Reklama

Reklama

Gdy prawie jesteś mamą

Tym matkom często odbiera się prawo do żałoby, prawo do nazywania siebie matkami, wreszcie prawo do przeżywania własnych emocji. Zamykają się w swoim cierpieniu, bo nie wiedzą, że mogą inaczej.

"Gdy dziecko umiera w szpitalu, aby załagodzić cierpienie, w pośpiechu usuwa się wszelkie ślady jego istnienia, nie pozostaje nic co zaświadczyłoby o tym, co się wydarzyło: "Wszystko zdarzyło się tak szybko... Wszystko było załatwione... Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że chciałabym ją zobaczyć, dotknąć...", a także w domu: "Nic nie powinno przypominać... nikt nie chce o tym mówić... wszyscy unikają tematu". To wypowiedź jednej z mam, pod którą mogłaby się podpisać większość kobiet, które straciły ciążę.

To, że spotkała je tragedia - to jedno. Drugie, że tragedię tę pomija się milczeniem. Milczenie jest pożywką dla tematu tabu. Sprawia, że człowiek, który przeżywa ciężkie chwile jest pozostawiony sam sobie. To, że o czymś nie mówimy, nie znaczy, że tego nie ma. Wręcz przeciwnie - pustka narasta, a wraz z nią lęki i poczucie olbrzymiej samotności. Kultura, w której żyjemy, nie wspiera osób w żałobie. Dodatkowo w obliczu dziecka, które nawet nie przyszło na świat, często próbuje się znaleźć racjonalne argumenty, by pocieszyć kobietę, tłumacząc jej, że: "to jeszcze nie był człowiek", "to tylko zarodek", "lepiej, że tak się stało, natura wie, co robi". Takie słowa jeszcze bardziej ranią, powodują, że kobieta czuje się zupełnie niezrozumiana, zamiast wspierać, pogarszają jej stan.

Reklama

Z jakimi problemami borykają się kobiety po poronieniu?

- Poronienie to strata, dlatego uczucia te są bardzo podobne do takich jakie przeżywa się w żałobie. Mam na myśli przede wszystkim smutek, rozpacz, uczucie pustki, niezrozumienia, poczucie niesprawiedliwości. Zupełnie normalne w takich sytuacjach są odczucia złości, a także poczucia winy czy obwiniania innych. Warto podkreślić, że wszystkie te emocje są w takich okolicznościach zupełnie normalne i lepiej pozwolić na ich przeżycie niż je blokować. Dodatkowo, co trudniejsze i odróżniające sytuację poronienia od śmierci, to tabu społeczne, brak pogrzebu, brak zrozumienia w otoczeniu, a czasami zwykły brak wiedzy na temat tej tragedii, która się rozegrała - tłumaczy psycholog Izabella Grzyb.

Nierzadko kobiety po takich przeżyciach dopada depresja. W skrajnych przypadkach jest tak ciężka, że nie mogą podnieść się z łóżka. Nie są w stanie znaleźć sił, by tak jak do tej pory radzić sobie z czynnościami dnia codziennego. "Są matki, które boją się utraty wspomnień o doznaniach z okresu ciąży, o wyglądzie dziecka i trwanie w cierpieniu staje się dla nich sposobem na zatrzymanie przy sobie krótkiego życia dziecka. Czasem kobiety dokonują tak radykalnych wyborów, jak zmiana pracy, powrót do nauki, przeprowadzka lub długa podróż, by skoncentrować się, zmierzyć z życiem i coś zmienić" - pisze Giorgia Cozza.

Włoszka napisała poradnik dla kobiet po poronieniu pt. "Przerwane oczekiwania". Sama jest matką trójki dzieci, jednak doświadczenie utraty nienarodzonego potomka, przez które przeszła, sprawiło, że zobaczyła, jak wielka jest potrzeba, by kobiety po takich doświadczeniach wesprzeć. Co proponuje Cozza? Stworzenie wspomnień, namacalnych śladów i rytuałów. Nie chodzi bynajmniej o to, żeby pławić się w cierpieniu i ranić jeszcze bardziej. Chodzi o to, by móc doświadczyć takich emocji, które pozwolą na przepracowanie traumy. Książkę - poradnik napisała po to, by pomóc kobietom będącym w podobnej jak ona sytuacji.

Ciąża przez większość rodziców jest wyczekiwana i upragniona. Przychodzi moment na zrobienie USG. Często wydruk z badania jest pierwszym zdjęciem dziecka, które tata i mama oprawiają w ramki i wieszają na ścianie. "Serce nie bije. Ciąża obumarła. Tak wiele kobiet musiało usłyszeć to zdanie. To tylko kilka słów, a przygniatają jak głaz. Kilka słów, które kładą kres najpiękniejszemu marzeniu o zostaniu matką" - pisze Giorgia Cozza. Wie, jak trudno jest mówić o tym bólu, którego społeczeństwo usiłuje nie dostrzegać. W jej przypadku cierpienie z czasem przerodziło się w żal, potem tęsknotę, wreszcie we wspomnienie. Nigdy jednak nie zapomniała, jak bardzo czuła się samotna, niezrozumiana i wykluczona. I doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że takich jak ona jest wiele. Z przekonaniem mówi o tym, że nienarodzone dzieci nie są "stracone" dla swoich mam. "Są ich częścią. Są w ich sercach i na zawsze tam pozostaną".

Dziecko traci nie tylko kobieta


Nie da się zaprzeczyć, że utrata ciąży najbardziej dotyka kobietę i to ona ponosi wszystkie konsekwencje - zarówno psychologiczne, jak i biologiczne - związane z przeżytą traumą. Ojciec jednak także współdzieli poczucie straty. Otoczenie oczekuje od niego, że będzie wsparciem dla partnerki i doskonale sprawdzi się w tej roli. Jednak rzeczywistość często okazuje się inna. Mężczyźni niejednokrotnie uciekają w pracę, są tacy, którzy sięgają po alkohol.

Nie rozmawia się z nimi, emocje zostawiając kobietom. Tymczasem nieprzepracowana strata może skutkować lękami, z którymi człowiek sobie nie poradzi. W skrajnych przypadkach dochodzi do rozpadu małżeństwa, depresji i myśli samobójczych. Tymczasem specjaliści wyraźnie podkreślają, że wsparcie dla ojców ma równie wielkie znaczenia, co dla matek.  

Empatia i zrozumienie

Jak można im pomóc? - Wykazując zrozumienie dla utraty i prawa do przeżywania tych wszystkich emocji, o których mówiłam. Ważne jest zostawienie przestrzeni, przy jednoczesnym wsparciu, czyli rozmowę o poronieniu, jeśli kobieta ma taką potrzebę, ale nie drążenie, jeśli nie ma tej gotowości. Tu trzeba wykazać dużo delikatności i empatii. Czasami zwykłe, ale szczere "przykro mi" może być bardzo wspierające i pomocne. Absolutnie nie na miejscu są natomiast komentarze, które ucinają prawo do przeżywania emocji, a więc "jesteś jeszcze młoda, będziesz miała kolejne dziecko", "nie ty pierwsza", "lepiej teraz niż miałoby się urodzić chore". Pamiętajmy, że kobieta po poronieniu jest w  żałobie i należy się szacunek dla jej emocji - tłumaczy Izabella Grzyb.

Ciągle za mało jest wsparcia dla mam, które straciły swoje dzieci. Z pomocą przychodzi internet, bo dzięki niemu rodzice mogą spotkać tych, którzy mieli podobne doświadczenia (Grupa Wsparcia dla Rodziców po Stracie Dzieci Rydułtowy, Anielscy Rodzice, czy Co milczy matka - wiersze osieroconych rodziców). To przynajmniej zmniejsza poczucie osamotnienia, bo drogę przez żałobę każdy przechodzi indywidualnie.

Kobiety, które poroniły, nie mogą zapomnieć o traumie z różnych powodów. Widzą na ulicy dzieci, które trzymają za rękę swoje mamy, w drodze do pracy przechodzą obok placu zabaw, na którym bawią się przedszkolaki. Słychać ich śmiech. "Moje miałoby dokładnie tyle lat" -  myśli koleżanka, która poroniła w grudniu 2018 roku. Druga niejeden raz wracała zapłakana, przejeżdżając obok wielkich plakatów antyaborcyjnych. Tak bardzo nie chciała stracić swojego maleństwa, a wielkie płachty z realistycznymi zdjęciami za każdym razem tak bardzo przypominają jej, że straciła... Na ramieniu wytatuowała sobie aniołka, nie w obawie, że zapomni, bo to nie możliwe. Być może chce pokazać innym, że dziecko jest jej częścią. Na zawsze.  

Czytaj więcej:

Ta historia nie należy już do mnie   

Narcyz rani, bo inaczej nie umie 

Co siódme dziecko doświadcza przemocy seksualnej       

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: poronienie | dzień dziecka utraconego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy