Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Ta kobieta jest jak wino

Przez nieskazitelny wygląd i chłodny profesjonalizm nazywano ją „królową lodu”. To już jednak nieaktualne. Magda Mołek płacze, myli się, a nawet przeklina. Jak wszyscy.

Trudno uwierzyć, że minęły już 22 lata od jej debiutu przed kamerą. "Zaczynałam bardzo wcześnie, można powiedzieć, że w piaskownicy", żartuje dziennikarka. Oczywiście, to lekka przesada - miała 19 lat. Pierwszą pracę podjęła w Lubinie, w Telewizji Regionalnej Zagłębia Miedziowego. Potem była reporterką w Telewizji Dolnośląskiej we Wrocławiu i prowadziła serwis informacyjny "Fakty" w TVP Wrocław.

Wiele osób pamięta ją jednak z późniejszego teleturnieju "Krzyżówka szczęścia", emitowanego w TVP Polonia. "Cudownie się tam ubierałam, prawda? I miałam zajmujące fryzury. Niesamowite, że kobieta dopiero z wiekiem robi się naturalna i ładna, a kiedy jest młoda, wygląda fatalnie. Zauważam, że 15 lat później wyglądam dużo lepiej...", tak Magda Mołek wspominała tamten okres w rozmowie z "Playboyem" w 2010 roku.

Reklama

Cóż, nie da się ukryć, że czas działa na jej korzyść - a podobno to mężczyźni starzeją się jak wino.

Jeśli chodzi o jej ścieżkę zawodową, warto odnotować jeszcze, że w 1997 roku związała się ze stacją RTL 7, gdzie prowadziła programy informacyjne, w 2001 przeszła do TV Puls, a w 2002 - do TVP.

Zwierzę telewizyjne

Delikatna, eteryczna blondynka o dziewczęcej sylwetce i łagodnym uśmiechu to tylko pozory. W rzeczywistości Magda ma silny charakter. To perfekcjonistka w każdym calu: "Jestem wobec siebie wymagająca, a - co za tym idzie - nie siedzę na kanapie ani nie odcinam kuponów od tego, kim jestem, tylko nieustannie zadaję sobie pytanie: »Czy można coś zrobić lepiej?«", mówiła w wywiadzie dla "ELLE". Zauważono to już w 2002 roku, gdy była prowadzącą programu "Kawa czy herbata?" i nagrodzono ją Wiktorem.

Profesjonalizm i trzymanie nerwów na wodzy sprawiły, że o Magdzie Mołek mówiło się "królowa lodu". Krążyły plotki, że jest zimna i nieprzystępna, że trudno ją lubić. Widać jednak, że to się zmienia. Wystarczy włączyć rano "Dzień Dobry TVN", by na własne oczy się przekonać, że potrafi się śmiać, a nawet wzruszać.

"Zyskuję przy bliższym poznaniu", mówi o sobie dziennikarka. W programie "W roli głównej", który od 8 lat prowadzi w TVN, zdarza jej się nawet płakać. Tak było np. wtedy, gdy Olivier Janiak (42) opowiadał jej o swoim dziecku. Jednak to, z czego Magda Mołek słynie najbardziej, niestety chyba nie jest dla niej powodem do radości...

Mistrzyni wpadek

Gwiazda zawsze podkreśla, jak bardzo lubi pracę przed kamerą, najlepiej na żywo: "Żaden inny program nie daje takiego spełnienia dziennikarskiego", mówi. Niestety, wiąże się też z tym, że pewnych rzeczy nie można cofnąć. Jak np. tamtej chwili w "Dzień Dobry TVN", kiedy stwierdziła, że 2,5 miliona mężczyzn w Polsce cierpi na erekcję. To była zabawna drobnostka, ale gdy poinformowała cały kraj o śmierci Nergala (39), nikomu do śmiechu już nie było (muzyk właśnie rozpoczynał trudną walkę z białaczką). Próbowała się z tego później tłumaczyć: "To była historyczna wpadka. Ale widz przed telewizorem nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w naszych głowach. Program na żywo jest trudną formułą. Jednocześnie trzeba przetwarzać wiele informacji, widzieć jakieś znaki, interpretować je, słyszeć różne sygnały. Można się pomylić".

Można próbować, ale kosztuje to sporo stresu.

Marcin Meller (48), powiedział jej kiedyś: "Ja cię obserwuję od ładnych paru lat i zastanawiam się, czy nie wysiądziesz w końcu na wrzody żołądka".

Dom to jej twierdza

W wolnym czasie Magda Mołek wspina się po górach, jeździ na nartach albo po prostu odpoczywa w domu. Strzeże swojej prywatności i nie daje wielu powodów do plotek.

Dwa razy wychodziła za mąż. Przyznała kiedyś, że trudno jej znaleźć partnera: "Mam w sobie wyidealizowany obraz mojego ojca, »wrażliwego macho«, który czyta w myślach, spełnia zachcianki, jest czujny 24 godziny na dobę".

Małżeństwo z Danielem Lewczukiem skończyło się po czterech latach w 2005 roku.

Później spotykała się z Remigiuszem Kasztelnikiem, a w 2011 roku poślubiła prawnika Macieja Taborowskiego. W tym samym roku urodził się ich synek, Henryk. Chłopczyk skończył już 5 lat. Mama skutecznie chroni go przed paparazzi. "Kiedy wychodzę z pracy, jestem zwyczajną kobietą, która chce iść na zakupy albo na spacer z dzieckiem", podkreśla.

Marta Uler

SHOW 3/2017


Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy