Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Kamila Szczawińska: Modelka z przypadku

Była królową wybiegów. Miała u stóp Mediolan, Paryż i Nowy Jork. Na pierwszy casting trafiła za namową koleżanki. Pamięta, że założyła podarty sweter i glany...

"Całe dzieciństwo spędziłam w Rożnowicach, małej wiosce pod Poznaniem. Były tam las, jeden blok i ośrodek Monar, w którym pracowała moja rodzina", mówi supermodelka Kamila Szczawińska.

Jej mama, Jolanta, jest terapeutką uzależnień, ojciec, Piotr, przez jakiś czas zajmował się muzyką, ale dziś pracuje w Monarze.

"Większość moich znajomych albo pracowała w ośrodku, albo miała rodziców terapeutów. Nie było nam łatwo. Okoliczni mieszkańcy nie zawsze byli przyjaźnie nastawieni do naszej pracy. Czasem wołali za mną ››narkomanka‹‹ albo ››alkoholiczka‹‹, choć ja nigdy w życiu nie byłam pijana, nie próbowałam narkotyków ani nawet tytoniu", wspomina Kamila. Może dlatego nie lubiła szkoły i panującej tam atmosfery.

Reklama

Jej świat ograniczał się do znajomych z ośrodka i zwierząt, którymi się opiekowała. "Jestem społecznicą, we krwi mam miłość do zwierząt. Ratowaliśmy bezdomne psy, koty i inne zwierzęta. Ale prawdziwą miłością są konie. Zaczęłam jeździć, kiedy miałam 14 lat. Później w Monarze zorganizowaliśmy hipoterapię. Sama z mieszkańcami Monaru budowałam stajnię!", mówi z dumą modelka.

Jej pierwszy koń, Nirvana, został uratowany od rzeźnickiego noża. "W tamtym czasie nie istniał dla mnie świat poza stajnią", zaznacza. Jako nastolatka nie marzyła wcale o karierze modelki. Ale w jej życiu nastąpił niespodziewany zwrot akcji.

"Moja koleżanka Asia, która przyjeżdżała do nas na konie, spytała, czy nie chciałabym spróbować sił w modelingu. Po namowach pojechałam do Poznania, do agencji Rarapi. Poszłam do nich w ciężkich buciorach i swetrze podartym podczas koncertu rockowego. Ale przyjęli mnie", śmieje się Kamila.

Później wydarzyło się coś, o czym marzy większość dziewczyn chcących odnieść sukces w branży. "Mój pierwszy pokaz miał miejsce w poznańskim Okrąglaku - zarobiłam wtedy 50 złotych. Wzięłam jeszcze udział w Poznań Motor Show. Tam zauważyła mnie dziewczyna, która pracowała dla agencji w Mediolanie. Wzięła ode mnie numer telefonu", wspomina Szczawińska.

Telefon zadzwonił kilka miesięcy później. Agencja Women poszukiwała Kamili! "Wsiadłam w autobus, bo agencja nie chciała płacić za samolot. Nie znałam angielskiego, byłam przestraszona, wylałam wiadro łez", opowiada modelka.

Jej niezwykła uroda oczarowała Mediolan. Mimo braku doświadczenia Szczawińską zaangażowano do największych pokazów. Była objawieniem sezonu. "Drugi sezon był jeszcze lepszy. Zaczęłam latać po całym świecie. Nowy Jork, Afryka, Paryż. Ale cały czas potwornie tęskniłam za rodziną", wspomina modelka. Została muzą Roberta Cavallego.

Po wielkim pokazie Stelli McCartney w 2007 roku przerwała trwającą osiem lat karierę. "Zakochałam się w Piotrze, moim mężu. Założyłam rodzinę", wyjaśnia. Dziś znów chodzi po wybiegach, ale w Polsce.

Oskar Maya

SHOW 26/2015

Show
Dowiedz się więcej na temat: Kamila Szczawińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy