Reklama

Reklama

Muzyka płynęła zza żelaznej kurtyny

Żeby słuchać najlepszych piosenek świata trzeba było oswoić się z ciągłymi piskami i trzaskami.

- Pewna firma polonijna, która chciała mnie zatrudnić, poprosiła o CV. Kilka godzin "rzeźbiłem" swój życiorys. Pomyślałem: "A może by napisać życiorys, ale w trochę innej formie?". I tak, gdzieś do czternastej, cały ten tekst "spłynął" do kajetu w kratkę, w którym zapisywałem pomysły - wspomina Bogdan Olewicz. Zbigniew Hołdys miał już gotową melodię.

Zespół Perfect nagrał piosenkę bez entuzjazmu. Grzegorz Markowski męczył się z nią przez cały dzień. Ciągle chciał coś zmieniać. Nikt nie spodziewał się, że powstaje jeden z największych przebojów w historii polskiej muzyki rozrywkowej "Autobiografia"."A w sobotnią noc był Luxembourg, chata, szkło, jakże się chciało żyć" - tak kończyła się pierwsza zwrotka. Luxembourg, zwany Luxy, to oczywiście stacja radiowa.

Reklama

- Dla mojego pokolenia Luxembourg był ważniejszy niż Radio Wolna Europa. My nie zajmowaliśmy się polityką. Znajdowaliśmy sobie nisze w tym szarym PRL-u i staraliśmy się jakoś przeżyć - wspomina autor tekstu. 

Luxy na Luxorze

- Radio Luxembourg jakimś cudem docierało do Polski z przyzwoitym sygnałem. Przyzwoitą jakość rozumiem tak, że wśród szumów i pisków można było rozróżnić melodię, a nawet usłyszeć zapowiedź - wspomina Wojciech Mann, który pierwsze kontakty z Luxy miał na początku lat 60. Radiostacja nadawała na falach średnich (208) i krótkich (49,6) z terenu Wielkiego Księstwa Luxembourga. - Nastawić nie było tak trudno. Trudno było ustawić tak, żeby było dobrze słychać - dodaje przyjaciel Manna, Andrzej Olechowski.

Maryla Rodowicz zapamiętała, że w celu poprawy odbioru do malutkich radyjek wkładało się szpilki albo druciki. Nieliczni szczęśliwcy, którym rodzina z Ameryki przysyłała paczki, mogli słuchać Luxy na tranzystorze Zenith Made in USA. Albo na szwedzkich Luxorach. Reszta na polskich Agach (choć na szwedzkiej licencji) lub produkowanych w litewskiej SRR Spidolach. Luxy różniło się od wszystkich rozgłośni, jakie można było "złapać" w Polsce (radiostacje amerykańskie były oczywiście poza zasięgiem). Grała najmodniejszą muzykę, której nie nadawały stacje radiowe za żelazną kurtyną. 

The Beatles, Rolling Stones, Animalsi. Żadna inna rozgłośnia nie chwaliła się, że jest "Your station of the stars". Prezenter nazywał się DJ-em. Mówił bardzo szybko, krzyczał, czasem podśpiewywał. Niektórzy stawali się prawdziwymi radiowymi gwiazdami. Na przykład Tony Prince czy Mick Pasternak, zwany Emperor Rosko. Program co chwilę przerywały reklamy. Polskim słuchaczom, w co trudno dziś uwierzyć, w ogóle nie przeszkadzały, co więcej - uważali, że są fajne. Warto dodać, że w owych zamierzchłych czasach w radiu i telewizji PRL reklam nie było.

- Siedziałem przy odbiorniku z głową niemal wepchniętą w głośnik i chłonąłem wszystko. Piosenki, tytuły, informacje o wykonawcach, nowych płytach, język, wszystkie, nawet strzępki, wiadomości - wspomina Wojciech Mann. Z audycji Luxy najważniejszą, najbardziej "kultową", jakbyśmy dziś powiedzieli, była lista przebojów Top Twenty nadawana od końca lat 40. w niedzielne wieczory. Polscy słuchacze mieli całkowicie bezkrytyczny stosunek do Top Twenty. Nieważne, czy piosenka była wolna czy szybka, jeśli trafiła na listę, musiała być świetna. 

Poszczególne wydania Top Twenty zapisywano w specjalnych zeszytach. A nawet... - Myśmy byli w stanie z Wojtkiem odśpiewać całe Top Twenty - wyznaje Andrzej Olechowski. Na Radiu Luxembourg pokolenie dzisiejszych 60-latków uczyło się angielskiego.

- Po latach na studiach mieliśmy test polegający na tym, że słuchaliśmy z taśmy rozmowy dwóch zbirów na bardzo hałaśliwej ulicy, którzy zastanawiali się, jak obrabować sklep. Potem trzeba było odpowiedzieć na pytania. Kiedy odpowiedziałem na wszystkie, profesor zawyrokował: - Pan musiał znać ten test wcześniej. Zaprotestowałem. W życiu go wcześniej nie słyszałem. Przy kolejnym tego typu teście sytuacja się powtórzyła.  Wtedy powiedziałem: - Panie profesorze, dla człowieka, który słuchał przez ileś lat Radia Luxembourg z jego wszystkimi trzaskami i piskami, takie testy to małe Miki - wspominał radiowiec Piotr Kaczkowski.

Kiedyś ktoś z Polski wysłał do Luxy list z pytaniem, czy rozgłośnia mogłaby nadawać również po polsku. - Oczywiście - brzmiała odpowiedź - pod warunkiem, że znajdą się reklamodawcy.

Zaproszenie od Beppie

Luxy pozwalało też nawiązać kontakt z młodzieżą zza żelaznej kurtyny. W taki sposób Marek Niedźwiecki poznał pewną Beppie z Holandii. - W audycji w Radio Luxembourg podawano adresy osób chętnych do korespondowania. Spisałem wtedy jeden adres, chłopak nazywał się Ewan, mieszkał w Londynie. To świetnie, pomyślałem sobie, będę korespondował z Anglią i angielskie znaczki pocztowe z królową będą przychodziły do mnie na kopertach. Napisałem do niego list, a on okazał się na tyle uczciwy, że odpisał: przepraszam, ale dostałem tyle listów, że nie jestem w stanie odpowiadać, nie będziemy korespondować. Natychmiast odpowiedziałem: wrzuć mi parę listów, tych, których odrzuciłeś, ja do nich napiszę. Wtedy dostałem adres Beppie... Dzięki niej w 1976 r. po raz pierwszy Niedźwiecki wyjechał na Zachód.

Dla polskiego artysty nie było większego zaszczytu jak znalezienie się na Top Twenty. Spotkało to na przykład Marylę Rodowicz.

- Po festiwalu sopockim w 1968 r. dostałam zaproszenie do Londynu, gdzie nagrałam angielskie wersje dwóch piosenek: "Mówiły mu" oraz "Zakopane". Jakiś czas później w Pradze pewien dziennikarz muzyczny podszedł do mnie i zapytał: - A czy ty wiesz, że twoja piosenka od 17 tygodni jest na Top Twenty? Nie wiedziałam o tym - wspomina piosenkarka.

Radio Luxembourg miało wielki wpływ na pokolenie, ale także na indywidualne biografie. Tak mówi o tym Andrzej Olechowski: - Gdyby nie Radio Luxembourg pewnie nie nauczyłbym się angielskiego. Gdybym nie znał angielskiego, nie poznałbym świata. A gdybym nie poznał świata, nie byłbym tym, kim jestem dziś.

6/2016 Nostalgia

Nostalgia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy