Reklama

Reklama

Łatwiej by wybaczały, gdyby zdradzali je z kobietami

Zdjęcie ilustracyjne /123RF/PICSEL

​- Co rodzina powie na to, że wybrał faceta zamiast kobiety? Łatwiej by mu wybaczyli, gdyby zdradził żonę z kobietą niżeli z mężczyzną. To też niepewność, czy uda mu się zbudować trwałą relację z ukochanym mężczyzną, bo fascynacja seksualna mija i co potem? Czy dzieci się nie odwrócą? Czy mu to wybaczą? Czy żona mu wybaczy? - o małżeństwach, które zawierają homoseksualni mężczyźni z heteroseksualnymi kobietami, opowiada dziennikarka Maria Mamczur, autorka książki "Żony gejów".

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: Jestem przyzwyczajona do tego, żeby rozmawiać z ludźmi oko w oko. Ty pewnie też. Ale nie wszyscy bohaterowie twojej książki byli w stanie rozmawiać z tobą bezpośrednio. Jak to jest, kiedy musisz zdobyć zaufanie rozmówcy, a narzędzia, którymi dysponujesz, mają jednak pod tym względem swoje wady?

Maria Mamczur: To były bardzo trudne rozmowy, niektóre telefoniczne, niektóre przez Skype’a, Messengera na Facebooku, inne mejlowe. Część moich rozmówców chciała zachować incognito maksymalne, tak bardzo bali się ujawnić. Na przykład na Messengerze rozmawiałam z mężczyzną, który zalogował się na anonimowe konto swojej żony. Ale przynajmniej słyszałam jego głos i słyszałam w tym głosie emocje. To bardzo trudne dla reportażysty, który obserwuje, dla którego ważny jest bezpośredni kontakt z człowiekiem, bo wiele można wyczytać z zachowania i mowy niewerbalnej. Przy tej książce budowanie intymności i zaufania następowało stopniowo, czasami z mejla na mejl. Pomocne były moje dociekliwe pytania, które odmykały drzwi do innych historii, a czasami to, że pozwalałam im się wypowiedzieć i dałam odczuć, że im ufam.

Reklama

Można pomyśleć, sugerując się tytułem, że książka została napisana tylko z jednej strony, że są to tylko historie kobiet, które zostały żonami gejów. Ale jest ona rzetelna, bo dopuściłaś do głosu również homoseksualistów, którzy się ożenili z kobietami, oraz ekspertów, którzy się do tego ustosunkowali.

- Bardzo dziękuję moim rozmówcom, którzy zdecydowali się opowiedzieć o swoich przeżyciach i cholernie trudnych emocjach. Ciekawa rzecz wydarzyła się pod koniec pisania książki. Dostawałam informacje zwrotne, że te rozmowy podziałały na moich bohaterów terapeutycznie, bo pewne rzeczy określili, o pewnych powiedzieli, inne się uwolniły. To był taki bonus.

Aby uświadomić sobie, ile osób może być w takiej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie książki, dobrze jest sięgnąć do cytowanych w książce statystyk. I tak: "Marcin Dzierżanowski, prezes Fundacji Wiara i Tęcza, powołując się na szacunki ekspertów, twierdzi, że około 4-10 procent populacji to osoby LGBT, w tym osoby homoseksualne. Jak podaje GUS, populacja w Polsce według stanu z 8 października 2019 roku wynosiła 37 749 189 osób. Jeśli przyjmiemy, że osoby homoseksualne stanowią około 4 procent społeczeństwa, to okazuje się, że w Polsce żyje ponad półtora miliona (1 510 000) osób homoseksualnych. Z badań profesora Zbigniewa Izdebskiego wynika z kolei, że 48 procent gejów w wieku do lat 50 pozostawało w związkach z kobietami. Zatem takich niedobranych par szacunkowo jest w naszym kraju 724 800". Jak myślisz, na ile te liczby są prawdziwe i gdzie ewentualnie mogą w tych statystykach pojawić się błędy?

- Trudno jest to dokładnie oszacować, natomiast nie jest to 5 czy 10 osób, to nie jest sprawa marginalna, tylko dotyczy dużej części naszego społeczeństwa. O wielu takich historiach nie wiemy, wiele takich dramatów rozgrywa się w czterech ścianach. Zresztą wystarczy zrobić prosty test: zapytać w grupie znajomych, czy ktoś słyszał o małżeństwie heteroseksualnej kobiety z homoseksualnym mężczyzną i się okaże, że w każdej takiej grupie ktoś słyszał, ktoś wiedział, ktoś przypuszczał.

Natknęłaś się na ten temat, bo twój przyjaciel pośrednio znalazł się w takiej sytuacji.

- Tak, mój przyjaciel, który często mi się zwierza, jakiś czas temu zadzwonił do mnie przerażony. Spotkał się kiedyś na kawie z poznanym na czacie gejem. Nie wiedział, że jest żonaty, bo z zasady nie spotyka się z żonatymi. Po jakimś czasie okazało się, że żona tego geja znalazła ich esemesy i innych mężczyzn również. Był to dla niej szok. W amoku zaczęła do nich dzwonić. Szantażowała, groziła, że zabije mojego przyjaciela, że zabije męża, ale najpierw zabije siebie. Więc on dzwoni do mnie i pyta się, co ma robić. Podpowiedziałam mu, żeby ją potraktował życzliwie, że może jej wysłuchać, skierować do poradni, do odpowiedniego terapeuty, np. do stowarzyszenia Lambda, które pomaga osobom w trudnej sytuacji życiowej ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową. Pomyślałam, że sama chciałabym z nią porozmawiać. Dla mnie też to był szok, bo słyszało się na przykład o wybitnych twórcach, którzy żyli w trójkątach homo-heteroseksualnych i wcale nie byli biseksualistami, tylko ukrywającymi się gejami. A tu okazało się, że jest taka... zwykła sytuacja.

- W końcu trafiłam do tej kobiety. Na początku nie chciała rozmawiać. To było dla niej strasznie bolesne przeżycie. Czuła się nie tylko zdradzona i oszukana, ale przede wszystkim potwornie upokorzona. To poczucie upokorzenia i wstydu dominuje w relacjach kobiet. W relacjach mężczyzn, ich mężów, też jest poczucie wstydu, ale dominantą jest poczucie winy i braku samoakceptacji. To cały czas ich drąży. Potem nastąpił efekt kuli śniegowej, bo najpierw opowiadała mi ona, potem jej mąż, który w tym czasie był w Irlandii. Rozmawialiśmy przez Skype’a wiele godzin. Odkrywał się warstwa po warstwie, bo od dawna trwał w procesie samooszukiwania i oszukiwania innych. W czasie rozmów ze mną wiele mu się przypominało, na przykład rozmowa z psychologiem z młodzieżowego telefonu zaufania, któremu zwierzył się, że podobają mu się chłopcy. Ten psycholog powiedział najpierw: "No, to normalne, w twoim wieku dziewczynkom podobają się dziewczynki, a chłopcom chłopcy, to jest okres dojrzewania", ale kiedy on uściślił: "O nie, mi się o wiele bardziej podobają chłopcy", psycholog na to odparł: "Och, to źle, to bardzo źle". To, co potem stało się z tym chłopakiem, jak wypierał swoją homoseksualność − to są piętrowe historie, a dokopać się do ich jądra jest bardzo trudno, bo ci ludzie często sami zamrażają swoje emocje i nie są w kontakcie z własnym ja.

Żony gejów, kiedy analizują lata swojego małżeństwa, uświadamiają sobie, że widziały pewnego rodzaju symptomy mogące świadczyć o tym, że mężowie je zdradzają, oczywiście myślały, że z kobietami. Potem dopiero zaczynają się zastanawiać, że w zasadzie to nigdy nie były zazdrosne o żadną kobietę, za to o przyjaciół, o chłopaków, z którymi oni wyjeżdżali "na ryby" i którym poświęcali dużo czasu. Każda z tych historii jest bardzo inna, ale czy symptomy, na które one zwracały uwagę, mają jakieś punkty wspólne?

- Trudno jest powiedzieć, bo wszystkie historie są naprawdę różne. Przypomina mi się teraz rozmowa z profesorem Izdebskim, który mówił, że dopóki testosteron jest na wysokim poziomie, mężczyzna homoseksualny może czuć pociąg też do kobiety, nie będąc biseksualnym, i może uprawiać z nią seks. Problem się zaczyna, kiedy poziom testosteronu się obniża. Jeden z moich bohaterów mówił, że kochając się z żoną, wyobrażał sobie mężczyznę. Nigdy jej o tym nie powiedział. Czy ona miała prawo podejrzewać, że miał takie "bogate życie wewnętrzne"? Pewnie nie, bo był dobry, kochający, czuły, mówił komplementy. Dla tych kobiet często miłość to nie głównie seks, ale przede wszystkim ciepło, serdeczność, przyjaźń, intymność. Na podstawie tej intymności budowały mocny związek i dlatego być może czuły się tak bardzo zdradzone, gdy okazało się, że ta intymność był fałszywa, okłamana.

Nie można jednak powiedzieć, że wszystkie zostały oszukane. Niektóre z nich godziły się na pewnego rodzaju układ, tylko ten układ potem przestał być wystarczający.

- Staje się tak, kiedy pojawiają się pytania: "Dlaczego nie jestem dla niego atrakcyjna? Czy jestem za chuda, za gruba, za brzydka?". Kobiety znajdują masę powodów, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego on jej nie chce w łóżku. Jedna z moich bohaterek mówiła: w sypialni było źle, zimno, ale w kuchni i w salonie było wspaniale. Homoseksualiści to często świetni ojcowie i partnerzy, bardzo zaradni. Poza tym - na co zwracali uwagę moi bohaterowie − oni często z poczucia winy byli bardzo spolegliwi wobec swoich kobiet. Potem do głosu dochodzi natura. Często dzieje się to w okresie wczesnej dojrzałości, czyli w wieku około 40 lat, kiedy człowiek ogląda się za siebie i myśli: "Czy to już będzie tak zawsze? Czy nie będę spełniony całkowicie?". Zaczyna się szukanie innych rozwiązań.

- A co wtedy robią kobiety? Jedna decyduje się na rozwód i przekreśla wszystko, inna jest w amoku i najchętniej by zabiła (ale nie zabija oczywiście), a inna zaczyna analizować, co się stanie, jeśli zdecyduje się na rozwód, straci dom, stabilną rodzinę, męża, który był jej przyjacielem i ją wspierał... Ona wtedy też podejmuje decyzję. Jedna nie chce tego ciągnąć, inna z kolei idzie na układ. I ten układ też jest dla niej w pewnym sensie niszczący. Nie ma tu dobrych rozwiązań. Nie można również zakładać, że moje bohaterki wiedziały, że ich ukochany mężczyzna jest homoseksualny. Zwykle zaczęły to podejrzewać po jakimś czasie, kiedy już były dzieci, wspólny kredyt, dom, gospodarstwo, potrzeby. Wtedy zaczęło się staczanie po równi pochyłej.

Dlaczego homoseksualiści szukają "parawanów" - czytaj na kolejnej stronie >>>

Twoje rozmówczynie z jednej strony mówią o sobie, że są ofiarami, ale z drugiej strony biorą na siebie dużo winy. Silnie to wybrzmiewa, że szukają tej winy w sobie. Wszyscy twoi bohaterowie są osobami bardzo wrażliwymi. Może jest tu jakaś prawidłowość, że mężczyźni homoseksualni trafiają na takie kobiety, bo one też szukają wrażliwości, ciepła, bardziej im zależy na miłości niż na fizyczności. Wiele z nich podkreśla, że na początku im to nie przeszkadzało. I mimo że czują się ofiarami, to czują się takimi ofiarami-sprawcami.

- To jest bardzo ciekawe i wiąże się z dwiema sprawami, moim osobistym zdaniem. Z jednej strony geje, z którymi rozmawiałam, są niesamowicie empatyczni. To prawda. Ale ich empatia często jest rodzajem mechanizmu obronnego, próbą wyczytywania z zachowań innych, ich gestów, mimiki, czy mogę czuć się w tym układzie bezpiecznie. Ponieważ ukrywali swoją homoseksualność, wytworzyła się u nich empatia, która pozwala bezbłędnie odczytać, która osoba będzie bardziej podatna na taki związek.

- Z kolei kobiety w samoocenach są okrutne dla siebie. Też się zastanawiałam dlaczego. Wydaje mi się, że to jest związane z tradycyjnym modelem kobiecości popularnym w naszym kraju. Bo jeśli mężczyzna znalazł sobie inną kobietę, to mówi się, że ta zostawiona nie dała mu tego, co znalazł u tej drugiej. Jeśli mężczyzna znalazł innego mężczyznę, to znaczy, że jego żona czy partnerka była niewystarczająco kobieca, niewystarczająco dobra, może zupa była za słona, a może jeszcze coś innego. W naszej kulturze wymaga się od kobiety, aby to ona była odpowiedzialna za zainteresowanie sobą mężczyzny, za jego zachowanie.

Dlaczego homoseksualiści szukają - jak to określają - parawanów? I to nie ludzie z małych miejscowości, jak można by się spodziewać, albo tacy, którym ten parawan był w zasadzie niepotrzebny.

- To są osoby z różnych środowisk, unikałabym generalizacji, bo to jest dla nich krzywdzące, a nawet stygmatyzujące. Często tak bardzo chcą się dostosować do stawianych im wymagań, do presji społecznej i rodzinnej, że zaczynają myśleć tak: skoro ta kobieta mi się podoba (bo to nie jest tak, że gejowi kobieta się nie podoba), seks z nią jest możliwy, ma fajne cechy charakteru, to jeśli z nią będę, razem popchniemy ten wózek i jakoś to będzie. Może nie będzie tak super, jak się czyta czy ogląda w filmach, ale zbudujemy dobry związek oparty na przyjaźni. Takie są wyobrażenia, a potem przychodzi rzeczywistość, która to weryfikuje.

- Jeden z moich rozmówców, 28-letni gej, stwierdził, że chce znaleźć kobietę, która będzie wiedziała, że jest gejem, ale z którą założy rodzinę. Osoby, które przeczytały książkę, ten fakt bardzo dziwi. Wyobrażały sobie, że środowisko LGBT, zwłaszcza środowisko homoseksualne, jest nastawione na przygodę, na niezobowiązujący seks, że ich relacje są płytkie, a tu geje mówią, że marzą o takiej tradycyjnej rodzinie, gdzie są dzieci, wspólne święta, rytuały rodzinne. Dlatego wiążą się z kobietami, bo nie mogą zrealizować tego w inny sposób.

Jak dzieci funkcjonują w takich rodzinach?

- To jest bardzo trudne − i dla dzieci, i dla matki, i dla ojca. Mój rozmówca, terapeuta Paweł Kurczak mówił, że często tacy rodzice na rozdrożu pytają, jak rozmawiać z dziećmi. Oczywiście zależy to od wieku dzieci. Małe dzieci często przyjmują naturalnie fakt, że tata odchodzi i będzie miał inną rodzinę, ale nie zawsze się tak dzieje. W książce opisuję historię dziewczyny z trójką dzieci. Mąż ich zostawił i związał się ze swoim partnerem, ale przed dziećmi ciągle udaje, że wychodzi do pracy na dwie zmiany. Nie miał odwagi powiedzieć im prawdy.

- Takie rodziny często żyją w jakimś zawieszeniu. Wszystko zależy od wzajemnych relacji, jak i co zrobią dalej, czy przygotują dzieci na takie informacje, czy też będą je rozgrywać przeciw sobie. Te historie są naprawdę bardzo bolesne i wielowątkowe. Już po napisaniu książki mój przyjaciel - ten, od którego się wszystko zaczęło - wyznał mi, że dzięki rozmowie ze mną zdał sobie sprawę, że jego ojciec prawdopodobnie też był gejem. Wyjeżdżał na ryby z jakimś wujkiem, znajomym, z którym bardzo silnie był związany. Emocje ojca były tak trudne do udźwignięcia, że pojawiło się destrukcyjne picie alkoholu, a potem konflikty i piekło rodzinne.

Mogłoby się zdawać, że coming out powinien dać gejom ulgę, oczyszczenie. Ale nie daje. Z wielu powodów, chociażby z uwagi na wyrzuty sumienia wobec swojej żony. Przychodzą wtedy inne strachy. Jakie?

- To jest lęk przed utratą wszystkiego, co się zbudowało. To są stracone złudzenia, bo on się też łudził, zakładając rodzinę, że wszystko będzie dobrze. Ale w Polsce przede wszystkim to jest wielki strach przed odrzuceniem. Co rodzina powie na to, że wybrał faceta zamiast kobiety? Łatwiej by mu wybaczyli, gdyby zdradził żonę z kobietą niżeli z mężczyzną. To też niepewność, czy uda mu się zbudować trwałą relację z ukochanym mężczyzną, bo fascynacja seksualna mija i co potem? Czy dzieci się nie odwrócą? Czy mu to wybaczą? Czy żona mu wybaczy? A jeszcze jest dodatkowy aspekt: on ciągle czuje się związany z żoną, jest o nią zazdrosny, kiedy ona próbuje zbudować inną relację, jest po prostu wściekły, że ona ma innego mężczyznę. Te więzi cały czas się kurczą, ale nadal są i nie ma dobrego rozwiązania.

- Jeden z moich bohaterów miał taki pomysł, żeby stworzyć biały związek z dziewczyną od początku świadomą jego orientacji. Byliby parą, małżeństwem, mogliby nawet postarać się o dziecko. Po naszych wielomiesięcznych rozmowach, tuż przed wysyłaniem książki do wydawnictwa napisał mi, że podczas tych rozmów uświadomił sobie, że nie może tego robić. Podjął decyzję, która będzie dobra dla niego i dla innych. I właśnie o to chodzi, tak jak mówiłam na początku − moi bohaterowie opowiadali o swoich problemach, wierząc, że to ustrzeże innych przed podejmowaniem błędnych decyzji, jakie podjęli oni, bo to jest często droga donikąd, destrukcja. Ci ludzie uciekają w alkohol, wstępują do sekt, zawierają przypadkowe znajomości i nigdy nie jest to takie, jakie mogłoby być, gdyby relacje budowane były prawidłowo.

Co powinna zrobić kobieta, która podejrzewa, że jej mąż jest gejem - czytaj na kolejnej stronie >>>

Co mają robić kobiety, które podejrzewają, że ich mężowe są homoseksualni, zaczynają odbierać jakieś sygnały? Gdzie się zgłosić, co z tym zrobić?

- Najlepiej do seksuologa albo do poradni, która się zajmuje takimi problemami. Seksuolodzy - rozmawiałam z dwoma wybitnymi ekspertami, bo i z profesorem Izdebskim i profesorem Lwem-Starowiczem - mają często do czynienia z takimi parami. Przychodzi kobieta, która podejrzewa, że mąż jest homoseksualny, i pyta, co dalej z tym zrobić. Głęboka psychoterapia nie zawsze jest potrzebna, czasami wystarczy temat przegadać, można wtedy pewne rzeczy ustalić. Wybór jest oczywiście po stronie ich dwojga: czy zostajemy w tym związku, ale tworzymy układ otwarty, czy też rozstajemy się, ale staramy się zachować dobre relacje zwłaszcza ze względu na dzieci, które mają oboje rodziców i chcą ich dalej mieć.

Z punktu widzenia żony i historii, które poznałaś, jak myślisz, które rozwiązanie jest lepsze: zamknięcie relacji i próba zbudowania sobie życia na nowo czy też utrzymanie związku w innym wydaniu, dla dobra dzieci, akceptacji - zazwyczaj partnera, kiedy się taki pojawi. A trzeba podkreślić, że ci partnerzy są zazwyczaj długoletni, poważni. Bardzo rzadko się zdarza, że decydują się na coming out dla przygodnej miłości.

- Wydaje mi się, że nie ma jednej recepty. To wszystko zależy od relacji, która została zbudowana, od pewnego bilansu, też od dojrzałości partnerów. Żadne rozwiązanie nie jest w stu procentach odpowiednie. Jest taka faza po coming oucie (psychologowie zaobserwowali, że trwa trzy lata), kiedy trzeba się z tym uporać. Zachodzą wtedy różne procesy psychiczne. Człowiek cały czas się miota. Mężczyzna, który dokonuje coming outu, czuje, że w końcu jest wolny. Patrzy odważnie w przyszłość, od teraz żyje w zgodzie sam z sobą, jego życie się zmieni, będzie taki, jak zawsze chciał być, będzie mógł robić to, co zawsze chciał robić. A w tym czasie kobieta cały czas drepcze w kółko i zastanawia się, o co tu w ogóle chodzi.

I co zrobiła źle.

- Tak. Po trzech latach ta sytuacja zaczyna się normalizować. Ona się zaczyna z tym godzić i dopiero wtedy jest szansa, że może zbudować nowy związek. Ważną sprawę zauważył psychoterapeuta Paweł Kurczak: gej do coming outu przez jakiś czas dojrzewa, a kobieta w jednej chwili dowiaduje się, co się dzieje. Nie ma tego czasu, który miał dla siebie jej partner. Musi trochę minąć, żeby spojrzała na sytuację racjonalnie, ale nie każdy jest w stanie to zrobić. Bo to są ogromnie silne emocje! A jeśli związek był symbiotyczny - czyli taki, w którym ludzi w pewnym momencie połączyła ich tajemnica, stali się dla siebie całym światem − to wtedy wali się całe ich życie.

Kiedy analizowałaś anonse towarzyskie na portalach gejowskich, zauważyłaś, że nawet 40 ogłoszeń w ciągu jednego dnia to chęć spotkania z żonatym facetem albo z księdzem, głównie na seks. Dlaczego?

- Dlatego, że w tych dwóch przypadkach zachowanie tajemnicy jest gwarantowane. Ani żonaty gej, ani ksiądz nie będą się obnosić z relacją homoseksualną.

Książka jest już dostępna jako e-book, a od 20 maja w wersji papierowej. Jak została przyjęta i czy to przyjęcie było zgodnie z twoimi intencjami? Coś cię zaskoczyło?

- Na razie mam raczej pozytywne sygnały. Zadziwiło mnie na przykład, że odezwało się do mnie kilku znajomych, którzy przeżyli takie sytuacje. Zaczęli opisywać, co się z nimi działo, kiedy byli w takim związku. Czytałam też recenzje mojej książki na Lubimyczytać.pl i jedna dała mi dużo do myślenia. Jakaś kobieta bardzo ostro atakowała kobiety, które zdecydowały się na związek z gejem, nie wiedząc, że nim jest. Zastanawiałam się, co się w niej obudziło, co w niej takiego tkwiło, że poczuła niemal nienawiść do tych kobiet.

Zwróciło moją uwagę, że tym, co łączy wszystkie opisane historie, jest ogromny smutek. I to nie jest smutek tylko żon gejów, ale wszystkich osób, jakie się w tych historiach pojawiają. Jesteśmy tak dalecy od otwartości...

- Uważam, że w takim związku oboje − i ona, i on − są godni współczucia, bo oboje przeżywają potworny dramat. Zamiast oceniać czy nienawidzić, powinniśmy starać się zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Ile w nas, w społeczeństwie jest winy, że ci ludzie muszą się ukrywać, szukać jakiegoś parawanu, czasami nawet nie całkiem świadomie uciekać w dysocjację osobowości.

Zwykle czytam w książkach podziękowania, bo lubię się czegoś dowiedzieć też o ich autorach. W twoich znalazły się słowa uznania dla twojego partnera za to, że w trakcie pracy nad książką przyjął na siebie część towarzyszących ci emocji. Jak sobie z nimi radziłaś?

- To były bardzo silne emocje i faktycznie czasami musiałam je przegadać z moim partnerem, opowiedzieć o nich. W naszym zawodzie jest tak, że jeśli człowiek ma empatię (na szczęście ją mam), chłonie jak gąbka wszystkie emocje drugiej strony. Jeśli kobieta mi pisze, że ma w żyłach popiół zamiast krwi, dobrze wiem, co czuje. Jeśli rozmawiam z mężczyzną przez Messenger i jego głos się łamie, bo wyrywa wszystko z siebie, płacze i mówi, że nie wie, czy wytrzyma, czy nie podejmie trzeciej próby samobójczej, potem naprawdę trudno mi wstać, otrzepać się i pójść z pieskiem na spacer. To wszystko przygniata.

Oprócz tego, że jesteś dziennikarką, jesteś też malarką. Inne emocje przelewasz na papier, a inne na płótno?

- Przez ponad rok, gdy pisałam książkę, nie malowałam. To są zupełnie inne strefy postrzegania, odczuwania. Kiedy maluję, bardziej medytuję,  jestem jakby w innym świecie. Towarzyszy mi inna energia, bardzo silna, ekspresyjna. Gdy pisałam, przez długi czas byłam monotematyczna. Trudno było przestać myśleć o moich rozmówcach do tego stopnia, że przy łóżku położyłam sobie notes i długopis. Kiedy nie mogłam zasnąć, po prostu robiłam notatki. Zapisywałam swoje przemyślenia, o co warto jeszcze zapytać, czy coś warto drążyć albo w jaki sposób przekazać pewne treści.

Te notatki znakomicie uzupełniły twoją książkę, wniosły pewnego rodzaju oddech i stworzyły szansę na nabranie dystansu, dały wyciszenie po każdej historii o dużym ładunku emocjonalnym.  

- Jedyna metoda to pisać o tym. Ma się wtedy poczucie pewnej misji. Bo jeśli ci ludzie podzielili się ze mną czymś bardzo ważnym, dali mi kawał siebie, sięgnęli do bardzo głębokich stref swojej osobowości, a ja mogę to spisać, to może ci, którzy to przeczytają (a przynajmniej część z nich), przestaną brać kamień do ręki i ich oceniać, rozliczać. Czy to jest takie ważne, kto jest gejem, kto hetero, a kto transseksualny albo ma jakąś inną orientację? Ważne jest, jakim jest człowiekiem, że potrafi kochać, że jest dobry, czuły, uczciwy. Ale może to taki mój idealizm reporterski. Mam nadzieję, że choć kilka osób czytając moją książkę i zastanawiając się nad sobą, podejmie właściwe decyzje i nie powtórzy dramatycznych losów moich bohaterów.

Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska

***

#POMAGAMINTERIA

Fundacja Centaurus - największy w Europie azyl dla koni walczy o przetrwanie swoje oraz podopiecznych. Z powodu epidemii COVID z dotacji wycofują się kolejne upadające firmy i tracący pracę darczyńcy. Na to wszystko nakłada się susza, która spowodowała dwukrotny wzrost cen siana. Sytuacja jeszcze nigdy nie była tak dramatyczna. Organizacja walczy o swoje być albo nie być. Pomóż i ocal setki zwierząt od śmierci! Sprawdź szczegóły >>>

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy