Reklama

Reklama

Finlandia: Tutaj rządzi natura!

Asia Kocon na co dzień mieszka w Rovaniemi - miejscowości, która zasłynęła na świecie za sprawą wioski świętego Mikołaja /archiwum prywatne

- Natura jest dobrem nadrzędnym. Nikt nie pokusiłby się o zaśmiecanie lasów czy łąk. Finowie zabierają wszystko ze sobą i wyrzucają do pierwszego napotkanego kosza. W miastach również panuje porządek. Nie dewastuje się budynków czy przystanków autobusowych. Trudno znaleźć też w przestrzeni miejskiej graffiti - mówi Asia Kocon, Polka mieszkająca na kole podbiegunowym, przewodniczka i organizatorka wypraw po Rovaniemi.

Sara Przepióra, Interia: Dlaczego akurat Finlandia?

Asia Kocon: - To był zupełny przypadek. Znalazłam się w takim momencie życia, że nic nie stało na przeszkodzie, abym mogła wyjechać. Nie miałam większych zobowiązań. Poza tym zauważyłam, że moje życie nie wygląda tak, jakbym chciała. Wtedy zrodził się w mojej głowie pomysł, żeby wyjechać na wolontariat, sprawdzić się w nowej sytuacji i pomieszkać sama za granicą. Wolontariat wydał mi się bezpiecznym wyborem, ponieważ organizatorzy zapewniali mi zakwaterowanie. Początkowo szukałam zajęcia w centralnej Europie, ale nigdzie nie przeszłam procesu aplikacyjnego. W końcu nadarzyła się okazja i wysłałam aplikację do Turku. Prawie natychmiast rozpatrzyli pozytywnie podanie. Nie był to mój wymarzony kierunek, nie wiedziałam wiele o Finlandii, ale mimo to postanowiłam się tam przeprowadzić. Pomyślałam, że jeśli mi się nie spodoba, zawsze mogę wrócić.

Reklama

Kiedy zrozumiałaś, że to twoje miejsce na ziemi?

- Przed przyjazdem nie myślałam o pozostaniu w Finlandii na stałe. Wystarczył rok w Turku, żebym zmieniła zdanie. Bardzo spodobało mi się fińskie podejście do życia. Zaczęłam poznawać kulturę, przebywać z ludźmi, zaznajamiać się z ich zwyczajami. Poświęciłam wiele czasu na podróże po kraju. Po tym czasie uznałam, że nie chcę kończyć tej pięknej przygody. Postanowiłam znaleźć pracę na miejscu i zadomowić się w Finlandii. Pozostawała tylko kwestia wyboru miejsca.

- Padło na Rovaniemi, głównie ze względu na zimę. W Turku nie mogłam się nią nacieszyć. Porównałabym ją do tego, co znamy w Polsce. Na ulicach nie było śniegu, tylko plucha, szaro i ponuro. Rovaniemi bardzo mnie zafascynowało. Zanim się tam przeprowadziłam, odwiedziłam miasteczko podczas trzech różnych pór roku. Wbrew pozorom wcale nie należy do najpiękniejszych: architektura jest mało urokliwa. Przyciągnęła mnie atmosfera. Ludzie są o wiele milsi niż ci na południu. Tutaj poznałam swojego chłopaka i tutaj zamierzam zostać.

Co cię zaskoczyło po przyjeździe do Finlandii?

- Przede wszystkim zaskoczył mnie wygląd Finów i to, w jaki sposób zachowują się w przestrzeni publicznej. Nawet na oficjalnych spotkaniach pojawiają się w luźnych ubraniach: przychodzą w dresach i samych skarpetkach. W zwyczaju jest, aby przed wejściem do niektórych pomieszczeń ściągnąć buty i nie nanieść do środka śniegu. Finowie uwielbiają piercing, tatuaże, kolorowe włosy, ciężki rockowy styl. Mocno odbiegają od naszego wyobrażenia elegancji. Tego właśnie brakowało mi w Polsce - różnorodności i akceptacji. W Finlandii nikt cię nie ocenia, a twój wygląd nie ma wpływu na pracę.

- Przed wyjazdem próbowałam stworzyć w głowie obraz życia w Finlandii - czytałam przewodniki i pytałam o wrażenia znajomych, którzy odwiedzili kraj. Powtórzyli mi dość krzywdzące stereotypy na temat Finów. Trudni w rozmowie, niezbyt przyjacielscy, małomówni, zamknięci w sobie i dużo piją - to słyszałam najczęściej. Powiedzieli mi też, że kraj mierzy się z najwyższym wskaźnikiem przemocy domowej w Europie. Na miejscu okazało się, że to nie do końca prawda. Z Finami rzeczywiście trudno jest się zaprzyjaźnić. Taka głęboka relacja wymaga czasu, ale gdy ją wypracujemy, jest na całe życie. Jednak, w odróżnieniu od krążących opinii są życzliwi i serdeczni.

Najwyższy wskaźnik przemocy domowej? To trochę przerażający stereotyp...

- Nie dotarłam do żadnych wiarygodnych statystyk, ale odkryłam, że inny, równie przerażający stereotyp ma swoje pokrycie w rzeczywistości. Mówi się, że w Finlandii odnotowuje się corocznie najwyższą liczbę samobójstw. Dla kontrastu państwo znajduje się również na innej liście - krajów, w których ludzie są najszczęśliwsi. Sprawdziłam to dokładnie i okazuje się, że prób samobójczych jest sporo, ale nie najwięcej.

- Tak samo jest w przypadku alkoholizmu. W przeszłości wódka i "pontikka" (bimber) były popularnymi trunkami ze względu na panującą wówczas biedę. W drugiej połowie XIX wieku, pod rządami Szwedów zakazano domowej produkcji alkoholu i wprowadzono prohibicję. Dopiero w 1968 roku wprowadzono do sklepów piwo. Obecnie Finowie nie piją mocnego alkoholu. Sięgają raczej po cydr oraz "lonkero", czyli drinki smakowe.

Na następnej stronie dowiesz się, jak Finowie postrzegają Polaków >>>

Jak Finowie postrzegają Polaków?

- Wydaje mi się, że Finowie niewiele wiedzą o Polsce. Najczęściej powtarzają, że Polki są piękne, a Polacy gadatliwi. Mój partner zdążył już przekonać się na własnej skórze, jak wygląda polska gościnność. To jest coś, czego w Finlandii trudno doświadczyć.

- Najpopularniejszym wśród Finów miejscem w Polsce jest, niestety, Auschwitz. Otwarcie przyznają, że to pierwsze skojarzenie, które pojawia się w ich głowach, gdy mówi się o naszym kraju. Dalej na liście jest Kraków i Gdańsk. Polska jest jeszcze dla nich lądem nieodkrytym, choć to się powoli zmienia.

Co wyróżnia Finlandię na tle Europy?

- Niewiele osób wie, że w Finlandii pije się najwięcej kawy w całej Europie. Jednak, smak napoju bardzo różni się od tego, który serwuje się we Włoszech lub w Polsce. Jest bowiem słaba. Zaparza się ją niezależnie od pory dnia: rano, po południu, a nawet wieczorem. Niestety, przynajmniej na mnie, nie działa pobudzająco. W każdym miejscu, w którym pracowałam, dostawałam zakaz parzenia kawy, ponieważ zawsze wychodziła za mocna.

- Finowie mają specyficzny humor, a do tego zawsze byli trochę wyizolowani od reszty świata. Stąd wzięły się uprawiane przez nich oryginalne sporty, takie jak słynny wyścig z kobietą przewieszoną na ramieniu. Zasady sugerują, że powinna to być żona, ale w praktyce dźwiga się panią, która się na to zgodzi. Na mecie zwycięzca otrzymuje taką ilość piwa, która odpowiada gabarytom partnerki. Jednym z dziwniejszych konkursów jest zabijanie komarów na czas lub rzut telefonem marki Nokia w dal. Nokia to leżące w południowej części kraju miasto w Finlandii. W przeszłości produkowano tam właśnie te telefony, więc zawody są ukłonem w stronę tradycji. Obecnie w mieście wytwarza się kalosze i opony samochodowe.

Czy jest coś co cię szczególnie zauroczyło w tej kulturze?

- Uwielbiam ich inność i oryginalność. Tutaj wszystko się różni od polskich zwyczajów. Obchodzone są nie tylko chrześcijańskie święta, ale także te, wywodzące się z pogaństwa, takie jak Juhannus - noc świętojańska. Większość Finów deklaruje przynależność do kościoła luterańskiego, ale to nie przeszkadza im podchodzić do kwestii wiary z większym luzem.  

Skąd bierze się takie silne przywiązanie do przedchrześcijańskich tradycji?

- Myślę, że powodem jest życie blisko natury i życie w otoczeniu pięknych krajobrazów. Zazwyczaj świętowanie odbywa się na zewnątrz, gdzie obecne są wszystkie żywioły. To sprawia, że Finowie czerpią większą radość z uczestniczenia w obrządkach ludowych niż tych, związanych z religią. Oczywiście sytuacja prezentuje się inaczej w miastach i wsiach, ale w każdym środowisku tradycje przedchrześcijańskie są chętnie pielęgnowane. To scala nieliczną populację kraju i tworzy jej tożsamościowy rdzeń.

To prawda, że każdy może swobodnie korzystać z dóbr natury?

- Finowie są bardzo przywiązani do przyrody, a ich podejście różni się od tego, co znamy w Polsce. Obowiązuje tutaj tzw. prawo każdego. Można swobodnie zbierać jagody, grzyby, łowić ryby, jeździć konno, na rowerze czy skuterze śnieżnym. Przyrodę się współdzieli i nikt nie pobiera za to opłat. Nie ma też ograniczeń z korzystania z dóbr natury na leśnych terenach niezależnie czy są prywatne, czy państwowe. Ta sama zasada dotyczy rozbijania namiotów. Wystarczy zachować odpowiednią odległość od najbliższych zabudowań.

- Jeśli chcemy wybrać się w dłuższą wyprawę, warto skorzystać z dostępnych dla każdego chatek w lasach przy szlaku, które mają zazwyczaj świetne zaopatrzenie. W środku zawsze znajduje się drewno na opał i siekierka. Są też domki wyposażone w kuchenkę gazową, służącą do przygotowywania ciepłych posiłków. W okolicach chatek znajdziemy biotoaletę. Jedyne, co trzeba zrobić, to posprzątać po sobie schronienie i zostawić je w takim samym stanie.

Finlandia nazywana jest Krainą Tysiąca Jezior. Jak dba się tam o przyrodę?

- Natura jest dobrem nadrzędnym. Nikt nie pokusiłby się o zaśmiecanie lasów czy łąk. Finowie zabierają wszystko ze sobą i wyrzucają do pierwszego napotkanego kosza. W miastach również panuje porządek. Nie dewastuje się budynków czy przystanków autobusowych. Trudno znaleźć też w przestrzeni miejskiej graffiti. Oczywiście zdarzają się pojedyncze incydenty, ale raczej dba się o to, co wspólne.

- Przyroda w Finlandii jest dzika, piękna i niemal nienaruszona. Im dalej na północ, tym przestrzenie zdominowane przez naturę są większe. Finlandia jest przykładem tego, że można żyć zgodnie z jej zasadami i dostosować się do nich zupełnie. Mieszkańcy czerpią z tych możliwości pełnymi garściami. Nie mówię tu tylko o zapewnianiu sobie pożywienia, ale również o relaksie. Finowie nigdzie tak dobrze się nie czują, jak na łonie natury. Mogę to porównać do medytacji - piesze wycieczki to naprawdę mistyczne przeżycie.

Jak radzicie sobie z pandemią?

- Obostrzenia różnią się w zależności od gęstości zaludnienia. W Laponii jest ich mniej niż na południu kraju. Dla nas to normalne, że zachowuje się dużą przestrzeń między sobą. Pamiętam, że na początku pandemii po internecie zaczęły krążyć memy, w których Finowie naśmiewali się z konieczności zachowywania dystansu: "3 metry odległości? Dlaczego skracają nam dystans!". Nie zmienia to faktu, że lockdown był dla nas trudnym przeżyciem, ponieważ wiązał się z czymś nowym i nieprzewidywalnym.

 - W większości krajów pandemia pogłębiła społeczne niezadowolenie, a w Finlandii dla 20 proc. populacji komfort życia się zwiększył. Finowie wolą spędzać czas w małym gronie, nie słyną z towarzyskości, nie garną się do wychodzenia z domów. Chociaż niejeden Fin tęskni za festiwalem muzycznym czy chociażby koncertem na żywo lub kibicowaniem na meczu hokejowym. Różni się też osobista strefa komfortu, która jest większa niż w innych europejskich krajach - wynosi około 1 metra. Rząd nie nałożył na nas surowych restrykcji. Możemy swobodnie spotykać się w barach i restauracjach. Zdajemy obie jednak sprawę, że należy zachowywać podstawowe środki ostrożności, choć maseczki są wskazaniem, a nie nakazem.

- Smutnym skutkiem pandemii w Rovaniemi jest niemalże puste miasteczko świętego Mikołaja. W normalnych okolicznościach tętni życiem, szczególnie w okresie około świątecznym. To jedno z nielicznych obostrzeń, które mocno w nas uderzyły.

Asia Kocon - autorka bloga "Ostra FINKA", przewodniczka i organizatorka wypraw po Rovaniemi i okolicach, dumna mieszkanka koła podbiegunowego, pasjonatka Finlandii.

Zobacz także:

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Rovaniemi | Finlandia | Laponia | Koło Podbiegunowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy