Reklama

Reklama

Wyrównałam usta botoksem

​Magazyn Twój STYL zapytał dr n. med. Ninę Wiśniewską, lekarkę, która zajmuje się medycyną estetyczną, jakie zabiegi same sobie zrobiła, co się jej udało, czego nie poleca.


Twój STYL: Kiedy ostatnio robiła pani botoks?

Dr n. med. Nina Wiśniewska: Niedawno. Po dwuletniej przerwie na ciążę i karmienie.

Po co?

- Bo zobaczyłam, że czoło mi się mocno marszczy. Mam czekać, aż to się utrwali? W najgorszej sytuacji są kobiety, które przez całe życie nie robiły żadnych zabiegów medycyny estetycznej i przychodzą do mnie na likwidację zmarszczek w wieku 50-60 lat. Muszę wtedy zrobić botoks, potem wypełnianie kwasem hialuronowym, ale i tak nie ma gwarancji, czy je wygładzę. Uwielbiam botoks. Pierwszy zrobiłam sobie w wieku 28 lat.

Reklama

Nie za wcześnie?

- Za wcześnie. Powinno się go robić po trzydziestce, ale z powodu mimiki w okolicach oczu chciałam zapobiec powstaniu siateczki zmarszczek. Przy okazji sprawdziłam, czy można wstrzyknąć go mniej. Żeby twarz się ruszała, ale widoczne zmarszczki nie pogłębiały. Można. Od tamtego czasu powtarzam zabieg co kilka lat, wykonuję go też pacjentkom.

Miała pani inne kompleksy związane z urodą?

- Największym były bardzo wąskie usta. Na 23. urodziny brat dał mi w prezencie pieniądze na ich powiększenie. Zrobiłam to dyskretnie kwasem hialuronowym i... załamałam się. Bo powiększyła się też przy okazji ich asymetria, dotąd niewielka. W efekcie jedna strona podczas mówienia ruszała się bardziej. Pamiętam, jak siedziałam z mamą przed lustrem i uczyłam się mówić tak, by tego nie było widać. No i chodziłam do kolejnych lekarzy, żeby mnie ratowali. Każdy dodawał jeszcze trochę kwasu hialuronowego. Było coraz gorzej. W końcu rozpuściłam ten kwas z pomocą hialuronidazy (enzym wykorzystywany w dermatologii estetycznej - red.).

Teraz nie widzę asymetrii.

- Mój profesor podczas specjalizacji pokazał, jak rozwiązać ten problem. Wstrzyknął odrobinę botoksu przy skrzydełku nosa, w mięsień, który wpływa na pracę ust. Osłabiony, przestał ciągnąć jedną stronę ust w górę i asymetria znikła. Od tego czasu robię sobie taki zabieg co siedem miesięcy.

Czy proponuje pani to samo pacjentkom zamiast powiększania ust kwasem hialuronowym?

- Najpierw sprawdzam, czy nie mają asymetrii. Jeśli nie, mogę zrobić kwas hialuronowy. Jeżeli mają, opowiadam swoją historię. Moje doświadczenie przydało się, gdy przyszła dziewczyna po porażeniu nerwu trójdzielnego twarzy. Miała po nim specyficzny grymas ust. Próbowała zlikwidować go wypełniaczem z kwasem hialuronowym i chciała, bym wstrzyknęła go więcej. A ja wiem po sobie, że nie tędy droga. Podałam jej botoks przy nosie i pod przeciwległym kącikiem ust. To rozluźniło mięśnie, jeden puścił górę, drugi przestał ciągnąć w dół. Oczywiście efekt nie jest na stałe, znika po 4-5 miesiącach, ale dobre i to. Po zlikwidowaniu asymetrii, np. po dwóch tygodniach, można wstrzyknąć trochę kwasu hialuronowego, jeśli jest potrzeba uwypuklenia ust.

>>>Na następnej stronie przeczytasz o modnym ostatnio zabiegu  mezoterapii botoksem<<<

Co pani myśli o modnym ostatnio robieniu mezoterapii botoksem, czyli gęstym ostrzykiwaniu nim całej twarzy? Nazywają to mezobotoksem albo baby botoksem.

- Nie jestem za. Toksyna botulinowa to lek, chcę wiedzieć, w który mięsień go wstrzykuję. Wyjątkowo mogę takim delikatniejszym botoksem wygładzić zmarszczki na dolnej powiece, napiąć skórę na szyi albo na dekolcie. Ale efekt będzie widać tylko u młodych osób, np. 35-latki, która zauważyła, że dwie godziny po wstaniu z łóżka nadal ma zagięcia na dekolcie.

Czego sobie pani nie zrobi?

- Nigdy nie wypełnię kwasem hialuronowym całej bruzdy od nosa do kącików ust. Miałam to kiedyś zrobione. Przy mówieniu i uśmiechu twarz wokół ust była całkiem nieruchoma. To komiczne.

Ale co robić, jeśli ja nie chcę mieć tej bruzdy!?

- Nie trzeba wypełniać całej, wystarczy odrobina kwasu przy skrzydełkach nosa - tam, gdzie bruzda się zaczyna. Wygładzi się, ale naturalnie. Tak samo sprytnie można wyeksponować policzki, czyli podać odrobinę kwasu hialuronowego w dwa punkty na kości jarzmowej (policzkowej - red.) i poniżej. Dzięki temu policzek będzie się zaczynał wyżej. Jeśli dodatkowo wstrzyknę odrobinę kwasu hialuronowego pod kącikami ust, by nie opadały, i przy skrzydełkach nosa, by nie tworzyły się bruzdy, to już nie trzeba robić liftingu. W dojrzałym wieku można jeszcze dodać wypełniacz w trzech punktach na żuchwie. Taki kilkupunktowy lifting w najważniejszych miejscach twarzy wymyślili amerykańscy doktorzy. Obserwuję ich na Instagramie i dużo się od nich uczę.

Oni lubią przerysowywać efekty.

- Kilkupunktowy lifting jest dowodem, że wymyślają również bardzo fajne i proste zabiegi. Kiedyś dałam się namówić na powiększanie brody w stylu amerykańskim i rzeczywiście nie byłam zadowolona. Szkoleniowiec pewnej marki udowadniał, że mam nieproporcjonalną twarz - od czoła do nosa i od nosa do brody powinna być mniej więcej taka sama odległość. I "wydłużył" mi brodę, wstrzykując w nią kwas hialuronowy. Czułam się fatalnie, twarz się kompletnie zmieniła, więc zdecydowałam się rozpuścić ten kwas. Na szczęście używam tylko preparatów, których można się pozbyć albo które z czasem same znikają, więc efekty nieudane albo przerysowane są odwracalne.

Jest pani młoda, zabiegów liftingujących jeszcze pani nie wypróbowuje na sobie.

- Zaczynam od delikatniejszych. Pozostałe, na przykład odmładzające nici, przetestowałam na mamie. Dla kobiety po sześćdziesiątce to świetne rozwiązanie.

Rozmawiała Ewa Sarnowicz

---

Dr n. med. Nina Wiśniewska, dermatolog, ma 34 lata, pracuje w Wojskowym Instytucie Medycznym i Klinice Chirurgii Plastycznej i Medycyny Estetycznej Promedion w Warszawie.


Twój Styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje