Reklama

Reklama

Aborcja w innym stanie? Pracodawca opłaci podróż. Firmy reagują na wyrok SN

24 czerwca Sąd Najwyższy USA uchylił konstytucyjne prawo do aborcji, pozostawiając decyzję o jej legalizacji lub penalizacji władzom stanowym. Dla milionów Amerykanek oznacza to poważne ograniczenie praw reprodukcyjnych. W reakcji na decyzję SN szereg firm w tym: Airbnb, Netflix, Meta i Uber, zadeklarował pokrycie swoim pracownicom kosztów dojazdu na zabieg do stanu, w którym pozostanie on legalny.

Piątkowy wyrok Sądu Najwyższego już nazywany jest "historycznym". W znaczący sposób zmienia on bowiem zasady dostępu do aborcji, obowiązujące w USA od ponad pół wieku.

Wyrok unieważnia orzeczenie z 1973, wydane w sprawie Roe vs Wade. Sędziowie uznali wtedy, że decyzja o urodzeniu dziecka lub dokonaniu aborcji, należy do sfery prywatnej, której ochronę gwarantuje konstytucja. W efekcie aborcja została uznana za legalną, na poziomie stanowym możliwe było tylko wprowadzanie regulacji ograniczających dostępność zabiegu w drugim i trzecim trymestrze.

Zobacz również: Wysłała tabletki poronne. Teraz aborcyjnej aktywistce grozi więzienie

Reklama

SN: Dostęp do aborcji nie jest prawem konstytucyjnym

Te przepisy są już jednak przeszłością. 24 czerwca Sąd Najwyższy orzekł, że dostęp do aborcji nie jest prawem konstytucyjnym. Sędzia Samuel Alito, uzasadniając decyzję, tłumaczył, że zapisy konstytucji w żadnym punkcie nie odnoszą się bezpośrednio do aborcji, a co za tym idzie, decyzję o jej legalności lub delegalizacji powinny podejmować poszczególne stany.

"Sąd Najwyższy popełnił wielki błąd. Zrobił coś, czego nie robił nigdy dotąd: zabrał Amerykanom wcześniej uznane prawo" - mówił krótko po ogłoszeniu orzeczenia prezydent USA Joe Biden.

Skutki wyroku nie dały na siebie długo czekać. Zdaniem pracowników Guttmacher Institute - działającej od 1969  roku amerykańskiej organizacji pro-choice, 26 stanów chce delegalizacji aborcji. W trzynastu stanach zaś już wcześniej uchwalono przepisy ograniczające swobodny dostęp do aborcji, z zastrzeżeniem, że wejdą one w życie, gdy precedens Roe vs Wade zostanie uchylony (tzw. trigger laws). Są to: Arkansas, Idaho, Kentucky, Louisiana, Mississippi, Missouri, Północna Dakota, Oklahoma, Południowa Dakota, Tennessee, Texas, Utah i Wyoming.

Ich mieszkanki, by przerwać ciążę mogą udać się do kliniki aborcyjnej, znajdującej się na terenie innego, dopuszczającego aborcję stanu. To jednak  - zważywszy na to, jak rozległym krajem są Stany Zjednoczone, wiąże się z kosztami, na które wiele pacjentek nie jest w stanie sobie pozwolić. 

Eksperci już mówią, że niedawny wyrok uderzy przede wszystkim w uboższe kobiety, reprezentantki mniejszości etnicznych i doprowadzi nie tyle do zmniejszenia liczby wykonywanych zabiegów co do rozrostu podziemia aborcyjnego.

"Badania i statystyki pokazują nieproporcjonalny i nierówny względem innych grup społecznych wpływ ograniczeń aborcyjnych na osoby, które i tak są marginalizowane i dyskryminowane - mniejszości etniczne, osoby o niskich dochodach, młodzież, społeczności LGBTQ, imigranci, osoby niepełnosprawne" - pisze w swoim oświadczeniu dr Hermania Palacio z Guttmacher Institute.

Zobacz również: Spór nad aborcją. W sejmie zapadła decyzja

Wyjazd na zabieg w pakiecie medycznym

Na wyrok SN zareagowali nie tylko politycy i aktywiści, ale również przedstawiciele biznesu. Dziesiątki działających w Stanach Zjednoczonych firm, zaoferowały swoim pracownicom psychologiczne i finansowe wsparcie, w przypadku decyzji o przerwaniu ciąży. To drugie ma polegać na opłaceniu kosztów podróży do stanu, w którym tego rodzaju zabieg jest legalny.

Na liczącej kilkadziesiąt pozycji liście firm, które zdecydowały się na taki krok, znalazły się najróżniejsze podmioty, od instytucji finansowych (Bank of America), przez technologicznych gigantów (Meta, Microsoft), po branżę rozrywkową (Disney, Warner Bros Discovery i Netflix),  odzieżową (H&M, Levi Strauss) i kosmetyczną (Johnson&Johnson).

W poświęconym temu zagadnieniu tekście "New York Times" cytuje przedstawicieli kilku przedsiębiorstw, które zdecydowały się na udzielenie pomocy swoim pracownicom.  

"To bolesny cios, zadany prawom reprodukcyjnym, które podlegały ochronie przez ponad pół wieku" - mówi na jego łamach Roger Lynch, z wydawnictwa Conde Nast.

"Uważamy, że najlepsze decyzje dotyczące opieki zdrowotnej podejmują indywidualne osoby w porozumieniu lekarzem" - tłumaczy przedstawiciel Johnson&Johnson. 

W przypadku wielu firm refundacja kosztów znajdzie się po prostu w pakiecie opieki medycznej, oferowanym pracownikom. Tak jak dotychczas zatrudnionym opłacano koszty podróży w celu leczenia wybranych schorzeń, tak od teraz będą mogli starać się również o pokrycie wydatków związanych z wyjazdem do kliniki wykonującej aborcję.

"W świetle niedawnej decyzji Sądu Najwyższego rozszerzyliśmy opcje świadczeń zdrowotnych, tak, by pokryć koszty transportu pracowników i członków ich rodzin objętych ubezpieczeniem, którzy zmuszeni są podróżować, by uzyskać dostęp do aborcji i opieki reprodukcyjnej" - tłumaczy dziennikarzom "NYT"przedstawiciel Warner Brothers.

Działania pomocowe podejmują nie tylko firmy, ale również miejskie władze - burmistrz Baltimore zadeklarował, że miasto przekaże 300 000 dolarów dotacji organizacjom zajmującym się prawami prokreacyjnymi i planowaniem rodziny.  

Zobacz również: Jak wygląda prawo do aborcji w Polsce na tle innych państw?


Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: legalna aborcja | aborcja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy