Reklama

Reklama

Mama chemik: Warto nauczyć się innego podejścia do sprzątania

- Dlaczego unikam płynów do płukania? Z tego samego powodu, dla którego nie korzystam z odświeżaczy powietrza. Zdaję sobie sprawę, że intensywne zapachy nie działają na nas najlepiej. Zawarte w nich składniki łączą się z powietrzem tworząc jego wtórne zanieczyszczenia – o sposobach na wysprzątanie domu przy użyciu naturalnych składników i o tym, jak unikać zbędnych wydatków na środki czystości, mówi Sylwia Panek – znana w mediach społecznościowych jako Mama Chemik – ambasadorka sody oczyszczonej i octu.

Ewa Koza, Interia.pl: Wielkimi krokami nadchodzą święta Bożego Narodzenia, a te, w wielu polskich domach, poprzedzane są gruntownymi porządkami. Producenci zasypują nas kolorową ofertą środków czystości, tymczasem pani - jako ambasadorka sody oczyszczonej i octu - zachęca do sprzątania z użyciem tych produktów. Dlaczego?

Sylwia Panek: - Trzeba wiedzieć, że w przeciwieństwie do żywności czy kosmetyków, skład środków czystości nie jest podawany w całości. Z tego, co widoczne na etykiecie, niewiele możemy się dowiedzieć. Właśnie dlatego jestem wielbicielką sody oczyszczonej i octu. Jeśli komuś nie odpowiada jego zapach, można użyć kwasku cytrynowego. Te trzy substancje wystarczą, żeby wysprzątać większość domu. Gdy już się zapoznamy z właściwościami sody, octu i kwasku, wiemy, jakie reakcje mogą zajść, do czego można ich użyć, a do czego nie są wskazane. I, co najważniejsze, wiemy czym sprzątamy.

Reklama

- W dostępnych w powszechnej sprzedaży środkach czystości widzimy najczęściej kolorową butelkę lub kolorowy płyn w przezroczystym opakowaniu, ale nie wiem, co on tak naprawdę zawiera. Nawet jeśli na etykiecie widnieją nazwy grup związków, które wykorzystano w produkcji, większości klientów niewiele to mówi.

- Są badania, które pokazują, że składniki oczyszczaczy powietrza wchodzą w reakcje z ozonem, który jest w powietrzu, w wyniku czego powstaje na przykład rakotwórczy formaldehyd. Historia niejednokrotnie pokazała, że substancje, które uznawano za bezpieczne, po latach zostały zakazane, bo okazywały się toksyczne. Mieszanina składników w konkretnym środku czystości powoduje, że mogą one reagować między sobą. Od lat wybieram ocet i sodę, bo chcę wiedzieć, czym sprzątam.

Zobacz również: Nasze babcie używały go do prania. Tkaniny dłużej pozostają czyste

Ocet kojarzy się z czystością również tym, którzy nie przepadają za jego zapachem. Jak zneutralizować jego woń?

- W okresie świątecznym często dodaję do octu naturalne olejki. Zaczyna się sezon na cytrusy. Zjadamy pomarańcze, a ich skórki wykorzystuję do sprzątania. Zalewam je octem, dodaję laskę cynamonu, kilka gwiazdek anyżu, kilka goździków i odstawiam na kilka dni. Już po dwóch dobach aromat świątecznych przypraw zdominuje lubiany czy nielubiany zapach octu.

- Podłogi myję wodą z octem - wystarczy pół szklanki octu na wiadro ciepłej wody - i kilkoma kroplami olejku pomarańczowego. W mieszkaniu roznosi się przyjemny zapach, jak po wyciśnięciu soku z pomarańczy.

Jak przy pomocy naturalnych składników wyszorować toaletę?

- U mnie powstał naturalny podział. W kuchni częściej sprawdza mi się soda oczyszczona, a w łazience ocet. Do czyszczenia toalety możemy zrobić mocniejszy roztwór wody z octem, na przykład 1:1, a jeżeli w muszli jest naprawdę duży osad z kamienia, warto użyć samego octu. W sprzedaży są też dostępne mocniejsze, nazywane gospodarczymi, roztwory octu. Zwykły ma najczęściej 10proc., gospodarczy 14 lub 16proc., więc szybciej poradzi sobie z osadem.

A dezynfekcja?

- Ocet ma właściwości bakterio- i wirusobójcze, więc częściowo odkazi toaletę, ale nie ma właściwości dezynfekujących, jak dostępne w sprzedaży żele do WC. Jednak wspomniane olejki eteryczne to nie tylko piękny zapach. Większość z nich zwalcza drobnoustroje - dodając je do octu, wzmacniamy i rozszerzymy moc czyszczącą. Każdy ze składników może działać na inne szczepy bakterii.  Znaczenie ma zarówno stężenie octu jak i czas działania na zanieczyszczoną powierzchnię. Im dłużej pozostawimy go w muszli, tym więcej patogenów zabije.

- Reklamy przekonały nas do konieczności dezynfekowania toalety. Nie bez powodu powtarza się nam, że muszla jest najbrudniejszym miejscem w domu. Co, nawiasem mówiąc, nie jest prawdą. Przecież za każdym razem, gdy korzystamy z toalety, spuszczamy wodę. Muszla jest regularnie przepłukiwana wodą. Jeśli nie ma w niej osadu z kamienia, zanieczyszczenia nie mają się na czym zatrzymywać. Wystarczy ją regularnie okamieniać. W domu są dużo brudniejsze miejsca i przedmioty. Należy do nich, bez wątpienia, gąbka kuchenna i deska do krojenia.

Zobacz również: Regulacja okien na zimę. Mama-chemik mówi, jak to zrobić

Czym dezynfekować toaletę, gdy któryś z domowników ma na przykład grypę żołądkową?

- Wtedy warto sięgnąć po żel dezynfekujący ze sklepu, ale trzeba sprawdzić etykietę. Nie każdy tego typu preparat ma właściwości dezynfekujące, o czym nie wszyscy wiemy.

Czytałam, że bardziej niż muszla zanieczyszczona jest umywalka. W jej przypadku też wystarczy ocet?

- Tak. Przyznam, że stopniowo wypracowałam sobie nawyk codziennego przecierania umywalki w trakcie wieczornej toalety. Regularne oczyszczanie jest ważne, żeby na umywalce nie powstawał osad z kamienia.

Przeciera ją pani ściereczką nasączoną octem?

- Tak, mam specjalną ściereczkę, przeznaczoną tylko do czyszczenia umywalki, i roztwór wody z octem, do którego czasem dodaję jakiś olejek eteryczny. Ostatnio moim ulubionym zestawem jest połączenie pomarańczy i mięty. Bliżej świąt pewnie pójdę w korzenne, typowo bożonarodzeniowe. Do szybkiego przetarcia umywalki można też wykorzystać ostatni, najczystszy wacik, którym zmywamy makijaż. Jednorazowe waciki świetnie zbierają zanieczyszczenia, a na umywalce nie ma żadnych smug.

Chodźmy do kuchni. Wspomniała pani, że to właśnie w niej znajdują się najbrudniejsze przedmioty. Wystarczy, że wymienimy gąbkę raz w tygodniu?

- To zależy od wielu czynników. Jeśli ktoś porządnie odciska gąbkę i zostawia ją w przewiewnym miejscu, żeby mogła wyschnąć, może używać jej nawet dłużej. Najgorsza sytuacja jest wtedy, gdy zostawiamy gąbkę w wodzie albo niedbale ją odciskamy. W środku rozwija się wtedy życie, czemu sprzyja gąbczasta struktura tego przedmiotu. Niezwykle trudno jest to wypłukać.

- Wiem, że są osoby, które myją mięso w zlewie nie zwracając uwagi na leżącą tuż obok gąbkę. Czasem tą samą gąbką, co naczynia, myją jajka. Wiem, że ludzie dezynfekują gąbki. Czytałam poparte badaniami obserwacje naukowe, z których jednoznacznie wynikało, że w trakcie prób dezynfekowania gąbki zabijane są zazwyczaj tylko najsłabsze bakterie, co wzmacnia najsilniejsze szczepy. One w niej zostaną i będą kolonizować. Gąbka stanie się jeszcze bardziej niebezpieczna niż była przed dezynfekcją. Zachęcam do jej  częstego wymieniania, to nie jest duży wydatek.

- Można też kupić wykonane z naturalnych materiałów myjki, które nie mają gąbczastej struktury i które można prać w pralce, z dodatkiem proszku dezynfekującego. Będzie to na pewno bardziej ekologiczne rozwiązanie.

Zobacz również: Te triki ze zmywarką ułatwią ci życie. Naczynia będą lśnić jak nigdy

Na czarnej liście jest też deska do krojenia. Wiadomo, że trzeba mieć odrębną do warzyw i do mięsa. A jak je czyścić?

- Jestem zwolenniczką desek drewnach, ale trzeba o nie dbać. Drewnianej deski nie można zostawiać w wodzie ani myć jej w zmywarce, bo pęknie. A jeśli pęknie, jest do wyrzucenia, bo pęknięć i głębokich rys nie sposób porządnie wyczyścić. W nich też będzie się rozwijało życie. Jednak drewniane są zdecydowanie bezpieczniejsze dla zdrowia. Jestem przeciwniczką desek plastikowych. Gołym okiem widać, że one się zużywają. Wyobrażam sobie, że drobinki plastiku przyklejają się do jedzenia, a w trakcie mycia w zmywarce uwalnia się z nich mikroplastik.

- Mam tylko drewnianą deskę, bo bardzo rzadko jem mięso. Gdybym jadła je częściej, kupiłabym szklaną lub granitową. Drewniana nie jest dobra do mięsa. W rysach i szczelinach będą się rozwijały bakterie, a drewnianej deski nie zdezynfekujemy, nie wyparzymy ani nie umyjemy w zmywarce. Szklaną i granitową można umyć w zmywarce, więc będzie to bezpieczniejsze rozwiązanie.

Jak pielęgnować drewnianą deskę?

- Warto ją od czasu do czasu zetrzeć, pocierając ostrzem noża lub papierem ściernym. Wygładzimy w ten sposób rysy. Lubię też posypać deskę solą i pocierać ją połówką wyciśniętej z soku cytryny. Praktycznie samą skórką, w której zostało trochę soku. Traktując ją jak gąbkę, szoruję deskę przez kilka minut.

Pani jest już mocno zaawansowana w ekologicznym sprzątaniu. Podpowie pani od czego zacząć zmianę nawyków?

- Jestem zwolenniczką stopniowych zmian, one najlepiej się sprawdzają. Na początek polecam dwie rzeczy. Pierwsza, to połączenie wody z octem do sprzątania łazienki. Najlepiej zacząć od proporcji 1:1. Taki roztwór nadaje się do odkamieniania, czyszczenia płytek i luster. Drugi patent, to soda oczyszczona, którą doskonale wyczyścimy przypalony garnek. Wystarczy wlać do niego tyle wody, żeby pokryła całą przypaloną powierzchnię, dodać 2-3 łyżki sody oczyszczonej i zagotować. Po kilku minutach przypalone resztki odklejają się od powierzchni garnka. Soda jest świetna w takich przypadkach. Doskonale usuwa też tłuszcz.

To dobry argument dla sceptyków.

- Pozwala zobaczyć, jak duża jest jej siła działania, i już z tą sodą zostać.

Jakie są korzyści ze sprzątania przy użyciu naturalnych produktów?

- Poza tym, że wiemy czym sprzątamy i że to są substancje bezpieczne dla naszego zdrowia, sprzątanie wychodzi dużo taniej i z korzyścią dla środowiska. Gdy polubimy się już z tą sodą, warto kupować ją w większych opakowaniach. Zapłacimy 5-6 zł za kilogram - to wystarczy na długo.

- Na bazie sody, do której dodaję odrobinę wody, robię pastę czyszczącą przypominającą popularne mleczka. Jeśli mam szare mydło, ścieram je na tarce i dodaję do wody przed połączeniem z sodą. Pasta ma wówczas lepszą konsystencję. Zamiast szarego mydła można dodać płyn do mycia naczyń - taka pasta świetnie wyczyści piekarnik - albo mydło do rąk, gdy chcemy wyszorować wannę. Naturalne pasty nie niszczą rąk, używanie rękawiczek nie jest konieczne, a ich koszt jest kilkukrotnie niższy w porównaniu z dostępnymi w sprzedaży mleczkami czyszczącymi.

- Warto sobie uzmysłowić, że my naprawdę nie potrzebujemy tego wszystkiego, o czym mówią reklamy i nauczyć się innego podejścia do sprzątania.

Obok porządków, dla wielu osób święta to dobra okazja, żeby kupić sobie jakiś ciuszek. Dlaczego nowo zakupioną rzecz trzeba wyprać przed założeniem?

- Są dwa zasadnicze powody. Po pierwsze, na ubraniach, które przynosimy ze sklepu są drobnoustroje przenoszone przez setki, a czasami nawet tysiące rąk, które ich dotykały. Chodzi nie tylko o klientów i obsługę sklepu, ale też cały proces produkcji i transportu. Nie wiemy w jakich warunkach te ubrania było szyte i przechowywane. Po drugie, musimy oczyścić ubrania ze środków, które pozostały na nich po etapie produkcji i transportu. Odzież z krajów azjatyckich dociera do nas zazwyczaj drogą morską. Wilgoć sprzyja rozwojowi pleśni, więc tkaniny bywają zabezpieczane formaldehydem. On pozostaje w ubraniach. Formaldehyd jest substancją rakotwórczą. Trzeba dbać, żeby jak najrzadziej mieć z nim kontakt. Są też osoby, które mają na niego alergię.

- Lepiej wyprać to, co przynosimy ze sklepu, żeby nie drapać się przy wigilijnym stole.  Formaldehyd może wywołać wykwity skórne przypominające rumień wielopostaciowy. W ubraniach są też pozostałości barwników i substancji, które mają zabezpieczyć ubrania przed gnieceniem czy nadać im piękny zapach.

- Choć bawełna wydaje się bardziej ekologiczna niż poliester czy akryl, które są otrzymywane z ropy naftowej, jej uprawa też jest bardzo obciążająca dla środowiska. Używa się do niej ogromnych ilości pestycydów. Ich szczątki zostają w tkaninach. Ubrania z bawełny poddawane są wybielaniu albo barwieniu, dochodzą więc barwniki albo chlor, z którego zostają niebezpieczne dla człowieka dioksyny. Czytałam, że w tkaninach może być nawet 800 różnych substancji. Wiadomo, że to są niewielkie ilości, ale ich działanie się sumuje.

Czy pierwsze pranie powinno rządzić się innymi zasadami?

- Na pewno zrezygnowałabym z płynu do płukania. W tych produktach często są substancje, które oblepiają włókna. Dzięki płynom do płukania tkanina ma pachnieć i być miękka. Dodanie takiego składnika do płukania trochę koliduje. Przecież, z założenia, jest to ten etap prania, na którym wszystkie substancje powinny zostać wypłukane z tkaniny. Zamiast płynu do płukania możemy użyć octu albo roztworu kwasku cytrynowego.

- Woda z octem lub z kwaskiem cytrynowym to też świetny sposób na pozbycie się niechcianych zapachów z ubrań. Warto namoczyć je, powiedzmy na godzinkę, i dopiero później wyprać. Tę metodę polecam osobom, które wiedzą, że mają alergię na formaldehyd. Namoczenie ubrań przed pierwszym praniem da pewność, że wszystkie substancje zostały wypłukane z tkaniny. Można też wybrać program z dodatkowym płukaniem.

Płyn do płukania raczej nie ma u pani dobrych notowań.

- W moim rodzinnym domu nie używało się płynów do płukania, więc weszłam w dorosłość bez tego nawyku. Bardzo rzadko używam czegoś do płukania. Jeśli już, to jest to ocet lub ocet zmieszany z wodą.

- Dlaczego unikam płynów do płukania? Z tego samego powodu, dla którego nie korzystam z odświeżaczy powietrza. Zdaję sobie sprawę, że intensywne zapachy nie działają na nas najlepiej. Zawarte w nich składniki łączą się z powietrzem tworząc jego wtórne zanieczyszczenia. Są też zapachy, które nam nie sprzyjają. Czasem jest tak, że jesteśmy rozdrażnieni, mamy problem z koncentracją, a nawet z bezsennością z powodu zapachów, którymi się otaczamy, a zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy.

- Płyny do płukania mają bardzo długą listę składników. Skład przedstawiony na etykiecie może być króciutki. Jednak gdy zagłębiłam się w rzeczywistą listę składników, naliczyłam ich  aż 26. W składzie jednego z płynów do płukania znalazłam substancję zmiękczającą, chyba siedem różnych substancji zapachowych, emulgatory i barwniki.

- Emulgatory sprawiają, że płyn jest idealnie gładki, ma doskonałą gęstość i konsystencję. Barwnik też nie ma żadnej innej roli poza poprawą wyglądu produktu. Producenci dobrze wiedzą, że szybciej zapamiętamy, powiedzmy, niebieski płyn, a gdy będziemy wlewać go do szufladki, zobaczymy, że jest błyszczący i ma idealnie lejącą konsystencję. Powiew luksusu zostaje w głowie. Do takich produktów częściej wracamy.

Sylwia Panek - chemiczką z zawodu. Porzuciła pracę w laboratorium i od 2018 roku dzieli się swoją wiedzą w mediach społecznościowych oraz na blogu, jako Mama Chemik. Jej konto na Instagramie obserwuje już ponad 91 tys. osób. Jako ambasadorka sody oczyszczonej i octu, uczy, jak skutecznie wykorzystać je do sprzątania. Porusza też zagadnienia związane z troską o zdrowie i przyszłość planety. Mówi o otaczających nas związkach chemicznych, o tym, co dla nas dobre, a czego warto unikać.

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy