Reklama

Reklama

Santo Stefano di Sessanio: Prawdziwe dolce vita!

Wyobraź sobie, że mieszkasz w niewielkim domku na wzgórzu z widokiem na górskie szczyty. Chatka otoczona jest gęstym lasem, a od średniowiecznego miasteczka dzieli cię wyłącznie wąska, wybrukowana nieregularnym kamieniem dróżka. Zamiast odgłosów ruchliwej ulicy, budzi cię śpiew ptaków i zapach kawy unoszący się z pobliskiej kawiarni. Burmistrz włoskiego Santo Stefano di Sessanio chce dopłacić chętnym na zamieszkanie w malowniczej miejscowości. Ma jednak kilka wymagań.

Santo Stefano di Sessanio to miejscowość położona w malowniczym regionie Włoch - Abruzji. Większość zabudowy pochodzi z okresu między XI a XV wiekiem. Średniowieczne budynki i zabytki architektury dodają miasteczku uroku. Obecnie nieliczni mieszkańcy (około 110 osób, które stanowią jedną dziesiątą populacji przed I wojny światowej) utrzymują się w większości z turystyki.

Przed laty kwitł tam przemysł wełniany, lecz po upowszechnieniu się materiałów syntetycznych, produkowanych na ogromną skalę, Włochom zamieszkujących Santo Stefano zabrakło pracy. Prowincja L’Aquila jest aktywnym sejsmicznie obszarem. Pojawiające się z większą częstotliwością trzęsienia ziemi pogorszyły sytuację, zmuszając mieszkańców do poszukiwania nowego miejsca do życia.

Reklama

Turyści uwielbiali przyjeżdżać do Santo Stefano. Wszystko za sprawą szwedzko-włoskiego przedsiębiorcy Daniele Kihlgrena, który odkrył niezwykły średniowieczny kompleks budynków podczas motocyklowej wycieczki. Mężczyzna kupił kilka opustoszałych domów i zamienił je w hotele, w których przyjezdni mogli poczuć się jak w tradycyjnym włoskim domu. Pomysł Kihlgrena szybko podchwycili mieszkańcy miejscowości. Zaczęli zapraszać w swoje skromne progi spragnionych nowych doznań podróżników. Pomysł świetnie się sprawdził, a borykający się z ubóstwem Włosi zaczęli zarabiać na turystyce.

Jak łatwo się domyślić, w dobie pandemii z zarobkami jest znacznie gorzej. Mieszkańcy po raz kolejny opuszczają Santo Stefano w poszukiwaniu pracy. Burmistrz Fabio Santavicca nie mógł bezczynnie przyglądać się zjawisku wyludniania miasteczka, dlatego postanowił urzeczywistnić wyjątkowy na światową skalę plan.

***Zobacz także***

Przywrócić życie w miasteczku

W Santo Stefano mieszka zaledwie kilkanaście młodych osób. Reszta skończyła już 60 rok życia. Statystyki prezentują się więc dosyć ponuro. Wyratowanie miasteczka z kłopotów demograficznych jest niemożliwe, jeśli nie osiedli się tam więcej mieszkańców w wieku produkcyjnym. Jak ściągnąć do górskiej, wiejącej pustkami mieściny, młodych i przedsiębiorczych ludzi?

Burmistrz Santo Stefano postanowił stworzyć konkurs na rezydenta. Wygrani mogą liczyć na sensowne wsparcie zarządców miejscowości. Otrzymają bowiem roczne wynagrodzenie w wysokości ośmiu tysięcy euro oraz nieruchomość, w której będą mogli zamieszkać w zamian za symboliczną opłatę. Jeśli rezydenci zdecydują się na prowadzenie własnego biznesu, dostaną od rady miasteczka niemałą zapomogę na rozruch interesu, bo aż 20 tysięcy euro.

Wszystkie warunki przeprowadzki będą na bieżąco ustalane i dostosowywane do kandydatów. Program ruszył niecały miesiąc temu, a chętnych na osiedlenie się w malowniczym włoskim Santo Stefano nie brakuje!

Idealny kandydat na rezydenta

Aplikacji spłynęło już ponad tysiąc. W zamiarze rady miasta jest wybranie z tej ogromnej liczby wyłącznie kilku osób. Preferowane z oczywistych względów są pary.

"Chcemy stopniowo zwiększać liczbę mieszkańców. Nie możemy przyjąć zbyt wielu osób, ponieważ mamy ograniczoną ilość lokali mieszkalnych" - wyznał burmistrz Santavicca w rozmowie z dziennikarzami CNN.

Kto ma więc szansę osiedlić się w Santo Stefano? Idealny kandydat powinien mieć nie mniej niż 18 i nie więcej niż 40 lat. Musi być obywatelem Unii Europejskiej, mieć prawną zgodę do zamieszkania na terenie Włoch lub być obywatelem kraju - każda z tych opcji jest dopuszczalna. Jeśli interesariusz jest Włochem, restrykcji pojawia się więcej. Powinien pochodzić z większego miasta, o liczbie ludności powyżej dwóch tysięcy, aby nie powodować kłopotów z wyludnieniem w innych częściach państwa.

Skoro nowy mieszkaniec chce skorzystać z publicznych środków pieniężnych, jest zmuszony pozostać w Santo Stefano przynajmniej pięć lat. Ten warunek jest konieczny do zrealizowania planu burmistrza i wyeliminowania z niego ochotników skoncentrowanych wyłącznie na łatwym zarobku.

Ostatnim ograniczeniem jest rodzaj działalności, jaką rezydent może prowadzić w nowym miejscu zamieszkania. Rada miasta chce, aby w Santo Stefano rozwijała się branża turystyczna. Dlatego w pierwszej kolejności rozpatrują kandydaturę przewodników, pracowników biura informacji oraz osób związanych z branżą gastronomiczną i hotelową. Dalej na liście znajdują się konserwatorzy, sklepikarze, farmaceuci i rzemieślnicy.

Chcielibyście zamieszkać w tej uroczej miejscowości?

Zobacz także:



Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy