Reklama

Reklama

Zofia Stryjeńska. Google Doodle z okazji 130. rocznicy urodzin artystki

Zofia Stryjeńska należy do najbardziej znanych polskich artystek. W swej twórczości zajmowała się nie tylko malarstwem i grafiką, ale również projektowaniem tkanin, plakatów i zabawek. Z okazji przypadającej dzisiaj 130. rocznicy urodzin Stryjeńskiej, Google poświęciło jej okolicznościową grafikę.

Kobiety w ludowych strojach, snopki siana, pastwiska, kolorowe wstążki. Wszystko to niby sielskie, słodkie nawet, ale jednak malowane ostrą linią, płaską plamą, otoczone czarnym konturem. I właśnie w tej ostrości trzeba by szukać prawdy o Zofii Stryjeńskiej - wybitnej artystce, która nie tylko swoją twórczością, ale i życiowymi wyborami nieraz łamała konwenanse.

Zofia Stryjeńska - emancypantka i buntowniczka

Łamała je w kwestii płci. Był rok 1911, kiedy podając się za mężczyznę, podjęła studia w Monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych (kobiety wówczas nie miały prawa do studiowania na uczelniach artystycznych). Po roku została jednak zdemaskowana przez kolegów. Musiała opuścić Monachium i wrócić do rodzinnego Krakowa.

Reklama

Łamała je w kwestii wiary. Choć, jak deklarowała, z wychowania i przekonania była katoliczką, na krótko zmieniła wyznanie na ewangelickie. Wybór podyktowany był kwestiami praktycznymi: Stryjeńska chciała ponownie wstąpić w związek małżeński.

Wreszcie: łamała je w miłości. Była zamężna dwukrotnie: po raz pierwszy wyszła za architekta, Karola Stryjeńskego. Po kilku latach szczęśliwego pożycia związek zmienił się jednak w wojnę dwóch barwnych osobowości. Za punkt kulminacyjny owego konfliktu można uznać zamknięcie Stryjeńskiej w szpitalu psychiatrycznym, do czego Karol doprowadził podstępem. "Fakt powyższy wywołał w Zakopanem niesłychane oburzenie i zdumienie, albowiem pani Stryjeńska mimo pewnej ekscentryczności nie zdradzała żadnej choroby umysłowej" - pisała wówczas prasa. Sprawa trafiła do sądu, a małżeństwo zakończyło się rozwodem.

Po raz drugi Stryjeńska wyszła za aktora, Artura Sochę - ten związek również nie przetrwał.  Po rozpadzie małżeństwa miewała romanse, m.in. z architektem Achillesem Brezą oraz podróżnikiem, Arkadym Fiedlerem. 

Zofia Stryjeńska - "księżniczka sztuki polskiej"

Błędem byłoby jednak skupianie się wyłącznie na obyczajowej stronie biografii Stryjeńskiej. Równolegle do burzliwego życia towarzyskiego cały czas tworzyła. I to właśnie sztuka była dla niej najważniejsza. Jak pisała Angelika Kuźniak, autorka biografii Zofii Stryjeńskiej, malarka w 1912 roku, leżąc krzyżem w kaplicy w Monachium, modliła się następującymi słowami: "Boże! Odbierz mi wszystko, wszystko. Dobrobyt, sytość, spokój, przyjaźń ludzką, szczęście rodzinne, nawet miłość! Zwal na mnie cierpienia moralne i tysięczne gorycze - ale w zamian za to daj mi możność wypowiedzenia się artystycznego i sławę!".

Modły najwyraźniej zostały wysłuchane. Dziś Zofia Stryjeńska, obok Tamary Łempickiej, uważana jest za najważniejszą twórczynię 20-lecia międzywojennego. Podobnie jak Łempickiej blisko było jej do stylistyki art deco, jednak zamiast portretować życie nowoczesnego miasta, zwracała się ku wsi i tradycji.

W estetyzujący sposób portretowała codzienne życie mieszkańców wsi, ukazując ich w scenach flirtu, zabawy, tańca lub odpoczynku (cykle "Tańce polskie", "Piastowie", "Obrzędy polskie"). "Urzeczona rodzimym folklorem i piastowską przeszłością Stryjeńska trawestowała ludowe motywy, przeobrażała ornamenty, transponowała stroje, nadając kompozycjom rozmach, dynamikę i dekoracyjny rytm (...)" - pisze o Stryjeńskiej w serwisie Culture.pl Irena Kossowska z Instytutu Sztuki PAN. "Istotnym elementem wypracowanej przez artystkę stylistyki była też rozbudowana narracyjność scen, mnożenie epizodów nasyconych witalną energią, zabarwionych humorem lub groteską".

Jej prace cenione były nie tylko przez krytyków, ale zyskały popularność w szerokim kręgu odbiorców - były rozpowszechniane w formie tek, albumów, pocztówek. Ba! "Stryjeńską" zdobiono nawet budynki. Artystka w mistrzowski sposób łączyła bowiem malarstwo z architekturą. Projekty jej autorstwa zdobią m.in. kamienice Rynku Starego Miasta w Warszawie, Muzeum Techniczno-Przemysłowe w Krakowie i sale w baszcie senatorskiej na Wawelu. Jednym z najbardziej prestiżowych zleceń było zamówienie na dekorację M/s Batory (1934) i M/s Piłsudski (1935) - dwóch luksusowych statków, stanowiących wówczas dumę polskiej floty.

Równać mogło się z nim chyba tylko zadanie, które Zofia Stryjeńska otrzymała przy okazji Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu w 1925 roku. Ozdobiła wtedy główną salę pawilonu, zaprojektowanego przez Józefa Czajkowskiego, sześcioma panneau, układającymi się w cykl "Rok obrzędowy w Polsce". Za realizację tę otrzymała cztery Grand Prix, wyróżnienie specjalne i Krzyż Kawalerski Legii Honorowej.

Artystyczne portfolio Stryjeńskiej dopełniała ilustracja książkowa, projektowanie tkanin i scenografii teatralnych. Stworzyła m.in. dekorację do baletu "Harnasie", który wystawiany był nie tylko w Warszawie, ale również w Paryżu, Brukseli i Nowym Jorku.

Spektakularne sukcesy artystyczne nie zawsze szły w parze z sukcesami finansowymi. Wręcz przeciwnie: bieda nierzadko zaglądała do domu Zofii Stryjeńskiej. Szczególnie trudnym okresem była dla niej połowa lat 30., kiedy artystkę nachodzili wierzyciele, część jej prac zajęli komornicy, inne sama zdecydowała się sprzedać lichwiarzom. Sytuację poprawiły dopiero zlecenia z ministerstwa spraw zagranicznych, m.in. na kilim mający być prezentem dla cesarza Japonii.

Bardzo trudne dla artystki były również powojenne lata. W 1945 roku, po tym jak Rosjanie wkroczyli do Krakowa, Zofia Stryjeńska wyjechała do Genewy, gdzie nigdy nie poczuła się do końca "u siebie". Tęskniła do przedwojennej Polski i przedwojennej twórczości.

"Księżniczka sztuki polskiej" do ojczyzny już nie wróciła. Zmarła w Genewie, w 1976 roku.


Zofia Stryjeńska - na talerzu i koszulce

Mimo że od śmierci Zofii Stryjeńskiej minęło już prawie pół wieku, jej twórczość wciąż cieszy się popularnością. Za dowód niech posłużą ceny: pojedyncze porcelanowe talerze zdobione jej projektami na internetowych aukcjach osiągają ceny ok. 150 zł za sztukę. To jednak i tak nic w porównaniu z obrazami, których ceny wywoławcze wynoszą zwykle kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Od kilku lat postać Stryjeńskiej funkcjonuje nie tylko w muzealno-badawczym obiegu, ale również w popkulturze. Dla przykładu: w sieci można znaleźć koszulki i gadżety zdobione jej wizerunkiem. Do popularyzacji jej życia i twórczości w znacznym stopniu przyczyniła się bestsellerowa książka "Stryjeńska. Diabli nadali" Angeliki Kuźniak. Swoją cegiełkę dołożyło też Muzeum Narodowe w Krakowie, organizując w 2008 roku monumentalną, retrospektywną wystawę artystki.

Dziś Zofię Stryjeńską uhonorowały Google. Z okazji 130. rocznicy urodzin internetowy gigant dedykował artystce Google Doodle. Otwierając wyszukiwarkę, nie zobaczymy kolorowych liter, ale portret Zofii Stryjeńskiej, otoczony obrazkami inspirowanymi jej twórczością. Ciekawe, co sama artystka powiedziałaby na tego rodzaju prezent?

Zobacz również:

Małgorzata Socha w piekielnie seksownym wydaniu

Tak wygląda ciało Anny Lewandowskiej

Nie żyje aktor, Ferdynand Matysik


 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje