Reklama

Reklama

Thomas Erikson: Musimy ze sobą więcej rozmawiać

Komunikacja w naszych czasach, najczęściej za pomocą telefonów komórkowych, jest bardzo jednostronna. Przekazujemy, ale nie słuchamy - mówi Thomas Erikson, autor między innymi książki "Mój szef jest idiotą". - Musimy ze sobą więcej rozmawiać, ale też musimy się więcej słuchać.

Thomas Erikson to szwedzki pisarz, psycholog komunikacji społecznej, behawiorysta i trener personalny. Twórca serii kryminalnej o behawioryście Aleksie Kingu, w ramach której powstało m.in. "Złudzenie" czy "Okrucieństwo". Jego oryginalny, pozwalający usprawnić komunikację przewodnik po ludzkich charakterach "Otoczeni przez idiotów" w samej tylko Szwecji sprzedał się w 100 tysiącach egzemplarzy. W Polsce ukazały się jeszcze "Otoczeni przez psychopatów" i "Mój szef jest idiotą".

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: Na jakie kolory dzielimy typy osobowości według teorii Williama Moultona Marstona, z której korzysta pan w swoich poradnikach?

Reklama

Thomas Erikson: - Czerwony, żółty, zielony i niebieski. Można powiedzieć, że te cztery kolory służą do tworzenia innych kolorów. Możemy to odnieść do przepisu kulinarnego, w którym mamy cztery składniki. Z tych składników możemy stworzyć jakieś danie. Ale za każdym razem otrzymamy inne, stosując równe proporcje poszczególnych składników. Podstawą jest jednak to, żeby wiedzieć, co się stanie, jeśli użyje się za dużo lub za mało któregoś z nich.

Jeśli ktoś jest przede wszystkim czerwony, to czego możemy się po nim spodziewać?

- Kolor czerwony to dominacja, siła, szybkość.

Żółty?

- Wieczny optymista. Osoba, która się cieszy z tego, że świeci słońce, że jesteśmy tutaj, a nie gdzie indziej. Zawsze jest zadowolona.

Zielony?

- Stabilność, umiar, dobre relacje z innymi, żadnych zmian, cały czas pozytywnie.

I wreszcie niebieski...

- Poważna mina, odniesienie tylko do faktów, żadnych pobocznych wątków, ścisła analiza, kamienna twarz.

"Nie rozmawiam z tobą, czekam na twój raport".

- Najlepiej pisany!

Muszę tutaj trochę ukryć swoje prawdziwe ja, bo wedle tej teorii jest we mnie znaczna przewaga żółtego, a żółci podobno nie potrafią słuchać.

- Jeśli w jednej sali spotkają się dwie osoby żółte, to jedna z nich powinna ją opuścić, bo nigdy się nie porozumieją. (śmiech)

- A poważnie, to podczas takich spotkań żółty musi się dostosować do swojego rozmówcy, żeby mógł zostać nawiązany dialog i robi to. Ich spotkanie musi być pretekstem do zmiany jego zachowania.

Ten dialog jest ważny, a w czasach, w których żyjemy rozmowa zdaje się umierać.

- Całkowicie się z panią zgadzam. Musimy ze sobą więcej rozmawiać, ale też musimy się więcej słuchać. Komunikacja w naszych czasach, najczęściej za pomocą telefonów komórkowych, jest bardzo jednostronna. Przekazujemy, ale nie słuchamy.

Przez smartfony stajemy się jakimiś odrębnymi jednostkami informacyjnymi - ludzie nie patrzą na siebie w tramwaju, nie rozmawiają ze sobą na ulicy - tak jest tylko w Polsce, czy już cały świat tak funkcjonuje?

- Na uniwersytecie w Minnesocie od 2000 roku prowadzone są badania stopnia empatii, jaką ludzie się wzajemnie obdarzają. Od początku tego badania, przez 18 lat, poziom empatii spadł o 40 procent. Najbardziej gwałtowny jej spadek nastąpił w momencie, gdy do powszechnego użycia weszły smartfony.

Mamy szanse na uratowanie tej naszej komunikacji?

- Pierwszym krokiem jest zdanie sobie w ogóle sprawy z tego, że ten problem istnieje. Szczególnie dużą wagę należy przywiązywać do komunikacji ludzi młodych - oni patrzą na osoby starsze i widzą że komunikują się za pośrednictwem smartfonów. Nie to, że nie chcą się komunikować w normalny sposób, tylko nie wiedzą, jak to robić. Naszym zadaniem jest nauczenie ich tego. Powrót do tych form dialogu, które były kiedyś. Musimy to zrobić, bo za jedno czy dwa pokolenia już te sposoby nie będą znane.

Gdzie szukać idiotów - czytaj na następnej stronie >>>

Najnowsza pana książka w języku polskim nosi tytuł "Mój szef jest idiotą". Czytając ją odniosłam wrażenie, że łatwo jest szukać rzeczonego idioty w innych, a mnie ta książka skłoniła przede wszystkim do szukania idioty w sobie.

- Przede wszystkim trzeba ocenić, jakimi jesteśmy komunikatorami: dobrymi czy złymi. Zdać sobie sprawę ze swoich słabych stron - zarówno w komunikacji domowej, jak i szef - pracownik oraz pracownik - szef. Bez tej świadomości nie będzie możliwa zmiana tego stanu rzeczy. Szczególnie ważne jest to, żeby zrezygnować z nastawienia: "Ja jestem super, to wszyscy inni są idiotami; ja zawsze mam rację, inni nigdy". Można to porównać do tego dowcipu, kiedy mężczyzna jadący autostradą pod prąd słyszy w radiu komunikat informujący o tym fakcie, rozgląda się i mówi: "Jaki jeden? Przecież są ich tu tysiące!".

Jakie plusy i musi mają szefowie z przewagami poszczególnych kolorów?

- Jeśli jest się czerwonym, można od razu o sobie wiedzieć, że jest się zdecydowanym, cały czas do przodu, po trupach do celu. Jeśli jest się szefem w kolorze żółtym, jest się bardzo miłym w stosunku do współpracowników, ale zapomina się o pewnych rzeczach, jest się niechlujnym, nie trzyma się procedur. Jeśli jest się zielonym, jest się bardzo odpowiedzialnym, solidnym, natomiast jest się szefem, który boi się konfliktów i to nie jest dobre. Z kolei niebieski to osoba, która wszystko bardzo dokładnie analizuje, chce wszystko sprawdzić w najmniejszym detalu, ale to wszystko odbywa się za wolno. Właściwie podstawą dla dobrego szefa jest samoświadomość tego, do jakiego koloru się należy.

A może najlepszy szef to po prostu kameleon, który dostosowuje kolor do warunków, w jakich się znalazł?

- Porównanie do kameleona byłoby bardzo trafne. Tylko problem polega na tym, że takich ludzi nie ma. A bardzo ułatwiłoby to życie.

Coraz więcej z nas pracuje w przestrzeni open space - czy takie mieszanie kolorów jest dla nas dobre?

- W tym kontekście musimy rozpatrywać stosunek introwersji do ekstrawersji. Czerwony i żółty to ekstrawertyczne, a niebieski i zielony - introwertyczne kolory. Pierwsze uwielbiają open space, a drudzy ich nienawidzą. Czują się w ich niekomfortowo, wolą siedzieć w słuchawkach, żeby nie słyszeć tego całego szumu. Zawsze będą kompletnie wyalienowani, nie będą w stanie nawiązać kontaktu z pozostałymi. Uznają, że są otoczeni przez idiotów. I tu chciałbym zaznaczyć, że faktycznie w tym kontekście niektórzy ludzie są otoczeni przez większą ilość idiotów niż inni.

Czy pracownicy w różnych krajach różnią się kolorami? Można powiedzieć, że Polacy są bardziej żółci, czy też bardziej niebiescy?

- To typowe pytanie, które dostaję przynajmniej raz w tygodniu.

A tak bardzo się starałam takich uniknąć...

- Ale ono jest bardzo dobre, to bardzo interesujące zagadnienie. Szwedom przypisywany jest kolor zielony. Oni zawsze dążą do konsensusu, do zgody, żeby być w dobrych relacjach z innymi. Wystarczy pojechać do sąsiedniej Finlandii, żeby przekonać się, że ludzie są tam zgoła inni. Poukładani, mało dostępni, bardzo małomówni, kiedy o czymś decydują, od razu przystępują do działania i nie oczekują od innych dłuższego dialogu. Mimo, że te kraje ze sobą graniczą, różnica jest diametralna. Jeśli pojedzie się z kolei do Niemiec, przekonamy się, że Niemcy są poukładani, porządni i wszystko musi u nich chodzić jak w zegarku. W Stanach Zjednoczonych wszyscy uważają się za gwiazdy, są najlepsi we wszystkim i nie mają żadnych problemów. Ale takie przypisywanie różnym nacjom tych kolorów jest pewnego rodzaju filtrem, które na nie nakładamy, w rzeczywistości zależy to od poszczególnych obywateli. Na podstawie ankiet, które wypełniło 50 milionów ludzi ze stu krajów świata, w 48 językach, okazuje się, że ludzi w każdym kolorze jest prawie odkładnie tyle samo.

Każdy z nas ma jakiś kolor dominujący, ale też pojawiają się u niego inne barwy. Zawsze będą to trzy pozostałe?

- Większość z nas jest mieszanką kolorów. Choć podejrzewam, że moja żona ma tylko jeden kolor - czerwony. Jak tylko coś pomyśli, od razu ma być zrobione. Ona opuszcza miasto, zanim ja zdążę opuścić fotel. Grupa takich ludzi jest bardzo ograniczona - stanowi raptem 5 procent. Ja jestem mieszanką trzech kolorów.

Czy tę "kolorową" teorię można przenieść na związki?

- Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Mając za sobą dwa rozwody mogę powiedzieć o tym, w jakich sytuacjach to nie działa... Jesteśmy zainteresowani osobami, które są do nas podobne, natomiast intrygują nas te, które są naszym przeciwieństwem. Po ich poznaniu najczęściej po prostu przestajemy się nimi interesować, bo nie ma z tego tytułu żadnych dodatkowych pozytywów. To zauroczenie mija, kiedy trzeba ze sobą żyć, pojawiają się różnego rodzaju problemy i troski.

Może więc doczekamy się pana książki "Zakochani w idiotach"?

- Ona raczej powinna nosić tytuł "Otoczeni przez jednego idiotę". (śmiech)

Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska
Tłumacz: Jerzy Fugas

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy