Reklama

Reklama

Klaps to nie bicie?

​Tak twierdzi ponad połowa Polaków. Dlaczego uważamy, że to najskuteczniejsza metoda wychowawcza? Jaki wpływ na rozwój dziecka mają kary cielesne? Pytamy eksperta.

- Przecież nie biję dzieci, to tylko klaps. Moi rodzice dawali mi klapsy i wyrosłam na ludzi, nie widzę w tym nic złego. Więc ja też to robię. Mówienie tego na głos jest ryzykowne, wiadomo, jacy są ludzie... Myślą, że to coś złego, a przecież to tylko klaps. To jest tak, że ostrzegam córkę, mówię jej: "Jak nie przestaniesz, to dostaniesz klapsa w tyłek". Przecież to śmieszne -  stwierdziła piosenkarka, Kelly Clarkson (38), mama River (6) i Remingtona (4).

Jak wynika z badań, ponad połowa naszych rodaków ma podobne zdanie o karaniu cielesnym dzieci. Bijemy, bo sami byliśmy bici, bo uważamy, że inaczej "dziecko się nie nauczy", bo sądzimy, że niestosowanie kar cielesnych prowadzi do bezstresowego wychowania. Tymczasem eksperci, z którymi rozmawiamy, twierdzą, że klapsy nie dość, że niczego dziecka nie uczą, to jeszcze sprawiają, że gorzej się rozwija. I jeszcze jedno - zauważają, że dla mózgu malucha nie ma znaczenia, czy je maltretujemy, czy "zaledwie" wymierzamy mu klapsa.

Reklama

Te niewinne klapsy

Dlaczego bijemy dzieci? - Bo tak jest najłatwiej. Bo w ten sposób odreagowujemy swoją złość. Dorosłemu wydaje się, że klaps jest skuteczny. Dziecko uderzone przerywa zachowanie, za które dostało. Bo boli, bo jest zaskoczone, bo czuje strach. Ale to wcale nie znaczy, że nauczyło się, że nie należy się w ten sposób zachowywać. Klaps to nasze ujście dla własnego gniewu na dziecko. Nic więcej - mówi w rozmowie z SHOW psycholog Aleksandra Piotrowska i przytacza ciekawe badania.

- Z analizy przeprowadzonej niedawno przez dwóch amerykańskich naukowców, obejmującej ponad 70 badań z ostatnich 50 lat na 161 tys. dzieci, wynika, że stosowanie klapsów nie tylko nie pomaga w wychowaniu, ale wręcz ma negatywne skutki wychowawcze. Okazało się, że dzieci doświadczające kar fizycznych m.in. mniej wierzyły w siebie, gorzej się uczyły, miały mniej przyjaciół i gorsze relacje z rówieśnikami. Badania znów pokazały, że "niegroźne" klapsy miały skutki podobne do bicia paskiem czy kablem -  mówi psycholog.

I tłumaczy to zjawisko: - Jedną z widocznych zmian w mózgu dzieci doświadczających przemocy, jest zanik substancji szarej i zmiany w zakrętach skroniowych - części odpowiedzialnych m.in. za koncentrację uwagi, inteligencję i panowanie nad impulsami. W krwi dziecka jest za duża obecność hormonów stresu, a one sprawiają, że inaczej rozwijają się komórki nerwowe mózgu. Zanikają te okolice, które za ileś lat będą odpowiadać za kontrolę zachowania. Gdybyśmy w dzieciństwie nie byli karani klapsami, to w dorosłym życiu dużo lepiej panowalibyśmy nad swoimi emocjami.

Kilka miesięcy temu dwóch amerykańskich profesorów przeprowadziło badania na tysiącach dzieci. Podzielono je na trzy grupy: te, wobec których nie stosowano kar cielesnych, te którym wymierzano "zaledwie" klapsy i te, które były bite, maltretowane. Okazało się, że jest ogromna różnica między rozwojem i zachowaniem dzieci, których nikt nie bije, a pozostałymi dwoma grupami. - Te, wobec których stosuje się klapsy, nie różnią się od tych, wobec których stosuje się ostrzejsze formy przemocy. Bo klaps z punktu widzenia i rozwoju dziecka, jego układu nerwowego i mózgu, to też przemoc - podsumowuje psycholog. 

"Mnie też ojciec lał"

To najczęstszy argument w dyskusjach o fizycznym karaniu. Skoro sami wzrastaliśmy w takiej metodzie wychowawczej, powielamy ją. Głęboko wierzymy, że tylko skarcenie dziecka spowoduje, że nabierze należnego nam rodzicom respektu i nauczy się, co mu wolno, a czego nie. Skoro my "wyrośliśmy na ludzi", znaczy, że ta metoda jest dobra i skuteczna.

Tymczasem zdaniem psychologów i psychiatrów, błędnie zakładamy, że klapsy, które otrzymaliśmy w dzieciństwie nie wpłynęły na nas. - Nie wiesz, jakim człowiekiem byś był, gdybyś nie był bity. Zapewne lepszym. Bite dziecko wyrasta i rozwija się inaczej niż mogłoby, gdyby nie karano go klapsami i razami. Wiemy natomiast, że wszyscy wielcy tyrani np. Hitler i Stalin byli wychowywani z użyciem kar fizycznych - mówi Piotrowska.

W kontrze do wspomnianej wcześniej piosenkarki jest polska aktorka, matka dwójki dzieci, Maja Bohosiewicz (29). Często wypowiada się w sieci na temat przemocy wobec dzieci.

Jest jej zdecydowaną przeciwniczką: "Nie musimy uciekać się do metod naszych ojców, którzy swoim srogim spojrzeniem potrafili zabijać. Musimy mieć świadomość, że jeżeli zastosowaliśmy klapsa, to nie była to konieczność, tylko nasza porażka, za którą należy przeprosić, bo każdemu bez względu na wiek należy się szacunek (...) Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym z mężem i NIGDY, PRZENIGDY nie uderzymy dzieci. Nie rozróżniam klapsów, lania czy plaskacza. Nie wiem na kogo wyrosną moje dzieci, nie wiem, czy dobrze je wychowuję, nie wiem, czy mam wystarczająco dużo szacunku i posłuchu u nich, ale nie chciałabym pomylić nigdy strachu z respektem. Podobno nie można rozpuścić dziecka, dając mu za dużo tego czego potrzebuje, czyli wsparcia, miłości i zrozumienia. Można je rozpuścić dając za dużo tego czego nie potrzebuje. Cieszę się, że dyskusja na temat przemocy wobec dzieci znowu jest na tapecie i na szczęście publicznie piętnuje się to zachowanie", napisała niedawno w Internecie.

Z piętnowaniem, o którym wspomniała, jest niestety różnie. Zwłaszcza, gdy co i rusz słyszymy z ust polityków, że w biciu dzieci nie ma właściwie niczego złego.

Przemoc rodzi przemoc

Nasza ekspertka zauważa, że 90 proc. stosujących kary cielesne rodziców nie utożsamia klapsa z biciem. - Mówią: "Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, przeciwnikiem bicia, ale.... Sytuacje "ostateczne" i "wyjątkowe" zaczynają się mnożyć, a klapsy wymierzane są z coraz większą siłą i łatwością. Matki, które do mnie przychodzą, mówią, że są przerażone, jak łatwo wymierzają kolejne razy - mówi psycholog.

Bywa, że klapsy zamieniają się w ciosy. Przypadków takiej przemocy w Polsce nie brakuje. Wystarczy prześledzić jakikolwiek serwis prasowy, by każdego dnia znaleźć doniesienia o maltretowanych dzieciach. W październiku wujek przypalał papierosem i bił po głowie 15-miesięczną dziewczynkę. W tym samym miesiącu w Łodzi ojciec po raz drugi już skatował swoją czteromiesięczną córkę. Dziecko przeszło poważną operację neurochirurgiczną.

W Kostrzynie rodzice pobili 10-miesięcznego synka. Miał pękniętą czaszkę i paraliż twarzy. W Ełku ojciec zakatował synka na śmierć. Chłopczyk miał zaledwie dwa miesiące.

W Krapkowicach matka, jej partner i ojciec przez trzy lata bili trzy dziewczynki w wieku 5-11 lat.

Przykłady bestialskiego zachowania dorosłych względem własnych dzieci można niestety mnożyć. Nie każdy klaps prowadzi do maltretowania, ale każda forma przemocy pozostawia w psychice dziecka ślad.

W Polsce od 2010 roku obowiązuje zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci. W każdej formie.

Justyna Kasprzak

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy