Reklama

Reklama

Kłopotliwe duże dzieci

Duże dzieci, duży problem – głosi znane powiedzenie. Ile w nim prawdy? Wiedzą to znani rodzice, którzy mierzą się z nałogami lub zaburzeniami dorosłych już pociech.

O tym, że pełnoletnie dzieci potrafią przysporzyć wielu zgryzot, przekonało się wiele znanych par polskiego show-biznesu. Nadużywanie alkoholu, narkotyków, burdy, jazda po alkoholu, ekscesy seksualne, problemy z agresją - to nie jest droga, jaką wyobrażali sobie gwiazdorzy dla swych pociech.

Kiedy rodzice zastanawiają się, skąd wynikają tak duże problemy, zazwyczaj okazuje się, że nie poświęcili niegdyś swoim dzieciom wystarczająco dużo czasu, że nie nawiązali więzi i po prostu nie czują do siebie sympatii. Trafnie ujęła to psycholog i psychoterapeutka Ewa Woydyłło w wywiadzie dla kobieta.pl: "Ogromny wpływ na jakość tej relacji ma to, co działo się wcześniej. Pewnych rzeczy nie da się naprawić, cofnąć, zapomnieć. I nie mówię wcale o traumach. Mówię o codziennych zaniedbaniach, które zostawiają ślad w postaci niechęci, urazu, pretensji, żalu, złości. Te przykre uczucia utrudniają często dobre porozumienie już dorosłym ludziom. Zdarza się, że dorosłe dziecko zwyczajnie swoich rodziców nie lubi".

Reklama

Najpierw trauma, potem nałóg

 Aktor Misiek Koterski (39) dziś mówi dumnie, że od czterech lat jest abstynentem, ale przez kilka lat borykał się z narkotykami i alkoholem. Skłonność do nałogów niestety przekazano mu w genach. Jego rodzice reżyser Marek Koterski i Iwona Ciesielska, urzędniczka z Łodzi, rozwiedli się z powodu choroby alkoholowej reżysera.

Mama namawiała syna, by odwiedzał ojca w Warszawie, dokąd ten się przeprowadził. Misiek tak naprawdę opiekował się tatą. "Michał jeździł do Warszawy, sprzątał mieszkanie ojca, wyrzucał butelki, szedł do sklepu, robił rzeczy, które nie były na jego miarę. (...) To Miśka przerosło, co pokazało później życie", mówiła Ciesielska w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów", podkreślając, że syn nie poradził sobie z tą sytuacją, a ona w tym czasie "zachłysnęła się pracą" i często zostawiała Michała samemu sobie.

Na szczęście Koterskiemu juniorowi udało się pokonać demony przeszłości - założył rodzinę, spełnia się jako aktor, a z rodzicami ma świetne kontakty. Psycholog Zuzanna Celmer ocenia, że bardzo trudno jest uciec od nałogu, gdy rodzic jest uzależniony. "Różne rzeczy mamy wdrukowane w mózg. Bywa, że osoby, które są uzależnione od alkoholu wychowywały się w rodzinie, w której były używki, czasem nawet od pokoleń. Ona może nawet latami się opierać, ale wystarczy impuls i zaczyna się ciąg. Nie da się tego upilnować ani troską, ani zakazem. To jest wyjątkowo trudne i wymaga szczególnej opieki, a gdy już się zdarzy - terapii, najlepiej całej rodziny", podkreśla psycholog w rozmowie z SHOW.

Wygląda też na to, że to nieobecność w domu koncertującego non stop Zenka Martyniuka (49) jest przyczyną problemów jego syna. Choć Daniel ma 30 lat i od niedawna jest też ojcem, wciąż zachowuje się jak rozkapryszony nastolatek. Na razie nie ma stałego zajęcia, a do niedawna stosunki z młodziutką żoną i jej rodziną były mocno zaognione.

Tata od święta

Sam muzyk, pytany o wybryki syna (posiadanie miękkich narkotyków, awantury z młodą żoną), broni go. "Swoje przeżył w szkole, tak samo jak moja żona (...) W okresie szkoły podstawowej miał różne przygody. Mówił: »Tato, śmieją się koledzy ze mnie, że jestem synem discopolowca«", wyznał Zenek.

Niestety, rodzice Daniela nie poświęcili mu tyle czasu, ile młodzieniec potrzebował i całe życie próbują mu to wynagrodzić: zabawkami, gadżetami, a gdy dorósł - spełnianiem wszelkich zachcianek, na czele z kupieniem mu restauracji.

Taki syn, który nie pracuje, tylko korzysta z pieniędzy pracowitego słynnego ojca, to problem. Trudno też zapomnieć jego słowa o tym, że do małżeństwa został przymuszony przez rodzinę ciężarnej dziewczyny. Rodzice też najwyraźniej zaaprobowali ten związek licząc, że Daniel ustatkuje się, zakładając własną rodzinę. Oby ostatecznie poszedł po rozum do głowy, jak swego czasu Antoni Królikowski (30), którego szczytowym osiągnięciem okresu "burzy i na poru" było wyzywanie (po spożyciu procentów) policjantów na patrolu.

Dlaczego dorośli ludzie zachowują się tak nieodpowiedzialnie? "Rodzice, którzy dużo pracują, mają poczucie winy, że nie poświęcają dzieciom wystarczająco dużo czasu i rekompensują to prezentami, spełnianiem zachcianek ponad miarę. Te dzieci przyzwyczajają się, że wszystko mają i wszystko im się należy. Dostając tak wiele na tacy, czują, że o nic nie muszą się starać. Nie rozwijają w sobie ambicji. A nie da się osiągnąć samodzielnego sukcesu bez włożonego weń choćby minimalnego wysiłku. Gdy tak się dzieje, rodzice zastanawiają się: »Dlaczego on to robi? Przecież miał wszystko!«. Miał, ale nie powinien", podkreśla psycholog.

Kiedy ono naprawdę cierpi

W listopadzie ubiegłego roku świat obiegła informacja o tym, że aktorka Sophie Marceau (52) rezygnuje z kariery. Powód? Jej 23-letni syn Vincent, ze związku z polskim reżyserem Andrzejem Żuławskim, wpadł w depresję i ma problemy z agresją. Chłopak rzucił studia filmowe, wrócił do Paryża. Latem ubiegłego roku Vincent wpadł w szał. Interweniowała policja, którą musiała wezwać matka, a Żuławski junior trafił do szpitala na obserwację. Wszystko to skończyło się hospitalizacją młodzieńca  w zakładzie psychiatrycznym.

Ponoć Vincent nie potrafił sobie poradzić po śmierci ojca, z którym był bardzo związany. Zdesperowana matka postanowiła poświęcić się i wyprowadzić go na prostą. Vincent jest chory, bo depresja nie wybiera. W tym nie ma niczyjej winy. A choremu należy się pomoc i wsparcie najbliższych.

Zapełniają pustkę

Zuzanna Celmer, psycholog, psychoterapeutka: "Latorośle rodziców stawiających na karierę mają ambicje, ale często brak im umiejętności, cierpliwości i systematyczności, by na sukces zapracować. Ich motywacja jest bardzo słaba. Między ambicjami i niedoborami jest pustka. Dzieci zapełniają ją używkami, wybrykami, co zwraca na nich uwagę mediów".
 

 Katarzyna Jaraczewska

 SHOW 2019/9

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy