Reklama

Reklama

Jak znaleźć miłość i nie dać się oszukać?

Zakochać się można w każdym wieku. Po czterdziestce, pięćdziesiątce czy sześćdziesiątce również. Ale nie warto czekać, aż przybędzie książę na białym koniu, tylko wziąć sprawy w swoje ręce. Kto szuka, ten znajduje. Tylko gdzie szukać?

Wieczne singielki, rozwódki, a może bogate bizneswomen, które wcześniej nie miały czasu na zakładanie rodzin? Kim są dojrzałe kobiety, które szukają miłości?

Joanna Godecka: - To osoby z bardzo różnych środowisk, z różnym wykształceniem, z miast dużych i małych. To, co je łączy, to bagaż życiowych doświadczeń.

Katarzyna Kucewicz: - Większość samotnych ludzi pragnie miłości, ale jest też spora grupa, która się zarzeka, że jej nie szuka, choć szuka. Kobiety 40+ często źle czują się w roli aktywnej poszukiwaczki. Nawet jeśli zdecydują się na rejs promem do Szwecji dla singli, bo są takie, to wolą udawać, że pojechały podziwiać piękne widoki. Raz byłam zatrudniona podczas takiej wyprawy i poznałam grupę kobiet, które nie przyszły na imprezę, mimo że było na niej mnóstwo mężczyzn. Nawet nie zajrzały do środka. Kiedy zapytałam dlaczego, usłyszałam: "Bo to głupio, od razu będzie wiadomo, że kogoś szukam. Lepiej pochodzę sobie po sklepie wolnocłowym". Punktem odniesienia dla wielu moich pacjentek są celebryci, a tam rzadko kto przyznaje się do tego, że jest samotny. To daje poczucie, że ludzie sukcesu nie są singlami, mają powodzenie wszędzie: i w pracy, i w miłości.

Reklama

 Monika Mularska-Kucharek: - Kiedy rozmawiam z kobietami, które co prawda przyznają, że czują się samotne, ale nie mają zamiaru nic z tym zrobić, uciekam się do pewnego sprawdzonego sposobu. Mówię wtedy: "Czyli mam rozumieć, że usiądzie sobie pani wygodnie w fotelu
 w swoim mieszkaniu i zaczeka, aż pewnego dnia jakiś pan zapuka do drzwi i powie, że to właśnie pani od dawna szukał?". Wtedy na twarzy pojawia się zakłopotanie i pada odpowiedź: "No nie, rzeczywiście...". I zaczynamy rozmowę o tym, co można zrobić.

Bianca-Beata Kotoro: - Myślę, że problem często tkwi w byciu księżniczką w wysokiej wieży. Nasze matki i babki zaszczepiły nam przekonanie, że powinnyśmy siedzieć grzecznie i czekać, a mężczyzna ma nas zdobywać. Przykładu nie trzeba szukać daleko. W popularnej książeczce dla dzieci "Krecik i mama zajączków" Zdenka Milera mamy zajęczycę, w której zakochał się zajączek, a ona mimo że też jest w nim zakochana, musi stawiać opór i rzucać mu kłody pod nogi, żeby on nie pomyślał, że jest łatwa. "Kicuśka dobrze wiedziała, co wypada, a co nie".

Monika Mularska-Kucharek: - Trzeba jednak przyznać, że swego czasu panowała moda na bycie singielką. Przebojową dziewczyną, wykształconą, niezależną, która mogłaby mieć każdego, gdyby tylko chciała, ale nie chce. Znam historię 40-letniej kobiety, która bardzo długo wolała być sama, bo uważała, że faceci nie dorównują jej pod wieloma względami. Ale nagle obudziła się w niej chęć założenia rodziny i jest gotowa na obniżenie oczekiwań. Co więcej, ta presja posiadania partnera powoduje, że idąc ulicą, widzi, że wszystkie kobiety mają obrączki na palcu, a tylko ona jedna nie. A przecież wiadomo, że tak nie jest.

Katarzyna Kucewicz: - Bo osoba, która doświadcza samotności, widzi "tunelowo" i wydaje się jej, że otaczają ją same szczęśliwe pary. To prowadzi do frustracji, a w konsekwencji właśnie do obniżenia oczekiwań. Taka kobieta zaczyna się wikłać w nieodpowiednie dla niej relacje, które prowadzą do jeszcze większego poczucia samotności. Bo na przykład liczy, że jeśli nawiąże romans z żonatym mężczyzną z dwójką dzieci, to on dla niej zostawi rodzinę, co oczywiście zazwyczaj nie następuje. Z moich zawodowych obserwacji wynika, że kobiety dają sobie przyzwolenie na bycie singielką do 35. roku życia, ponieważ do tego wieku to jest jeszcze społecznie akceptowalne. A potem zaczyna się gorączkowe poszukiwanie i nagle mężczyzna, na którego taka kobieta nigdy wcześniej nie zwróciłaby uwagi, wydaje się jej księciem na białym koniu.

Bianca-Beata Kotoro: - Ale to nie jest tak, że te kobiety wcześniej miały w sobie jakąś wielką potrzebę samotności, która nagle, jak za pstryknięciem palców, zamieniła się w potrzebę bliskości. Po prostu często nie chcemy się do potrzeby bliskości same przed sobą przyznać. Jakiś czas temu prowadziłam grupowe zajęcia dla spełnionych zawodowo bizneswomen 45+ i w 22-osobowej grupie tylko trzy kobiety były w stałych związkach. Pozostałe z dumą mówiły o tym, że są singielkami i chwaliły się swoimi podbojami. Kiedy zapytałam, czy nie uważają, że dobrze byłoby dzielić życie z drugą osobą, odpowiadały: "Nie, bo teraz to ja dyktuję warunki".

- A potem połowa z nich zgłosiła się do mnie na prywatne konsultacje i przyznała, już za zamkniętymi drzwiami, że chciałaby ułożyć sobie z kimś życie.

"Wszyscy fajni faceci są zajęci", to zdanie jak mantrę powtarzają dojrzałe singielki. Prawda czy fałsz?

Joanna Godecka: - Myślenie w kategorii: skoro jesteś wolny, to na pewno masz jakąś ukrytą wadę i nie jesteś fajny, jest bardzo ograniczające. Trzeba aktywnie szukać partnera, ale mieć równocześnie świadomość, że nie ma ideałów. A jak się szuka, to się znajduje.

Katarzyna Kucewicz: - Jeżeli kobieta jest po różnych złych doświadczeniach, to często już na pierwszą randkę idzie w pancerzu, jest wrogo nastawiona i traktuje mężczyznę jako rywala. Chce na siłę udowodnić takiemu facetowi, że jest mocna i nie pozwoli sobie zrobić krzywdy, a on się wtedy wycofuje. 

Bianca-Beata Kotoro: - Z upływem czasu zmieniają się też nasze oczekiwania w stosunku do mężczyzn, bo inne mamy w wieku 20 lat, a inne, gdy mamy 40 czy 60. Kiedy jesteśmy starsze, mamy większą świadomość tego, czego chcemy w związku.

Joanna Godecka: - Problemem może być też to, że niektóre kobiety nastawiają się zadaniowo i już po pierwszej randce oczekują natychmiastowych rezultatów. I są rozczarowane, bo niby było fajnie, ale bez motylków w brzuchu. A miłości często trzeba dać czas. Zdarzają się relacje, w których ludzie na początku się spotykają i nie ma fanfar, ziemia się nie trzęsie, dopiero po jakimś czasie pojawia się romantyczna nuta. 

Miłość można spotkać tak po prostu na ulicy? Raczej nie. Więc gdzie jej szukać?

Bianca-Beata Kotoro: - Kiedy mamy 20 lat, mamy możliwość poznawania nowych ludzi w klubach czy pubach. Jest mnóstwo wolnych mężczyzn na uczelni, w pracy. Później zaczyna być trudniej, ale znalezienie partnera wciąż jest możliwe. Są dyskoteki i potańcówki dla trochę starszych, można wybrać się na przykład do Ciechocinka do sanatorium, gdzie całkiem sprawnie funkcjonuje wtórny rynek małżeński. Bardzo popularne są wakacyjne wyjazdy dla singli z tzw. atrakcjami. Na przykład takie, gdzie w ofercie jest nauka gry w pokera czy brydża lub windsurfing, więc można się poznać przy wspólnym zajęciu. Zawsze chcemy mieć z potencjalnym partnerem coś wspólnego, więc jeśli kręci mnie chodzenie po górach, to z poznanym na szlaku mężczyzną będę miała o czym rozmawiać. Możliwości jest mnóstwo, trzeba się tylko na nie otworzyć. 

Katarzyna Kucewicz: - Są też aplikacje randkowe, gdzie przesuwa się palcem w prawo lub w lewo i wybiera z setek mężczyzn. Teoretycznie szybko, łatwo i bezboleśnie. Te aplikacje powstały z myślą o grupie 20+, ale korzystają z nich ludzie w każdym wieku. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy dojrzali użytkownicy nie rozumieją zasad działania takich miejsc. Na przykład kobiety wrzucają swoje sexy zdjęcie, nie zamieszczają żadnego opisu i dziwią się, że dostają same erotyczne propozycje. Często jest też tak, że same nie mówią wprost, czego szukają, a później są rozczarowane, że mimo iż on od początku deklarował, że nie pragnie stałego związku, to jednak nie zmienił zdania.

Joanna Godecka: - Dlatego to tradycyjne portale randkowe przeżywają dziś w grupie 35+ renesans. Mają miejsce na dłuższy opis, pozwalają się komuś lepiej przyjrzeć. Ale niektóre osoby traktują takie serwisy jak sklep, gdzie można w nieskończoność wybierać i przebierać, a to utrudnia poszukiwanie relacji.

Bianca-Beata Kotoro: - Internet rzeczywiście jest trochę jak witryna sklepu. Pokazujemy wystylizowaną, najlepszą wersję siebie. Kobiety często myślą, że jeśli trochę oszukają i podretuszują zdjęcia, to dzięki temu przyciągną faceta i doprowadzą do spotkania. A wtedy jest szansa, że on dostrzeże w niej coś więcej niż wygląd, coś wyjątkowego.

Joanna Godecka: - W takiej sytuacji rozczarowanie jest nieuchronne. Bo jeśli na spotkanie przychodzi ktoś, kto nie wygląda jak osoba ze zdjęcia, to co ma sobie pomyśleć druga strona? Ma poczucie, że została oszukana.

Bianca-Beata Kotoro: - Portale internetowe zaczynają się specjalizować. Na przykład w Irlandii jest już strona dla grupy 40+, która szuka stałego związku, zwolennicy romansów z zasady nie mają tam wstępu. To minimalizuje zagrożenie, że trafimy na kogoś, kto ma inne intencje niż my.

Katarzyna Kucewicz: - To prawda, że w sieci łatwo się natknąć na tzw. poszukiwaczy przygód, ale jeśli pójdziemy na dyskotekę, będzie dokładnie tak samo. Wyższość portali randkowych nad klubami polega na tym, że w tym samym czasie zamiast wspomnianych 20 mężczyzn możemy poznać czy "przejrzeć" 200.

Joanna Godecka: - Pojawiły się też w portalach randkowych testy dopasowania, które co prawda nie gwarantują, że znajdziemy dzięki nim odpowiedniego partnera - bo nawet jeśli mamy wspólne zainteresowania, to przecież nie musimy zapłonąć do siebie uczuciem - ale pozwalają ustalić pewne pryncypia. Jeśli chcemy mieć dzieci, a ta druga strona absolutnie nie, wiadomo, że na dłuższą metę porozumienie nie jest możliwe. To przydatny filtr.

Jak to się dzieje, że dojrzałe, inteligentne kobiety dają się nabrać oszustom matrymonialnym?

 Joanna Godecka: - Sama zostałam zaatakowana w sieci przez takiego oszusta. Współpracuję z jednym z portali randkowych, więc należę na Facebooku do różnych zamkniętych grup dla singli. Tam zaczepił mnie ktoś, kto podszywał się pod rzeczywiście istniejącego amerykańskiego mówcę motywacyjnego. Zagadnął mnie o to, czym się zajmuję zawodowo. Miał profil bogato wyposażony w zdjęcia, więc wyglądało to wiarygodnie, ale kiedy zaczął wypytywać mnie, czy mam partnera oraz dzieci, zaczęłam podejrzewać, że coś nie gra. Potem dostałam od niego wiadomość, że wyjeżdża do Bangkoku negocjować kontrakt. Pisał: "Kochanie, jesteś całym moim światem i jak ten kontrakt załatwię, to będziemy go razem świętować". Oczywiście wkrótce się okazało, że napadli go i okradli, że ma kłopoty i potrzebuje pomocy. Wtedy napisałam: "Szanowny panie, nie spodziewałam się po panu takich głupot i jestem przekonana, że pana żona w Waszyngtonie również". Natychmiast zlikwidował swój profil i zniknął. Właśnie tak wygląda schemat: pojawia się ktoś, kto jest z pozoru wiarygodny, korespondencja trwa tygodniami, a czasem nawet miesiącami i nagle okazuje się, że jest dramat i on potrzebuje pieniędzy.

Bianca-Beata Kotoro: - Kiedy słyszymy o ofiarach takich oszustów, często nasuwa się nam osąd i myśl: "Co za kretynka, jak można się zakochać w kimś, kogo się nie widziało na oczy?". Otóż w samym wyobrażeniu drugiej osoby też można się zakochać. I to uczucie potrafi być tak silne, że kwestia naszej racjonalności, poziomu doświadczeń i wykształcenia przestaje mieć znaczenie. Pamiętajmy, że te kobiety dostały wcześniej od drugiej strony mnóstwo uwagi. Tacy "amerykańscy żołnierze," którzy chcieliby ustatkować się w Polsce albo "polscy żołnierze stacjonujący w Iraku czy Afganistanie, którzy niedługo wrócą z misji" - bo to popularny profil naciągacza - zanim poproszą o pomoc finansową, bardzo długo ze swoją ofiarą korespondują. Znam też kobiety, które utrzymywały kontakt z takimi mężczyznami i oni wcale nie okazali się oszustami. Te znajomości po ich przyjeździe do kraju przekształcały się w satysfakcjonujące związki. Powiedziałabym wręcz, że oszustwa matrymonialne stanowią margines, pewien wyjątek.

Joanna Godecka: - Zazwyczaj ci, którzy rzeczywiście są oszustami, to profesjonaliści mający perfekcyjnie opanowane techniki manipulacji. Wcześniej dokładnie selekcjonują kobiety, wybierają te wrażliwe i empatyczne.

Katarzyna Kucewicz: - Badania pokazują, że ofiarami scammerów, bo tak nazywa się tych mężczyzn, są osoby o niedojrzałym typie osobowości oraz takie, które znajdują się w kryzysie psychicznym, bo właśnie przeszły trudne rozstanie lub są samotne od wielu lat i desperacko pragną bliskości. One łatwo wpadają w sidła szajek oszustów - zazwyczaj są to całe grupy przestępcze. Metod wyłudzania pieniędzy jest wiele. Czasami taki mężczyzna nalega na wideorozmowę na Skypie, która zaczyna mieć erotyczny charakter i kiedy dziewczyna się rozbiera, robią zdjęcia, a potem szantażują nimi swoją ofiarę. Znam przypadki nauczycielki i terapeutki z małych miejscowości, które tak bardzo bały się skandalu, że decydowały się na robienie przelewów przez Western Union, które nie wiadomo gdzie trafiają.

Bianca-Beata Kotoro: - Są też oszuści, którzy nie polują na pieniądze, tylko na kontakty. Ostatnio spotkałam znaną panią anestezjolog: na 2,5 roku dała się uwikłać w relację z mężczyzną, który aby zdobyć znajomości z jej środowiska, gotów był wieść sfingowane życie. Nosił ją na rękach, był niezwykle szarmancki. Otrząśnięcie się po czymś takim jest trudne, ale trzeba zdać sobie sprawę, że to nie ona jako kobieta miała jakiś defekt, tylko on okazał się nieuczciwy. Bo niby czemu miałaby popadać w psychozę i uważać, że jego zapewnienia o miłości to kłamstwa? Na szczęście po wszystkim udało się jej podejść do tego bardzo spokojnie, bez silnych emocji. Na konferencji powiedziała firmom działającym w jej branży, żeby dłużej nie utożsamiano jej z tym człowiekiem, bo jest oszustem, ale zaznaczyła - kierując swoje słowa do zebranych kobiet - że nie każdy facet, który na tej albo innej konferencji do nich podejdzie i zagada, też musi być kanciarzem.

 W życiu takie rzeczy się zdarzają i trzeba się z tym pogodzić. Tak jak zdarza się, że ktoś nam ukradnie portfel, ale bywa też, że jeśli nam wypadnie, to zostanie odesłany z całą zawartością.

Joanna Godecka: - Na pewno w internecie trzeba bardziej uważać niż w tzw. realu. W prawdziwym życiu często poznajemy chociażby znajomych takiego mężczyzny, on nie funkcjonuje w próżni. W sieci trzeba sobie zadać trochę trudu, żeby uwiarygodnić tę osobę. Czyli najpierw chociaż wygooglować. I również dążyć do tego, żeby poznać jego środowisko, rodzinę. Zanim zaangażujemy się w związek, warto mieć pewność, że ten człowiek jest tym, za kogo się podaje.

Katarzyna Kucewicz: - Wierzę w to, że ludzie mają intuicję. I tak naprawdę wiedzą, jeśli coś jest nie tak. Problem polega na tym, że kobiety w imię pewnej iluzji miłości są gotowe jej nie słuchać. A potem, gdy padną ofiarą oszustwa, boją się do tego przyznać, bo to wiąże się ze społecznym ostracyzmem. Pojawia się poczucie wstydu i zażenowania własnym postępowaniem. Myślenie typu: nie dość, że jestem samotna, to jeszcze głupia i naiwna. To prowadzi do ogromnych kryzysów psychicznych. Dlatego przekręty matrymonialne są tak rzadko zgłaszane na policję.

Monika Mularska-Kucharek: - Często rozmowa z kimś może nas uchronić przed popełnieniem błędu. Bo zaślepiona miłością kobieta może nie zauważyć różnych niepokojących sygnałów, ale jej przyjaciółka już tak. I niekiedy taki otrzeźwiający kubeł zimnej wody na głowę jest potrzebny. Warto więc słuchać innych ludzi. Ale jeżeli stanie się inaczej, nie posłuchamy ani głosu własnej intuicji, ani tzw. dobrych rad i wpadniemy w sidła oszusta, to nie zaniżajmy poczucia własnej wartości i bądźmy dla siebie wyrozumiałe.

Monika Mularska-Kucharek socjolożka, prodziekan Wydziału Psychologii Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Łodzi

Bianca-Beata Kotoro psychoseksuolożka,  współpracownik Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej

Joanna Godecka terapeutka i coach, autorka książki "Szczęście w miłości..."

Katarzyna Kucewicz psycholożka  i psychoterapeutka, ekspertka jednego z portali randkowych

Iga Nyc  szefowa działu  kultury PANI

 PANI 8/2018

Tekst pochodzi z magazynu

PANI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje