Reklama

Reklama

Alkoholiczki. Jak piją kobiety uzależnione od alkoholu?

Panie szybciej upijają się od mężczyzn, częściej popadają w uzależnienia i trudniej przyznać się im do choroby - takie hasła pojawiają się najczęściej, gdy opisywany jest alkoholizm kobiet. Problem ten dotyczy również Polek, które według statystyk piją coraz więcej. Ich uzależnienie jest jednak inne niż mężczyzn.

Według statystyk udostępnianych przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych niemal 80 proc. kobiet spożywa alkohol. Prawdopodobnie większości z nich daleko do niezdrowego uzależnienia, który nazywamy alkoholizmem. Trudno jednoznacznie nakreślić granicę, która odgradza "normalne" picie od tego, zagrażającemu naszemu zdrowiu. Dlaczego? Bo nie dostrzegamy w jednym kieliszku czerwonego wina zagrożenia. Alkohol stał się częścią codziennego życia. Jeszcze wieki temu wykształciliśmy własną kulturę picia, w której kobiety są tylko jedną z poszkodowanych grup.

Reklama

Kobiety dorastają w kulturze picia

Pierwszą styczność z alkoholem mamy już zazwyczaj w wieku nastoletnim. Jak donosi warszawski serwis informacyjny stopuzależnieniom.pl, nastoletnie dziewczęta znacznie wcześniej niż chłopcy sięgają po kieliszek, bo już w wieku 15 lat. Powodem jest nie tyle sama ciekawość, ile chęć dopasowania się do grupy i udowodnienia, że jest się już dojrzałym.

"Wcale nie miałam jakiejś wyjątkowej relacji z alkoholem - po prostu wszyscy piliśmy: na boisku po meczach piłki nożnej i na imprezach w domach, kiedy rodzice wyjeżdżali na weekend, na zmianę sypialiśmy na podłodze w łazience, a w poniedziałki wspominaliśmy weekendowe balangi. Lubiłam alkohol, bo zapewniał mi status, pomagał dopasować się do grupy" - pisze Holly Whitaker w książce "Na zdrowie. Jak trzeźwiałam w kulturze picia", w której opisuje swoją drogę do trzeźwości i doświadczenia z lat uzależnień od alkoholu. Niezależnie od szerokości geograficznej nastolatki dorastają w przekonaniu, że picie daje im swobodę, a upijanie się zbliża do upragnionej dorosłości. Wkraczają w nią, widząc, że alkohol odgrywa w życiu dojrzałej osoby ważną rolę. W końcu pozują z nim do zdjęć zadowoleni celebryci, popijają okazjonalnie krewni oraz reklamują najwięksi idole.

Młode kobiety wierzą więc, że picie to naturalny element bycia dorosłym. Włączają do swojego stylu życia upijanie się i wszelkie jego konsekwencje niemal bezrefleksyjnie. Często niepostrzeżenie przekraczają granicę uzależnienia. Statystyki jasno pokazują, że kobiety pijące przed ukończeniem osiemnastu lat są bardziej narażone na ataki fizyczne i przemoc. Z drugiej strony te, które doświadczyły seksualnej przemocy, są o 50 proc. bardziej skłonne, by się upijać.

"Wino zupełnie mnie zdominowało. Było symbolem statusu, czymś, co wypracowałam tak jak mój gust do niezależnej muzyki czy też kolekcję szpilek w umiarkowanych cenach. I jeszcze jedna uwaga na temat mojego picia w pierwszej połowie moich dorosłych, lecz młodych lat: było ono prawie niezauważalne. Piłam i upijałam się. W pewnym momencie nie trzymałam już butelki wina w lodówce przez tydzień, nie mogłam sobie także przypomnieć, kiedy ostatnio kończyłam dzień bez alkoholu" - wyznaje Whitaker. Rodzaj alkoholu nie pozostaje tu bez różnicy. Kobiety najczęściej piją wino. Sytuacja nie różni się także wśród Polek. Aż 45 proc. respondentek Centrum Badania Opinii Społecznej wskazało je jako ulubiony trunek.

Mit lampki czerwonego wina

Co różni dietę Francuzów i Amerykanów oraz sprawia, że ci pierwsi żyją dłużej, nie mają problemów z otyłością, a ich długość życia wypada lepiej? Reporter Morley Safer z CBS stwierdził w dokumencie "Francuski paradoks", że to wino tak dobrze wpływa na zdrowie Francuzów. Ideę dziennikarza przez lata popierano szeregiem badań, aż wreszcie stworzono tezę: lampka czerwonego wina pita codziennie do obiadu to samo zdrowie. Przekonywały ją do nas nie tylko światowe media, ale również kardiolodzy, którzy twierdzili, że napój z fermentowanych winogron korzystnie wpływa na pracę serca. Współczesne badania przeprowadzone przez American Hearth Association jednoznacznie stwierdzają, że wypijanie nawet niewielkich ilości alkoholu może prowadzić do długofalowych i poważnych konsekwencji zdrowotnych.

- W tym dużym badaniu dotyczącym spożycia alkoholu i migotania przedsionków stwierdzono, że osoby, które spożywały średnio jeden drink dziennie, narażone były na 16 proc. większe prawdopodobieństwo rozwoju choroby niż osoby, które nie piły. To z kolei wiąże się ze zwiększonym ryzykiem udaru i niewydolności serca - mówi Iwona Kmieć, doktor neurofarmakologii, specjalistka mechanizmów nawrotów do uzależnień.

Naukowcy z Washington University School of Medicine w St. Louis odkryli jeszcze więcej informacji na temat tego, jak szkodliwe może być spożywanie nawet jednego drinka dziennie. Osoby, które piją lampkę wina cztery lub więcej razy w tygodniu "dla lepszego krążenia" narażeni byli na niemal 20 proc. wyższe ryzyko przedwczesnej śmierci. Co ciekawe, niekorzystne wyniki były spójne we wszystkich grupach wiekowych.

Eksperci uważają jednak, że picia jednej, małej lampki wina nie powinno utożsamiać się z uzależnieniem od alkoholu. Jednocześnie nie istnieje zbyt wiele danych, które przedstawiałyby związku takiej ilości trunku i rozwoju alkoholizmu. Z drugiej strony, rozsiadając się co wieczór na kanapie przed telewizorem z kieliszkiem wina w ręce, zwiększamy tolerancję na działanie alkoholu. Na rozwój uzależnienia narażone są szczególnie te osoby, których krewni także mieli problem z nadużywaniem alkoholu.

- Na pewno należy uważać, gdy alkoholizm występował w naszej rodzinie lub w sytuacji, gdy alkohol jest sposobem radzenia sobie ze stresem. Rozwój tolerancji na działanie alkoholu następuje szybciej, jeśli alkohol jest zawsze podawany w takiej samej sytuacji. Z czasem może okazać się więc, że jedna lampka już nie wystarcza - dodaje specjalistka. Okazjonalny kieliszek wina może z czasem przerodzić się w wypijanie całej butelki lub sięganie po mocniejsze trunki. Jesteśmy bowiem przekonani, że ukoi nasze nerwy i zrelaksuje po całym dniu pracy. Im większą tolerancję zdobywamy, tym więcej napoju potrzebujemy do uzyskania stanu, w którym odczuwamy spokój.

Alkohol sposobem na ucieczkę od problemów

Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni upijają się z powodów emocjonalnych. Uciekają od problemów, rozładowują stres, łagodzą stany lękowe lub uciekają od samotności. Iwona Kmieć przeprowadziła w zeszłym roku badania, które pokazały, że czynnikiem wyzwalającym nałóg u kobiet jest zazwyczaj dramatyczne wydarzenie takie jak nagła śmierć bliskiej osoby, trauma seksualna czy przemoc w rodzinie.

- Mężczyźni kojarzą alkohol z imprezami i rozrywką. Dla kobiet jest on sposobem na kryzys lub problematyczną sytuację - tłumaczy ekspertka. Alkoholizm to jedna z najbardziej demokratycznych chorób. Może zapaść na nią każdy, niezależnie od pozycji społecznej, wykształcenia czy wykonywanego zawodu. Choć o uzależnieniu od alkoholu wciąż myśli się w Polsce stereotypowo i przypisuje się go do marginesu społecznego, coraz częściej przyznają się do niego kobiety świetnie wyedukowane oraz zajmujące wysokie stanowiska w pracy.

- Kobiety sukcesu mają więcej okazji do picia i bujniejsze życie towarzyskie - podobnie jak mężczyźni, ale w ten sposób rozładowują też stres i radzą sobie z problemami. Motyw społeczny picia alkoholu jest więc u nich częstszy niż u innych kobiet, ale u podłoża rozwoju uzależnienia leży motyw ucieczkowy - celem jest zredukowanie napięcia, poprawa nastroju, odprężenie oraz zapomnienie o kłopotach - wyjaśnia Kmieć.

Do podobnego wniosku doszła w swoich badaniach Ewa Palikot, studentka psychologii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Wśród przebadanych kobiet aktywnych zawodowo do spożywania alkoholu w sytuacjach stresowych przyznawały się najczęściej te, zajmujące stanowiska pomocnicze. Tuż za nimi znalazły się panie, które zarządzały ludźmi i pełniły obowiązki kierownicze. Według Palikot wynika to prawdopodobnie z faktu, że osoby obejmujące wyższe stanowiska nie obawiają się o swoją pozycję. Kobiety znajdujące się niżej w hierarchii pracowniczej stresują się bardziej, bo znacznie łatwiej je zastąpić, a na dodatek muszą znosić sporą presję ze strony przełożonych. Alkohol staje się dla nich sposobem na szybką poprawę nastroju. Wypijają go w samotności i skrywają rozwijający się nałóg. Bardziej niż mężczyźni wstydzą się przyznać do problemu, głównie z obawy przed społecznym osądem oraz odrzuceniem ze strony najbliższych.

- Ten wstyd wynika ze społecznego postrzegania roli kobiety i dużych wymagań wobec niej - jako oddanej matki, strażniczki domowego ogniska, radzącej sobie z wszelkimi przeciwnościami. Mężczyznom wybacza się więcej. Jedna z moich rozmówczyń powiedziała: nie chcę być postrzegana jako matka-krzywdzicielka. Dlatego kobiety lepiej ukrywają problem z alkoholem - nie upijają się w miejscach publicznych, rzadziej tracą pracę z powodu problemów z alkoholem - dodaje Iwona Kmieć.

Matce alkoholizmu się nie wybacza

"Nieobecność ojca w domu jest w naszej kulturze zrozumiała. Nieobecni byli żołnierze, marynarze, myśliwi, a więc fakt, że nieobecny alkoholik nie rujnuje porządku świata" - pisze terapeutka Magdalena Ilnicka. Za to rujnuje go uzależniona od alkoholu matka. Kobiety są najbardziej stygmatyzowane społecznie właśnie wtedy, gdy jednocześnie piją i opiekują się dziećmi. Sięgają po kieliszek zazwyczaj po urodzeniu dziecka, przytłoczone nowymi obowiązkami, zamknięciem w domu i szybkim, nierzadko bolesnym odcięciem się do poprzedniego życia. Ponoszą też większe koszty emocjonalne swojego picia oraz trzeźwienia. Kac moralny po wieczorze spędzonym z butelką alkoholu bywa nie do zniesienia.

Grażyna Płachcińska, autorka artykułu "Taki wstyd" wyjaśnia, że można dokonać różnych podziałów pijących matek: ze względu na ich wiek, wiek dzieci, zamożność i wykształcenie. Podziały te nie wpływają jednak na to, w jaki sposób postrzegane są kobiety. "Jedyna różnica polega na tym, że te bogatsze i lepiej wykształcone piją lepsze alkohole, a ich uzależnienie później wychodzi na światło dzienne" - dodaje Płachcińska.

Pijące matki najczęściej zaprzeczają, że mają problem, nawet same przed sobą. Rola opiekunki rodziny skutecznie powstrzymuje je przed zwróceniem się o fachową pomoc. Przejmują się bowiem opinią rodziny oraz znajomych. Katują się dodatkowymi obowiązkami, żeby odpokutować stany nietrzeźwości. Gdy czują się przytłoczone, znów sięgają po kieliszek, aby zapić poczucie winy. Magdalena Ilnicka podkreśla, że w zaawansowanych stadiach uzależnień samo posiadanie dzieci przyczynia się u matek do intensywniejszego picia, któremu towarzyszą również lęki oraz paranoidalne myśli. Choć trudniej im przyznać się do nałogu niż kobietom bezdzietnym, częściej kończą terapię dzięki silnej motywacji do zmiany nawyków.

Więcej inspirujących materiałów o gwiazdach, modzie i stylu życia znajdziesz na naszym Instagramie

Czytaj również:

Czy sekspraca to też praca? Przyglądamy się dyskusji

Leczenie onkologiczne, a zmiana wyglądu. Jak się z nią pogodzić?

W jaki sposób wspierać osoby z myślami samobójczymi?


 

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy