Reklama

Reklama

Jak wykonać makijaż w pięć minut?

Pośpiech? Nie o niego tu chodzi... Raczej o pragmatyzm. Znudziły nam się godziny spędzone przed lustrem. Często wychodząc z domu zapominamy o nałożeniu kremu, a pamiętamy o założeniu maseczki! Makijaż w pandemii rządzi się swoimi prawami i bliżej mu do naturalnego looku. Jak zrobić go w pięć minut?

Nie zapominaj o nawilżeniu skóry

Bazą jest krem nawilżający. To fundament, którego nie możemy pomijać. Niewielka ilość naniesiona na twarz wystarczy, aby ją odpowiednio rozświetlić. Nawet jeżeli podczas pandemii pracujesz zdalnie i nie malujesz się na co dzień, warto zrobić z tego rytuału nawyk. Skóra jest często przesuszona po zimie, dlatego nie rezygnuj z jej nawilżania kremami lub olejkami, np. różanym.

Bez korektora ani rusz

Korektor do twarzy, korektor pod oczy... Zgodzicie się z tym, że w wielu sytuacjach bywa pomocny. Rozjaśni sińce pod oczami,  zniweluje podpuchnięcia, zamaskuje zaczerwienia na policzkach i krostki na brodzie, których przez noszenie maseczek przybywa.

Warto odpowiednio dobrać kolor korektora do skóry, aby nie tworzyć niepotrzebnych kontrastów. Chłodne odcienie nude pasują do większości typów skóry. To baza nakładana miejscowo. Na tej warstwie pojawiają się kolejne kosmetyki (podkład, puder, rozświetlacz).

Reklama

Kocie oko

W dobie pandemii podkreślenie oka jest szalenie ważne. Nadal kocie kształty wiodą prym w makijażu. Jednak bez tuszu się nie obejdzie. Na rynku dostępne są marki, które dwoma ruchami idealnie rozprowadzają się na rzęsach. Warto skupić się na szczoteczce... Ma podkręcać? Wydłużać? Czy zagęszczać włoski? Wybór należy do ciebie. Ważne, aby tusz nie rozmazywał się pod wpływem wilgoci. Wkrótce będzie coraz cieplej, a obowiązek noszenia maseczek szybko nie zniknie.

Czy warto eksperymentować z kolorami? W tym sezonie oko ma prawo być kolorowe i dopasowane do koloru maseczki. Niebieski tusz? W tym sezonie wypada go mieć jeżeli zechcemy zaszaleć i dopasować nasz makijaż do neonowej lub pastelowej stylizacji.

Różowa szminka zawsze pod ręką

Okazuje się, że jest niezastąpiona, kiedy musimy poprawić makijaż. Usta to jedno, ale w sytuacjach awaryjnych nakładamy ją na kości policzkowe, powieki i czubek nosa. Wystarczą delikatne punkciki, które rozsmarowujemy jednym palcem. 

Jesteście zdziwione? Charakteryzatorki na planach filmowych lub sesjach fotograficznych od lat wykorzystują ten patent, mimo że do wyboru mają paletę barw. Co zyskujemy? Świeży look, młodzieńczy wyraz, niwelujemy zmęczenie i niewyspanie się. Przetestujcie!

Zobacz także:



Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy