Reklama

Reklama

Niespodziewane przyczyny tycia

Ostatnie badania rzucają zupełnie nowe światło na zagadnienie otyłości.

Dlaczego tyjemy? Niektórzy badacze zajmujący się otyłością twierdzą, że przybranie na wadze należy przestać wiązać ze „zwykłym” łakomstwem. Sporządzili listę czynników, które przyczyniają się do tycia w tym samym stopniu, co przejadanie się i brak ruchu.

Małżeński hormon

Pary małżeńskie spędzają więcej wolnego czasu na wspólnym jedzeniu i oglądaniu telewizji, rzadziej wychodzą z domu, a jedyną formą ruchu jest w ich przypadku spacer – zauważyli greccy badacze z uniwersytetu w Salonikach. W dodatku po zawarciu związku małżeńskiego często zaczynają cierpieć na tzw. zespół smakosza (gourmand syndrome) – obsesję zbyt pożywnego i bogatego w składniki pokarmowe jedzenia.

Winien temu jest hormon głodu – grelina. Naukowcy przypuszczają, że stan małżeński może wpływać pobudzająco na jego produkcję. Gdy grelina występuje w organizmie w zbyt dużym stężeniu, prowadzi do nadaktywności neuronów mózgowych, również tych odpowiedzialnych za układ przyjemności i nagrody. Przybieranie na wadze powoduje niestety efekt błędnego koła, bo im większa otyłość, tym mniejsza przyjemność z jedzenia i dania muszą być coraz większe.

Reklama

Tłuszczolubny wirus

Popularny w środowisku adenowirus 36, wywołujący zapalenie żołądka, spojówek i pęcherza moczowego, sprzyja też tyciu. Wnika w macierzyste komórki tłuszczowe i przekształca je w dorosłą tkankę tłuszczową. A im więcej jej mamy, tym silniejsza tendencja do magazynowania kalorii. AD36 zainfekowanych jest najprawdopdobniej aż 30 proc. otyłych osób. Zarażamy się nim drogą kropelkową późną zimą, wiosną i wczesnym latem.

Komputer i kaloryfer

Komputeryzacja biur grozi epidemią tycia – twierdzą badacze z Uniwersytetu Alabama w Birmingham. W pracy często rezygnujemy bowiem z przysługujących nam przerw na posiłek i – by „nadgonić robotę” – pożywiamy się przy komputerze. A gdy wciągają nas wirtualne zajęcia, mózgowy ośrodek głodu i sytości w podwzgórzu z opóźnieniem śle sygnał, że jesteśmy już syci. Sięgamy więc... po kolejną przekąskę.

Otyłości winne jest też centralne ogrzewanie. Mechanizm tego zjawiska wiąże się z obecnością w naszym ciele brunatnej tkanki tłuszczowej – rodzajem zmagazynowanego między łopatkami, w okolicy szyi, śródpiersia, dużych tętnic i nerek tłuszczu, który spalany przetwarza się na ciepło. Przebywając non stop w stabilnej, wysokiej temperaturze stopniowo tracimy ową brunatną tłuszczową tkankę. W ten sposób zmniejsza się zdolność organizmu do sprawnego pozbywania się kalorii. Odkładają się one w postaci powodującego otyłość tłuszczu białego.

Czy niekorzystnych zmian można uniknąć? Tak! Fundując sobie codziennie łagodny stres termiczny, np. obniżając temperaturę kaloryfera.

Spanie przy lampce

Nawet punktowe, przyćmione światełko w sypialni wytrąca nas z rytmu dobowego, co negatywnie wpływa na przemianę materii. A – jak wynika z wyliczeń naukowców z uniwersytetu Ohio State – gdy czas nocnego odpoczynku skróci się do 4 godzin, następnego dnia spożywamy średnio o 560 kcal więcej niż przy 8 godzinach snu! Częściej też wędrujemy nocą do lodówki, by wrzucić „coś na ząb”.

Otyłość szkodzi

Już wzrost wagi o 20 proc. trzykrotnie podnosi ryzyko nadciśnienia tętniczego i hiperlipidemii – podwyższenia poziomu złego cholesterolu i trójglicerydów we krwi, a wskutek tego choroby wieńcowej, zawału serca i udaru mózgu. U 80 proc. otyłych osób pojawia się cukrzyca typu II, a BMI powyżej 40 grozi niewydolnością serca. Osoby otyłe częściej też cierpią na zaburzenia oddychania, mają kamicę, problemy ze stawami i krzyżem.

Życie na gorąco
Dowiedz się więcej na temat: tycie | hormon głodu | otyłość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje