego rodzaju pracy. 

Już w 6-8 tygodniu życia szczeniaka można określić jego fizyczne i psychiczne predyspozycje do zostania psem ratowniczym. Podobnie jest w przypadku psów przewodników, psów opiekunów i psów towarzyszących dla osób z niepełnosprawnościami. 

Chociaż psy same nie mogą wybrać swojego losu i przeznaczenia, są w zupełności zależne od woli człowieka, to wciąż oddają się swoim zadaniom z wielkim zaangażowaniem i miłością... do ludzi.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy