Reklama

Reklama

Kryzys na Podhalu? Trudna sytuacja i zawieszanie działalności

Przedsiębiorcy z Podhala biją na alarm - kryzys dotarł także do nich. Rosnące ceny energii elektrycznej i widmo podwyżek kosztów ogrzewania sprawiają, że niektórzy restauratorzy i hotelarze szukają oszczędności. Część decyduje się na drastyczne kroki i zawiesza działalność.

Pod koniec sierpnia właściciele lokalu Absynt, jednej z najbardziej rozpoznawalnych restauracji w Nowym Targu, poinformowali za pośrednictwem swojej strony na Facebooku, iż w obliczu rosnących kosztów prowadzenia biznesu zmuszeni są zawiesić swoją działalność. 

"Po 12 latach pięknych chwil, rozwijania się, poznania tysięcy wspaniałych ludzi, postanowiliśmy o zawieszeniu restauracji od 29.08.2022. Nie zgadzamy się na przerzucenie na Was ogromu dodatkowych kosztów ani obniżeniu standardu dań. Dziękujemy bardzo za ten wspaniały czas! Artur i Edyta Kret" - czytamy w poście.

Reklama

Wielu widzi w tej decyzji zwiastun kryzysu, jaki nadchodzi na Podhale. Jak czytamy w zakopiańskim wydaniu “Wyborczej" nie tylko nowotarskie restauracje, ale także te operujące pod Tatrami znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji. 

W mijającym sezonie letnim turyści niechętnie stołowali się w lokalach, a właściciele na próżno wypatrywali tłumów, które jeszcze kilka lat temu wypełniały jadłodajnie. Teraz nadchodzi kolejny problem - drastyczna podwyżka cen energii, która może dobić przedsiębiorców.

Jeden z właścicieli wspomnianej restauracji Absynt, Artur Kret, w rozmowie z "Gazetą Krakowską" mówi, że długo zastanawiał się nad decyzją o zawieszeniu działalności. 

- Sytuacja na rynku jest trudna - przyznaje. - Mamy duży wzrost kosztów mediów, produktów spożywczych. Wszyscy widzimy, co się dzieje. Nie widzę na dodatek światełka w tunelu, że coś się poprawi w najbliższych miesiącach. Ludzie mają problemy z kredytami, więc w pierwszej kolejności będą rezygnowali z przyjemności, w tym z wyjść do restauracji. Dlatego postanowiliśmy uprzedzić sytuację, by nie popaść w jakieś tarapaty.

- My mamy akurat taką sytuację, że za lokal nie musimy płacić, bo należy do nas - dodaje Kret. - Wyposażenie restauracji zostaje. Zobaczymy, co przyniesie czas. Być może jak się zrobi lepiej, znów się otworzymy. Na razie wszystko wyłączamy, by nie generować kosztów.

Jak donosi "GK", póki co mało kto decyduje się na czasowe zamykanie biznesu, choć wielu, nie tylko z branży gastronomicznej, zastanawia się nad tym. Niektórzy restauratorzy jednak myślą o cięciu kosztów i planują skrócenie godzin otwarcia, aby nie generować zużycia prądu. 

Prąd to nie jedyne zmartwienie przedsiębiorców. Powoli zbliża się sezon grzewczy, a on także mocno uderzy po kieszeni. Zarówno ich, jak i ich klientów, którzy mogą zrezygnować w tym i nadchodzącym roku z wypadu w góry czy na narty ze względu na brak pieniędzy. 

Wrzesień za pasem, a rezerwacji na okres świąteczno-sylwestrowy podobno brak. Wszyscy oczekują więc z zaniepokojeniem najbliższej przyszłości. Nieciekawe scenariusze rysuje także Agata Wojtowicz z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, która uważa, że “jesienią na Podhalu będzie sporo zawieszanych firm, ludzie będą uciekać przed kosztami". 

Jakiś czas temu Wojtowicz na łamach Onetu tłumaczyła, że turystów w Zakopanem i okolicach jest sporo, ale nie wydają oni tak dużo, jak kiedyś. Większość szuka raczej oszczędności, zamiast szastać pieniędzmi na wakacjach. 

Ogłoszona w mediach społecznościowych decyzja właścicieli restauracji Absynt wzbudziła sporo emocji i falę komentarzy. Niektórzy winą za trudną sytuację w branży obarczają rząd, który doprowadził do zapaści gospodarczej kraju, inni uważają, że przedsiębiorcy sami są odpowiedzialni za swoje niepowodzenia. 

Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że coraz więcej ludzi dostrzega problemy, z jakimi zaczynają się borykać restauratorzy i hotelarze na Podhalu. 

Już parę miesięcy wcześniej o trudnej sytuacji donosili przedstawiciele branży turystycznej ze wschodu Polski, głównie Podlasia i Lubelszczyzny. Rejony te najpierw zostały objęte częściowo strefą zamkniętą ze względu na kryzys przy granicy z Białorusią. Nawet w miejscowościach, do których można było wjeżdżać, turyści pojawiali się niezwykle rzadko. 

Czytaj także: Tłumy turystów z krajów arabskich w Zakopanem. Górale nie kryją radości 

Napaść Rosji na Ukrainę pogorszyła tylko sprawę, jako że wiele osób odwoływało ze strachu rezerwacje, nawet na ostatnią chwilę. Podobnie rzecz miała się w Bieszczadach ze względu na bliskość granicy z Ukrainą. 

Czytaj także: Obłęd pod Tatrami. Na popularną atrakcję w Zakopanem trzeba czekać godzinami

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Podhale Nowy Targ | Nowy Targ | Zakopane

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy