Reklama

Reklama

Jennifer Lopez: Na samym dnie

Przyglądając się z boku życiu wielkich gwiazd, trudno znaleźć w nich powody do trosk. A jednak nie wszystko da się kupić za pieniądze, nie na każdym można polegać, a miłość nie trwa aż do ślubowanej śmierci. Opowiada o tym Jennifer Lopez w swojej książce.

Przeczytaj fragment książki Jennifer Lopez "Prawdziwa miłość":

Doskonale pamiętam chwilę, gdy wszystko się zmieniło. Przygotowywałam się właśnie do sesji zdjęciowej na pustyni niedaleko Los Angeles.

Był piękny lipcowy dzień 2011 roku. Marc i ja dopiero co świętowaliśmy siódmą rocznicę naszego ślubu. Każdy, kto przyglądał się mojemu życiu z boku, mógł pomyśleć, że wspaniale mi się wiedzie: miałam męża i dwoje pięknych dzieci, moja kariera szybowała w górę. Byłam jurorką w American Idol, programie numer jeden na tej planecie, a mój nowy singiel On the Floor trafił na szczyt światowych list przebojów. W dodatku kilka miesięcy wcześniej magazyn "People" uznał mnie za swoją pierwszą Najpiękniejszą Kobietę Świata. Czy życie mogło być jeszcze lepsze?

Reklama

To życie wcale nie było tak udane

Nikt nie miał pojęcia, że tak naprawdę to życie wcale nie było tak udane. Mój związek się rozpadał, a ja byłam przerażona.

Teraz siedziałam na pustyni i właśnie robiono mi makijaż do sesji zdjęciowej L’Oréal. Miałam za sobą już setki takich sesji - masz tylko siedzieć na krześle, gdy ktoś cię czesze i maluje, potem stajesz przed obiektywem i robisz to, co do ciebie należy. Ale tamtego dnia czułam się jakoś inaczej.

Gdy tak siedziałam, w mojej głowie kłębiły się różne myśli. Serce wyrywało mi się z piersi, nie mogłam oddychać... Zjadał mnie strach i niepokój. Co się ze mną działo?

W pewnej chwili poczułam panikę. Zerwałam się z krzesła i powiedziałam: - Benny, coś się dzieje! Chyba zaczynam wariować.

Benny, który wiele ze mną przeszedł przez piętnaście lat współpracy i przyjaźni, chwycił mnie za ręce. - Hej, co się dzieje? O co chodzi? - spytał.

Mama podbiegła do mnie z zatroskaną miną. Mogłam tylko odpowiedzieć: - Nie wiem. Źle się czuję. Boję się. Mam wrażenie, jakbym traciła rozum.

Benny próbował mnie uspokoić. - Nic ci nie jest, Jennifer - zapewniał. - Już dobrze. Wszystko jest w porządku.

W jego oczach mogłam wyglądać na spokojną. Ale nie byłam. Czułam się jak sparaliżowana.

Czasem spychamy gdzieś głęboko nasze uczucia

My wszyscy czasem spychamy gdzieś głęboko nasze uczucia, aż wreszcie one same znajdują sobie ujście. Staramy się je ignorować, lecz w końcu zaczyna im brakować miejsca i wylewają się gwałtownie, niczym woda z przepełnionego czajnika. A wtedy ranią i budzą przerażenie. To właśnie działo się ze mną.

Z lękiem i paniką spojrzałam na Benny’ego i mamę. - Chyba nie mogę być już dłużej z Markiem - wyrzuciłam z siebie, nie powstrzymując łez.

Więc w końcu się stało. Ta jedna rzecz, której obawiałam się bardziej niż czegokolwiek w świecie. Ta jedna rzecz, której tak długo nie chciałam stawić czoła. W głębi serca wiedziałam, że już nigdy nic nie będzie takie samo.

Bezwładnie padłam w ich objęcia i rozszlochałam się. I jak wtedy, gdy woda w końcu wykipi z przepełnionego czajnika, tak teraz ciśnienie uszło i powoli wszystko zaczęło stygnąć. Szalone myśli pomału topniały i odpływały, bo w końcu udzieliłam głosu prawdziwej przyczynie mojego strachu i paniki. Wiedziałam, co oznacza wypowiedzenie tych słów głośno: koniec mojego małżeństwa. Koniec naszej rodziny. Koniec marzenia, które z takim trudem starałam się utrzymać.

Oznaczało też coś więcej. Oznaczało, że znów zostanę osądzona. Będę wyśmiewana, ganiona i wykpiwana. Już widziałam nagłówki: "Jennifer Lopez się rozwodzi... po raz kolejny!". Albo: "Kobieta, która ma wszystko, ale nie radzi sobie w miłości!". Tak bardzo bałam się kolejnej porażki, oceny i analizy świata, i tego, że wszystkich rozczaruję... znowu. Lecz tym razem nie było tak jak kiedykolwiek wcześniej. Było gorzej. Ten rozwód miał wpłynąć nie tylko na Marka i na mnie. Miał dotknąć także dwie urocze istotki, które sprowadziliśmy na świat. Byłam zdruzgotana myślą, że skrzywdzę Maksa i Emme. Bałam się, że zniszczę im życie i pewnego dnia dzieci będą miały do mnie żal, że nie umiałam utrzymać tego małżeństwa.

Nie zamierzałam rezygnować z tej miłości

W rodzinie, w której dorastałam, rozwód nie wchodził w grę. Moi rodzice byli razem przez trzydzieści trzy lata, na dobre i na złe, i na wszystko pomiędzy. Tak więc kiedy poślubiłam Marka, mając już za sobą rozczarowania dwóch rozwodów i zerwane zaręczyny, bardzo pragnęłam, aby nasze małżeństwo było właśnie "tym". Chciałam je utrzymać, niezależnie od wszystkiego. A gdy na świat przyszły dzieci, moja determinacja jeszcze wzrosła. Nie zamierzałam nigdy zrezygnować z tej miłości.

Marc był moim facetem, tym jedynym. Ojcem moich dzieci, człowiekiem, z którym miałam się zestarzeć. Wierzyłam w to całym sercem... aż w końcu zdałam sobie sprawę, w miesiącach, które prowadziły do tamtego dnia na pustyni, że tak nie będzie. Nie słuchałam swojego wewnętrznego głosu, a teraz moje ciało i dusza fizycznie mówiły mi, że dłużej już nie wytrzymam. Już nie mogłam wypierać prawdy. Musiałam coś z tym zrobić.

Kiedy teraz o tym myślę, widzę, że lata wcześniej dotarłam do podobnego punktu w swojej karierze.

Podążałam głównie za radami menedżerów, producentów muzycznych i stylistów. Mieli jak najlepsze intencje, ale ponieważ nie słuchałam siebie, w rezultacie coraz bardziej troszczyłam się o to, czego oni chcieli, i o to, jak postrzegała mnie opinia publiczna i media, zapominając, co jest dobre dla mnie jako artystki. Zamiast mierzyć swój sukces i wartość własnymi standardami, uznałam za miarę to, jak postrzegali mnie inni.

Zawsze wiedziałam, co będzie dla mnie najlepsze

Gdy rozpoczynałam karierę, wszystkie decyzje podejmowałam samodzielnie; zawsze wiedziałam, co będzie dla mnie najlepsze. Nikt mi nie mówił, co mam robić ani dokąd iść. Podążałam za głosem serca, za własnym instynktem i słuchałam intuicji. Tak naprawdę nikt poza tobą nie wie, co będzie dla ciebie najlepsze. Musisz tylko usiąść spokojnie i zapytać siebie: Czego chcę? Czy dobrze się z tym czuję? Co powinnam zrobić ? Ja zrozumiałam, że muszę się cofnąć i zrobić to, co zawsze robiłam. Słuchanie własnego instynktu było równie ważne, jak słuchanie rad innych ludzi, i tylko ja wie- działam, co będzie dla mnie najlepsze.

Dlatego teraz, kiedy ktoś mnie pyta: "Jaką radę dałabyś artyście, który dopiero zaczyna i chce robić to, co ty robisz", moja odpowiedź zawsze brzmi: "Słuchaj siebie, słuchaj swojej intuicji. Tylko ty wiesz, co jest dla ciebie dobre".

Właśnie o to chodzi w byciu artystą. Twoja moc płynie z indywidualności, bycia dokładnie tym, kim jesteś. Nie ma dwóch takich samych twórców, tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi. Dlatego w sztuce nie ma miejsca na rywalizację. Nie chodzi o to, kto będzie najlepszy czy największy, kto zostanie królem czy królową. To idiotyczny pomysł. Rywalizacja czy porównywanie stanowią przeciwieństwo tego, czym jest bycie artystą. Artysta powinien rywalizować tylko z jedną osobą - z sobą samym. Nie możesz przejmować się tym, co robią czy mówią inni. Musisz skupić się na tym, kim jesteś, pozostać wiernym sobie, aby być twórczym i podejmować najlepsze decyzje.

Musiałam przejąć kontrolę nad własnym życiem

Kiedy więc dotarłam do punktu, w którym po prostu nie czułam się dobrze w swoim związku, wiedziałam, co powinnam zrobić. Gdybym wyciszyła szum płynący od reszty świata: krytyków, fanów, przyjaciół, nawet rodziny, i uważnie posłuchała siebie, co bym usłyszała?

Musiałam zadać sobie to pytanie. I tak jak przejęłam kontrolę nad swoją karierą w tamtym decydującym momencie, teraz musiałam przejąć kontrolę nad własnym życiem.

"To ty dokonujesz wyborów w swoim życiu" - powiedział Benny w toaście. Teraz, gdy nasze małżeństwo się skończyło, a moje życie zmierzało w innym kierunku niż zakładałam, należało dokonać kolejnego wyboru i postanowiłam tym razem zrobić to samodzielnie. Zaczęłam pytać: Co dalej? Jakie nowe marzenie będę chciała spełnić? W ciągu dni po tamtym świątecznym obiedzie właśnie do tego pytania wracałam. Po prostu nie mogłam go zignorować.

Fragment książki Jennifer Lopez "Prawdziwa miłość", w której artystka opowiada intymną historię zaledwie jednego roku swojego życia. Roku przełomowego, w którym podjęła decyzję o rozwodzie z Markiem Anthonym, ojcem ich dzieci: Emme i Maksa, a także o wyruszeniu w pierwszą w jej życiu światową trasę koncertową. Przygotowania do show i kolejnych koncertów splatają się z symboliczną podróżą Jennifer do przeszłości. Mierzy się w niej z lękami i brakiem miłości - w co trudno uwierzyć - do siebie.

Wydawnictwo Edipresse Książki. Premiera: maj 2016.

Śródtytuły i wstęp pochodzą od redakcji.


 

Styl.pl/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy