Reklama

Reklama

Kopulaki. Polskie domki-grzybki z czasów PRL wciąż zadziwiają turystów!

Kopulaki są jedną z najciekawszych architektonicznych perełek PRL, które zachowały się aż do dziś. Te urocze domki-grzybki od lat zaskakują swoim nietypowym wyglądem mieszkańców Warszawy. Jak to się stało, że pojawiły się w centrum miasta?

Myśląc o budynkach, które są znakiem charakterystycznym Warszawy, większość z nas w głowie ma zapewne takie miejsca jak: Pałac Kultury i Nauki, Warsaw Spire, Centrum Nauki Kopernik lub PASTa, albo po prostu bloki z wielkiej płyty, których w całym mieście jest naprawdę sporo. 

Jednakże warszawska architektura jest o wiele ciekawsza i bardziej zróżnicowana, niż mogłoby się nam wydawać na pierwszy rzut oka. 

Składają się na nią również m.in. wielkomiejskie kamienice na Nowej Pradze, fińskie drewniane domki na Jazdowie i Bemowie, modernistyczne budynki na Saskiej Kępie czy nowoczesne apartamentowce. 

Reklama

Nie można zapominać też o tzw. kopulakach

Co to są kopulaki?

Kopulaki, czyli domki jednorodzinne przy ulicy Ustrzyckiej na warszawskim Okęciu, które za sprawą swojego oryginalnego kształtu mogą kojarzyć się z grzybkami lub wioską Smerfów, stanowią jeden z najciekawszych elementów warszawskiej architektury czasów PRL

Te urocze domki-grzybki, które od dekad fascynujące zarówno warszawiaków, jak i turystów z całego świata, którzy przyjeżdżają do stolicy, mają bardzo interesującą historię. 

Kopulaki powstały z inicjatywy Spółdzielczego Zrzeszenia Budowy Domów Jednorodzinnych "Zakątek". 

Wzniesiono je w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a dokładniej w przedziale czasowym od 1961 do 1966 roku. Za oryginalny, futurystyczny projekt odpowiedzialny był znany inżynier Andrzej Iwanicki, który zmarł w 2000 roku.

Kopulaki. Symbol luksusu czasów PRL

Jako iż architektura czasów PRL uchodziła za dość surową, modernistyczne pokryte kopułami domki były czymś nowym i na tyle fascynującym, że mało kto był w stanie przejść obok nich obojętnie. 

Niektórzy uważali je za jeden z symboli luksusów tamtych czasów. 

Zamiar był taki, aby wybudować ich około 70, jednak oczekiwania szybko zderzyły się z rzeczywistością i okazało się, że na taką liczbę nowych budynków po prostu brakuje kapitału oraz potrzebnych materiałów. 

Dlatego właśnie wzniesiono ich zaledwie dziesięć. 

Wnętrze było bardzo funkcjonalne. Znalazło się w nim miejsce dla jadalni, otwartego salonu, sypialni, kuchni i łazienki. 

Ściany ozdobiono mozaikami, a w środku każdego domku znalazło się miejsce nawet na piwnicę. 

W niektórych kopulakach znajdowało się kolejne udogodnienie dla mieszkańców w postaci garażu, a na zewnątrz wszystkich - ogrody.

Kopulaki na przekór światu. Kopułowe domki sprytnie obeszły dawne przepisy!

Przepisy budowlane z czasów PRL zakładały, że powierzchnia jednorodzinnych budynków mieszkalnych nie może być większa niż 110 metrów kwadratowych, jednak kopulakom jakimś cudem udało się je obejść. 

Jak to możliwe? Powierzchnię liczono bowiem tylko od wysokości budynku, która przekraczała 2,2 metra, jednak za sprawą odlewanych z betonu kopuł, kopulaków to nie dotyczyło. 

Oryginalne dachy dodawały wiele metrów kwadratowych tzw. powierzchni ukrytej, dzięki czemu trzykopułowe domki "na papierze" miały około 92 metrów kwadratowych, ale w rzeczywistości mogło być to nawet 127 metrów kwadratowych. 

Co dalej z kopulakami?

Niektóre kopulaki wciąż stoją i mają się dobrze, ale tylko niewielka część z nich zachowała swój pierwotny wygląd do czasów obecnych. 

Reszta już nie istnieje, "wtopiła się w nowoczesną architekturę", lub znacznie zmieniła swoją formę. 

Budynki, które wciąż wyglądają jak w czasach PRL, wpisano do Gminnej Ewidencji Zabytków.

Czytaj również:

Zielony Staw Kieżmarski bije na głowę morskie oko? 

Własny domek mobilny nad jeziorem. Jak to zrobić? 

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje