Reklama

Są rzeczy, których nie jadam!

Jeśli ktoś chce wyprowadzić mnie szybko z równowagi, to już podaję gotowy przepis. Wystarczy poczęstować mnie czymś, co uważam za niejadalne. Co to takiego?

Przede wszystkim to, co z jedzeniem niewiele ma wspólnego, z chemią za to dużo. Wszystkie cuda z proszku, aromatyzowane, barwione bez opamiętania.

Ale także kilka innych rzeczy. Na przykład sałata lodowa. Zawsze świeża! Może leżeć w lodówce miesiąc i w ogóle nie straci na urodzie. A smakuje... w ogóle nie smakuje. Niczym. Tak zresztą jak gotowana cebula. Jeśli ktoś chce zabić wszystko, co w cebuli fajne, niech wrzuca ją do garnka, gotuje 10 minut i załatwione!

W furię wprawia mnie też niedojrzałe awokado. Twarde, aż cierpkie, a charakterystycznego, choć delikatnego smaku awokado nie czuć w tym ani odrobiny...

Reklama

Są też rzeczy, które udają inne. Masło, które jak masło jest opakowane, jak masło wygląda, a w środku... masła odrobina, a reszta to tłuszcze roślinne. Czy komuś naprawdę się wydaje, że jak się doi krowę, to leci olej?

Podobnie jest z warzywami, które rosną wyłącznie na chemii i jeszcze chemią są posypywane, żeby jakiś robaczek się na nich nie zadomowił. One tylko udają marchew, pietruszkę czy selera, a są kolorowymi dorodnymi mutantami!

Albo kurczaki z farm, gdzie hoduje się je przemysłowo czy jajka z podobnych hodowli - nawet, jeśli wyglądają na kurczaka czy jajko, smakują zdecydowanie inaczej.

Idźcie na targ, kupcie kurczaka, który biegał po podwórku i jadł ziarno, a nie genetycznie modyfikowaną kukurydzę, kupcie jajka od kury z wolnego wybiegu, a zobaczycie różnicę.

Różnicę zauważą też z łatwością ci, którzy spróbują sernika z prawdziwego wiejskiego odciskanego twarogu, a potem wezmą do ust wyrób sernikopodobny z walcowanego sera. Takiego, do którego wystarczy dodać odrobinę mąki, jajko i wsadzić do piekarnika (dla ułatwienia na opakowaniu czy pudełku jest podany przepis). Dla mnie - nie ma żadnego porównania.

A ryby? Wydaje się, że tu się nie ma do czego przyczepić. Człowiek ich nie hoduje, pływają sobie swobodnie w morzu, więc teoretycznie wszystko w porządku. Pytanie tylko - w jakim morzu? Czy - jak dorsz czy śledź - w czystym Morzu Północnym, czy - jak panga - w delcie Mekongu, zanieczyszczonej i przypominającej śmietnik. Dlatego ja pangi do ust nie biorę. Podobnie jak ryby maślanej. Tłustej, ciężkostrawnej. Zresztą zatruć się nią też można, i to porządnie.

No i na koniec coś, co nieodmiennie wprawia mnie w zły humor, choć ani niczego nie udaje, ani nie jest specjalnie chemią naszpikowane. Jest za to po prostu niesmaczne. I... uwielbiane przez 90 procent moich rodaków. To karkówka. Tłusta, nudna, niezdrowa. Już niedługo wiosna, sezon grillowy, czyli sezon karkówki. Nie życzę smacznego.

Magda Gessler

Smaki Życia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy