Reklama

Reklama

Szymon Hołownia pokazał żonę

Dziennikarz opublikował zdjęcie z żoną. Do niedawna niewiele osób wiedziała o tym, że Szymon Hołownia jest po ślubie.

Ostatnie tygodnie należały do Szymona Hołowni. Dziennikarz zaskoczył wszystkich swoją decyzją o starcie w najbliższych wyborach prezydenckich. Choć początkowo wiele osób krążące pogłoski traktowało jako żart, wątpliwości rozwiał sam zainteresowany. 

O samym Hołowni do tej pory niewiele było wiadomo. Dziennikarz, choć aktywny w mediach, swojej prywatności strzeże jak mało kto. Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie wiedział, że ma żonę i córkę! Decydując się na wzięcie udziału w wyborach, Hołownia musi liczyć się z tym, że wyborcy będą chcieli go poznać od tej bardziej prywatnej strony. Najwyraźniej dziennikarz wziął to sobie do serca, bo na jego Instagramie pojawiło się zdjęcie z małżonką! 

"Przed nami, przed moją rodziną trudne (najtrudniejsze chyba), ale ważne i - wierzę - piękne pół roku. Nabieramy więc sił" - czytamy na Instagramie Szymona Hołowni.

Reklama

"Przygotowania do Świąt na finiszu, rodzice i rodzeństwo dzwonili, że są już w drodze... Tym, którzy będą mogli cieszyć się w te Święta obecnością bliskich, z całego serca całą rodziną Hołowniów życzymy by zatankowali w te dni "pod korek" światła, siły, nadziei. Tym, dla których Święta to czas w którym czują, że dla nich też "nie ma miejsca w gospodzie", by uwierzyli że są światu potrzebni jak tlen, i żeby nam wystarczyło dziś (i zawsze) uważności, aby ich dziś dostrzec i mocno przytulić. W ogóle - niech te Święta będą początkiem NOWEGO życia, w nas samych, w naszej wspólnocie! Aaaale... :) Czterdzieści parę lat żyję nad Wisłą i doskonale wiem, jak to czasem w Święta bywa. Omówimy szybko co u kogo, wszystkie remonty i choroby, i mniej więcej w drugiej godzinie zaczyna się rozmowa o polityce, która za kolejną godzinę kończy się ciocią w stanie palpitacji serca, katującą płuco na balkonie, wujkiem który wygrażając wdziewa palto i mknie sfochowany na przystanek, bo on nigdy więcej z tymi (...) do jednego stołu nie siądzie... To nie jest złe, ani nienormalne że się różnimy - przeciwnie. Ale wojny domowe? Po co - nie wiem. Spróbujcie prostej sztuczki: nie pytajcie: "za kim jesteś, jakie jest Twoje stanowisko?", ale: "o co Ci chodzi?". Nagle może okazać się, że wszystkim nam chodzi o to samo: żeby było lepiej, nie gorzej..." - kontynuuje pod zdjęciem.

Zobacz także:


Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje