Reklama

Reklama

Nazywali je "osiedlem wstydu". Jak się żyło przy Dudziarskiej w Warszawie

Warszawskie slumsy, współczesne getto stolicy, osiedle wstydu, nieudany eksperyment społeczny. Przez lata osiedle Dudziarska na warszawskiej pradze uznawane było za najgorsze do życia, najniebezpieczniejsze miejsce w mieście. Dzisiaj straszy już tylko pustymi ścianami i mrożącymi krew w żyłach opowieściami.

W połowie lat 90. lokalne władze postanowiły stworzyć eksperymentalną enklawę dla osób, których nie stać było na czynsz w dotychczasowych mieszkaniach. Przenoszono tu osoby eksmitowane z innych części stolicy. 

Brak systemu ogrzewania, ciepłej wody bieżącej, prądu, jakiegokolwiek połączenia autobusowego i sklepów sprawił, że trzy czterokondygnacyjne bloki stały się czarną plamą na mapie miasta, do której ściągali głównie bezdomni i osoby oczekujące na przydział mieszkania socjalnego. Osiedle zyskało miano getta i slumsów, a znakami rozpoznawczymi stały się zgnilizna, fetor i zagrzybienie. Ludzie mieszkali tam do 2019 roku.

Reklama

O Dudziarskiej niedawno znowu zrobiło się głośno za sprawą materiału opublikowanego na youtubowym kanale Urbex History. Autorzy udali się do opuszczonych bloków w towarzystwie Mateusza, chłopaka, który jako jako jeden z ostatnich opuścił feralne osiedle.

- W tym bloku, właśnie przy pierwszych oknach taka niewidoma osoba znaczy pseudo niewidoma, bo ta osoba tak naprawdę widziała - opowiada w materiale. - I ona niby była niewidoma, ona chodziła o takiej lasce ale w pewnym momencie jak wjechali już policjanci jak osiedle zaczęło pustoszeć, to policja znalazła 11 ciał w domu. Po prostu zamordował 11 osób. Ten niewidomy, on udawał że jest niewidomy, ale był widomy. Dokładnie tam, te pierwsze okna za tą choinką.

O Dudziarskiej do dzisiaj krążą takie i inne, mniej lub bardziej prawdopodobne historie. Nie wiadomo, które z nich są prawdziwe. Nie ulega jednak wątpliwości, że przez lata te kilka bloków było jedną z najgorszych lokalizacji w stolicy.

Dokładny początek osiedla to rok 1994. Wtedy rozpoczęto budowę trzech budynków mieszkalnych, które miały rozwiązać problem z ubogimi rodzinami, nie mającymi środków na opłacenie czynszu, eksmitowanymi głównie ze Śródmieścia i Pragi Południe w pierwszej połowie lat 90. i starającymi się o lokale komunalne.

Jako lokalizację wybrano odludne miejsce na Koziej Górce Grochowskiej, nieopodal aresztu śledczego dla kobiet Warszawa - Grochów, spalarni śmieci MPO, ogródków działkowych (dziś kompletnie zdewastowanych) i bocznicy kolejowej. Budowę trzech bloków ukończono w 1996, wtedy też zaczęto ściągać tu pierwszych lokatorów. Część mieszkań w jednym z budynków otrzymały rodziny stołecznych policjantów, przez co na osiedlu miał panować spokój, ale ich pobyt nie trwał długo.

Lokale nie miały centralnego ogrzewania, prądu ani instalacji gazowej. Były także bardzo źle ocieplone. Z kranu leciała jedynie zimna woda. Według opowieści mieszkańców, tuż po wybudowaniu Dudziarskiej w blokach pojawił się potworny smród, który miał utrzymywać się przez kolejne lata. Ściany zarosły grzybem. Problemem była także zgnilizna.

Dookoła osiedla nie stworzono jakiejkolwiek infrastruktury, przez co było ono odcięte od świata. Nie było sklepów, przedszkoli, szkół. Co prawda bloki postawiono dwa kilometry od ronda Wiatraczna, które mogło stanowić węzeł komunikacyjny, ale nie poprowadzono do niego żadnej drogi. Mieszkańcy często przemieszczali się skrótem prowadzącym przez tory. 

Było to bardzo niebezpieczne, jako że bocznica była przeważnie pełna wagonów, pomiędzy którymi trzeba było się przeciskać, czołgać albo wspinać. Po kilku śmiertelnych wypadkach najpierw na bocznicy pojawiły się patrole Straży Ochrony Kolei, aż w końcu, w 2007 uruchomiono autobus dojeżdżający do Dudziarskiej. Linia funkcjonowała do 2020.   

Projekt osiedla kosztował miasto cztery miliony złotych, a długi powstałe przez czynsze, których mieszkańcy nie byli w stanie bądź nie chcieli płacić, dodały do tej kwoty kolejne cztery miliony. 

Według danych z 2016 z 211 mieszkań zamieszkanych było 145. Niektóre z nich okupowali dzicy lokatorzy, więc administracja postanowiła zamurować niektóre wejścia. Trzy niesławne bloki stały się warszawskim gettem, slumsami, w których wstyd było mieszkać. Do smrodu i nieludzkich warunków, dochodziła przemoc. Pewnego razu pracownik Kolei Mazowieckich znalazł w pobliżu osiedla, przy torach, zwłoki pozbawione głowy. 

Ostatnie postanowiono zakończyć ponurą historię miejsca, które nazwano “nieudanym eksperymentem społecznym". Lokatorzy mieli opuścić Dudziarską do końca 2017, ale i to się nie udało, albowiem przez następny rok w blokach nadal rezydowało kilkadziesiąt rodzin. Ostatni ludzie wyprowadzili się dwa lata po planowanym wykwaterowaniu, w 2019. 

Jednak życie nie zniknęło na dobre z warszawskich slumsów. Do dzisiaj bowiem na Dudziarskiej pojawiają się dzicy lokatorzy, którym grozi bezdomność i chcą skorzystać z opuszczonych wnętrz. Przez lata osiedle było antybohaterem licznych reportaży i materiałów, traktujących o nieudanym projekcie stworzenia odizolowanego ośrodka dla problematycznych mieszkańców. Obecnie głównie straszy i przypomina o swojej upiornej przeszłości. 

Czytaj także:

Najgorsze miejsca nad Bałtykiem

6 przykładów "fantazji" deweloperów. Jak wyglądają najbrzydsze osiedla?

Najgorsze miejsca na wakacje z dzieckiem. Nie popełnij tych błędów!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: slumsy | osiedle | bezdomni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy