Reklama

Reklama

Nawet jeśli śmierć nas rozłączy

Ślub zwykło się nazywać „wejściem na nową drogę życia”. Czasem jednak ceremonia nie jest początkiem, ale końcem wspólnej wędrówki. Dzieje się tak, gdy małżeństwo zawierane jest z osobą zmarłą. Taką możliwość, przewiduje m.in. francuskie prawo.

W relacji francuskiego dziennika "Le Monde", wyglądało to tak: Julienne, ubrana w białą sukienkę, z bukietem kwiatów w dłoniach, zmierzała do ratusza w Reims. Przed budynkiem czekała już na nią grupka weselników. Były przyjazne uśmiechy, pamiątkowe zdjęcia, kurtuazyjne rozmowy. Krótkie, bo przecież zaraz trzeba było wchodzić do środka. Ceremonię zaplanowano jako ostatnią tego dnia, żeby nie wzbudzać sensacji.

Ślubu udzielił zastępca burmistrza. Mężczyzna, urzędujący drugą kadencję, prowadził już w swoim życiu wiele ceremonii, ale podczas tej nie umiał powstrzymać się od płaczu. Miejsce obok Julienne było puste. Kiedy wypowiadała formułkę o miłości, wierności, trwaniu razem w radości i biedzie, zdrowiu i chorobie, nikt jej nie odpowiadał. Jej narzeczony zmarł trzynaście miesięcy wcześniej.

Reklama

Będę o pani pamiętał

Ceremonia, w której wzięła udział Julienne, to tzw. ślub pośmiertny. Choć niektórym może wydawać się ekscentryczną nowinką, w prawie francuskim figuruje, w różnych wersjach, od ponad 200 lat. Regulacja, po raz pierwszy zapisana w Kodeksie Napoleona, szczególną popularność zyskała podczas I wojny światowej. Kobietom, które straciły na wojnie swoich narzeczonych, pozwalała nabyć prawo do renty lub emerytury po ukochanym. Otwierała też furtkę do uznania za ślubne dzieci poczętych zaraz przed wyruszeniem mężczyzny na front. Podobne rozwiązanie znajdowało się wtedy również w niemieckim prawie.

Przez lata zapomniane, pośmiertne śluby tematem publicznej debaty stały się w latach 50. Dokładniej - w 1959 roku, kiedy to, w wyniku przerwania zapory w Malpasset (region Prowansja - Alpy  - Lazurowe Wybrzeże) śmierć poniosło 425 osób. Wśród nich był André Capra, młody mężczyzna, który za piętnaście dni miał poślubić swoją narzeczoną, Irène Jodard. Kobieta postanowiła powołać się na stare prawo i zalegalizować związek.

Być może zdecydowały względy romantyczne. Prawdopodobnym jest jednak, że na decyzję  Irène  wpływ miał fakt, że kobieta spodziewała się dziecka. Posiadanie nieślubnego potomstwa we Francji lat 60. miało nie tylko obyczajowe, ale i prawne konsekwencje. W tamtych czasach nad Sekwaną dzieci z "nieprawego łoża" wciąż były traktowane inaczej niż te pochodzące z legalnych związków. 

Reaktywowanie zapomnianego przepisu nie było rzeczą łatwą - Irène o interwencję  poprosiła samego prezydenta de Gaulle’a, z którym miała okazję zamienić kilka słów, podczas jego wizyty na miejscu katastrofy. Przywódca Francji ponoć zapewnił wtedy kobietę, że "będzie o niej pamiętał". Jej postulat szybko poparła prasa. Ostatecznie zdeterminowana narzeczona na ślubnym kobiercu stanęła w 1960 roku.

Dowody miłości

W ślady Irène poszli inni zakochani. Nie jest to jednak droga łatwa. Zgodę na pośmiertny ślub wydaje prezydent Francji, a zanim to nastąpi, narzeczony lub narzeczona musi przedstawić szereg dowodów potwierdzających, że ceremonia rzeczywiście była planowana. Ich rolę mogą pełnić np. rachunki za zakup sukni ślubnej i obrączek, dokument potwierdzający rezerwację sali, czy - w przypadku osób wierzących - zaświadczenie o wygłoszeniu kościelnych zapowiedzi. Gdy do ceremonii już dojdzie, akt ślubu datowany jest na dzień przed śmiercią współmałżonka, a mąż lub żona automatycznie uzyskują status wdowca/wdowy (choć bez prawa do dziedziczenia majątku zmarłego).  Uroczystości w większości są skromne, panny i panowie młodzi dbają jednak o to, by nie stawały się "pogrzebem nr 2". Stałymi elementami są: ślubne suknie i garnitury, obrączka, a potem elegancki obiad czy kolacja.

Pośmiertne śluby to rzadkość, nic więc dziwnego, że większość tego rodzaju ceremonii opisywana jest w mediach, nierzadko również zagranicznych. Kilka lat temu głośno było o pierwszym pośmiertnym ślubie pary homoseksualnej. Związek zawarli wtedy Etienne Cardiles i jego wieloletni partner, Xavier Jugele - policjant, który zginał podczas ataku terrorystycznego.

Obecnie Francja jest jedynym w Europie krajem, w którym można poślubić zmarłą osobę. Nie jest jednak krajem jedynym na świecie. Małżeństwo z osobą zmarłą można zawrzeć w Chinach, Indiach, a w kilku przypadkach wyrażono na nie zgodę również w USA i Korei Południowej. 


Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje