Reklama

Reklama

Narcyz rani, bo inaczej nie umie

Przemoc nie ma płci. Chociaż statystyki pokazują, że 50-70 proc. osób z narcystycznym zaburzeniem osobowości to mężczyźni, narcystyczne kobiety nie są wolne od zachowań, które rujnują innym życie. Zwłaszcza, jeżeli zostają matkami.

Monika Szubrycht, Styl.pl: Dużo mówi się o narcyzmie w kontekście mężczyzn. Narcyz to taki, który kochać nie umie, traktuje kobiety przedmiotowo, ale kiedy chce je mieć, potrafi być uroczy. Dlaczego nie mówi się o narcyzmie w kontekście kobiet?

Urszula Struzikowska-Marynicz: Przede wszystkim chciałabym  zaznaczyć, że określenie "narcyz" dotyczy osoby cierpiącej z powodu narcystycznego zaburzenia osobowości. To prawda, że określenie kogoś mianem narcyza częściej ma miejsce wobec mężczyzny, niż w stosunku do kobiety. Moim zdaniem dzieje się tak z powodu pokłosia mitu o Narcyzie, młodzieńcu zakochanym we własnym odbiciu, któremu ta cecha zawdzięcza swoje brzmienie. W rzeczywistości jednak osoba cierpiąca na narcystyczne zaburzenie osobowości nie podejmuje samouwielbienia w taki sposób, w jaki zwykliśmy o tym myśleć.

Reklama

- W narcystycznym systemie wartości miłość jest pojęciem zagrażającym odrzuceniem, dlatego osoba cierpiąca na to zaburzenie nie potrafi miłości zarówno przyjąć jak i odwzajemnić. Drugim powodem, dla którego narcyzm przypisywany jest częściej mężczyznom niż kobietom jest przyjęta optyka społeczno-kulturowa, zgodnie z którą samo określenie ma rodzaj męski, a my zwykliśmy postrzegać mężczyzn w kategorii sprawczości, zarówno w dziedzinie osiągania sukcesów, jak również w kategorii stosowania przemocy. Natomiast do funkcjonowania kobiet przyzwyczailiśmy się jako raczej biernego, pełnego poświęcenia, uległości; do bycia miłą i ułożoną.  

Mamy kolejny dowód na to, że stereotypy szkodzą.  

- Taka optyka jest pełna złudzeń, niezgodna z rzeczywistością, ulegającą nieustannie przemianom społecznym, ewoluującą nie tylko w rozwiązania i nowoczesne formy życia społecznego, ale również w nowe zjawiska społeczne i problemy. Dlatego tak zaskakująca dla wielu z nas okazuje się sprawczość kobiet w roli osób stosujących przemoc, dopuszczających się wielu nadużyć wobec swoich bliskich, prezentujących niekiedy wyrachowane formy przekraczania granic. Nie tylko wobec partnerów, ale również w stosunku do osób od nich zależnych - dzieci, osób starszych lub dotkniętych niepełnosprawnością. Niebezpieczne jest obdarzanie kobiet większym zaufaniem niż mężczyzn. Od kobiet oczekuje się stereotypowo większej emocjonalności, "kierowania się sercem", opiekuńczości i związanej z nią empatii. Nie zawsze tak jest.  

Czy prawdą jest, że narcystyczne kobiety, kiedy zostają matkami, w niewyobrażalny sposób dręczą swoje dzieci?  

- W rodzinie narcystycznej, przemoc stosowana przez osobę cierpiącą z powodu narcystycznego zaburzenia osobowości polega najczęściej na przekraczaniu granic innych osób - partnerów, dzieci, w oparciu o sztywną hierarchię narcyza. Osoby z otoczenia dzielone są przez niego na "dobre" i "złe", "mądre" i "głupie", "potrzebne" i "niepotrzebne", a role, w które narcyz wciska swoich najbliższych, łączy wspólny mianownik: zagrożenie nagłą utratą niestabilnej pozycji, w jakiej się znalazły. 

- Do przemocowych technik tego typu należy osadzenie dzieci w samotnych i okrutnych rolach kozła ofiarnego, maskotki, złotego dziecka, dziecka niewidzialnego czy rodzinnego bohatera. Wprowadzenie takie wynika ze sposobu, w jaki osoba z narcystycznym zaburzeniem osobowości postrzega świat. A widzi go w kategoriach skrajnych, jako czarno-biały. Obsadzanie dzieci w rolach rodzinnych oraz wprowadzenie podziałów między dziećmi ma na celu sprawowanie przez narcystyczną matkę kontroli - skłócanie ze sobą dzieci, zwracanie jednego przeciwko drugiemu, wprowadzanie pomiędzy rodzeństwo rywalizacji. To wszystko sprawia, że dzieci się ze sobą nie trzymają. Łatwiej jest kontrolować je pojedynczo, niż skonfrontować się z ewentualnym sojuszem przeciwko sobie.   

A co z budowaniem więzi między rodzeństwem?  

- Narcystyczna matka nie dostrzega wzajemnych potrzeb dzieci ani ich samotności, pragnie być niezastąpiona, chce uwagi dla siebie. Wikła każde z dzieci w zależnej od niej roli, a w każdej z ról krzywdzenie wygląda nieco inaczej. Żadne z tych dzieci nie zostało i nigdy nie zostanie zaakceptowane takim, jakim jest. Przykładem krzywdzenia jest faworyzowanie jednego z dzieci - nie dlatego, że jest kochane i akceptowane, ale dlatego, że przynosi matce korzyść.  

Jakie?  

- Stanowi, według niej, przedłużenie jej pozytywnych cech, jak również jest używane jako ideał, za pomocą którego wzbudza w innych dzieciach poczucie bycia gorszymi i zabiegania o nią. Krzywdzenie to przynosi jedno z najbardziej dotkliwych rodzajów cierpienia jakim jest cierpienie z powodu odrzucenia. Patrząc na to zjawisko z perspektywy ewolucyjnej, odrzucenie przez matkę w dawnych czasach oznaczało śmierć niemowlęcia.

Czy inni zauważają, że coś złego dzieje się w rodzinie?

- Narcystyczne matki, często w oczach otoczenia sprawiają wrażenie osób poświęcających się, udręczonych, wzbudzających podziw i współczucie. Dlatego też dzieci narcystycznych matek niejednokrotnie padają ofiarami wtórnej wiktymizacji, kiedy próbują się od takiej mamy zdystansować. Wówczas otoczenie czuje obowiązek udzielenia rady, że by o taką mamę zadbać, okazać miłość, wsparcie i szacunek. Dla dziecka krzywdzonego latami stanowić to może dodatkowo traumatyzujący czynnik. Jawny narcyzm matek czasami pozwala na krytykę jej egocentryzmu i dokonywanych zaniedbań a czasem, niestety, działa jak efekt aureoli: taka mądra, sympatyczna kobieta, perfekcyjnie dbająca o wiele obszarów życia, w dodatku odnosząca sukces z pewnością jest również wspaniałą osobą w życiu rodzinnym. Zaangażowaną i zorganizowaną mamą, dzielącą swoje sympatyczne usposobienie i mądrość z dziećmi. Tymczasem za domkniętymi drzwiami takiego domu rozgrywa się dziecięcy dramat.  

- Ten "niewyobrażalny sposób", w jaki pani określa przemoc narcystyczną, polega na tym, że krzywdzenie pochodzi od osoby najbliższej, którą obdarza się zaufaniem, oczekując od niej miłości, bezpieczeństwa, wsparcia czy opieki. Dziecko doświadcza dezorientacji i zwątpienia we własną ocenę sytuacji. To prowadzi do silnego dysonansu, czyli konieczności wyboru pomiędzy zagrażającym i bolesnym obrazem matki krzywdzącej, a więc uznaniem, że przemoc ma miejsce, lub opcją drugą, jaką jest wyparcie tego, co się dzieje, w celu przetrwania w tej pierwotnie najsilniejszej relacji, czyli relacji dziecko-matka.  

- Dziecko krzywdzone przez narcystyczną matkę przeżywa, jak to określiła Julie L. Hall, "emocjonalny rollercoaster", wynikający z narcystycznego stylu wychowawczego, który polega na naprzemiennej idealizacji i dewaluacji dziecka, parentyfikacji (czyli odwrócenia ról w rodzinie, gdy dziecko opiekuje się rodzicem, zaspokaja jego potrzeby - dop. red.), pochłanianiu przestrzeni funkcjonowania dziecka, infantylizowaniu go czy zaniedbywaniu na wielu płaszczyznach jego emocjonalnego rozwoju.  

Każde dziecko chce mieć dobrą matkę. Jak długo syn czy córka mogą nie rozpoznawać, że ich rodzic jest zaburzony?  

- To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ nie ma na nie odpowiedzi osadzonej w ramach czasowych. Pracując z dorosłymi dziećmi, rekrutującymi się z narcystycznej rodziny, mogę powiedzieć, że niektóre z nich dopiero w toku pracy terapeutycznej uświadamiają sobie, co, a raczej kto, był źródłem ich przekonań na temat siebie i otaczającego ich świata. Bywa też, że niektóre krzywdzone dzieci narcystycznych rodziców biorą winę na siebie, godzą się z tak przemocowym traktowaniem, poszukując odpowiedzialności za zachowanie rodzica w sobie samych. Żyją nadzieją, że pewnego dnia zasłużą na uwagę, miłość, szacunek i akceptację ze strony rodzica, a taka nadzieja może trzymać te osoby przy krzywdzącym rodzicu niekiedy nawet przez większość ich życia, wywołując określone trudności czy zaburzenia psychiczne; zespoły lękowe, cPTSD (z j. angielskiego complex post-traumatic stress disorder - złożony zespół stresu pourazowego - dop. red.), depresję, zaburzenia odżywiania itp.  

Narcyz jest przekonany, że może ranić drugiego człowieka, że jest to usprawiedliwione. Skąd bierze się takie myślenie?

- Żeby odpowiedzieć na to pytanie, chciałabym rozgraniczyć intencjonalne krzywdzenie od krzywdzenia, które jest efektem ubocznym postępowania narcyza. Takiego postępowania, którego celem bezpośrednim nie jest wyrządzenie cierpienia.             

- Ranienie innych wynika z przekonania osoby cierpiącej na narcystyczne zaburzenie osobowości o własnej wyjątkowości i wyższości nad innymi, jak również tendencji do dążenia przez nią do zrealizowania własnych celów metodą "cel uświęca środki", czyli "wszystkie chwyty dozwolone". W rzeczywistości jednak zdecydowanie wielkościowy obraz własnej osoby ma u pacjenta narcystycznego podwójne znaczenie. Po pierwsze pełni funkcję kompensującą jego negatywne przekonania i emocje wynikające z przekonania kluczowego o tym, że gdyby inni poznali, jaki jest naprawdę odrzuciliby go, nie akceptowali. Po drugie dlatego, że osoba ta nauczyła się, że namiastkę miłości, bliskości, szacunku i akceptacji otrzymuje poprzez zasługiwanie na aplauz, a zatem poprzez wzbudzanie podziwu, życiu na świeczniku. Kolejnym powodem jest fakt, że osoba cierpiąca na narcystyczne zaburzenie osobowości nie bierze odpowiedzialności za swoje zachowania i decyzje. Wbrew pozorom, nie jest ona tak pewna siebie, jak ją odbieramy, więc potrzebuje usprawiedliwienia ich i kozła ofiarnego, który za nią tę odpowiedzialność udźwignie. Jeszcze jednym powodem krzywdzenia innych jest natura narcystycznych lęków przed odrzuceniem, utratą kontroli, upokorzeniem, zdemaskowaniem zagrywek.  W głowie takiej osoby zachodzi okrutnie proste równanie: albo zaatakuję, albo zostanę zaatakowany.  

To dlatego narcyz nie przeprasza i nigdy nie wybacza?

- Aby kogoś szczerze przeprosić, należy przyznać się przed sobą samym do winy za określone zachowanie, a to dla narcyza wiąże się z zagrożeniem dla jego wyidealizowanego obrazu samego siebie. Narcyz nie czuje się w relacjach bezpiecznie, stąd "przeproszenie" jest dla niego równoznaczne z zagrażającym dla niego obrazem siebie jako niedoskonałego, nieudacznika, którego spotka kara, odrzucenie, samotność.

- Takie myślenie nazywa się katastrofizacją oraz polaryzacją: albo jestem idealny, odnoszę sukces i jestem na bezpiecznej pozycji, albo jestem do niczego, nie zasługuję na nic, nikt mnie nie rozumie, nie kocha, znikam. Poza tym jak tu przepraszać kogoś, kogo postrzega się jedynie w kategorii użyteczności, korzyści, narzędzia do osiągania celów. Aby przepraszać i stosować empatię, trzeba mieć ku temu doświadczenie, jakie nabywamy w relacjach z innymi. Natomiast osoba z narcystycznym zaburzeniem osobowości w większości przypadków takiej bezpiecznej relacji nie miała sposobności z nikim wytworzyć, ponieważ w okresie jej dzieciństwa przynajmniej jeden z rodziców najprawdopodobniej cierpiał z powodu tego samego zaburzenia. Drugi z kolei biernością wspierał zaburzony system rodzinny, w którym "najsilniejszy" ma zawsze rację.


Wiem, że często dzieje się tak, że niedaleko pada jabłko od jabłoni - dręczone dzieci wyrastają na dręczących dorosłych. Da się przerwać ten zaklęty krąg bez pomocy z zewnątrz? Bez terapii?

- Nie jest to regułą, jednak narcyzm rozumiany jako narcystyczne zaburzenie osobowości postrzega się jako zjawisko rodzinne. Nie mówię tutaj o genetycznych predyspozycjach, ale o wpływie wychowania w toksycznych relacjach rodzinnych. Narzucane przez narcystycznego rodzica przekonania i wartości są wpajane dziecku pod rygorem odrzucenia i kary. Wyuczony charakter zachowań przemocowych skutkuje ryzykiem ich kontynuowania przez dziecko. W moim przekonaniu tę dramatyczną pętlę da się przerwać przede wszystkim z pomocą terapii. Efekt podczas procesu terapii następuje wtedy, gdy pacjent ma szansę dostrzec swoje trudności i może zbudować własną perspektywę i dystans do rodzica, które pozwolą mu się wyodrębnić z rodzinnego tła. Poszukując wsparcia, warto rozeznać psychoterapię indywidualną u psychoterapeuty posiadającego doświadczenie w terapii zaburzeń osobowości. Na pierwszym spotkaniu warto spytać, czy posiada on doświadczenie w pracy z problemem narcystycznej rodziny. Ze środowiska zawodowego wiem, że nie każdy terapeuta podejmie się takiego wyzwania.  

Czy można podnieść się z traumy trudnego dzieciństwa i w dorosłości ułożyć sobie życie? Zewsząd słyszymy, że dzieciństwo jest najważniejsze, że ono decyduje o naszej przyszłości.

- Oczywiście, że można podnieść się z traumy dzieciństwa, a nawet warto i trzeba. Dzieciństwo nie decyduje  o naszej przyszłości. Decyduje też zestaw naszych cech zarówno biologicznych, jak i tych, które nabywamy w toku socjalizacji oraz wpływ czynników zewnętrznych. Z jednej strony styl przywiązania do opiekuna oraz wczesne doświadczenia z tym pierwszym reprezentantem otaczającego nas świata wpływa - nie decyduje -  na dalsze nasze funkcjonowanie psychospołeczne, z drugiej strony  wiek i wzrastająca możliwość autonomii i skorzystania z zasobów umożliwiających radzenie sobie ze stresem i trudnościami oraz zadbanie o własny rozwój. Jako dziecko byliśmy całkowicie zależni, nieświadomi i bezbronni. Jednak dorosłość przynosi nam zasoby i szanse, dzięki którym biorąc odpowiedzialność za własne samopoczucie, zdrowie i funkcjonowanie mamy obowiązek i przywilej wobec siebie, aby sięgnąć po wsparcie i przerwać to, co niszczy nas i ważne dla nas relacje.

Julie L. Hall była dzieckiem wychowanych przez narcystycznego rodzica. Jako dorosła osoba pomaga innym w radzeniu sobie ze skutkami traumy. W swojej książce "W cieniu narcyza. Jak rozpoznać toksyczną relację i uwolnić się z niej" dzieli się z czytelnikami wiedzą i doświadczeniem. Obawiam się jednak, że niewielu sięgnie po lekturę, bo na żadnym etapie edukacji nie uczono nas dbania o siebie i swoje potrzeby. Można żyć długo w patologicznej rodzinie, nie wiedząc, że jest... patologiczna. Co takiego musi się stać, by człowiek zdecydował się na pracę nad sobą i własny rozwój? 

- To zależy od osobowości. Jedno dziecko z rodziny pełnej przemocy i zaniedbań może w dorosłości wyciągnąć wnioski, zadbać o siebie i bliskich, a inne wyrastające w takim środowisku powieli jego wzorzec. Tu nie ma konkretnego czynnika, z pomocą którego człowiek zadecyduje o zawalczeniu o siebie i własny rozwój. U moich niektórych pacjentów czynnikiem zwrotnym był moment, w którym przeżywany przez nich stres związany z doświadczaniem narcystycznej przemocy przekroczył moment krytyczny. U innych był to moment wejścia w relacje społeczne, w których otrzymali to, czego nigdy dotąd nie otrzymali  w domu rodzinnym. Jeszcze inni borykają się przez długie lata, dojrzewając do decyzji o podjęciu właściwej psychoterapii i drogi prowadzącej do odcięcia toksycznego wpływu rodzica na własne życie. Jak widać, u każdego wygląda to nieco inaczej. Istotna jednak jest gotowość do dostrzeżenia tego, co się dzieje i  gotowość podjęcia decyzji związanej z obserwacją własnej traumy. Uświadomienie sobie, czym jest narcystyczne zaburzenie osobowości oraz że nie zmienimy go, pozwala wejść w proces żałoby po relacji z rodzicem. Taka żałoba jest procesem oswabadzania się z pętli traumy, dotyczy śmierci naszych najgłębszych przekonań, nadziei, potrzeby miłości ze strony tej konkretnej osoby, ale także zaopiekowania się tym wewnętrznym dzieckiem, które w sobie nosimy.

Jak to zrobić? 

- W książce Julie Hall jest wiele ważnych wskazówek na ten temat, dlatego tak dobrze jest po nią sięgnąć. Jest praktycznym i czytelnym poradnikiem dla osób cierpiących z powodu relacji z osobą narcystyczną. Osobiście bardzo tę książkę każdemu polecam, zarówno osobom doświadczonym cierpieniem z powodu takich relacji jak również każdemu w ramach profilaktyki. 

Urszula Struzikowska-Marynicz - psycholog, socjolog i interwent kryzysowy. Posiada doświadczenie w poradnictwie psychologicznym, interwencji kryzysowej oraz w obszarze pomocy społecznej, w tym w realizowaniu procedur przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Współpracuje z mediami prowadząc konsultacje merytoryczne, prowadzi szkolenia oraz samodzielną praktykę psychologiczną w Krakowie. Jest autorką publikacji z dziedziny psychologii i psychoterapii.

***
Czyta więcej! 

Przemoc domowa zbiera żniwo w Polsce. Eksperci biją na alarm!

Dramatyczne zjawisko w polskich szkołach. Rodzice, bądźcie czujni! 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje