Reklama

Reklama

Reżyser przeprosił za swoje zachowanie. Pod postem ujawniły się jego ofiary

Reżyser teatralny Krzysztof Garbaczewski opublikował na swoim facebookowym profilu post, w którym postanowił przeprosić osoby, które podczas pracy z nim czuły się potraktowane przez niego źle lub niesprawiedliwie. Pod przeprosinami odezwały się kobiety, które podzieliły się swoimi historiami dotyczącymi stosowanej wobec nich przemocy ze strony reżysera.

Krzysztof Garbaczewski jest cenionym reżyserem teatralnym oraz scenografem. Studiował u słynnego Krystiana Lupy, a do jego ważniejszych realizacji teatralnych należą m. in. "Burza" Williama Shakespeare'a w Teatrze Polskim we Wrocławiu, "Zwycięstwo nad słońcem" i "Solarize" Adama Szpindlera i Marcina Cecko w Operze Narodowej w Warszawie czy "Uczta" na podstawie Platona wystawiana w Teatrze Nowym w Warszawie.

- Każda dotychczasowa inscenizacja Krzysztofa Garbaczewskiego (m.in. "Kosmos" Gombrowicza czy "Hamlet" Szekspira) na scenie Narodowego Starego Teatru dawała widzom tematy do dyskusji na co najmniej kilka dni - pisała o nim Gazeta Wyborcza.

Reklama

Reżyser na swoim facebookowym profilu opublikował przeprosiny, które skierował do osób, które kiedykolwiek podczas pracy z nim poczuły się źle lub niesprawiedliwie potraktowane. 

Zmiany w środowisku teatralnym

Rok temu w mediach pojawił się tekst Anny Paligi dotyczący skali przemocy w Łódzkiej Szkole Filmowej, który rozpoczął w Polsce dyskusję na temat tego, z czym muszą mierzyć się młodzi adepci sztuk teatralnych. Pojawiało się coraz więcej osobistych wyznań ludzi ze świata sztuki, którzy doświadczali przemocy ze strony swoich wykładowców i współpracowników. Nie brakowało świadectw o wyniszczaniu psychicznym, mobbingu oraz molestowaniu seksualnym. 

Okazało się, że przemoc płynąca "z góry" od wykładowców i wpływowych ludzi jest zjawiskiem wręcz masowym. Uczelnie artystyczne zaczęły reagować na doniesienia tworzeniem komisji antymobbingowych oraz wyrażaniem sprzeciwu wobec stosowania przemocy.

Reżyser, który "chciał być częścią zmiany" spotkał się jednak z dość zaskakującą reakcją w komentarzach. Choć większość osób zareagowała na jego wpis pozytywnie, niektórzy pisali wręcz o "pięknym geście z jego strony" oraz o "szacunku do przekraczanych przez niego granic", to pod wspomnianymi przeprosinami dwie kobiety ujawniły szczegóły przemocy, którą reżyser wobec nich stosował.

"Gdy przypomniałeś mi się swoim listem wszystko we mnie stężało"

Jedna z kobiet, która miała okazję współpracować z reżyserem, wspomniała o pogardzie, z jaką ją traktował. - Krzysztof. Gdy przypomniałeś mi się swoim tu listem wszystko we mnie stężało. Zastanawiałam się czy to tu napisac, ale skoro ty piszesz publicznie to i ja to zrobię. Mam w sobie strasznie dużo złości na ciebie, takiej jaką się ma, gdy doświadczało się pogardy i bycia traktowaną jak gów*o. Fajnie że chcesz być częścią zmiany, zastanawiam się i nie mam w sobie jeszcze odpowiedzi co musiałoby sie stać,żzeby osoby traktowane przez ciebie tak jak traktowałes mnie, mogły poczuć, ze naprawdę jest ZMIANA. (...) - napisała.

Reżyser, choć przyznał, że jest mu przykro ze względu na to, co czuje kobieta, zaproponował jej, że w ramach zadośćuczynienia może... "umyć kible w Teatrze Dramatycznym".

- Dziękuję, że chcesz mnie przeprosić schodząc na pół godziny ze swojego szczytu Wielkiego Artysty do mojego kibla żeby mi go umyć, ale wiesz co, dziękuję. Nadal nic nie kumasz o co chodzi z tą Zmianą, co nie? Zadaj sobie może pytanie po co chcesz przepraszać? Bo jeśli robisz to dla PR-u to lepiej by było zmienić specjalistę, bo jest pogrążanko - odpowiedziała na propozycję kobieta.

W następnych komentarzach swoją historią podzieliła się inna kobieta, artystka sztuk wizualnych. Jej zarzuty dotyczące reżysera są mocno sprecyzowane i nie pozostawiają wątpliwości, że mężczyzna mógł stosować mobbing również wobec innych osób. - Chciałybyśmy podzielić się nasza historią, poniewż wiemy, że nie jestesmy jedynymi ofiarami przemocy i manipulanckich strategii Krzysztofa Garbaczewskiego. Reżyser stosował na nas przemocowe praktyki i poddawał regularnie presji swoich współpracowników - zmowa milczenia wokół tego tematu pozostaje niezwykle bolesna dla nas samych. Podczas naszej dwuletniej współpracy w kolektywie Dream Adoption Society byłyśmy regularnie manipulowane i mobbingowane przez Krzysztofa Garbaczewskiego, doświadczyłyśmy głębokiej przemocy psychicznej, ekonomicznej i gaslightingu z jego strony, co opiszę w dalszej części tekstu - rozpoczęła kobieta.

- Nasze pomysły, koncepcje i efekty działań twórczych w formie powstałych prac artystycznych w postaci instalacji VR były przez całe dwa lata podpisywane głównie jego nazwiskiem. Pozbawienie nas prawa do własnych prac podczas ich prezentacji było patriarchalnym aktem dążącym do zasilenia etosu wielkiego artysty-reżysera. Nie tylko artystki, ale jako kobiety już wtedy wielokrotnie udzielałyśmy uwag dotyczących spraw autorstwa - nasze racje i prośby były wielokrotnie pomijane, uciszane i spychane na dalszy, niewidoczny dla nikogo plan. Po odejściu z kolektywu długo mierzyłyśmy się z faktem, jak bardzo podczas tej “anty-współpracy" ulegliśmy manipulacjom reżysera. Każde wspomnienie o nim, o atakach jego szałów, wspomnienie jego głosu oraz to jak nazywał nas kur*ami wywoływało stany depresyjne, lęki i ataki paniki. Nasze pomysły i prace artystyczne, do których dziś nie mamy prawa są wystawiane i wysyłane na regularnie festiwale bez naszej zgody i bez powiadomień o ich wysłaniu - poinformowała kobieta.

Próba zadośćuczynienia czy wybielenia swojej osoby?

Jedna z osób zwróciła mężczyźnie uwagę, że jego przeprosiny są - lekko mówiąc - nietrafione. - "Poczuły się dotknięte" to takie total non apology - napisała kobieta, do której dotarł wpis.

W świetle zarzutów, które padły w komentarzach, rzeczywiście pojawia się w głowie pytanie o to, czy zmiana, o której pisze reżyser, ma polegać na tym, że osoby, które wielokrotnie stosowały przemoc wobec swoich współpracowników, mogą zmazać swoje winy zawoalowanymi przeprosinami? W momencie, gdy pojawiają się zarzuty o mobbing, który w wielu przypadkach kończy się u ofiar depresją i załamaniem, próba publicznego wybielenia się dewaluuje wartość próby wprowadzania zmian w środowiskach artystycznych. 

Reżyser dodał jednak, że intensywnie nad sobą pracuje i zdaje sobie sprawę z tego, że "powielał pewne klisze kulturowe". Być może jesteśmy świadkami procesu, który właśnie rozpoczyna się w głowach ludzi stosujących przez wiele lat przemoc wobec innych. Jest to jednak tylko początek zmiany, który nie zadośćuczynia krzywd wyrządzonych w procesie mobbingu, poniżania i manipulacji.

***

Czytaj również:

Różne twarze przemocy, czyli ciemna strona szkół artystycznych

Weronika Szczawińska: Gra w prestiż jest czymś bardzo okaleczającym

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy